A short course in foreign language teaching methodology, czyli co powinniśmy wiedzieć o nauczaniu języków obcych

Nasz Instytut słynie z nauki języków obcych. Mamy tu na myśli języki ?trochę? obce, viagra buy jak angielski czy niemiecki, viagra które obecnie większość młodych Polaków zna przynajmniej na poziomie podstawowym, ale przede wszystkim języki naprawdę obce, a więc węgierski, nowogrecki, łotewski, czy wręcz egzotyczne, np. wietnamski, indonezyjski, koreański, itd. Mamy w naszym Instytucie wybitnych znawców wyżej wymienionych języków, ale czy znajomość języka obcego oznacza umiejętność uczenia go? Niestety nie zawsze, a właściwie najczęściej nie. I stąd zrodziła się inicjatywa zorganizowania kursu metodycznego dla naszych pracowników, którego celem było poszukiwanie skutecznych technik nauczania różnych aspektów języków obcych (czytania, pisania, komunikacji, itp.).

Continue reading

Manifest fotografa analogowego

Nieostre, drugs rozmyte, viagra 60mg prześwietlone, wyblakłe i jeszcze ziarno za duże ? taki ich urok. Analogi.

druzbiak_4

Tak, klisze jeszcze ktoś produkuje, aparaty jeszcze istnieją, a nawet powracają do łask ? tak więc wszystkich posiadaczy nawołuje się do wyjmowania ich z czeluści najskrytszych zakamarków, do odkurzania i… do używania. Analogi nie umarły.

druzbiak_3

Fotograf ze mnie marny ? sprzęt nie taki, inwencji i pomysłów brakuje, ale kiedy chodzi o analogi, każde zdjęcie jest dla mnie moim własnym dziełem sztuki. Ekscytacja i niepewność, oczekiwanie na wywołanie kliszy zaledwie po drugim zdjęciu, rozczarowanie ? tak wiele może przynieść jedna klisza. 36 (w najlepszym ?małoformatowym? wypadku) zdjęć. Nie jest  ważne, czy na którymś jest Pani z mięsnego, płaczące dziecko w tramwaju czy bliżej nieokreślona materia, której uchwycenia kompletnie nie pamiętasz. Każde zdjęcie ma to coś.

druzbiak_6

To pewnie przywiązanie do kliszy. Zamiast skazanej na zagładę próby uchwycenia wszystkiego dookoła Ciebie, zaczynasz się zastanawiać, co warto mieć tylko dla siebie. A podróżując, nawet do Szczecina, postrzegamy inaczej tamtejszą rzeczywistość, mając możliwość ukazać ją przez pryzmat ?swojej kliszy?.

druzbiak_9

Ciężko jest pisać o zdjęciach* ? obrazach, których przekaz broni się bez użycia słów. Na swoją obronę (z domieszką drobnej prywaty) w celu wypełnienia pustej przestrzeni domniemanego tekstu, postanawiam podzielić się kilkoma momentami, które ? niekiedy z przypadku ? znalazły się na ?mojej kliszy?.

drużbiak_2

Pomimo, że nic nie boli bardziej niż pusta (wypełniona chwilami, które nigdy nie ujrzą światła dziennego) klisza, za każdym razem podejmuję ryzyko potencjalnego rozczarowania.

Spróbuj i Ty.

druzbiak_8

druzbiak_5

druzbiak_7

* O wszystkim, w moim przekonaniu, jest ciężko pisać ? przekazać konkretną myśl posługując się tylko językiem.

Katarzyna  Drużbiak

językoznawstwo i nauka o informacji

III rok

„Znacie? Znamy! To posłuchajcie…”. Rzecz o „Czerwonym Kapturku”

Przywołany w tytule wpisu cytat z Pana Jowialskiego Aleksandra Fredry to zwięzłe  podsumowanie naszej znajomości Czerwonego Kapturka. Wszyscy pamiętamy tę baśń od wczesnego dzieciństwa, help a jednak z dużym prawdopodobieństwem znamy tylko jedną z jej licznych, site bardzo różnych wersji. Wystarczy chociażby zapytać, online jaką śmiercią zginął wilk i czy w ogóle zginął, by się przekonać, że nasza wiedza o Czerwonym Kapturku wcale nie jest pełna. Jeden rzut oka na mapę wskazującą geograficzne pochodzenie tej baśni tu oznaczoną jako typ ATU 333) wraz z innym jej typem (ATU 123, do którego należy przykładowo baśń O wilku i siedmiu koźlątkach) może nam uświadomić, jak złożone są źródła tej baśni. Jakub i Wilhelm Grimm umieszczając ją w roku 1812 w swoim zbiorze Kinder- und Hausmärchen siłą rzeczy dokonali wyboru określonego kształtu i interpretacji tego utworu.

journal_pone_0078871_g001

[Mapa zaczerpnięta została z artykułu autorstwa Jamshida J. Tehraniego (dostępnego na stronie: http://www.plosone.org/article/info%3Adoi/10.1371/journal.pone.0078871); zob. bibliografia.]

