Dziewczyna

Ósmy, this web równie ważny jak wszystkie inne, punkt Dekalogu Fuglewicza (inżyniera Piotra Fuglewicza, w znacznym stopniu pośrednio, lecz jednak ? jako szefa Zespołu, który opracował legendarny już spellchecker ? znamy prawie wszyscy; zna w każdym razie ten każdy, komu taki jeden popularny pośród popularnych edytor podkreśla czerwonym wężykiem wprowadzony w chwili słabości wyraz ?ktury?), składającego się z dziesięciu tez opisujących parametry harmonijnego i ogólnie fortunnego współżycia sieciowego, mówi, że:

VIII.    Nie staraj się zaprzyjaźniać na siłę. Jeśli tak się składa, że nie masz z kimś ?wspólnej chemii?, nie próbuj być jego kontaktem bezpośrednim. Jeśli jest w sieci, to być może przez kontakty wspólnych znajomych któregoś stopnia łatwiej dojdziesz do potrzebnego ci rezultatu.

Całość dictum sprowadza się do tego, że nie tylko, tu wytarte: warto być sobą (gdyż przynosi to, per saldo, wielkie korzyści, a o korzyści, korzyści pojmowane czysto, sprawiedliwie i zasłużenie, idzie), ale że nie warto podejmować żadnych działań w kierunku przeorganizowania danego (mocno possanego; Wiemy, jak poruszać tym, co mama w genach dała; z mlekiem matki) id,nawet ego czy superego. Jeszcze silniej wątek ten artykułuje punkt ostatni, czyli, jak nazwa dekalogu wskazuje, dziesiąty:

X.    Nie rób nic na siłę. Sieć niesie sama. Sprawy, które się w niej dzieją, podlegają prawom termodynamiki społecznej ? czyli są wypadkową fizyki, psychologii i socjologii. Nie jesteś w stanie wywierać wpływu na sieć inaczej, jak tylko stosując zasady ?czystej gry?. Wtedy nosi najlepiej.

Dekalog Fuglewicza, przytoczony ? w jednej piątej ? w cwanej formule teaserka, jest dobrą matrycą służącą do pewnych przekształceń, tj. do jego interpretacji odbiegającej od materii kontaktów sieciowych. Rzecz będzie jeszcze o meandrach recepcji teorii naukowej (bo punktem docelowym każdego badacza dowolnego subsystemu uniwersum jest sformułowanie teorii naukowej, niezależnie od form wysłowienia owej teorii ? byleby w reżymie logiki).

Oto załóżmy, że należymy do tej wąskiej grupki, której członkom udało się zbudować pewną (jakąkolwiek, ale ? w ocenie zdroworozsądkowej, tj. niekontrintuicyjnej ? nietrywialną) teorię naukową o dowolnym zasięgu. O ile teoria ta nie jest ufundowana wskutek indywidualnej fantazji (homo fantasticus), wydobywanej z własnoosobowo zarysowanego popytu, i nie jest wybitnie wycelowana w zaspokajanie równie indywidualnych, wręcz intymnych naukowo potrzeb (coś w rodzaju przypadku Grigorija Perelmana), to największą namiętnością jest to, aby została ona przyjęta w poczet serio respektowanych teorii naukowych. Respektowanych, rzecz jasna (tj. rzecz jasna ? od L. Flecka), w pewnym wyrobionym, odpowiednim stylu myślowym, czyli właśnie we Fleckowskim kolektywie myślowym. W wariancie luksusowym teoria nasza zostanie obalona (inny badacz zaproponuje taką klasę zdań, które ekonomiczniej, donioślej, schludniej [scil. ogólnie piękniej; piękno teorii naukowej, zwłaszcza w obszarze nauk ścisłych, to znana od dawna kategoria oceny] zlicytują fragment dyskutowanego uniwersum). W wariancie superluksusowym teoria (?w obiegu?; cokolwiek obieg by znaczył: czy to międzykontynentalny kongres naukowy pod hasłem?, czy lokalna wspominka doktoranta in vitro), choć atakowana (przy czym nie chodzi tu o nieszczęsne pseudoataki), pozostanie z nami do kresu dni (poza tym kresem wgląd w losy naszej teorii naukowej jest utrudniony, w każdym razie, jak dotąd, ciężko o wiarygodne relacje spoza). Rozwiązanie najbardziej wredne (przy założeniu, że bezpośrednio zainteresowanym nie jest, jak wspomniano, odludkowe dziwadło) to obojętność, wyrażająca się w braku jakiegokolwiek i czyjegokolwiek wyrażania.

