Reportaż. Pyzdry – powrót po latach…

Pyzdry istnieją w mojej świadomości od lat 70. XX wieku, page kiedy to z Gniezna ?  przez Wrześnię i Kalisz ? jeździłem z rodzicami samochodem do Kępna, na grób dziadka Wojciecha Stefaniaka. Zawsze wtedy, rok po roku, nieustająco zadziwiały mnie dwa, jakże różne, oblicza Pyzdr, czyli krajobrazu miejskiego i dostrzeżonej nieco później fotogeniczności poznawanych w nim (w tym krajobrazie) miejsc niezmiennych oraz miejsc podlegających niespiesznym nieustającym zmianom, a nawet dramatycznej korozji lub reaktywacji w obrębie małomiasteczkowej czasoprzestrzeni. Wjeżdżając do Pyzdr od strony Wrześni, zawsze pod koniec października, czyli dzień lub dwa przed 1 listopada, mijałem rozciągające się na równinie niemal po horyzont pola, sady, zagony warzywne, łąki, bogate wiejskie gospodarstwa i małorolne zagrody. W latach 70., a zwłaszcza w latach 80., była to szara kraina. Szara szarością zdychającego komunizmu, który na długie lata zmroził tę część Europy oddechem bolszewickiej imperialnej Rosji. Droga na Kalisz nieznacznie tylko zahaczała o miasto, więc nigdy podczas tych wypraw samochodem do Kępna nie poznałem najstarszej części miasta. Nie poznawałem jej także w drodze powrotnej z Kępna do Gniezna, bo to ciągle była ta sama droga, która omijała centrum miasta, tyle tylko, że wtedy most na Warcie otwierał przede mną niezwykłej urody nadrzeczną skarpę z jej historyczną, klasztorną zabudową. Ta krajobrazowa dwoistość Pyzdr zawsze pobudzała moją wyobraźnię i dlatego pod koniec lat 80., kiedy przyjechałem tam po raz pierwszy jako dziennikarz, autor cyklu reportaży o nadwarciańskich miastach i miasteczkach Wielkopolski, swoista uroda i małomiasteczkowa szarzyzna Pyzdr zlały się w mojej świadomości w ciekawość podszytą ekscytacją, w chęć powrotu do świata pełnego znaków i zagadek, które muszę rozkodować i rozwikłać, jeśli chcę zrozumieć socjologiczny i kulturowy fenomen tego miejsca.

Panorama Pyzdr. Widok z mostu

Tekst ?Między Uniejowem a Pyzdrami? (do którego zdjęcia wykonał wówczas Maciej Kuszela), napisany w ramach cyklu Z biegiem Warty, został opublikowany w lutym1989 roku w ukazującym się w Poznaniu ogólnopolskim miesięczniku społeczno-kulturalnym ?Nurt?. Oto jego fragment dotyczący Pyzdr oglądanych u schyłku komuny, kilka miesięcy przed zmianą ustrojową…

Przysta˝_i_marina_nad_Wart-

*

Aby przyjrzeć się miastu od środka i ogarnąć wzrokiem ? dajmy na to architektoniczną, wiele mówiącą istotność Pyzdr ? należy zejść z mostu, odwrócić wzrok od rozkołysanej zakrętami rzeki i stanąć na rynku, skąd wszystkie drogi prowadzą do czasów, kiedy były Pyzdry miastem nadgranicznym (po stronie zaboru rosyjskiego), gdy granica zaborów przebiegała w niedalekim Borzykowie. Z tamtych to czasów zachował się, o dziwo, autentyczny słup graniczny z carskimi orłami, którym jeden z okolicznych rolników podpierał przez wiele lat wrota stodoły, nie widząc dla tego ?zabytku? lepszego miejsca w swoim gospodarstwie. Z tamtych też czasów pochodzi stara, typowa dla miast i miasteczek małopolskich (patrz: Działoszyn, Sieradz, Warta) zabudowa, najczęściej parterowa.

