Kategoryzacja językowa a kreatywność, czyli wiedza językowa w służbie projektantów

Dzieci zadają setki pytań. Co to jest, approved do czego to służy, remedy dlaczego, po co, jak to działa, kto to wymyślił, kiedy, gdzie, czy tam, gdzie mieszka ten ktoś, kto to wymyślił, pada deszcz? A jest słonecznie? A mają tam zimę? A mają tam to i to, i to… Dorośli, czasem z irytacją, ale odpowiadają, ucząc dzieci, gdzie zaczynają się i kończą granice obiektów, kiedy mówimy o stole, a kiedy już o stoliku, czym się różni szafa od szafki, sofa od kanapy, nasz kot od dzikiego tygrysa. Słowem, szybko ustanawiają zalążki kategoryzacji językowej.

Kategoryzacja to proces nieświadomy, bardzo subtelny, jednak człowiek instynktownie wyczuwa granicę między konkretnym a abstrakcyjnym, między obiektem-prototypem, a jego reprezentantem. Ot, wystarczy rzucić okiem na języki posiadające rodzajniki określone i nieokreślone. Każdy użytkownik takiego języka z łatwością rozróżni stół-obiekt od stołu-pojęcia. Laurence Barsalou zauważa, że kategoryzujemy od ogółu do szczegółu. Mówiąc krótko i w uproszczeniu. Najpierw zwracamy uwagę na najbardziej oczywiste cechy lub właściwości obiektu, np. fakturę, wielkość, ciężar, zapach, smak, itd. W przypadku ? powiedzmy ? stołu, zauważamy zestaw elementów, które się na niego składają: (uogólniając) blat i cztery deski, na których ów blat się opiera, ich strukturę i właściwości poszczególnych części. Następnie szukamy obiektów odpowiadających cechom zawartym w danej kategorii i przyporządkowujemy je, tworząc swoistą siatkę z informacjami. W zależności od kręgu kulturowego, w jakim żyjemy, kategorie mogą poszerzać swój zakres cech esencjalnych, albo wręcz go zwężać (analogicznie ? siatka kategorii może mieć więcej lub mniej odnóg)

Tyle w teorii. No dobrze, typowy użytkownik języka typowym użytkownikiem języka. Ale przecież ktoś mógłby rzec: ?w moim salonie stoi nowatorski stolik do kawy i nikt nie domyśliłby się, że właśnie do tego służy?. I owszem ? bo kategoryzacja wydaje się być jasna i oczywista, dopóki w drogę nie wejdzie pewien szkopuł. Wyobraźnia, ergo ? kreatywność.

Niektórzy wolą trzymać dystans między swoim ja a ułańską fantazją, pozostawać w sferze komfortu i żyć w świecie znanym i przytulnym, z rzadka tylko przeglądając katalogi z najnowszymi trendami czy wydziwionymi rozwiązaniami architektonicznymi, które proponują co i rusz szaleni artyści. Inni jednak tylko czyhają, by zaszokować rynek, ba ? świat ? swoją awangardą! Kosz na bieliznę utkany ze świeżych alg, narty z zasuszonych skórek dzikiego mango, krzesło, które miast być w pozycji horyzontalnej, butnie wisi z podłogi-sufitu domu na opak niczym dziecięca huśtawka. Projektanci to istni maestrzy ludzkiej kreatywności! Każdy projekt, każda myśl ? wszystko zaczyna się ? pozornie ? od czystej kartki, bo przecież projekt to magna carta, gotowa do zarysowania. Ano nie. Projekt to taniec. Taniec języka i sztuki.

W języku wszystko z siebie wynika. Nigdy nie ma tak, że coś się bierze z niczego albo coś pojawia się, nie pociągając za sobą efektu domina. Język lubi być logiczny, lubi mieć sens. Tak i człowiek. Jak to się dzieje, że oglądając nowy zestaw mebli w stylu futurystycznym możemy zobaczyć krzesło, z którym niby wszystko jest w porządku, ale jednak mamy pewne wątpliwości, czy faktycznie możemy zakwalifikować je jako siedzisko? No bo jak to, krzesło bez podparcia? Nóżkę ma, materiał też jakiś taki krzesłowy, funkcję spełnia. Nie ma wątpliwości ? krzesło pełną gębą. Fakt, projekt dzieli kilka cech z prototypem krzesła w naszej głowie, więc jesteśmy skłonni skategoryzować ów przedmiot jako reprezentujący daną kategorię. Jednak wiele cech całkowicie odbiega od naszej wizji. Dlaczego? Bo kreatywność to szczwany lis ludzkiego umysłu. Zawsze znajdzie drogę, by ukazać swoje sprytne, nieracjonalne, dalekie od standardów, oblicze.