Czerwony Kapturek jak mało która baśń doczekał się ogromnej liczby odczytań. Bruno Bettelheim w swej książce Cudowne i pożyteczne na ponad 30 stronach (19-44) daje psychoanalityczną wykładnię tej krótkiej przecież baśni, a rozpoczyna ją tak:

Czarująca, >niewinna< dziewczynka, którą połknął wilk, to obraz wywierający niezatarte wrażenie. W baśni Jaś i Małgosia czarownica jedynie miała zamiar zjeść dzieci; w Czerwonym Kapturku i babcia, i dziecko zostają naprawdę przez wilka pożarte. Jak w przypadku większości baśni, również i ta istnieje w wielu wersjach. Najbardziej znana jest wersja braci Grimm, w której Czerwony Kapturek i babcia wracają do życia, a wilka spotyka zasłużona kara. Ale literackie dzieje tej opowieści zapoczątkował Perrault. (Bettelheim 1985: 19)

Dlatego zanim przejdę do analizy wersji Grimmów, chciałabym pokrótce scharakteryzować wersję Perraulta.

Charles Perrault

Wersja Perraulta (1628-1703) Le petit chaperon rouge powstała w 1697 roku, czyli całe 115 lat przed publikacją pierwszego wydania baśni braci Grimm w roku 1812. Tekst Perraulta jest tak naprawdę dydaktyczną przypowiastką z morałem (w postaci rymowanego pouczenia), która nie pozostawia większego pola dla wyobraźni. Pewnie mało kto wie, że w wersji Perraulta wilk leżący w łóżku babci mówi do dziewczyny: ?Zostaw podpłomyk i masło na skrzyni i chodź tu położyć się koło mnie? a wtedy ?dziewczynka się rozebrała i położyła do łóżka, jednak bardzo się zdziwiła, że babcia jest tak mocno zbudowana? (Perrault 2010: 26). Bettelheim komentuje to tak:

Gdy (?) dziewczynka rozbiera się i kładzie do łóżka obok wilka, a wilk powiada, że ma duże ręce, by ją mocniej uścisnąć, sytuacja staje się tak oczywista, że nie zostawia żadnego pola dla wyobraźni. Ponieważ na tak bezpośrednią i jasną próbę uwiedzenia bohaterka nie reaguje ani ucieczką ani oporem, to albo jest niemądra, albo chce, by ją uwieść. (Bettelheim 1985: 22)

1_UKK7c
[Ilustracja Gustava Dorégo do „Czerwonego Kapturka” Perraulta]

 

To oczywiście nie może się dobrze skończyć. Ostatnie zdanie baśni Perraulta brzmi: ?Z tymi słowami zły wilk rzucił się na Czerwonego Kapturka i go zjadł? (Perrault 2010: 26). Happy endu nie będzie. Żaden dzielny myśliwy nie przybędzie na ratunek. Czerwony Kapturek jest tutaj dziewczyną upadłą, która musiała ponieść zasłużoną karę (notabene, w paszczy wilka zginęła także Bogu ducha winna babcia). A rymowany morał tej baśni brzmi tak:

Młode osoby – widać tu dokładnie ?
A dziewczęta w szczególności,
Ładne, zgrabne, wielkiej zacności.
Źle robią, słuchając kogo popadnie.
I nie ma w tym nic dziwnego,
Że tyle z nich ginie w paszczy wilka złego.
Mówię wilka, bo w tej społeczności,
Nie wszystkie wilki są identyczne,
A bywają wśród nich bardzo sympatyczne,
Ciche i bez cienia złości,
Miłe, pełne łagodności,
Co ślad w ślad za pannami
Do ich domów biegną ulicami.
Lecz niestety! Każdy wie, że te wilki grzeczne
Z wszystkich wilków są najbardziej niebezpieczne. (ib.)