Pyzdry zamieszkiwały cztery nacje: Polacy (1/3), Żydzi (1/3) oraz Rosjanie i niemieccy osadnicy i koloniści (1/3). Po I wojnie światowej Rosjanie odeszli, a właściwie wrócili do siebie, natomiast Niemcy (w dużej mierze spolonizowani, wchłonięci przez żywioł żydowsko-polski), po których do dzisiaj przetrwał ślad w postaci z niemiecka brzmiących nazwisk, żyli w mieście do II wojny światowej, skąd spora część ? już po wojnie ? wróciła w swoje rodzinne strony. Żydzi trwali w Pyzdrach do końca. Wymiótł ich z miasta dopiero nazistowski płomień rasowej nienawiści. Zanim jednak odeszli pod ściany straceń i do komór gazowych, musieli ? spędzeni na wybrukowany kocimi łbami rynek pyzderski ? łyżeczkami do herbaty wyczyścić z trawy i wszelkiego innego zielska całą połać rynku i przylegających doń uliczek. Żeby było ?weselej?, musieli wykonywać tę pracę przy wtórze śpiewanej przez siebie piosenki, której słowa refrenu brzmiały tak: Przyszedł Hitler złoty, nauczył Żydów roboty…

Niemiecki bunkier paliw zbudowany z macew

Wydawać by się mogło, że ślad żydowski w Pyzdrach kończy się na architekturze paru uliczek i synagodze przebudowanej na potrzeby jakiegoś miejscowego zakładu pracy. Można tak domniemywać z tej choćby racji, że ? jak się niedawno okazało ? torą z pyzderskiej bóżnicy jakaś kobiecina wytapetowała chlewik i kurnik, zaś skórzaną oprawę tejże tory używała jako chodniczka przykrywającego koślawe deski kuchennej podłogi. Można tak mniemać i dlatego jeszcze, iż w czasie wojny Niemcy z kamieni nagrobnych z żydowskiego cmentarza zbudowali magazyn paliw dla miejscowej elektrowni (budyneczek ten, a właściwie bunkier wpuszczony w skarpę ulicy Nadrzecznej, stoi i ma się dobrze do dzisiaj), zaś nadmiar tak pozyskanego kamienia wykorzystali do umacniania brzegów Warty, rozwłócząc je tam na przestrzeni wielu kilometrów.

Wydawać by się mogło, że to już wszystko. Ale tak nie jest, bo właśnie w Pyzdrach spotkałem się z opiniami, że wielu wzbogaconych ponad miarę Polaków, którzy brali na przechowanie żydowskie majątki, którzy wchodzili w posiadanie takich majątków rożnymi drogami, mogłoby rzucić trochę światła na okrytą jak dotąd tajemnicą historię zagłady. Idąc dalej tym wojennym tropem, zagłębiając się w niezabliźnioną jeszcze pamięć, trafiamy na ciekawy wątek polsko-niemiecki. Watek ów składa się co prawda z trzech tylko epizodów, ale są to wydarzenia ? jak wieść gminna niesie ? w Pyzdrach ważne, a dla nas znaczące dziwną typowością, której nijak nie potrafimy dopasować do utrwalanych przez dziesięciolecia stereotypów dobrego Polaka i złego Niemca.

Epizod pierwszy. Był przed wojną w Pyzdrach spolszczony Niemiec o nazwisku Adam. Pełnił w mieście obowiązki ewangelickiego pastora, a przy okazji uczył w szkole podstawowej języka polskiego i niemieckiego. Przez wiele lat nikt nigdy nie rzucił pod jego adresem złego słowa. Ceniono go za uczciwość, dobroć i nieskazitelny charakter. Zdarzyło się jednak, że kilka dni po wkroczeniu wojsk niemieckich na ziemie polskie wokół Adama zaczęły krążyć pogłoski o jakichś jego  konszachtach z hitlerowcami. Jak dzisiaj twierdzą świadkowie tamtego zdarzenia, owe nie poparte żadnymi dowodami plotki rozpuszczali jego byli uczniowie, skupieni w spontanicznie zorganizowanej ?patriotycznej? bojówce. Doszło w końcu do tego, że podejrzanego wywleczono z domu i w biały dzień, na oczach całego miasta, poprowadzono go przed oblicze samozwańczych sędziów. Ludzie, obserwując to zajście, pytali: Dokąd cię prowadzą, dobry człowieku? On, sądząc, że jest to chwilowe nieporozumienie, zachowywał się spokojnie i godnie. Dał się prowadzić, dał się znieważać przez wojowniczo nastawionych wyrostków.

