Nie samym językiem człowiek żyje…

Można powiedzieć, look że jest to dość przewrotny temat dzisiejszego wpisu, bo studia w naszym Instytucie (jak już sama nazwa wskazuje, tu: Instytut Językoznawstwa) polegają przede wszystkim na nauce języka. Dlatego studenci głównie na tym zajęciu skupiają swoją uwagę. Ja chciałabym jednak skupić się dziś na muzyce.

Przed nami gorący okres sesji egzaminacyjnej, ale i karnawału. Łatwo jest mówić i przekonywać, że należy umiejętnie łączyć naukę z rozrywką. Przeciętny człowiek, mimo że potrafi tę sytuację zracjonalizować i tym samym pozostawać w zgodzie ze swoimi postanowieniami, niekiedy jednak ulega pokusom lub poddaje się poczuciu obowiązku i tym samym popada raz po raz w nadmiarowość ? naginając się zbytnio to w jedną, to w drugą stronę. A skoro o karnawale mowa, to tu i teraz chciałabym zająć się bardziej rozrywką niż nauką. Jak powszechnie wiadomo rozrywkę mogą nam zapewnić nie tylko wszelkiego rodzaju kluby, bary, puby, itp. Dlatego proponuję, abyśmy z początkiem nowego roku zadbali mimo wszystko o wysokich lotów ucztę dla ducha. A taką może zapewnić nam wyjście do teatru czy filharmonii. Nie bójmy się kultury wysokiej, ona jest dla każdego. Czasami może być ciężkostrawna, ale innym razem może okazać się nieprzewidywalnie lekka. Wpierw spróbujmy sprawdzić to na sobie, a dopiero potem ewentualnie zacznijmy wydawać na ten temat poważne opinie.

Nie ulega wątpliwości, że umiejętność odpowiedniego zbalansowania obowiązków z przyjemnościami jest rzeczą trudną. Sami wiemy, że kiedy kończy się kolejny rok kalendarzowy, przychodzi czas na refleksje i podsumowania, a wchodząc w nowy rok, niemal każdy z nas sporządza swoją listę postanowień i zadań, których chce się dzielnie trzymać. No właśnie ? CHCE. Tyle tylko, że to nie zawsze wychodzi, czyli… bardzo rzadko udaje się wcielić w życie. W słusznym niewątpliwie dziele realizacji noworocznych postanowień najważniejsza jest, jak sądzę, rzetelność i wytrwałość w dążeniu do osiągania swoich celów. I tego właśnie Wam i sobie życzę, Drodzy Czytelnicy!

A podtrzymując wątek, że nie samym językiem student żyje, chciałabym podzielić się z Czytelnikami garścią przemyśleń na temat własnej pasji, którą obok języków obcych jest muzyka. Od pierwszych lat swojej edukacji równolegle uczęszczałam do dwóch szkół ? jedną była regularna szkoła podstawowa, gimnazjum i liceum, po studia włącznie, a drugą szkoła muzyczna I i II stopnia, także aż po studia. Dziś jestem już absolwentką Etnolingwistyki naszego Uniwersytetu, ale i studentką ostatniego już roku studiów magisterskich Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu.

Muzyka towarzyszy mi od dawna, a wykonuję ją jako instrumentalista od piętnastu już lat.  Realizuję się na scenach teatralnych i akademickich, uczestnicząc w wielu różnorodnych projektach orkiestrowych, kameralnych i solowych. Moim ulubionym rodzajem muzyki jest muzyka filmowa. Na marginesie tylko w tym miejscu pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest to osobny gatunek muzyczny.

Wspólnie z akademicką orkiestrą CoOperate ? w skład której wchodzą studenci Akademii Muzycznej w Poznaniu ? wykonuję między innymi muzykę filmową. Można jej posłuchać (tej muzyki i tej orkiestry) w murach akademickiej Auli Nova, kilkaset metrów od Collegium Novum. Ja w tej orkiestrze zajmuję miejsce pierwszej klarnecistki.

Studenci, którzy bezinteresownie, a to znaczy, że z wielkim zaangażowaniem i poświęceniem własnego czasu, wykonują muzykę filmową, sami pozyskują nuty, partytury całych suit, aby później ręcznie bądź w odpowiednim programie komputerowym przepisać partię dla każdego głosu, czyli dla każdego instrumentu. Zapewniam, że jest to bardzo żmudna praca. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że studenci bez nakazu ze strony profesora, czy innego organu sprawującego władzę akademicką, potrafią zebrać się w grupę około 60, a niekiedy nawet i 150 osób (jeśli grane są utwory z partiami chóralnymi), a potem chcą i potrafią wykonać trudną dla wykonawców, ale niezwykle przyjemną dla odbiorcy muzykę. To daje ogromną satysfakcję wszystkim zainteresowanym, czyli i młodym muzykom, i publiczności.

A skoro o tym mowa, to muszę od razu rozczarować naszych wiernych słuchaczy (jeżeli wśród czytelników są takowi), ponieważ w okresie rozpoczętego właśnie karnawału nie będzie żadnego koncertu muzyki filmowej w wykonaniu orkiestry CoOperate. Najbliższy taki koncert planowany jest dopiero na kwiecień tego roku.

Kiedyś uwielbiałam operę i często chodziłam na takie przedstawiania. Koncerty w filharmonii i wielkie dzieła symfoniczne to również uczta dla mojego ucha. Artyści piosenkarze lub piosenkarki ze swoją twórczością symfonicznie (np. Sting), to również propozycja, która może dać więcej satysfakcji niż to, co proponują popowe brzmienia Rihanny lub Beyoncé, słuchane na co dzień. Dlatego też, Drodzy Czytelnicy, namawiam Was, abyście spróbowali odnaleźć swój ulubiony gatunek muzyki w segmencie kultury wysokiej. I zapewniam, że przysporzy to Wam wiele radości w odkrywaniu nowych wrażeń.

Spójrzmy zatem na repertuary Teatru Polskiego, Teatru Wielkiego, Filharmonii, Operetki, czy nawet na plakaty umieszczane w Akademii Muzycznej. Zainteresujmy się czymkolwiek z tego obszaru muzyki, włóżmy trochę wysiłku we własny rozwój, a na pewno tego trudu nie pożałujemy! Na końcu tej drogi jest bowiem przyjemność. I to nie byle jaka!

Paula Trzaskawka

Doktorantka w IJ UAM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


× dwa = 8