Wersja Grimmów: baśń nr 26

Historycy literatury twierdzą, że Wilhelm Grimm nie mógł tolerować nagiego wilka w łóżku, dlatego już od pierwszego wydania w roku 1812 dowiadujemy się, że po pożarciu babci wilk założył ubranie i czepek babci. Grimmowie w oparciu o dwie różne wersje, które przekazały im siostry Jeanette i Marie Hassenpflug, tworzą swoją własną najsłynniejszą literacką wersję tej baśni ? tym razem ze znanym nam wszystkim happy endem. Jednak mało kto wie, że baśń w wersji Grimmów wcale nie kończy się uwolnieniem dziewczynki i babci oraz przykładnym ukaraniem wilka. Czerwony Kapturek w nietypowy dla Grimmów sposób ma dwie części, dzięki czemu ta baśń jest jak miniaturowy Entwicklungsroman, który pokazuje rozwój i dojrzewanie protagonisty.

basnie braci grimm.indd

[Ilustracja Adolfa Borna („Baśnie braci Grimm”, Poznań: Media Rodzina, 2009)]

 

W II części baśni dziewczynka, która czegoś już się nauczyła, spotyka na swojej drodze innego wilka, ale tym razem w ogóle nie wdaje się z nim w pogaduszki, tylko pędzi prosto do domu babci. A ponieważ wilk zaczaił się, by pożreć dziewczynę, gdy wieczorem będzie wracała do domu, babcia i wnuczka wspólnymi siłami doprowadzają do śmierci wilka, który tonie w kamiennym korycie zwabiony zapachem kiełbasy. I tak, owa II poglądowa część jest w całości bardziej przekonującym morałem niż rymowana przestroga Perraulta przed uwodzicielami. Czerwony Kapturek w wersji braci Grimm posiada chyba najbardziej oczywiste szczęśliwe zakończenie: ?Czerwony Kapturek poszedł radosny do domu i już nikt nie zrobił mu krzywdy?.

Credo tłumaczki Czerwonego Kapturka

Nie będę wdawać się teraz w interpretację Czerwonego Kapturka ? zrobili to już przede mną fachowcy w zakresie literaturoznawstwa, antropologii, psychoanalizy itd. O tej baśni pisać będę ? jak zawsze w niniejszej zakładce ? wyłącznie z perspektywy tłumaczki. Niniejszym chciałabym sformułować swoje tłumaczeniowe credo w odniesieniu do Czerwonego Kapturka:

1. Teksty wielowarstwowe, niejednoznaczne i pełne ukrytych symboli należy tłumaczyć tak, by każdy szczegół wiernie przekazać, a jednocześnie powstrzymać się od własnych interpretacji i dopowiedzeń. Tekst przekładu powinien okazać się równie wielowarstwowy, niejednoznaczny i otwarty na rozmaite odczytania jak tekst oryginału. Tylko w ten sposób baśń ta spełni swój cel również w przekładzie, a czytelnik wersji polskiej będzie mógł na równych prawach uczestniczyć w literackim i kulturowym dialogu. Zatem chodzi o to, by tekst przekładu nie zamykał, lecz otwierał lekturę;

2. w obliczu ogromnej liczby adaptacji i przetworzeń Czerwonego Kapturka ważne jest, by w języku przekładu istniał przynajmniej jeden tekst możliwie bliski oryginałowi. Czytelnik przekładu musi otrzymać szansę poznania literackiego źródła, które zainspirowało tak wiele odczytań nie tylko literackich, lecz również teatralnych, filmowych, malarskich, satyrycznych? Natomiast adaptację docenimy dopiero wówczas, gdy znamy jej punkt odniesienia.

135
[Ilustracja Ottona Ubbelohdego („Baśnie dla dzieci i dla domu”, Poznań: Media Rodzina, 2010)]

 

A teraz kilka słów o realizacji powyższego credo, czyli o tym, co, moim zdaniem, absolutnie nie może zginąć w tekście przekładu:

1. Czy Czerwony Kapturek to mała dziewczynka?

Niemieckie słowo ?dasMädchen? możemy tłumaczyć na język polski jako ?dziewczynkę? lub ?dziewczynę?. Wybór każdego z tych słów pociąga za sobą nieodwracalną interpretację, gdyż automatycznie w przekładzie otrzymamy baśń a to o dziecku, a to o dorastającej panience. Takie zawężenie nie jest obojętne, gdyż czytelnik przekładu nie posiada już tej wolności co czytelnik oryginału, który sam może zdecydować, w jakim wieku jest bohaterka, i odczytać baśń na różnych jej poziomach. Czy z oryginalnego tekstu Grimmów da się wyczytać, w jakim wieku jest bohaterka? Warto zwrócić uwagę na dwa detale:

a. w scenie rozmowy matki z córką Czerwony Kapturek oryginału to równouprawniona i odpowiedzialna partnerka:

– Chodź, Czerwony Kapturku, masz tu kawałek ciasta i butelkę wina. Zanieś to babci. Jest chora i słaba, może się tym wzmocni. Ruszaj zanim zrobi się upał, a gdy będziesz szła, to idź grzecznie i nie schodź z drogi, bo upadniesz, rozbijesz szkło i dla babci nic nie zostanie. A gdy wejdziesz do izby, nie zapomnij powiedzieć ?dzień dobry? i nie zaglądaj od razu do wszystkich kątów.

– Zrobię wszystko, jak  należy ? powiedział Czerwony Kapturek i potwierdził to uściskiem dłoni. (tłum. Eliza Pieciul-Karmińska)

 Czerwony Kapturek swoje postanowienie czy umowę potwierdza ? jak człowiek dorosły ? uściskiem dłoni. Zwykle jednak tłumacze zmieniają ten fragment. Czerwony Kapturek w (na ogół wiernym) przekładzie Tarnowskiego to grzeczna dziewczynka, która przed wyjściem do babci mówi:

Zrobię wszystko, jak każesz ? przyrzekł Czerwony Kapturek mamusi. (tłum. M. Tarnowski)

Podobnie tłumaczy Mirandola:

Dziewczynka przyrzekła matce, że wszystko spełni jak należy. (tłum. Mirandola)

b. Podobna pedagogizacja tekstu w tłumaczeniu przybiera czasem zabawny wymiar, gdy w tej samej baśni informacja Czerwonego Kapturka o zawartości koszyka:

Ciasto i wino. Wczoraj piekłyśmy… [Kuchen und Wein: gestern haben wir gebacken…]

zostaje poprawione na:

Placek i wino, mamusia piekła wczoraj… (tłum. M. Tarnowski)

Placek i wino. Wczoraj upiekła go mama. (Mirandola)

jak gdyby na każdym kroku należało podkreślać hierarchię ? wyższość ?mamusi? nad nieporadnym dzieckiem?

2. Erotyczna dwuznaczność

Grimmowie, jak już wspomniałam, nie byli w stanie zaakceptować nagiego wilka w łóżku babci. W przedmowie do jednego z wydań swoich baśni pisali: ?Równocześnie jednak w niniejszym nowym wydaniu troskliwie usunęliśmy każde wyrażenie nieodpowiednie dla wieku dziecięcego?.

Niemniej jednak w baśni nadal wyczuć można erotyczne napięcie, które może być jedną z przyczyn, dla których Disney nigdy nie sfilmował tej być może najbardziej znanej baśni na świecie. Przypomniał o tym ciekawym fakcie Roberto Innocenti, światowej sławy ilustrator i autor najnowszej wersji Czerwonego Kapturka, czyli Czerwonego Kapturka w wielkim mieście (Media Rodzina) w czasie swojego spotkania 30 maja 2014 r. w poznańskiej Księgarni z Bajki.

basnie braci grimm.indd

[Ilustracja Adolfa Borna („Baśnie braci Grimm”, Poznań: Media Rodzina, 2009)]

 

Wilk spotykając dziewczynę w lesie, pyta ją, co niesie ?pod fartuszkiem? (?Was trägst du unter der Schürze??), co w wielu przekładach uznano za nazbyt dwuznaczne i przekształcono na: ?A cóż to niesiesz w koszyczku??. Gdy wilk zjada dziewczynkę, to w oryginale mowa jest o zaspakajaniu zachcianki czy wręcz żądzy (?Wie der Wolf sein Gelüsten gestillt hatte?), co w przekładach zwykle zostaje zneutralizowane do stwierdzenie faktu, że wilk po prostu się najadł, gdyż zaspokoił ?apetyt? lub ?głód?. Również myśliwy widząc wilka śpiącego w łóżku babci, nazywa go w oryginale ?starym grzesznikiem? (?Finde ich dich hier, du alter Sünder.?), co w przekładach zostaje przekształcone w ?starego szkodnika?. Takie puryfikacje, czyli usuwanie z tekstu wszelkich skojarzeń z erotyzmem czy seksualnością, sztucznie zubożają lekturę, w wyniku czego ponownie tracimy możliwość odnalezienia w tekście wielości znaczeń i symboli.