Wciągnięto go do tego skrzydła pofranciszkańskiego budynku klasztornego, które wychodzi oknami na rzekę, i tam, na pierwszym piętrze, rozpoczęła się dramatu część druga. Przesłuchiwany pastor do niczego się nie przyznawał, twierdząc, że nie wie o co chodzi. W związku z tym dorywczy sąd (nazwiska oprawców Adama znane są mieszkańcom Pyzdr) postanowił takowe przyznanie się do winy wymusić na uwięzionym pastorze. Rozpoczęła się więc jatka. Opuszczony przez wszystkich Adam, bity, kopany, z zakrwawiona twarzą próbował przez otwarte okno wzywać pomocy. Zebrany na dole, pod budynkiem  tłum nie reagował. Nikt nie ruszył z pomocą ani z wyjaśnieniami. W milczeniu żądano krwawej ofiary. A milczenie tego tłumu wyło wyrokiem. W efekcie skatowanego pastora wyprowadzono przed oczy gawiedzi, skąd udało mu się wyrwać i zbiec po skarpie do rzeki. Tam, rzuciwszy się w zbawcze ? jak sądził ? widy Warty, dopłynął do piaszczystej łach porośniętej wikliną i odpoczywał w nadziei, że prześladowcy dadzą mu juz spokój. Nic z tego, bo ci, którzy go przesłuchiwali i bili (jak głosi jedna z wersji zakończenia dramatu), podpłynęli łodzią do pastora i zabili go strzałem z pistoletu. Ciało spłynęło bez przeszkód. Inna wersja mówi o tym, że pobitego Adama wywleczono z rzeki na most i tam, po uśmierceniu strzałem z pistoletu, zrzucono ciało do rzeki.

Całe to zajście nigdy nie zostało wyjaśnione z punktu widzenia zbrodni i kary. Nikt nigdy nie zajął się spisaniem tej haniebnej historii. jednak ludzie, którzy mi tę historię opowiedzieli, mają świadomość, że coś w tym wszystkim rośnie krwawą zadrą, że piętno Kaina i odór tamtej zbrodni ciągle jeszcze płonie w pamięci wielu uczestników epizodu z września 1939 roku.

Odnowione_+?r+-de+éko_Pij_Zdr+-j

Epizod drugi. Na budynku ośrodka zdrowia (przy rynku) wisi tablica pamiątkowa, która de facto wisieć powinna nieco dalej, na budynku, gdzie mieści się lokalna mordownia o nazwie ?Piwosz?. Napis na tablicy głosi, że jest to ?Miejsce Męczeństwa i Mordów Dokonanych na Polakach przez najeźdźcę hitlerowskiego. 1939-1945?. Zaś ci, którzy całą sprawę znają od podszewki, twierdzą, że ?bohaterami?  tego zajścia byli dwaj pijani mężczyźni, którzy pod wpływem alkoholu i za sprawą rodzinnej kłótni (jak to między szwagrami bywa) wzajemnie się zadenuncjowali na miejscowym posterunku policji. Chodziło bodaj o nielegalne posiadanie broni. Ponieważ prawdy nikt z zainteresowanych nie potrafił udowodnić, a jednocześnie niemiecki policjant nie miał czasu ani ochoty na długie dyskusje z opluwającymi się wzajemnie szwagrami, to w sieni domu, gdzie doszło do konfrontacji, znaleziono wkrótce dwa trupy, pogodzone na zawsze i bez prawa apelacji. Jak to się ma do tablicy pamiątkowej, trudno w tej chwili dociec, bo tablica wisi nie tam, gdzie trzeba, ?Piwosz? działa pełną parą, a ludziska podśmiechują się z takiego ?męczeństwa niewinnych Polaków?.

