Myśli rozbiegane

Każdy student, site który zaczyna planować swoje dorosłe życie, order natrafia w głowie na
kilometry pytań. Rzecz w tym, approved że bardzo ciężko znaleźć na nie odpowiedzi. Czasami
natłok myśli jest tak wielki, a one same tak szybko przebiegają przez głowę, że
niemożliwym staje się uchwycenie i dokładne przyjrzenie się którejś z nich. To właśnie
tego typu plątanina myśli wywołała u mnie potrzebę uporządkowania tego mentalnego
chaosu. Jaki zatem jest najlepszy sposób na myśli rozbiegane? Oczywiście bieg. Wroga
najlepiej pokonać jego własną bronią.
485203_10200169920428309_1658968309_n
Pamiętam, że kiedy w grudniu zaczynałam przygodę z bieganiem, trudność sprawiało
mi pokonanie trzech kilometrów. Wiedziałam i to, że za sprawą niechlubnej tendencji do
prokrastynacji mój zapał najpewniej minie już po tygodniu. Wyszło na to, że musiałam
wyznaczyć sobie cel ? jedną, jak się okazało, pewną rzecz w tym labiryncie pytań bez
odpowiedzi. Postawiłam więc przed sobą ten cel. Pozstanowiłam przebiec poznański
półmaraton. Wtedy, gdy zaczęłam zmagać się ze słabościami własnego ciała, pomysł ten
wydawał się absurdalny. Zmuszał mnie jednak do systematyczności. I tak, w ciągu trzech
miesięcy, z dnia na dzień, przekonywałam się, że praca jaką wkładam w przygotowania
do przebiegnięcia nieco ponad 21 kilometrów zaczyna przynosić widoczne efekty. A ja
lubię, kiedy widać efekty mojej pracy.
564094_501625509897018_511696008_n
Przygotowując się do biegu czułam się jak przed ważnym egzaminem. Najbliższe mi
osoby uspokajały mnie i powtarzały, że przecież zawsze mogę zejść z trasy. Takie słowa
tylko wzbudzały we mnie pozytywną złość. Bo ? zastanawiałam się ? czy w życiu, kiedy
pojawiają się trudności, możemy ot tak zejść z wyznaczonej drogi? Czy możemy nie
podejść do egzaminu tylko dlatego, że czujemy przed nim strach?

No i stało się. Nadszedł dzień startu w VI Poznańskim Półmaratonie. Pamiętajcie, to
był mój pierwszy półmaraton w życiu, mój pierwszy wysiłek tego typu. Miałam przede
wszystkim dowiedzieć się, czy mam w sobie tyle samozaparcia, aby pokonać całą trasę o
własnych siłach. Nie stawiałam sobie granic czasowych. Celem była Droga.

W ciepłych promieniach pierwszego tej wiosny słońca ustawiłam się na starcie. Za mną
Włoch z wózkiem. W wózku jego córeczka i przenośne DVD. Przede mną starsza pani
z siwymi włosami. Obok młody chłopak z dziewczną oraz ksiądz w sutannie. Dookoła
mnie ludzie. Mnóstwo ludzi. Każdy inny. Każdy spędzi najbliższe 21,097 kilometrów na
walce ze zmęczeniem, bólem i chwilami zwątpienia. Na szczęście pięknym elementem
biegu są kibice. Nie sądziłam, że doping obcych mi osób może tak bardzo uskrzydlać.
Przez większą część biegu odczuwałam niesamowite wzruszenie, które na mecie
przerodziło się we łzy szczęścia. Nie umiem powiedzieć, co wywołało takie uczucia.
Może sprawiła to niesamowita atmosefra biegu? A może fakt, że mimo ogromnego
zmęczenia poczułam, że mogłabym przenosić góry? Wreszcie, może duma z tego, że
moja praca nie poszła na marne? Mimo, że biegam dopiero od 4 miesięcy, na metę
wbiełam po 2 godzinach i 5 minutach.

To akurat nie miało dla mnie większego znaczenia. Najważniejsze było to, że cel, który
sobie założyłam, został osiągnięty. Doszłam do tego ciężką pracą, systematycznością i
wiarą w to, że warto. Że warto poświęcić odrobinę czasu, pokonać wrogie myśli i własne
lenistwo. Że warto przebyć tę drogę, aby poczuć radość z osiągnietego celu oraz smak
zwycięstwa nad samym sobą.

Oczywiście, nie dotyczy to tylko i wyłącznie tego jednego biegu, który w świetle innych
moich planów, jest rodzajem oprzygody, pierwszym pozytywnym epizodem sportowym.
W końcu przebiegłam tylko półmaraton. A życie to ? jak sądzę ? ciągły bieg. Może
niekiedy warto na chwię się zatrzymać, dać sobie odrobinę wytchnienia, pomyśleć o
czymś istotnym, by potem, w spokoju ducha pobiec przed siebie? Odnoszę wrażenie, że
to najlepszy sposób na oczyszczenie myśli i poznanie zakamarków własnej duszy, że to
dobra droga do celu, który zawsze jest przed nami.

Kiedyś na pewno zmierzę się z całym maratonem. Jeśli 21,097 kilometrów daje taki, jak
w moim przypadku, zastrzyk pozytywnych emocji i motywację do dalszej pracy, to co
można czuć po pełnych 42,195 kilometrach? Dowiem się w październiku.

Alicja Matuszkiewicz
Etnolingwistyka, II rok licencjatu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


osiem + 7 =