Sztuka w języku, język w sztuce

Wpisując w popularne wyszukiwarki frazę ?pierwiastek boski? otrzymamy całą listę artykułów różnych naukowców, pill którzy w pocie czoła od lat próbują udowodnić, web że jest we wszechświecie coś, co często nazywane jest Bogiem zapisanym w naszym DNA, jakaś siła stwórcza, demiurg rządzący nie tylko losem, ale też bytem człowieka. Tak więc mamy liczbę Fi, nazywaną ?boską?, złoty podział, cząstkę Higgsa, złotą liczbę i szereg innych, a wszystkie spędzają sen z powiek biednym fizykom, których przygarbione sylwetki, z zafrasowanymi twarzami, snują się po korytarzach laboratoriów niczym umęczone dusze w nieustającym dedukowaniu.

Biorąc pod uwagę ilość prac na temat kodu Boga można pomyśleć, że wielu badaczy chciałoby oddać fizykom co boskie, ale kto powiedział, że tylko naukowcy mają monopol na ?boską cząstkę?? Pozwolę sobie więc zatrącić Mickiewiczem:
Czucie i wiara silniej mówią do mnie
Niż mędrca szkiełko i oko

A ponieważ zawsze chciałam mieć jakiś wkład w badania naukowe, ślę radę do umysłów ścisłych ? rzućcie wszystko i dajcie nura w otchłanie języka!

W latach 60. ubiegłego stulecia niejaki Jurij Łotman, rosyjski lingwista, sformułował niezwykle ciekawą tezę, jakoby język naturalny był tworem prymarnym, a języki sztuki, kultury, religii, filozofii, literatury i inne były wobec niego wtórne. Pan ten zresztą często chadzał własnymi ścieżkami, dziarsko nie zgadzając się z definicją znaku wg. de Saussure?a. Uważał, że relacja pomiędzy znaczącym i znaczonym wcale nie jest arbitralna. Twierdził, że znak zawsze determinuje swoją treść.

Nie zagłębiając się w prawdziwość lub fałszywość tego twierdzenia, pragnę jedynie zwrócić uwagę czytelnika na jakże oryginalny punkt widzenia ? pozwala on, choćby na chwilę, porzucić zerojedynkową metodę dedukowania, a otwiera drzwi do swobodnych interpretacji.
W języku, jak i w życiu rzadko coś jest czarno-białe, więcej tu odcieni szarości i niejednoznaczności. Czemuż by więc nie dodać trochę koloru?

Sztuka to specyficzny rodzaj komunikacji językowej, w której każdy odbiorca ów komunikat rozumie po swojemu (nie dziwi mnie fakt, że w języku polskim przysługuje sztuce rodzaj żeński). To jednak nie wszystko. Sztuka, jak i język, ma swoją strukturę ? zabiegi, których artyści dopuszczają się w ramach procesu tworzenia, są niemal identyczne z tymi, które popełniamy mówiąc. Ilu bohaterów literackich zyskało swe imiona dzięki takim działaniom, ilu lokacjom nadano enigmatyczne nazwy dzięki temu, że pisarz, natchniony plastycznością języka, postanowił złamać kilka konwencji? Kto nigdy w życiu nie dopuścił się nowego tworu językowego podczas rozmowy, niech pierwszy rzuci kamieniem!

Czujnemu czytelnikowi z pewnością kojarzy się to z abstrakcją, wariacjami artystycznymi w sztuce. Mówienie i tworzenie to tak naprawdę ten sam proces. Z gotowych materiałów, na zasadzie analogii lub niestandardowego myślenia, możemy stworzyć wszystko albo prawie wszystko.

Śmiem twierdzić, że wiele elementów sztuki znajduje swoje odpowiedniki w lingwistyce;  przecież oglądając obrazy czy rzeźby, nie odbieramy ich tylko w kategoriach estetycznych, my je wręcz czytamy. Artyści, posiłkując się symbolami, kolorem, manipulując formą czy perspektywą, prowadzą z nami dialog, tworząc teksty bez słów. Jestem studentką etnolingwistyki, więc pozwolę sobie tutaj wpleść twierdzenie, że skoro każdy język poniekąd przedstawia rzeczywistość na swój sposób, wobec czymże innym są style w sztuce, jak nie różnymi językami? Ot, weźmy ? dla porównania ? trzy obrazy przedstawiające ten sam temat. Ich style różnią się diametralnie, a jednak nikt nie ma wątpliwości, że patrzymy na trzy plastyczne interpretacje tego samego zjawiska ? wizerunku kobiety.

Sztuka potrafi dokonać tego samego co język. Przyporządkować różne nazwy do jednego desygnatu. Tak samo, jak można malować słowem, można też mówić poprzez sztukę. To stwierdzenie, którego dowody widzi każdy, kto choć raz w życiu zetknął się z dziełem plastycznym, jest tak oczywiste, że nikt się nad tym nie zastanawia (prócz Łotmana i jemu podobnych). Schemat kompozycyjny w sztuce zachowuje się niemalże tak samo, jak szyk w zdaniu, funkcja koloru w obrazie jest niczym sylaba w słowie, walor spełnia rolę akcentu, a światłocień intonacji. Rytm wypowiedzi z kolei, to przecież nic innego, jak tonacja barwna!
Manipulując tymi elementami możemy organizować sobie wycieczki po świecie języka i sztuki, tworzyć kombinacje nieokrzesane, nielogiczne, niepoprawne, ale z pewnością zachwycające!

Zwracam się więc do ścisłoumysłów raz jeszcze ? nie szukajmy boskocząstki w atomach, kosmosie czy DNA. Zerknijmy czasem na nasze własne podwórko i zauważmy, że każdy człowiek ma w sobie demiurga od momentu, w którym, przy użycia języka czy sztuki, stworzy swoją pierwszą frazę. Na zakończenie fragment z książki ?Julian Tuwim, Antoni Słonimski ? W oparach absurdu?, w której obaj wierszotwórcy bosko ujęli sztukę w języku i język w sztuce:

ODFREDRZONE STAROBAJKI
FUTUROSIOŁ
Kłapousząc sianodajcom,
Strzyżousząc, krącogłowiąc
spojrzeniuje, spojrzeniuje
futurosioł owsosiano?
Owsosiano pachnonęci.
Owsochwyci ? sianożali,
Sianochwyci ? żaloowsi?
do białego słońcoświtu?
Futurośli namyślennik
głodopada kłapousząc

Iga Jasiewicz

I rok etnolingwistyki