Porwijmy instrumenta i Śpiewajmy mu z weselem – kilka słów o polskich pieśniach bożonarodzeniowych

Żyjemy w czasach, w których wyznacznikiem świąt jest umieszczenie w telewizyjnej ramówce Kevina samego w domu oraz nałogowa emisja piosenki Last Christmas w centrach handlowych, podczas gdy tradycyjne kolędy stopniowo zanikają. Owszem, darmowe gazetki wydawane przez apteki i drogerie co roku niestrudzenie przypominają nam romantyczną historię powstania kolędy Stille Nacht, wedle której pewien austriacki wikary przy blasku świecy pisze wiersz o świątecznej tematyce, a wykonany podczas pasterki utwór z melodią dopisaną przez znajomego organistę zdobywa niesamowitą popularność i zostaje przetłumaczony na setki języków. Chociaż Cicha Noc z pewnością dużo bardziej zasługuje na wspomnienie przy okazji świąt niż wymieniony powyżej przebój duetu Wham!, często stawia ona w cieniu nasze własne, rodzime kolędy. A najliczniejszy na świecie zbiór pieśni bożonarodzeniowych z upływem lat odchodzi w zapomnienie.

Przy okazji warto przyjrzeć się etymologii słowa „kolęda” (występującego także dawniej w formie „kolenda”). Pojęcie to ma łaciński rodowód i wywodzi się od wyrazu calendae oznaczającego w starożytnym Rzymie pierwszy dzień miesiąca. W calendae styczniowe panował zwyczaj odwiedzania się, wzajemnego obdarowywania prezentami oraz śpiewania pieśni pochwalnych na cześć narodzin słońca – pogańskiego święta, które ostatecznie przeistoczyło się w Boże Narodzenie. Kolęda oznaczała więc składanie życzeń noworocznych. Aby uniknąć kojarzenia terminu z obrzędami pogańskimi stosowano również nazwę „kantyczki” (łac. canticum – pieśń, śpiew) lub „rotuły” (łac. rotula – mały poemat religijny). Utwory o wątkach zaczerpniętych z życia codziennego zwane są także „pastorałkami” (łac. pastoralis – pasterski).

W Polsce tradycja kolędowa sięga XV wieku. Utwór, który zapoczątkował trwającą do dzisiaj twórczość pieśni bożonarodzeniowych nosił prawdopodobnie tytuł Zdrów bądź królu anielski i powstał w 1424 roku. Nie było to jednak dzieło oryginalne, ale jak podaje Biblioteka Caecilianum, tłumaczenie czeskiego tekstu Zdráv bud’ králi andělský.

Piękno warstwy muzycznej rodzimych kolęd docenił m.in. Fryderyk Chopin, wplatając w wolnej części Scherza h-moll melodię zaczerpniętą z Lulajże Jezuniu, warto jednak skupić się także na tekstach utworów, które kryją w sobie wiele ciekawych spostrzeżeń na temat naszych obyczajów.

W oparciu o słowa najbardziej znanych pieśni zauważyć można wyraźną powtarzalność treści: większość przykładów to opis wydarzenia, które miało miejsce w żłóbku, wymieniany jest żłóbek, stajenka, postać Maryi, rzadziej Józefa, oraz pastuszkowie i zwierzęta gospodarskie. Do tego typu kolęd należą m.in. Dzisiaj w Betlejem, W żłobie leży, Przybieżeli do Betlejem, Pójdźmy wszyscy do stajenki. Część utworów stanowią teksty sławiące Maryję (np. Gdy śliczna Panna, Śliczna panienka, Rozkwitnęła się lilija), opowiadające o aniołach (m.in. Anioł pasterzom mówił, Brzmią aniołów cudne pienia, Anielski chór, Przylecieli aniołkowie), o gwieździe betlejemskiej (O gwiazdeczko!, Zapłonęła gwiazda, O gwiazdo betlejemska, Jakaż to gwiazda błyszczy na wschodzie) czy o Trzech Królach (Mędrcy świata). Za odrębną kategorię uznać można pieśni nawiązujące do gatunku kołysanki (Lulajże Jezuniu, Oj maluśki, Ktoby dał Ci, Jezusiczku). Najbardziej licznie występują utwory wprowadzające wątek pasterski. To pastuszkowie jako pierwsi dowiedzieli się o narodzinach Boga, a wydarzenia przedstawiane są często z ich perspektywy (Wśród nocnej ciszy, Północ już była, Bracia, patrzcie jeno, Pasterze drzymali).

Oprócz tekstów literackich, takich jak Pieśń o Narodzeniu Pańskim Franciszka Karpińskiego z XVIII wieku, obecnie znana jako Bóg się rodzi, bardzo ciekawe są słowa pisane przez autorów ludowych. Wpleciona w tekst warstwa obyczajowa, wyrażenia gwarowe oraz rodzime elementy kulturowe oswajały ludowy egzotykę bożonarodzeniowej historii i sprawiały, że stajenka w odległym Betlejem stawała się czymś bliskim i aktualnym. Świadczy o tym m.in. tekst pieśni Cała szopa pełna chłopa:

Cała szopa pełna chłopa, aż roznosi ją gwar luda.

Jezusowi ku uciesze rżnie od ucha bas i duda.

Stoi słodko uśmiechnięta nad Synaczkiem swym Przeczysta

Oracyję bardzo mądrą chciałby zacząć organista.

Do muzyki kiwa z dala lecz Maryja nie pozwala.