Betonowy_orze+é_na_dworcu_PKS

Epizod trzeci. Pod koniec wojny jeden z niemieckich urzędników bezpieczeństwa powiedział do któregoś z polskich znajomych, że przez lata wojny niemal wszystkich mieszkańców Pyzdr można było wywieźć do obozu albo zlikwidować na miejscu. Dlaczego? ? pyta ów Polak. ? Bo prawie nie było w mieście człowieka, który by kogoś nie zadenuncjował i na którego nie zrobiono by donosu. Ten przykład także zostawimy bez komentarza, choć przecież, jeżeli już trafia się taki oto przykład wojennych losów małego miasteczka, to rodzi się pytanie: Czy to możliwe? Czy tak było w istocie?

 

*

Wszystkie te epizody spisałem w styczniu 1989 roku, a potem jeszcze, wracając do ówczesnej rzeczywistości, skonstatowałem, że dzisiaj Pyzdry nie mają czasu zajmować się historią. Dlatego prawie nikomu nie przeszkadza tam, że w wysypisko śmieci zamieniono miejsce, gdzie rozpada się nieodwołalnie fragment pokazimierzowskiego muru miejskiego, skatalogowanego w księdze zabytków pod datą 1339 rok, że nie przebadano archeologicznie placu, gdzie teraz wzniesiono zakład produkcyjny, a gdzie kiedyś stał znany nie tylko fachowcom zamek zbudowany przez Kazimierza Wielkiego. Napisałem też wówczas, że miasto ma nowe problemy i nowe potrzeby, chociażby te komunalne, bez załatwienia których nie skończy się odprowadzanie ścieków do rzeki. Jedno jest pewne ? w związku z tym ześwinieniem wody prawie nikt w Pyzdrach nie odczuwa potrzeby powrotu do rzeki, która przez wiele stuleci była dla tego obszaru kapryśną matką i oknem na świat, łukiem i cięciwą, chlebem i solą. Teraz ta Warta ? jak powszechnie wiadomo ? jest tylko natchnieniem malarzy i fotografów. Szarym ludziom nie przeszkadza, ale i nie pomaga. jest zapomnianym, zniszczonym przez człowieka kawałkiem czasu i przestrzeni, płynącym bez nadziei ku jeszcze potężniejszym szambom, które są strasznym pomnikiem końca naszego niesłychanie ciekawego stulecia.

*

W świetle takich faktów i takiej realności, którą tworzył i napędzał nasz rodzimy, tępogłowy homo sovieticus z legitymacją PZPR w kieszeni, dzisiejsze okrzyki sierot po komunizmie, w rodzaju ?Komuno wróć!?, są obelgą wobec tych wszystkich światłych sił postępu i rozwoju, które po roku 1989 wyprowadziły Pyzdry (oraz dziesiątki podobnych gmin wielkopolskich) na drogę ustrojowych i gospodarczych przemian. Wśród nich nie do przecenienia są: skuteczna lokalna samorządność i budowa społeczeństwa obywatelskiego.

Zbiory muzealne. Zabytkowa armata

Następna moja wizyta dziennikarska w Pyzdrach przypadła na sam koniec lat 90., kiedy było już widać kierunek zmian zachodzących w mieście i gminie, choć ? jak to zwykle bywa ? nie wszyscy (z różnych zresztą powodów) wyrażali dla tych zmian swoją aprobatę. Pamiętam, jak dziś, to był piękny czerwcowy dzień. Po południu na stadionie zawarciańskim miał się rozpocząć tradycyjny festyn ludowy z okazji nocy świętojańskiej (Noc Kupały), a ja przed południem wszedłem z burmistrzem na wieżę kościoła farnego, gdzie ? podziwiając panoramę miasta i rzeki ? długo rozmawialiśmy o szansach na rozwój gminy, o konieczności modernizacji miejskiej infrastruktury, a także o marzeniach burmistrza, który tworzył nowoczesną wizję rozwoju miasta. Jej realizacja okazała się możliwa tak naprawdę kilka lat później, dopiero po wejściu Polski do Unii Europejskiej (dzięki unijnym funduszom), zresztą wespół z lokalnymi organizacjami pozarządowymi i stowarzyszeniami, działaczami kultury, lokalnym biznesem i wszelkiej maści społecznikami.

