„Ach, gdyby, gdyby nawet piec zabrali…” – o obyczajach świątecznych w Kraju Basków

W momencie, page gdy piszę ten tekst, grudzień dopiero powoli zbiera się za pasem, ale wystawy sklepowe już kłują w oczy świątecznymi przecenami (tylko teraz!), kuszącymi propozycjami prezentów (tylko tu!) i zajadłą walką o klienta (tylko dla Ciebie!). W telewizji, w radio, w gazetach, na ulicach, słowem zewsząd bombardują nas świątecznym duchem  i… kredytem. Ale, ale! Prezenty prezentami, kredyt kredytem ? przecież nie to jest w Święta najważniejsze!

Pewne rzeczy, oczywiście, są jak najbardziej uniwersalne. Rodzina, ciepło domowego ogniska, Ci wszyscy ludzie, których nie możemy znieść przez resztę roku, ale nie wyobrażamy sobie bez nich Świąt, ciepłe kapcie, uśmiechy, śmiechy i to wszystko, co czyni nas szczęśliwymi.
Ale nie to ważne, co ważne, ale co się komu podoba. A że komuś podoba się wizja górnika zwiastującego narodziny Chrystusa? Cóż, im swojszczej tym lepiej wydaje się być doskonałą dewizą Kraju Basków. I chwała im za to. Baskowie to ludność ze wszech miar fascynująca. Od kultury, przez sztukę, po język. I kicz. Takim więc właśnie sposobem pozwolę sobie napomknąć nieco o obyczajach świątecznych w swojskiej, baskijskiej atmosferze.
Święta w Kraju Basków poprzedzone są dniem Świętego Tomasza (Santo Tomas eguna), który przypada na 21 grudnia i jest zdecydowanie huczniej obchodzony w prowincjach Bilbo i Donostia. W tym czasie Baskowie masowo zapełniają ulice miast, tańcząc, śpiewając i jedząc i pijąc tradycyjne trunki. Jedną z ?potraw? jest taloa ? placek przypominający w formie naleśniki, wyrabiany z mąki kukurydzianej, wody i odrobiny soli. Tradycyjne taloa, to z serem lub txistorra (kiełbasa przypominająca hiszpańskie chorizo), powoli zastępowane jest bardziej nowoczesną wersją z czekoladą, która idealnie trafia w potrzeby rynku. Któż nie skusiłby się na coś takiego? Cóż, Bask. A przynajmniej ten, który pamięta, że niegdyś taloa uważane było za najtańsze, najgorsze jedzenie, którym raczono się, gdy nie było już niczego innego. Dzisiaj ceny takiej zachcianki wahają się od 3 do 5 euro. Nic to jednak, wszystko można wybaczyć, gdy spożyje się wystarczającą ilość sagardoa, czyli cydru. Prosto z beczki. Wyczynowo.
Proces przygotowywania jabłek do produkcji cydru jest stosunkowo prosty. Pracownicy miażdżą jabłka uderzając w nie drewnianymi kijami. Podłoga również jest drewniana, co pozwala na uzyskanie ciekawych efektów muzycznych. Dla zachowania rytmu i komfortu pracy można sobie pośpiewać ? niezwykle zbliża to do siebie ludzi (https://www.youtube.com/watch?v=vyeUhun_WkQ).

Jakkolwiek skomercjalizowane, Święta w Kraju Basków wciąż pozostają łącznikiem z historią i tradycją tego kraju. Nawet dla całkowitego laika w kwestiach kulturowo-językowych, chwila poświęcona Baskom dostarcza ogromu informacji o ich potężnym przywiązaniu do tego, co przekazywane jest z pokolenia na pokolenie. Warto tu podkreślić, że to nie miejsce urodzenia determinuje ?baskijskość?, to właśnie to unikalne podejście do języka i tradycji ma znaczenie. Najbardziej rozpowszechnionym przykładem jest sama nazwa Bask, w ich języku ? Euskaldun, czyli ten, który posiada euskara (lub euskera, pisownia różni się w zależności od dialektu). Posiadanie języka, mówienie nim, myślenie w tym języku ? to właśnie oznacza bycie Baskiem. Stąd też tak ważne są wszelkie tradycyjne pieśni, wiersze, dzieła literackie. Łączą ludzi, podtrzymują tożsamość narodową.

Cóż jednak może być bardziej narodowe niźli tradycyjne wierzenia? To szalenie ważna część tożsamości. Nie dziwi więc adaptacja elementów rodzimowierczych do świąt chrześcijańskich. Dzięki temu w Kraju Basków mamy zachwycający portert św. Mikołaja ? Olentzero. Różnie percypuje się ową postać, raz jest on zwykłym śmiertelnikiem, parającym się zawodem górnika, raz jest olbrzymem, zwanym z baskijska jentil (jentilak w liczbie mnogiej). Legenda głosi, że jentilak żyjące w Pirenejach, gdy tylko dowiedziały się, że Jezus Chrystus przyszedł na świat, odeszły (w innej wersji ? zginęły) w siną dal. Wszystkie, prócz Olentzero, który stał się orędownikiem Chrześcijaństwa w Kraju Basków.
Ciekawostką jest fakt ? jako, że Olentzero był górnikiem ? gdzieniegdzie w Baskonii można zakupić cukierki na kształt bryłek węgla. Ot, Święta! Olentzero jest bohaterem kilku pastorałek, których prześmiewczy charakter trafia i do dużych, i do małych. Teksty głównie opisują nieforemność owego górnika, jego duży brzuch i zamiłowanie do mocniejszych trunków (przykładowo ? https://www.youtube.com/watch?v=KhTDW-k3PDo).
Oczywiście, opisane przeze mnie tradycje są tylko niewielką częścią bogatej kultury Basków, zaledwie przedsmakiem, czubkiem czubka paznokcia ? wszystko po to, by pokazać spragnionemu wiedzy Czytelnikowi, że nie potrzeba mówić wiele ? Baskowie kuszą zza kurtyny słów, trzeba tylko ją nieco uchylić.
Szukamy inspiracji świątecznych w najdalszych krajach, przenosimy na własne podwórko wzory z innych kultur, eksperymentujemy i wzrokiem sięgamy poza chmury tradycji z całego świata. Może warto więc pochylić się nad wierszem Mirona Białoszewskiego?

Mam piec
podobny do bramy triumfalnej!

Zabierają mi piec
podobny do bramy triumfalnej!!

Oddajcie mi piec
podobny do bramy triumfalnej!!!

Zabrali.

Została po nim tylko
szara
naga
jama
szara naga jama.

I to mi wystarczy:
szara naga jama
szara naga jama
sza-ra-na-ga-ja-ma
szaranagajama.

Nie pozostaje mi nic więcej, jak tylko życzyć Szanownemu Czytelnikowi, by Święta, choć i najdalsze od doskonałości, niech cieszą ducha i mierzwią zmysły lingwistyczne ? i przede wszystkim ? niech Kraj Basków zachwyca niczym szaranagajama, bo nie to złoto, co się bramotriumfalni. 

Iga  Jasiewicz
II rok etnolingwistyki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


jeden × = 7