Grajcież jeno tak jak wprzódy, dudy basy, basy dudy.

Ciekawy przykład stanowi również pastorałka Nuż my bracia pastuszkowie, w której wymienieni zostają przedstawiciele różnych regionów kraju:

Nuż my bracia pastuszkowie, kompanowie,

wszyscy razem bieżmy do Betleem spieszmy.

Anieli nam rozkazali byśmy Boga oglądali narodzonego.

Krakowiaczek hoży młody na te gody

wziął za pas fujarkę kaszki drobnej miarkę,

zakrzesawszy podkówkami, i brząknąwszy kółeczkami

skoczno pobieżał. (…)

Podlasianin niesie gąskę siana wiązkę,

taki dla Jezusa którego ma dusza z całego serca miłuje,

taki zatem nie żałuje, dać jemu tego.

Mazur woła hejże moja do oboja

i do piscałecki dla tej dziecinecki,

zagramci mu wdzięcnie miło, by się z nami uciesyło

to paniątecko. (…)

Na podstawie tekstów kolęd można także odnieść wrażenie, że lud był niezwykle muzykalny. Oprócz chwalenia nowonarodzonego Jezusa śpiewem chętnie przygrywano mu na także na instrumentach, o czym świadczą utwory wymienione w tytule artykułu. W samej tylko pastorałce Jam jest dudka pojawiają się takie instrumenty jak: kozłowe dudeczki, piszczałka, multaneczki (instrument dęty przypominający fletnię pana), bandura, skrzypeczki, fujara, głośny cymbał, organki, stary regał (rodzaj organów), szałamaje, klawicymbały, puzon, cytra, wiola, tuba, trąby, kotły. Z ust dudy (gwarowe określenie muzykanta) pada nawet następująca deklaracja: Póki tylko w ciele moim siły, póty będę grać, mój Jezu miły.

Niektóre kolędy mają nastrój liryczny (m.in. Ach, ubogi żłobie, A cóż z tą dzieciną, Jezus malusieńki, Nie było miejsca dla ciebie), czasem do jednego tekstu powstaje kilka wersji melodii, która całkowicie zmienia atmosferę panującą w utworze (tak dzieje się w przypadku pieśni Mizerna cicha). Znaczną większość dzieł cechuje jednak charakter radosny lub pochwalny. Wraz z ludźmi cieszy się również przyroda. W kolędzie W dzień Bożego Narodzenia pojawiają się nazwy wielu rodzimych ptaków, które nie pozostają obojętne na świąteczny nastrój:

W dzień Bożego Narodzenia

radość wszystkiego stworzenia:

ptaszki do szopy zlatują,

Jezusowi przyśpiewują.

Słowik zaczyna dyszkantem,

szczygieł mu dobiera altem,

szpak tenorem krzyknie czasem,

a gołąbek gruchnie basem.

Wróbel, ptaszek-nieboraczek,

uziąbłszy śpiewa jak żaczek:

Dziw dziw dziw dziw dziw nad dziwy,

Bóg i człowiek wraz prawdziwy.

A mazurek z swoim synem

tak świergocze za kominem:

Cier cierp cierp cierp, miły Panie,

póki ten mróz nie ustanie.

A żurawie w swoje nosy

wykrzykują pod niebiosy;

czajka w górę podlatuje,

chwałę Bogu wyśpiewuje.

Sroka wlazłszy na jedlinę

odarła sobie łysinę

i choć gołe świeci czoło.

Dzieciątku nuci wesoło.

Kur na grzędzie krzyczy wszędzie:

Wstańcie, ludzie, bo dzień będzie,

do Betlejem pospieszajcie,

Boga w ciele przywitajcie. 

Co ciekawe, nie wszystkie wizje są tak utopijne. W pieśni Ogrodniczek słyszymy, że:

Kiedym ja był ogrodniczkiem nasiałem był maczku

przylecieli wróbliczkowie zjedli co do znaczku.

A teraz ja nie mam co dać dziecięciu małemu.

Postójcie no wróbliczkowie… Upiekę was jemu!

Warto pamiętać, że pieśni bożonarodzeniowe to nie gatunek ograniczony do zbiorów klasztornych rękopisów – tradycja pisania kolęd istnieje do dzisiaj. Można tu przytoczyć takie dzieła jak Wędrowali trzej królowie Kazimierza Wiłkomirskiego, Kołysankę Marii Panny Jana Maklakiewicza, czy utwory śpiewane przez rodzinę Pospieszalskich lub Arkę Noego. Powstaje również wiele opracowań znanych kolęd, od klasycznych (m.in. 20 kolęd i pastorałek Witolda Lutosławskiego) po nawiązujące do muzyki rozrywkowej czy stylistyki jazzowej (np. świeżo wydana płyta Kolędy narodów Mate.O).

Stopniowo zanika zwyczaj kolędowania w znaczeniu składania sobie życzeń noworocznych, jeszcze do niedawna żywy w niektórych regionach Polski. Istnieje większe prawdopodobieństwo spotkania dzieci przebranych za duchy i potwory w halloweenowy wieczór niż zobaczenia w okresie świątecznym gromadki kolędników złożonej m.in. z Anioła, Diabła, Turonia, Trzech Króli, Pastuszków i Muzykantów. Byłoby szkoda, gdyby ogromny zbiór polskich pieśni bożonarodzeniowych, stanowiący skarb polskiej kultury, również odszedł w niepamięć.

Weronika Jarzyńska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


2 × = szesnaście