Zaczątki tego wszystkiego rodziły się w bólach już wtedy, pod koniec lat 90., gdy rozpadała się zwolna w mieście nie tylko pokomunistyczna tkanka przemysłowa, usługowa i handlowa, ale także pokomunistyczna mentalność lokalnej społeczności. Dzisiaj można pewne rzeczy objąć szerszym spojrzeniem z perspektywy minionych kilkunastu lat. Zmiany były nieuniknione (bo Pyzdry to nie samotna wyspa na oceanie dobrobytu), nawet jeżeli okazały sie dla wielu bolesne. W końcu jednak wychodzi na to, że okazały się skuteczne, co widać gołym okiem. Oto krótka lista strat i zysków… W Pyzdrach istniała Spółdzielnia Wytwórczo-Usługowa DZIEWIARKA, która z chałupnikami zatrudniała około 500 osób. Na jej bazie i w byłych pomieszczeniach tej spółdzielni powstała prywatna firma PARKUR Witolda Bratkowskiego, która zatrudnia około 50 osób, a produkuje akcesoria jeździeckie. Istniała też Wielobranżowa Spółdzielnia Pracy, która zatrudniała około 300 osób. Dzisiaj są tam tylko puste pomieszczenia. Istniał w Pyzdrach Zakład Wikliniarsko-Koszykarski, który zatrudniał około 100 osób. Dzisiaj w tym samym miejscu działa prywatna firma GTC Chwiłowicz zajmująca się kaletnictwem i produkcją odzieży skórzanej. Były jeszcze SKR-y, które zatrudniały około 150 osób. Obecnie w tym miejscu funkcjonuje firma CERES, która powstała w 1998 roku, z założenia jako firma specjalizująca się w produkcji podłoży na bazie włókna kokosowego. I jeszcze jedno ? dawniej ludzie dojeżdżali do pracy do wrzesińskiego Tonsilu, a dzisiaj dojeżdżają głównie do Volkswagena w Antoninku. Obecnie najlepszą rekomendacją Pyzdr są funkcjonujący tutaj z powodzeniem od wielu lat przedsiębiorcy, a w szczególności ci, którzy produkują swoje towary głównie na eksport. Aktualnie największa firma zlokalizowana na terenie Pyzdr zatrudnia około 240 pracowników.

A ogólny stan sanitarny miasta i gminy? Najkrócej rzecz ujmując można powiedzieć tak: miasto Pyzdry w całości zaopatrzone jest w wodociąg i kanalizację sanitarną, która funkcjonuje w oparciu o zmodernizowaną i powiększoną o kolejny bioblok oczyszczalnię ścieków. A paliwa przyszłości? Nie jest tajemnicą, że na terenie gminy znajduje się kopalnia gazu ziemnego, eksploatująca lokalne złoża. Aktualnie trwają przygotowania do gazyfikacji Pyzdr. Chodzi o to, aby w bliższej raczej niż dalszej przyszłości również i lokalni przedsiębiorcy mogli skorzystać z tego źródła energii. Wygląda na to, że samorząd gminny stara się (w miarę swoich skromnych w gruncie rzeczy możliwości) stwarzać jak najlepsze warunki do rozwoju przedsiębiorczości. Całe miasto jak i większość wsi jest objęte Miejscowymi Planami Zagospodarowania Przestrzennego. Dla inwestorów, którzy tworzą nowe miejsca pracy, przewidziane są zwolnienia podatkowe. Z każdym rokiem poprawia się stan gminnej infrastruktury, w szczególności lokalnych dróg oraz sieci wodno-kanalizacyjnej. W sumie na terenie miasta i gminy zarejestrowano około 500 podmiotów gospodarczych. Brzmi to co prawda jak informacja z ulotki promocyjnej, ale takie są fakty. A przecież to nie wszystko. Wystarczy pójść kilkaset metrów poza rynek, aby z jednej strony zobaczyć piękny kompleks sportowy z Orlikiem, pełnowymiarowym boiskiem piłkarskim i siłownią, a z drugiej strony stanąć nad przystanią wodną i mariną z prawdziwego zdarzenia. To nie są żarty. Pyzdry wracają nad rzekę i to z dużym powodzeniem. Całości dopełnia hala widowiskowo-sportowa, niezwykłej urody panorama skarpy nadrzecznej oraz ciągle urodziwy duży Rynek z drobnym handlem obwoźnym, sklepikami, zabytkowymi budynkami i tym wszystkim co sprawia, że mimo gospodarczych przemian pozostał w mieście klimat dawno minionej epoki miasteczka o historii wielkiej i przyszłości niewątpliwej. W tej materii na pewno chlubą miasta jest miejscowe Muzeum Regionalne ze swoim kustoszem Michałem Czerniakiem. To właśnie za sprawą jego aktywności kilkanaście dni temu oddano do użytku odrestaurowane, owiane legendą źródełko Pij Zdrój, które na pewno jest ozdobą tamtejszego przedmieścia (ul. Wrocławska).

