Mój rok w Japonii

Dla osoby studiującej język japoński, information pills wyjazd do Japonii jest spełnieniem marzeń i poniekąd obowiązkiem. Nie ma lepszej metody nauki języka niż możliwość zamieszkania w kraju, this site w którym język ów jest używany przez ponad 90% mieszkańców. O wyborze mojej osoby jako studenta ?do wymiany? dowiedziałem się na parę dni przed ostatecznym terminem wysyłki swoich danych. Po małych problemach natury formalnej udało się pomyślnie wysłać dokumenty (dziękuję ci, EMS!) i zaczął się okres powolnego oswajania się z myślą o tym, że za parę miesięcy pojadę na rok do Japonii. Moim głównym zajęciem poza przedwczesnym zaliczaniem wykładów i zajęć było kolekcjonowanie przydatnych wskazówek od moich senpai?ów (starszy kolega ?po fachu?). Dowiedziałem się, między innymi, że powinienem zaopatrzyć się w zapas antyperspirantów, ponieważ w Japonii nie kupię nic takiego (a przynajmniej podobnego). Poza tym warto zabrać również więcej par spodni i butów ponieważ wersje japońskie niekoniecznie odpowiadają wielkością naszym, europejskim częściom ciała.

Bez tytułuNadeszła pora wylotu. Zostawiłem bliskich w ojczyźnie i zwróciłem się ku znanemu/nieznanemu. Walizka wypakowana do granic możliwości pękała w szwach, bilet w ręku, głowa pełna pytań, czekających na odpowiedź ? czy dam sobie radę?, czy wytrzymam rok?, czy te lata nauki języka wystarczą, by porozumieć się z Japończykami bez większych problemów? Lot trwał 16 długich godzin. Po przesiadce w Kopenhadze i Helsinkach wylądowałem na Międzynarodowym Lotnisku w Osace i wsiadłem do autobusu do Kyoto. Pierwsze wrażenie? Pogoda, a raczej brak większej różnicy pomiędzy pogodą w Polsce i w Japonii, w tamtej zwłaszcza porze roku. Była to końcówka marca, w Japonii było więc wiosennie, jak w Polsce, a temperatura od 15 do 20 stopni na plusie. Już myślałem, że opowieści o wysokich temperaturach i wilgotności nie do wytrzymania były rozdmuchane. Jak się później okazało, nie mogłem się bardziej mylić.

Wyjazd na rok do Japonii ma swoje plusy i minusy. Plusem jest to, że ma się możliwość doświadczenia wszystkich pór roku, a co za tym idzie, także corocznych świąt. Minusem natomiast jest przymus wytrzymania tych okresów, które niekoniecznie pozwalają człowiekowi oddychać swobodnie (pora deszczowa, lato). Na szczęście Japonia przywitała mnie pogodą, która dała mi czas na przyzwyczajenie się do niej.

Bez tytułu1

Było to o tyle dobre, że mogłem skupić się na przystosowaniu do warunków panujących w akademiku, poznaniu wszystkich studentów z wymiany, wybraniu zajęć na uczelni oraz obeznaniu się z otaczającym mnie terenem. Japończycy podczas wynajmowania mieszkania, jako jeden z podstawowych warunków, stawiają położenie względem konbini. Konbini to skrót od zapożyczenia z języka angielskiego convenience store. Jest to dalekowschodni kuzyn naszej, swojskiej Żabki. Różnią się tym, że w sieciach takich jak 7/11, Ministop czy też Lawson można zaopatrzyć się prawie we wszystko, pomijając oczywiste pozycje takie jak jedzenie czy alkohol. Mamy tu podstawowe ubrania, kserokopiarkę, maszynę do drukowania zdjęć, dozownik gorącej wody używany w celu przygotowania zupek instant, mikrofalówki do gotowych posiłków, możliwość opłacenia rachunków oraz wykonywania przelewów itp. Dlatego też wiedza na temat położenia konbini jest podstawą funkcjonowania i przeżycia w Japonii.

Kolejną rzeczą, która ułatwi życie w tym odległym kraju, jest prozaiczny rower. Środki komunikacji miejskiej, choć rozwinięte do poziomu nieosBez tytułu2iągalnego dla Polski, są również nieosiągalnie drogie. Bilet na średnią odległość kosztuje w granicach 200 yenów, co wówczas wynosiło około 9 zł, przy braku zniżek studenckich! Ponieważ musiałem doliczyć jeszcze autobus do stacji metra w cenie 160 yenów (około 7 zł) i drogę powrotną, to razem wychodzi 32 zł. Dla porównania, cena poznańskiego biletu miesięcznego na tamten czas wynosiła, po zniżce dla studentów, około 40 zł. Na szczęście dla biednego studenta, którym wtedy byłem, koszt używanego roweru nie przekracza 250 zł, a pieniądze, które dzięki niemu zaoszczędziłem, można liczyć w setkach złotych.

Kupienie roweru nie jest jednak takie proste, jakby się mogło wydawać. W Japonii w tym celu trzeba okazać dowód tożsamości, w innym wypadku rower nie zostanie nam sprzedany. Jest to spowodowane przymusem rejestracji i przypisania go do jednego właściciela, co pomaga w odnalezieniu zagubionych lub skradzionych pojazdów. Japonia, pomimo jednego z najniższych współczynników przestępstw, jest miejscem, w którym kradzież rowerów jest zmorą wszystkich miast. Dlatego też warto zaopatrzyć się również w ubezpieczenie. Ze Bez tytułu3względu na charakterystykę japońskiego terenu, drogi nie zawsze są przystosowane do umieszczenia na nich, obok siebie, jednocześnie ulicy, chodnika ścieżki rowerowej. Nie jest to jednak wielki problemem, ponieważ Japończycy są przyzwyczajeni do rowerzystów i mają wyrobiony ?szósty zmysł?, jeśli chodzi o ustępowanie drogi. Wygląda to mniej więcej tak, jakby fala przechodniów na widok rowerzysty rozstępowała się niczym woda morska przed Mojżeszem.

Podróżowanie rowerem po Kyoto, w którym mieszkałem, bywa czystą przyjemnością, ponieważ miasto jest pięknie Bez tytułu4utrzymane. Znajdziemy w nim wiele zieleni, zabytków i główną rzekę Kamogawa, która przepływa przez prawie całe Kyoto. Wokół niej zorganizowano dróżki spacerowe, a gdy nurt dociera do centrum, zostaje otoczony przez liczne restauracje. Co więcej, pod mostem Sanjo, który przechodzi nad Kamogawą, znajduje się bardzo popularne miejsce spotkań. Ponieważ w Japonii picie alkoholu w miejscach publicznych jest dozwolone, a nad mostem Sanjo znajduje się konbini Lawson, co wieczór zbiera się tam liczna gromada amatorów taniego imprezowania. Klasykiem są tam koncerty małych zespołów oraz występy żonglerów ognia. Miejsce jest głośne i tętni życiem, przez co przyciąga nie tylko obcokrajowców, ale również liczne grupy tubylców.

Początek mojej przygody w Japonii był wypełniony nowymi doświadczeniami, które trudno jest opisać w tak krótkim tekście, dlatego też, jeśli czas pozwoli, przybliżę wam więcej z mojego wyjazdu w następnych wpisach.

Andrzej Wyduba

Etnolingwistyka, V rok