W jaki sposób łączy się wątek Dekalogu Fuglewicza i autopielęgnacji, promocji, obrony itp. teorii naukowej? Otóż łączy się bez reszty. W wyłuszczeniu: jedynym dorzecznym zachowaniem względem własnej teorii naukowej jest stosowanie zasady ?czystej gry?. O ile wszelkie zgrywy i odkształcenia, hiperbole i fałsze możliwe są do krótkodystansowego, chybotliwego wcielenia w życie, tak w szerszej populacji nie mogą one zdobyć właściwego uznania w całej naturalności i w końcowym rozliczeniu tracą na znaczeniu, a wręcz zaczynają działać na szkodę ich nierzetelnych autorów. Czas oczekiwania na exempla rozliczenia (zwycięstwo, rozumiane po prostu jako neutralizacja loży szyderców albo jeszcze prościej: zmiana fazy) może być przeróżny: kwadrans, kilka lat, kilka stuleci. Przy czym Dekalog Fuglewicza mówi coś jeszcze innego: jakakolwiek aktywność skierowana na rzecz promocji własnej teorii (w tym też teorii własnej osoby) jest bezcelowa. Cokolwiek podjęte zostanie dla organizacji sprawy, doczeka się blokady ze strony szeroko rozumianej materii.

Tutaj można by argumentację zamknąć, gdyby nie to, że w połowie lat 20. ubiegłego stulecia Bolesław Leśmian ogłasza wiersz ?Dziewczyna?. Opowiastka w świecie przedstawionym sprowadza się do mniej więcej takiej sekwencji: dwunastu robotników usłyszało wydobywający się za mury płacz Dziewczyny, co skłoniło ich do bezkompromisowego dotarcia do źródła lamentu w drodze zburzenia muru; pokonanych zmęczeniem robotników zastąpiły w konsekwentnym działaniu ich cienie, z kolei te ostatnie zastąpiły młoty (z przyciskiem: same przez się); w rezultacie przebicie muru nie ujawniło ani żadnej dziewczyny, ani niczego innego. Wiersz jest jaskrawą pochwałą upartego do granicy natręctwa bezpotknięciowego działania nie tylko za cenę braku ostatecznej nagrody, ale nawet za cenę braku uzasadnienia przyczyny wysiłku. Czysta apologia czynu bez względu na miarę jego zasadności.

***

Kończąc (cum grano salis): istnieją dwie niepłonne dyrektywy jawnie wchodzące ze sobą w kolizję. Oto stajemy przed tajemnicą superracjonalizacji: raczej robić coś czy raczej nie robić nic. Wytworzyć teorię naukową i usunąć się z pola widzenia czy trwać na jej straży, dążąc wszelkimi sposobami do jej głębokiej recepcji? Głębokiej w sensie: jeden do jednego, tj. z niewybiórczym przejęciem całości systemu poznawczego. W jaki sposób dobrze rozważyć, a wpierw wyodrębnić w fundamentalnym i prymarnym dla dowolnej ludzkiej aktywności zadaniu segmentacji zasoby dla podjęcia takiego a takiego zadania?

I tak powstał czokapik…

Z sukcesem rozwikłania tego dylematu życzy wszystkim Czytelnikom bloga Instytutu Językoznawstwa w roku 2014 niżej podpisany.

***

 prof. dr hab. Piotr Wierzchoń

1 2 3

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


sześć × 9 =