Oczywiście, jak wszędzie, tak i w Pyzdrach nie ma raju na ziemi. Młodzi po studiach zazwyczaj nie wracają do Pyzdr (pozostają w Poznaniu), bo nie ma tu dla nich pracy, zwłaszcza w rzadkich specjalnościach. A jeśli wracają to albo do firm rodzinnych, albo próbują zakładać własną działalność gospodarczą.  Jak wszędzie, także i w Pyzdrach namnożyło się lumpeksów (naliczyłem ich z dziesięć) oraz punktów handlowych, w których, jak to zwykle bywa, tylko ciuchy, mydło i powidło. W uliczkach oddalonych od Rynku można trafić na inne byłe sklepiki, puste już, wymarłe i ziejące ślepymi witrynami. Nie ma co ukrywać faktu, że i Pyzdry mają swoich pijaczków, swój margines biedy, swoją patologię, swoich chuliganów i swoich szemranych biznesmenów z szarej strefy. Nie jest to wielki problem dla miasta, ale nie wypada udawać, że problem w ogóle nie istnieje. A o czym rozmawiają ludzie, gdy z nimi postać chwilę na jakimś skrzyżowaniu lub posiedzieć w cieniu na ławce? Że spalił się Domek ?Perkoza? nad rzeką, że zmienia się na lepsze ulica Nadrzeczna,  że podobno w mieście (na działce obok dworca PKS) ma powstać wielkopowierzchniowa Biedronka, która zarżnie najpewniej kolejne małe sklepiki, że okoliczni sadownicy mają problem ze zbytem swoich owoców, że trzeba w okolicach ulicy Zwierzyniec zakryć kocie łby solidnym asfaltem, bo powstają tam nowe siedliska jednorodzinne z ogrodami, że… no właśnie, że dotychczasowy burmistrz Krzysztof Strużyński po kilku udanych kadencjach zwalnia stanowisko. Wybiera się ponoć na radnego do powiatu, a jedynym jak dotąd oficjalnym kandydatem na jego następcę jest Przemysław Dębski, obecny sekretarz w Urzędzie Miasta.

Rynek z rocznicowym pomnikiem

A zatem…? Cytując klasyka polskiej komedii filmowej lat 70., czyli Stanisława Tyma, można powiedzieć, że w Pyzdrach zmiany, zmiany, zmiany. Nie zmienia się tylko dworzec PKS ze swoją martwą poczekalnią, nie zmienia się piękna, właśnie owocująca, aleja kasztanowców na tym dworcu i nie zmienia się betonowy biały orzeł bez korony, zarastający na tym dworcu trawą i wsłuchujący się w pełną życia ciszę pyzderskich uliczek oraz w odgłosy minionej świetności realnego socjalizmu, którego był być może (bo tak w tej chwili wygląda) wybitnym przedstawicielem i niemym świadkiem.

Panorama_z_koÂcio-em_farnym

Krzysztof  Szymoniak

Fot. (8x) K. Szymoniak

One thought on Reportaż. Pyzdry – powrót po latach…

  1. I am truly delighted to glance at this website posts which carries tons of valuable
    facts, thanks for providing these statistics.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


trzy − = 1