Nawarra – w krainie różnorodności

Piaszczyste plaże, błękitny ocean, flamenco, wachlarze, palmy i upał – taką Hiszpanię zobaczymy w folderach biur podróży. Ja kilka lat temu trafiłam do całkiem innej Hiszpanii – do położonej na północnym wschodzie Nawarry. Od tamtej pory zwiedzam, odkrywam, oglądam, smakuję i wciąż daję się zaskakiwać.  Jaka jest zatem Nawarra? Skoro nie ma tam plaż, palm i upałów, to co jest?

Nawarra jest przede wszystkim bardzo różnorodna. Odległość między północnym a południowym krańcem tej niewielkiej prowincji, zajmującej powierzchnię nieco większą niż powierzchnia najmniejszego polskiego województwa, to około 140 kilometrów. A jednak na każdym kroku zmienia się tu… chyba wszystko.

Najbardziej urzekła mnie przyroda Nawarry. Na południu zobaczymy księżycowy krajobraz pustyni Bardenas Reales, ale im bardziej na północ, tym więcej zieleni. Znajdziemy tu rzeźbione przez miliony lat wąwozy Foz de Lumbier i Foz de Arbayún, malownicze jaskinie Mendukilo, czy te w okolicy Zugarramurdi – miejscowości słynącej z niechlubnego sądu nad czarownicami, który odbył się w 1620 roku. Puszcza Irati to największy w Europie las bukowo-jodłowy, który jesienią oczarowuje różnorodnością kolorów. Z kolei lasy w dolinie Baztán na północy prowincji, poprzecinane wartkimi strumieniami, porośnięte są mchem i paprociami. Wysokie i skaliste Pireneje przez dużą część roku pokryte są śniegiem. Nawarra ma cztery pory roku: zieloną, burzową wiosnę, gorące, ale nie dające w kość lato, jesień, gdy niebo bardzo często przecina tęcza oraz zimę, gdy z szafy trzeba wyciągnąć grubą kurtkę.

Nawarra, to także zmieniające się style tamtejszej architektury. I tak, w położonej na południu Tudeli wyraźnie widać wpływy arabskie, a na północy zobaczymy białe domy o pochyłych dachach kryte czerwoną dachówką. Centralna część Nawarry to raj dla miłośników zamków i średniowiecznych budowli militarnych. Javier, Artajona, Olite, Ujué i Estella – to tylko niektóre miejsca, w których widać pozostałości po burzliwej historii regionu. Pamplona, stolica prowincji, również powstała jako miasto obronne. Stare miasto otaczają tam doskonale utrzymane mury, a w centrum miasta wznosi się oparta na planie pięcioboku Cytadela.

Nie sposób pisać o Pamplonie nie wspominając o San Fermín. Nieduże, spokojne miasto raz w roku zalewane jest przez setki tysięcy turystów, a zabawa trwa od 6 do 14 lipca, praktycznie bez przerwy. Sanfermines pokazywane i – niestety – promowane są w świecie jako święto byków i pijaństwa. W polskiej telewizji (ale w hiszpańskiej też bardzo rzadko, bo właściwie pokazują to głównie lokalne media) nie zobaczymy uwielbianej przez dzieciaki parady gigantów, licznych koncertów, conocnego, przepięknego pokazu sztucznych ogni. A przede wszystkim nie poczujemy klimatu, jaki panuje w mieście w zwyczajny, powszedni dzień, gdy ubrani na biało-czerwono mieszkańcy rozstawiają na ulicach stoły i w świątecznej atmosferze jedzą, piją, rozmawiają, śpiewają… Bardzo lubię tę miejską, spokojniejszą stronę fiesty.

Jaka jest gastronomia Nawarry? Oczywiście różnorodna, a przede wszystkim pełna produktów wysokiej jakości. Prowincja nie ma dostępu do morza, jej bogactwem są zatem warzywa: szparagi, karczochy, wędzone papryki „pimientos del piquilloˮ, oraz wspaniałe dojrzałe sery, także dziczyzna oraz txistorra – kiełbasa wieprzowa z dużą ilością papryki. A co pić? Oczywiście pochodzące z tutejszych winnic wina – od wyboru do koloru – oraz Patxaran, słodką nalewkę z tarniny produkowaną na bazie anyżówki. Jest to najbardziej charakterystyczny trunek tamtego rejonu.

Warto pamiętać, że Nawarra to także współistniejące tam obok siebie dwa bardzo różne języki – hiszpański i baskijski. Na południu jest bardziej „hiszpańskoˮ, jednak im bliżej stolicy prowincji, tym częściej widzimy tablice z nazwami miejscowości w obu językach i coraz częściej słyszymy euskera. Na północy język ten jest tak popularny, że nawet do mnie, z wyglądu ewidentnego cudzoziemca, mieszkańcy czasem zwracają się po baskijsku.

Długo można by mówić o Nawarze, o przecinającym ją pielgrzymkowym Szlaku Świętego Jakuba, o możliwości aktywnego wypoczynku, o lokalnych tradycjach, o zamieszkujących ją ludziach. Jeżeli chcecie lepiej poznać ten nieznany, ale jakże interesujący kawałek świata, zapraszam na mojego fanpage’a Navarra po polsku: https://www.facebook.com/NavarraPoPolsku. A jeśli kiedyś zdecydujecie się odwiedzić tę przepiękną krainę i będziecie mieli jakieś pytania, nie wahajcie się mi ich zadać. Bardzo chętnie pomogę.

Agnieszka Krupa