3. Dlaczego wilk musi pożreć Czerwonego Kapturka?

Wydawałoby się, że integralną częścią Czerwonego Kapturka jest scena pożarcia, lub raczej połknięcia (taki czasownik pojawia się w oryginale) dziewczyny przez wilka. Protagonistka trafia do brzucha wilka, jak do brzucha wieloryba trafił starotestamentowy prorok Jonasz, skąd wyszedł odmieniony i nawrócony. Podobnie i bohaterka baśni musi trafić do brzucha wilka, by ocalona narodzić się jako mądrzejsza, dojrzalsza osoba. Często dorośli tłumacze uznają, że pożarcie dziewczynki przez wilka może wzbudzić przerażenie w dziecku.  Tymczasem dzieci świetnie pojmują, że baśnie przemawiają do nich językiem symbolicznym, a nie codziennej rzeczywistości. Taka jest przecież logika baśni, że wilk mówi ludzkim głosem, a dziecko może trafić do jego brzucha, a potem z niego wyskoczyć całe i zdrowe. Adaptacja baśni, która próbuje przybliżyć ją do świata dziecka, sprawia, że dziecko zaczyna tracić poczucie bezpieczeństwa. Paradoksalnie właśnie zbyt duże podobieństwo do jego własnej sytuacji będzie napawać je lękiem. W tym sensie dziecko mniej jest przerażone opowieścią, w której wilk połyka babcię, niż współczesną (autentyczną!) wersją Czerwonego Kapturka, w której wilk nie pożera babci, lecz knebluje ją i związaną wpycha do szafy. To właśnie taka pozornie złagodzona, ale bliższa realiom, wersja może stać się dla dziecka źródłem prawdziwej traumy.

4. Wilk musi umrzeć

W duchu obrony praw zwierząt wiele dzisiejszych wersji baśni nie zawiera sceny śmierci wilka. Zamiast tego wilk: a) trafia do zoo, b) ucieka do innego lasu, c) zaprzyjaźnia się z babcią i Czerwonym Kapturkiem, d) przechodzi na wegetarianizm? wszystkie te naiwne lub  niezwykle pomysłowe wersje mają jakoby złagodzić okrucieństwo pierwotnej baśni. W tym miejscu jednak warto przypomnieć, że w wersji Grimmowskiej wilk nie zostaje bezpośrednio uśmiercony, lecz ginie z powodu kamieni, które ma w brzuchu. Na poziomie fabularnym, kamienie we wnętrzu wilka znalazły się tam dla bezpieczeństwa, by przebudzona bestia nie zorientowała się od razu, że jej ofiary uciekły z jego brzucha. Na poziomie symbolicznym są one metaforą żarłoczności wilka, która bezpośrednio przyczyniła się do jego śmierci.

136

[Ilustracja Ottona Ubbelohdego („Baśnie dla dzieci i dla domu”, Poznań: Media Rodzina, 2010)]

 

Autorzy wersji złagodzonych pochylają się nad losem biednego wilka, zapominając, że wilk w baśni nie jest czworonożnym ssakiem pod ochroną, lecz symbolem zła wcielonego, które podstępnie czyha na niewinnych ludzi. W czarno-białym świecie baśni zło musi zostać wyeliminowane – i  nie ma tu miejsca na psychologiczne subtelności. Jeśli dziecko ma spać spokojnie po wysłuchaniu Czerwonego Kapturka, musi być pewne, że wilk nie żyje, więc nigdy już nie wróci. A dzięki II części Grimmowskiej wersji może wierzyć, że gdyby spotkało innego wilka, to będzie już dobrze wiedzieć jak sobie poradzić, by ?już nikt nie zrobił mu krzywdy?, jak głosi ostatnie zdanie tej baśni.

***

Czerwony Kapturek żyje ? chociażby w najnowszej współczesnej adaptacji Roberta Innocentiego pt. Czerwony Kapturek w wielkim mieście (Poznań: Media Rodzina, 2014).

 czerwony_kapturek201

Okładka najnowszej wersji „Czerwonego Kapturka” – Roberto Innocenti/Aaron Frisch, „Czerwony Kapturek w wielkim mieście”, Poznań: Media Rodzina, 2014.

Bibliografia

Bettelheim, Bruno (1985), Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni, tłum. D. Danek, Warszawa: PIW.

