Nie tylko Gangnam Style

Pośród studentów i absolwentów Instytutu Językoznawstwa nietrudno znaleźć takie osoby, abortion które już przed podjęciem swoich studiów na danym kierunku były przekonane, że to właśnie jest droga dla nich. Nie będzie jednak zaskoczeniem fakt, że istnieje też liczna grupa osób, dla których decyzja o podjęciu studiów w Instytucie była raczej przypadkowa niż skrupulatnie przemyślana. Moja skromna osoba może służyć za podręcznikowy przykład przedstawiciela tej właśnie grupy, a wybranym przeze mnie kierunkiem była filologia koreańska. I ten spontaniczny wybór z wielu powodów okazał się niezwykle trafny.

Dziś jestem absolwentem filologii koreańskiej. Na stałe mieszkam i studiuję w Seulu. Jednak, kiedy pierwszy raz pojawiłem się na zajęciach w IJ, moje zainteresowania dalekie były od tematów związanych z językoznawstwem, lingwistyką, Azją czy samą Koreą. W odpowiedzi na pytanie o moje hobby czy pasje, w pierwszej kolejności pojawiłyby się muzyka, gitara, zespoły, koncerty. Języki obce i Azja miałyby duży problem, aby znaleźć się na tej liście. Właśnie dlatego tym bardziej zaskakujące może być to, jak dzięki studiom na koreanistyce i wyjeździe do Korei udało mi się połączyć obie te dziedziny w sposób, którego osiemnastolatek składający kilka lat wcześniej dokumenty w Collegium Novum nie byłby w stanie przewidzieć.

Pierwszy raz pojawiłem się w Korei Południowej latem 2008 roku jako student wymiany międzyuniwersyteckiej, aby przez rok uczęszczać na zajęcia z języka koreańskiego na jednym z seulskich Uniwersytetów. Jak się okazało, nie była to moja ostatnia wizyta w tym kraju. Z biegiem czasu postanowiłem bowiem, że Korea jest miejscem, w którym chciałbym zatrzymać się na dłużej.

Jednym z powodów takiej decyzji było odkrycie lokalnej sceny muzycznej, która okazała się dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Nie jest tajemnicą, że zachodni świat postrzega koreańską muzykę głównie przez pryzmat pięknych skośnookich K-popowych gwiazdek lub poprzez mniej pięknego PSY?a i Gangnam Style. Ja również tak myślałem. Na szczęście szybko pojąłem swój błąd. Już kilka tygodni po przyjeździe do Korei zrozumiałem, że Korea pełna jest muzyków i zespołów uprawiających wszelkie odmiany alternatywnego grania, od muzyki elektronicznej przez punk-rocka, a kończąc na ekstremalnych odmianach ciężkiego metalu. Oczywiście poziom uwagi, na jaki mogą liczyć tego typu wykonawcy ze strony słuchaczy czy mediów, jest nieporównywalny z odbiorem muzyki masowej, ale nie to przecież jest najważniejsze w przypadku gatunków niszowych. Co ważne, działają w Korei zespoły, którym bez pomocy i promocji ze strony największych mediów udało się zdobyć uznanie w oczach odbiorców nie tylko we własnym kraju, ale także zagranicą. Przedstawiciele alternatywnego rocka z Galaxy Express, electrorockowcy z Love Xstereo czy hardcorowcy z The Geeks, to tylko kilka z wielu zespołów, które z sukcesem koncertowały w Europie czy Stanach Zjednoczonych, zyskując tam uznanie i sympatię szerokiego grona fanów.

Ja z kolei wiedziałem, że bycie tylko biernym członkiem lokalnej sceny, ograniczającym się do roli obserwatora uczęszczającego na koncerty, nie jest dla mnie wystarczające. Od mojej pierwszej wizyty w Korei stałem się członkiem kilku lokalnych zespołów, grając wspólnie z ludźmi z różnych stron świata i dzieląc scenę z muzykami z Korei i zagranicy. Nie ulega wątpliwości, że wiedza ? zarówno znajomość języka jak i lokalnej kultury i obyczajów ? jaką dały mi studia na koreanistyce, a zwłaszcza pobyt w Korei, była czynnikiem w ogromnym stopniu ułatwiającym mi nawiązywanie nowych znajomości i kontaktów z tutejszymi muzykami.

Dziś aktywnie udzielam się w dwóch muzycznych projektach zakorzenionych w nurcie hardcore. I mimo że nie jest to rodzaj muzyki, który pociąga za sobą tłumy słuchaczy, to jednak sama możliwość uprawiania muzyki i spełniania swojej pasji mieszkając w Korei i kontynuując tam studia, daje ogromną satysfakcję. Lokalna scena nie jest zbyt liczna, a wiele koncertów ma charakter wręcz kameralny. Jest jednak wiele momentów, które w pełni wynagradzają ewentualne trudy czy rozczarowania. Dla mnie osobiście i dla jednego z zespołów, w którym występuję, takim momentem było zaproszenie nas na jeden z największych i najważniejszych festiwali z obszaru naszej muzycznej niszy. Festiwal odbył się  w Philadelphii (festiwal This Is Hardcore, jeśli ktoś byłby zainteresowany). Występ na tej imprezie był zwieńczeniem naszej dwutygodniowej trasy koncertowej po wschodnim wybrzeżu USA, a dla mnie osobiście jednym z najbardziej niewiarygodnych i ekscytujących doświadczeń. Zwłaszcza, że byliśmy pierwszym w historii zespołem z Azji występującym na tej scenie.

Tytułem podsumowania: w moim dość chaotycznym wywodzie chciałem podzielić się refleksją na temat tego, w jak niespodziewane kierunki i miejsca zaprowadziła mnie wspomniana na początku, w sumie bardzo przypadkowa i spontaniczna decyzja o podjęciu studiów w Instytucie Językoznawstwa. Mam nadzieje, że osoby, które doczytały ten wpis aż do tego momentu, nie czują się rozczarowane. A jeśli jeszcze lektura tego wpisu będzie dla kogoś impulsem, by zadać sobie trud zapoznania się z twórczością koreańskich muzyków obracających się w estetyce nieco innej niż PSY, to moja satysfakcja będzie bardziej niż pełna.

Mateusz Trzciński

Absolwent koreanistyki w IJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


trzy + = 5