Migawki z podróży, czyli z notatnika młodego etnolingwisty…

Podróże małe i duże. Najpierw refleksja natury ogólnej, drugs rzecz jasna odkrywcza, nawet jeżeli to odkrywanie dopiero się zaczęło. Wiem, wszystko już było, ale z drugiej strony… co z tego, że wszystkie mądrości świata ktoś już przed nami zwerbalizował. Pamiętajmy, że każdy młody człowiek musi swój świat nie tylko odkryć dla siebie, na nowo (każdy odkrywa swoją własną Amerykę!), ale także musi go sobie poukładać w głowie, bo jest on jego światem pierwszym i jedynym. A zatem ? studia nie muszą wiązać się z wiecznym zakuwaniem tego, co mieszczą w sobie tony niekończących się papierów. Teoria to nie wszystko! Przecież najlepiej uczymy się w praktyce. Prawda, że odkrywcze? ;-). Może się mylę, ale potwierdzą to chyba wszyscy (albo prawie wszyscy) absolwenci Instytutu Językoznawstwa, którzy skorzystali z bogatej oferty stypendialnej, umożliwiającej wyjazdy zagraniczne i kształcenie językowe w praktyce. Na przykład Asia ? tegoroczna absolwentka IJ (specjalność: etnolingwistyka) ? w ostatnich dwóch latach pół roku spędziła we Francji, w ramach programu Socrates-Erasmus , a rok na rządowym stypendium w Chinach, w mieście Dalian. I to wszystko w ramach studiów :). Dla mnie ? rewelacja! Pokażcie mi drugi taki przypadek, albo udowodnijcie, że nie mam racji. Ja wiem, że nie wszyscy wyjeżdżają i studiują za granicą, ale skoro Asia mogła, to znaczy, że jest to jakaś realna alternatywa dla zakuwających teorię w zaciszu studenckiego pokoju, dzielonego na dodatek z inną zakuwającą osobą.

Chiny

Bogactwo możliwości. Wiem, że to brzmi, jak slogan z poradnika młodego propagandysty, ale na usta cisną się słowa:Hiszpania, Francja, Chiny, Indonezja… idealny (a na pewno prawdziwy) przykład korzystania przez naszych studentów z możliwości, jakie dają studia na IJ. Oferta jest bogata (słowo honoru) ? program Socrates-Erasmus  obejmuje większość państw Unii Europejskiej (możecie to sprawdzić sami), a co ważniejsze, nie jest on jedynym programem stypendialnym realizowanym na IJ.  Przyszły młody odkrywco świata, nawet jeśli studiujesz egzotyczny język (najbardziej egzotyczny język, to… ?) ? tutaj, czyli stąd będziesz miał możliwość wyjazdu do takich krajów jak Chiny, Japonia, Indonezja, Korea, Tunezja… (wybór jest szeroki), a tam zanurzysz się w język i kulturę. Im lepiej poznasz ów język, tym mniej egzotyczna (czyli niezrozumiała dla przeciętnego turysty) okaże się miejscowa kultura. A ty, przyszły odkrywco świata, nie jesteś przecież turystą, który pół roku spędza w przyhotelowym basenie, ty jesteś badaczem śladów, z których powstanie kiedyś wstęp do twojej własnej księgi mądrości. Uwaga! Na marginesie tylko dodam, że nie jestem etatowym pracownikiem działu promocji. Jestem kimś, kto to wszystko obserwuje na własne oczy i spisuje do notatnika pokładowego bez przymusu i bez widoków na nagrodę Dziekana. Po co więc to piszę? Bo denerwują mnie Smerfy Marudy i osłabiają moją radość istnienia zakuwające teorię stada niedowiarków.

Socrates-Erasmus

Okiem absolwenta. Ja wiem, że absolwenci rozchodzą się do swoich spraw z niejednakowym entuzjazmem, gdzie czeka na nich odrobinę niejednakowa i szara niekiedy rzeczywistość. Ale to nie zmienia faktu, że jedni tryskają energią, a inni z poczuciem niedosytu zastanawiają się nad własną zawodową przyszłością. A co, jeśli trafi się ktoś, kto nie boi się stwierdzić, że jest OK? Wystarczy posłuchać, aby dołączyć do grona tych, którzy chcą i wiedzą, że wszystko jeszcze przed nimi:

Tajwan.