Grimm, Jakub i Wilhelm (2010), Baśnie dla dzieci i dla domu, tłum. Eliza Pieciul-Karmińska, Poznań: Media Rodzina.

Perrault, Charles (2010), Baśnie czyli opowieści z dawnych czasów, tłum. Barbara Grzegorzewska, Kalisz: Martel.

Tehrani, Jamshid J. (2013), The Phylogeny of Little Red Riding Hood. PLoS ONE 8 (11).

Artykuł dostępny na stronie:

 http://www.plosone.org/article/info%3Adoi/10.1371/journal.pone.0078871

? za informację o tym artykule składam serdeczne podziękowania Pani Izabeli Kotlarskiej.

***

PS W poznańskim dodatku „Gazety Wyborczej” z dnia 20 czerwca 2014 roku ukazał się wywiad m. in. na temat „Czerwonego Kapturka”. Zapraszam do lektury: http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36037,16185653,Pewnego_razu_tlumaczka_spotkala_dwoch_braci.html

 

Piłeś? Mów! Czyli jak się bada mowę po alkoholu

Mowa ludzka po alkoholu to temat szeroko znany. I to raczej  nie tylko studentom Instytutu Językoznawstwa. Niemal każdy z nas słyszał bełkoczącego osobnika z zaburzeniami mowy po nadużyciu wódki, capsule piwa czy wina. Ale już badanie takiej mowy… no cóż? nie jest to sprawa oczywista. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tej gałęzi badań językoznawczych, diagnosis byłem do zjawiska nastawiony bardzo sceptycznie. Szczerze mówiąc, mam świadomość, że moja własna mowa po alkoholu nie bardzo nadaje się do słuchania, więc ? jak sądziłem niegdyś ? gdzież jej do poważnej naukowej analizy. Okazuje się jednak, że ?mówców w stanie wskazującym? z uwagą badają językoznawcy na całym świecie, albo przynajmniej tam, gdzie się pije i gdzie pracują świadomi tego stanu rzeczy językoznawcy. Podstawowe trendy badawcze można streścić pod postacią pytań o metodologię badań, o to, co dzieje się z naszą mową po wypiciu alkoholu, o możliwości zastosowania wyników tych badań w życiu codziennym.

Badania mowy pod wpływem alkoholu polegają przede wszystkim na analizie nagrań osób, które piły. ,,Materiał badawczy? można uzyskać w ośrodkach leczenia uzależnień lub poprzez  nagrania z telefonów alarmowych. Zdecydowanie najciekawszą metodą są badania eksperymentalne na ochotnikach, którzy mają sporadyczny kontakt z alkoholem. Bada się więc grupy mieszane (kobiety i mężczyźni w stosunku 1:1),  przed którymi  stawia się różnorakie zadania, jak na przykład spontaniczne wypowiedzi, czytanie na głos, wypowiadanie komend itd. Jeden z takich eksperymentów przeprowadzono między innymi na Uniwersytecie Stanowym Florydy. Trzydziestu pięciu osobom podawano gin i rum do momentu, w którym znaleźli się w stanie głębokiego upojenia alkoholowego. W tak zwanym międzyczasie uczestnikom eksperymentu stawiano ściśle określone zadania, na przykład czytanie na głos krótkich tekstów lub wypowiadanie się spontanicznie. W Niemczech z kolei nagrywano ludzi siedzących w samochodach. Miało to pomóc w stworzeniu systemu, który ułatwiałby wykrywanie po głosie pijanych kierowców.

Niezależnie od źródła pochodzenia nagrania analizuje się pod kątem fonetycznym, akustycznym i językowym. Badaczy interesuje szczególnie znalezienie przesłanek świadczących o trzeźwości bądź nietrzeźwości mówców. Jak na razie badania dowiodły, że alkohol ma wpływ na tempo i rytm mowy. Ponadto, wraz ze wzrostem ilości alkoholu we krwi, wzrasta ilość i długość tak zwanych jęków namysłu, pauz, a także częstotliwość złego artykułowania wyrazów. Okazało się również, że płeć osoby mówiącej ma wpływ na ocenę stanu trzeźwości osoby mówiącej; po głosie łatwiej jest wykryć alkohol u kobiet niż u mężczyzn. Stan dzisiejszej wiedzy nie pozwala jednak na stworzenie parametrów, według których  można by jednoznacznie stwierdzić czy mówca jest pod wpływem alkoholu. Okazuje się, że nawet osoby, które odsłuchują nagrania, nie zawsze są w stanie ocenić stan mówiącego.  Badania jednak ciągle trwają. W tym miejscu należy wspomnieć o istnieniu poznańskiej bazy nagrań mowy pod wpływem alkoholu. Baza ta składa się z 31 mówców, których nagrywano na  trzeźwo, oraz gdy  byli już pod wpływem alkoholu.

