Łącz pasje!

W naszym instytucie spotykamy ludzi, viagra approved którzy swoje pasje językowe łączą z innymi, approved równie ważnymi dla nich obszarami życia. Są więc osoby uczące się języka arabskiego, visit this site które specjalizują się w naprawianiu aut. Są osoby uczące się francuskiego, które uprawiają zawód modelki. Są osoby uczące się angielskiego, które wspaniale tańczą. Bywa, że pewne pasje trudno z sobą łączyć, co nie oznacza, że są one złe. Inne z kolei przenikają się, przechodzą jedna w drugą. Dzisiaj uwagę kierujemy na połączenie pasji językowej ze śpiewaniem. Dobry słuch oraz właściwe intonowanie są nieodzownym i koniecznym elementem przy nauce chińskiego. I wcale nie trzeba śpiewać chińskich piosenek, by te dwie umiejętności w sobie wykształcić. Można też uczyć się języka baskijskiego i poprzez piosenki ćwiczyć swą pamięć. Co więcej ? można śpiewać pieśni i piosenki chrześcijańskie, łącząc to dodatkowo z wielbieniem Boga.

Takie osoby właśnie wchodzą w skład zespołu Soudarion (czyt. Sudarion) ? czyli grupy muzycznej założonej w 2009 roku przy śremskiej Farze przez księdza Marcina Lewandowskiego. Grupa ta dzisiaj prężnie, w dziewięcioosobowym składzie, wspina się na pierwsze miejsca list przebojów, gra w różnych zakątkach Polski, promuje przy tym przede wszystkim swego stwórcę. Sami mówią na ten temat: Nie ma nic piękniejszego, jak chwalić Pana wspólnym śpiewem i modlitwą. I taka jest dewiza ich działania, aby radośnie chwalić, śpiewać, modlić się i tańczyć. Soudarion? Pierwsza myśl ? co to? Dla mniej wtajemniczonych Soudarion to chusta z Oviedo od IX wieku przechowywana w skarbcu katedry jako najcenniejsza relikwia. Według tradycji otarto nią twarz Jezusa zaraz po jego śmierci i zdjęciu z krzyża, a kiedy ciało zostało owinięte w całun i złożone w grobie, chustę położono na jego twarzy. Chusta z Oviedo to prostokątny kawałek lnianego płótna o wymiarach 855 na 525 mm. Stała się ona przedmiotem wieloletnich, bardzo precyzyjnych badań naukowych, począwszy od 1955 r. Ich wyniki wykazały istnienie charakterystycznych plam krwi i płynu surowiczego, które znajdują się również na twarzy człowieka z całunu turyńskiego. Zgodnie ze zwyczajem żydowskim, przed złożeniem do grobu ciało Chrystusa zostało najpierw okryte przeszło czterometrowym całunem, a potem dokładnie obwiązane aż do szyi. Natomiast na głowę Pana Jezusa została położona chusta potowa, której wcześniej użyto do otarcia jego twarzy, zaraz po zdjęciu ciała z krzyża. Według zwyczajów żydowskich bowiem, wszystko co miało jakikolwiek kontakt z krwią zmarłego, musiało być złożone razem ze zwłokami w grobie. Wyniki naukowych badań jednoznacznie zatem wskazują na autentyczność tradycji podającej, że chusta z Oviedo jest rzeczywiście chustą potową (soudarion), która okrywała twarz Jezusa po jego śmierci. Zespół Soudarion podpowiada, że: Ta chusta była przede wszystkim pierwszym świadkiem zmartwychwstania Jezusa, bardzo zależy nam, abyśmy swoją pracą i śpiewem byli właśnie takimi ?pierwszymi świadkami? Zmartwychwstania.

Jeszcze do niedawna niewiele osób wiedziało o istnieniu zespołu. Wiedzieli ci, którzy bywali na rekolekcjach, m.in. w Poznaniu, Szamotułach, Śremie, Rakoniewicach, Wolsztynie, Rokietnicy. Sytuacja aktualnie nabiera tempa za przyczyną teledysku do utworu zespołu Soudarion pt: „Zimne noce”, który można znaleźć m.in. na youtube ? piosenka stała się na tyle popularna, że bardzo szybko znalazła się na pierwszym miejscu „Listy z Mocą” Małopolskiego Radia RDN. W aktualnym składzie zespołu grają: Paweł Karliński ? gitara i głos, ks. Marcin Lewandowski ? perkusja, Jan Stawiński ? gitara elektryczna, Michał Skoczeń ? perkusjonalia, Szymon Drgas ? gitara elektryczna, Wojciech Karliński ? gitara basowa, Jessica Karlińska ? głos, Monika Halka ? głos, Weronika Nowak ? głos.