? Tylko ten Instytut oferował mi tak szeroką ofertę językową ? a od zawsze interesowały mnie egzotyczne języki. Na początku studiowałam równolegle etnolingwistykę i koreanistykę. Zdecydowałam jednak, że skupię się na języku chińskim. Po podjęciu tej decyzji wyjechałam podczas wakacje na kurs językowy na Tajwan (wyjechała większa grupa ludzi). Od początku wykładowcy namawiali nas, studentów, na naukę języka w praktyce. Chcieliśmy też poznać bliżej tajwańską kulturę. Od wykładowców dowiedzieliśmy się o dwóch programach: o trzymiesięcznym kursie językowym w Taipei, stolicy Tajwanu, lub o sześciotygodniowym kursie w Kaohsiung, mieście w południowej części wyspy. Ja wybrałam naukę w stolicy Tajwanu. Te trzy miesiące dały mi naprawdę dużo,  jeśli chodzi o rozwój językowy. Przede wszystkim codziennie mieliśmy kontakt z językiem. Cóż, jak się raz skorzysta z takiej okazji i poczuje się, jak to jest uczyć się języka w codziennej praktyce, zawsze już potem szuka się kolejnych możliwości. To jest jak narkotyczny głód wiedzy i umiejętności połączonych w jedno, choć narkotyki znam tylko z telewizji. Mówiąc krótko ? nic nie zastąpi tego, co specjaliści nazywają zanurzeniem się w języku. Ale to już pewnie na własny rachunek odkryli wszyscy inni, którzy zdecydowali się na takie wyjazdy.

Taiwan

Francja.

? Bez wahania skorzystałam z oferty programy Erasmus. W liceum uczyłam się francuskiego, dlatego wyjazd do Francji był dla mnie oczywistym wyborem. Bardzo dobrze wspominam spędzony tam semestr. Nie tylko podszlifowałam swój francuski, ale poznałam naprawdę wielu ludzi, dla których, tak jak dla mnie, podróże są w życiu ważne. Możliwość spędzania czasu w multikulturowym towarzystwie, jakie występuje w rozsądnych ilościach na wyjazdach Erasmusa, poszerza horyzonty i kształtuje światopogląd. Mało odkrywcze? Nie szkodzi. Za to w stu procentach sprawdzalne. Z wieloma osobami poznanymi w Rennes, do dziś utrzymuję kontakt ? ten wyjazd był naprawdę niezapomnianą przygodą (także intelektualną). Co więcej, na tamtejszym Uniwersytecie miałam również możliwość nauki chińskiego (oj, nie leniłam się), dzięki czemu półroczny wyjazd do Francji w żaden sposób nie przeszkodził mi w kontynuacji studiów. Same korzyści!

 francjarennesparyżbordeaux

Chiny.

? Ostatni rok studiów spędziłam w Chinach. Jak to możliwe? Sprawa nie jest prosta, ale realna. Stało się tak dzięki oferowanej studentom przez IJ możliwości ubiegania się o stypendium rządowe. O wrażeniach długo by mówić, a jeszcze dłużej pisać. Zatem najkrócej: ponieważ Chiny są niesamowicie zróżnicowanym krajem, to szybko doszłam do wniosku, że sama nauka języka to dla mnie za mało. Chciałam poznać chińską kulturę od wewnątrz. Dzięki temu wyjazdowi byłam w stanie poznać dwa oblicza Chin ? to nowoczesne, jak i to tradycyjne. Uważam, że podróże kształcą (mało odkrywcze?, nie szkodzi), dlatego w wolnych od nauki chwilach zwiedziłam też Tybet oraz Indonezję. Zwiedziłam to może zbyt duże słowo, ustalmy więc, że zahaczyłam o Tybet oraz Indonezję. Zahaczyłam jednak na tyle solidnie, aby wyrobić sobie pogląd o specyfice tych regionów. Pewnie trzeba tam będzie kiedyś wrócić. Z perspektywy tych wszystkich doświadczeń dochodzę dzisiaj do wniosku, że bez wahania wybrałabym studia w IJ po raz drugi, gdyby zaszła taka okoliczność. Uwierzcie, gdy już się pozna smak podróży, nie sposób potem zatrzymać się w jednym miejscu. Dlatego już planuję mój kolejny wyjazd, bo rok w Chinach, to stanowczo za mało…

 pekinchiny dalianindonezjatybet

Puenta? Jeden głos, jedno spojrzenie, jeden przypadek… Oczywiście mam świadomość, że przypadek Asi nie wyczerpuje tematu i problemu. Skoro jednak od niej zaczęliśmy, to może będzie ciąg dalszy. Może odezwą się następni absolwenci, także ci, którzy już osiedli zawodowo lub naukowo w egzotycznych językach i kulturach. Każdy głos na wagę… przygody i wiedzy. Wyobraźmy sobie, że za kilka lub kilkanaście tygodni zrobi się z tego nowa świecka tradycja, tradycja spontanicznych wpisów do naszego dziennika pokładowego. Jeśli tak się stanie, w co nie wątpię, spróbujemy nadać mu jakiś mało skomplikowany, ale pojemny tytuł, np. ?Migawki z podróży, czyli z notatnika młodego etnolingwisty?.  A teraz ? dziękuje Wam za uwagę i… do zobaczenia przy następnym wpisie.

*Arnika*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


− 5 = dwa