A teraz zastanówmy się, jakie mogą być praktyczne zastosowania badań nad mową pod wpływem alkoholu? Jeżeli naukowcom uda się w końcu stworzyć efektywne narzędzia do rozpoznawania po głosie osób nietrzeźwych, mogliby je wykorzystać na przykład pracownicy telefonów alarmowych, policji czy straży pożarnej. Można też pójść krok dalej i wyobrazić sobie detektory głosu w samochodach, które nie pozwolą uruchomić silnika, jeżeli kierowca wcześniej pił alkohol. A co powiecie o aplikacji na smartphona, która po analizie głosu zablokuje wam opcję pisania sms-ów, dzięki czemu unikniecie żenujących sytuacji? W chwili obecnej wydaje się to trudne do realizacji, ale za parę lat takie rozwiązania mogą być codziennością. Żeby tak się stało, potrzeba jednak naukowców, którzy zgłębią temat. Czytelniku! Czytelniczko! A może to właśnie twoja nisza przyszłych badań językoznawczych?

                                                                                              Szymon Dolata

U źródeł polskiego dubbingu

Europa dzieli się na kraje, find w których telewizja jest dubbingowana i te, gdzie zazwyczaj wersję tłumaczoną przedstawia głos lektora nałożony na ściszoną, oryginalną ścieżkę dźwiękową. Dla obcokrajowców nie przyzwyczajonych do wersji lektorskiej (tzw. szeptanki) obejrzenie filmu w polskiej telewizji staje się wyjątkowym przeżyciem. Polakowi wydaje się oczywiste, że np. Marylin Monroe w ?Pół żartem, pół serio? może odezwać się znudzonym barytonem, filmy familijne puszczane na Polsacie w niedzielne popołudnie są obdarzone charakterystycznym głosem Tomasza Knapika, natomiast w dokumentach przyrodniczych idealnie sprawdza się kojąca intonacja Krystyny Czubówny. Może dlatego dubbing (dawniej zwany również z francuskiego ?dublażem?) od początku swojego istnienia w dziejach rodzimej kinematografii budzi wśród publiczności spore kontrowersje. Niezależnie od tego, czy popieramy tę technikę czy nie, warto wiedzieć, jak wyglądały jej początki.

Wbrew przewidywaniom reżyserów kino dźwiękowe dość wolno zdobywało sympatię ówczesnych widzów. Jak podaje Jan Lem w magazynie ?Kino? z dnia 3 stycznia roku 1932, ?publiczność ostatecznie przyzwyczaiła się do tych filmów i zaczyna je nawet lubić?. Krytycy natomiast szybko dostrzegli w nich spory potencjał, podkreślając możliwość budowania dynamiki (bez przerywających akcję napisów) oraz eksperymentowania w montażu głosów.

Udźwiękowione dialogi pociągały jednak za sobą problem przystosowania ich do odbiorców posługujących się różnymi językami. Często obecnie stosowane napisy na dole ekranu nie były wtedy uważane za dobre rozwiązanie: po okresie rozbiorów panował wysoki poziom analfabetyzmu, a pozostali widzowie mieli problemy z koordynacją szybkiego czytania i percepcji obrazu. Ponadto pierwsze filmy dźwiękowe (tzw. ?talkies?) cechowała ogromna ilość dialogów wynikająca być może z zachłyśnięcia się przez ich twórców możliwością nagrania głosów aktorów, w wyniku czego napisy zajmowałyby znaczną część kadru.

W świetle powyższych rozważań dubbing wydawał się rozwiązaniem idealnym (wyjąwszy kryterium finansowe), ponieważ: ?nie szpecił obrazu?, tworzył nowe miejsca pracy, umożliwiał poznanie artystów z innych krajów, a także zmniejszał kwotę podatku płaconą przez kina od wpływów z wyświetlania zagranicznych produkcji. Opłata była dwa razy wyższa, jeżeli polska wersja językowa powstała poza Polską.