Projektant siadając do kolejnej pracy sądzi, że widzi przed sobą pustą, białą kartkę. Nieprawda. Po pierwsze, światło, dzięki któremu widzimy, jest falą elektromagnetyczną. Po drugie, widziany przez człowieka obraz jest zinterpretowanym w mózgu bodźcem zewnętrznym, który przeszedł szereg przetworzeń w siatkówce oka i przekazany został dalej przez nerw wzrokowy. Po trzecie, kartka wcale nie jest pusta. Czy jest biała, to inna sprawa. Zależy, jakim językiem operuje projektant (kwestia nazewnictwa kolorów w różnych językach to sprawa warta odrębnego artykułu!). Ale projekt nigdy nie zaczyna się od pustej kartki.  Biel niezarysowanej kartki w końcu zaczyna dręczyć, jak wyrzut sumienia. Projektant sięga po narzędzie ? ołówek, a najlepiej to przynajmniej ze trzydzieści o różnej grubości, nigdy nic nie wiadomo ? i wtedy zaczyna się cała gra. Język zaprasza do tańca.
Rodzimy się i z czasem nabieramy wiedzy językowej w procesie akwizycji języka, wiedzy jasnej, wiedzy implicytnej. Dzięki niej wiemy, kiedy używać danej formy gramatycznej, że gżegżółka pisze się w przez ż, że kochamy przez ch, że głaskamy pieska, nie pieseka. Mówi nam to podświadomość, która niejednokrotnie mądrzejsza i szybsza jest od nas. Nie ma dla nas znaczenia, dlaczego tak mówimy, ważne, że możemy się komunikować z innymi użytkownikami języka.

Załóżmy, że artysta X dostał zlecenie na projekt sofy. Klient nie życzy sobie jednak zwykłej sofy, o nie ? chce sofy wyjątkowej. Jedynej w swoim rodzaju. Sofy-unikatu. Sofy-prowodyrki, sofy-orędowniczki awangardy w świecie mebli. Projektant siada więc, zamyka oczy (licząc przy okazji na to, że jakoś zagnie rzeczywistość i stanie się sofa) i zaczyna łamać standardy. Najpierw, nieświadomie, projektant robi szybką listę cech esencjalnych sofy. Sofa drży z przerażenia. Następnie, X zastanawia się, co się stanie, gdy trochę pozmieniamy niektóre z cech. A co, jeśli zmienię materiał, kształt, co, jeśli dodam taki a taki element. Sofa-prototyp dostaje się pod ostrzał kreatywności.

Proces projektowania w założeniu jest procesem twórczym, dzięki niemu coś może powstać, coś może zyskać drugie życie. Z punktu widzenia kategoryzacji jednak, działanie to ma znamiona destrukcji, rozkładu. Projektowany obiekt zostaje wyzuty ze swoich cech, siłą wydarty ze swojej kategorii, pozbawiony często charakterystycznego dla siebie kształtu, by później, na skutek działania mechanizmu ludzkiej kreatywności, zyskać nowe cechy i zostać powtórnie zwrócony swojej abstrakcyjnej klasie. Czasem, oczywiście, dzięki procesowi projektowania powstają całkowicie nowe obiekty, które tworzą swoje własne kategorie. Niektóre są tak oryginalne i nietypowe, że pozostają singletonami, inne zaś rozciągają swoją kategoryzacyjną pieczę na sobie podobnych.

Oczywistym jest, że procesy kategoryzacyjne są jak najbardziej uniwersalne, ale ? jak to mówią ? diabeł tkwi w szczegółach. Projekty są ciekawe dlatego, że ich twórcy często czerpią ze swoich kultur. I nie mówimy tu o inspirowaniu się jakimś stylem czy ornamentem, ale o czymś znacznie głębszym. Japończycy z pewnością inaczej percypują stół-pojęcie niż przeciętny Europejczyk, inaczej również przebiega granica kategorii takiego pojęcia u Nigeryjczyka czy Peruwiańczyka, czy jakiegokolwiek przedstawiciela odmiennej kultury. Kreatywność jednak jest cechą ? nie umiejętnością, moim zdaniem ? uniwersalną. Każdy z nas rodzi się buntownikiem. Każdy z nas rodzi się, by choć raz przełamać standardy. Nie trzeba do tego broni, nie trzeba do tego agresji, nie trzeba do tego braku pokory. Wystarczy biała kartka, ołówek i gram człowieczeństwa.

Iga  Jasiewicz
II rok etnolingwistyki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


+ dwa = 8