Początkowo stosowano system nagrywania kilku wersji językowych z odrębnymi obsadami aktorskimi na tle tej samej scenografii, był on jednak zarówno kosztowny, jak i bardzo czasochłonny. Rozwiązanie stanowiło dogrywanie jedynie ścieżki dźwiękowej w danym języku i podkładanie jej pod istniejący obraz, co zmuszało do synchronizacji mowy z ruchem ust aktorów. Uważano, że troska o zgodność wypowiedzi krępowała możliwości artystyczne ?speakera?, dlatego wymyślano różne sposoby ułatwiające aktorom czytanie polskiego tekstu: jeśli nagrywało kilka osób, tekst każdego z bohaterów wyświetlał się w innym kolorze, a dany aktor dzięki specjalnym okularom (ze szkłami w kolorze tekstu swojej postaci) widział jedynie własną wypowiedź. Stosowano także wykorzystywane już w studiach radiowych sygnały świetlne, zapowiadające ?speakerowi? zbliżający się moment nagrania. Końcowy etap produkcji filmu polegał na połączeniu negatywu filmowego z usuniętym oryginalnym dźwiękiem z taśmą z dograną wersją językową. Polskie dialogi do hollywoodzkich produkcji powstawały albo w kalifornijskim Joinville, w nowo utworzonym centrum dubbingowania, albo w Berlinie (nagrywała tam m.in. amerykańska wytwórnia Universal), dokąd sprowadzano z Warszawy najlepszych polskich aktorów i śpiewaków, a w razie potrzeby nawet zespoły muzyczne (np. święcący wtedy triumfy Chór Dana). Do pierwszych filmów z polskim dubbingiem należą: Ulubieniec bogów, Parada Paramountu, Karkołomne zakręty oraz Dwa serca biją w walca takt, które ukazały się na ekranach kin w roku 1931. Emocje publiczności wzbudziła również Królewna Śnieżka z roku 1937 ? pierwszy długometrażowy film Disneya, a równocześnie pierwsza animacja z polską wersją dubbingową.

Co ciekawe, już w latach 30. stawiano dubbingowi podobne zarzuty co obecnie. Krytykowano zarówno aspekty techniczne, jak i błędy tłumaczeniowe. Podpisanego inicjałami ?St. H.? autora recenzji Ulubieńca bogów, która ukazała się w magazynie ?Kino? w roku 1931, razi sposób mówienia aktorów: nienaturalny i zakłócający odbiór filmu. Oprócz sztucznej wymowy recenzent dostrzega też brak ?polskości? w języku, zauważalnej m.in. w niewątpliwie stanowiącym kalkę wyrażeniu ?czy jesteś zadowoloną??, czy w zwrocie ?panie dyrektorze generalny?. Krytyk zauważa, że najlepszym rozwiązaniem dla kinematografii i publiczności byłoby nauczenie się tworzenia filmów w 100% mówionych. Nie musiał długo czekać, bo już dwa lata później powstał pierwszy bezpośrednio udźwiękowiony polski film pt. Każdemu wolno kochać ? komedia romantyczna w reżyserii Mieczysława Krawicza.

Z kolei Wanda Kalinowska, autorka recenzji Dwa serca biją w walca takt, drukowanej w ?Kinie? w roku 1933, radzi, by z wymienionego filmu nie czerpać wzorów gramatycznych; jako przykład podaje takie zwroty, jak ?co szukasz? walca, czy tą małą?? oraz ?ubierz krawat?. Recenzentka otwarcie każe tłumaczowi ?włożyć krawat i poszukać podręcznika pisowni polskiej?. Co ciekawe, te same filmy spotkały się równocześnie z ogromnym uznaniem widzów: chwalono dubbing za jego naturalność, cieszono się, że nie trzeba więcej słuchać ?denerwujących nosowych dźwięków mowy amerykańskiej?.

Od pierwszych dubbingowanych produkcji minęło już ponad 80 lat. Kwestie techniczne przestały stanowić wyzwanie, co roku w kinach wyświetlane są dziesiątki filmów z polskim dubbingiem. W obecnej rzeczywistości, w której ścieżka dźwiękowa zostaje sprowadzona do cyfrowego zapisu binarnego, warto pamiętać, że dla publiczności z lat 30. dubbing wydawał się być techniką rewolucyjną.

***

Przy pisaniu artykułu korzystałam z informacji zawartych na stronie www.polski-dubbing.pl. Wszystkich zainteresowanych dubbingiem w Polsce zachęcam do zajrzenia na wspomnianą stronę internetową.

Weronika  Jarzyńska