Jak wyglądają wspólny śpiew i modlitwa? Na wspólnych spotkaniach, koncertach lub wielbieniach liczy się przede wszystkim jasna i klarowna deklaracja, że ani zespół nie przychodzi grać dla ludzi, ani ludzie nie przychodzą oglądać zespołu, tylko spotykamy się razem po to, aby razem wielbić Boga, żeby pokazać, że jako chrześcijanie też możemy się cieszyć i bawić przy muzyce w nowoczesnych aranżacjach, żeby również przez muzykę zachęcić trochę tej szalonej młodzieży do choć chwilowego zastanowienia się „Czy dla mnie jest miejsce w Kościele?”. Spotykamy się po to, żeby przypomnieć sobie nawzajem, że nic nas tu na Ziemi nie zatrzyma i nic też nie nada nam takiego sensu bycia dobrym człowiekiem jak wiara w życie wieczne, do którego prowadzi nas syn Najwyższego. Często kojarzymy dążenie do życia wiecznego z cierpieniem i wyrzeczeniami? Może jednak już pora spróbować ten czas zagospodarować radością i korzystaniem z dobrych rzeczy, które daje nam Bóg. Przecież to On nam dał ręce do klaskania, nogi do tupania, usta do śpiewania, a uszy do słuchania. Im częściej będziemy z tego korzystali, tym mniej czasu będzie na głupoty i grzechy w naszym życiu. Jak mówią członkowie zespołu: Czasem wystarczy trochę logicznego myślenia i trochę miłości, żeby zobaczyć jak dużo dobrych rzeczy nas otacza i jak zwyczajnie możemy z nich korzystać, mieć z tego dużo frajdy i przy tym w ogóle nie grzeszyć. My po prostu wielbimy Boga. Jako ludzie chyba nic lepszego nie wymyślimy, w czym moglibyśmy się mu spodobać, bo jako Wszechmogący zapewne wszystko ma.

Gdy zapytać zespół o ludzi niewierzących, albo słabo wierzących, to możemy usłyszeć odpowiedź: Pozytywny przekaz dla wszystkich ? nie każdy rodzi się głęboko wierzącym człowiekiem, sami to wiemy. Też jesteśmy ludźmi i spotykały nas różne perypetie w życiu. Każdy ma też swoje trudności i smutki i wiemy jak czasami ciężko jest o tym komuś powiedzieć, albo wykrzyczeć złość. Jezus też się czasem złościł, ale zawsze wiedział, że może liczyć na swojego Ojca. My też na niego możemy liczyć. Pozostaje kwestia, że czasami trudno się zdeklarować, żeby to Bóg był tym Ojcem nr 1. Dlatego też nie naciskamy nigdy nikogo, żeby zmieniał swoje życiowe przekonania w jeden dzień. Też jesteśmy ludźmi, każdy z nas przeżył różne ciężkie chwile i pokazujemy, że mimo tego można i należy się cieszyć z tego co mamy.

Dobrym słowem, podczas wielbienia, ks. Marcin uchyla rąbka tajemnicy, dlaczego dobrze jest wierzyć. To cenna wiedza, bo im więcej wiemy tym gorliwiej wierzymy, więc zachęcamy każdego, aby powiększał swoją wiedzę na temat miłości Boga.

Pamiętajcie, pasje, które mogą wydawać się bardzo różne ? jak np. nauka języków i naprawa samochodu ? zawsze rozwijają dodatkowe umiejętności, które mogą się kiedyś przydać. Co więcej, czynią nasze życie ciekawszym i bardziej obfitym w doświadczenia.

Jessica Karlińska

IV rok, językoznawstwo i nauka o informacji

Lubimy czytać, czyli…

Rozmowa z  IZABELĄ  SADOWSKĄ

Prezes i współwłaścicielka Lubimyczytać.pl Sp. z o.o.Przykłada bardzo dużą wagę do wykorzystywania nowych technologii w propagowaniu czytelnictwa, stomach a także do promowania czytelnictwa w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu. Pod jej skrzydłami w ciągu dwóch lat serwis społecznościowy lubimyczytać.pl stał się liderem w swojej kategorii w Polsce, more about osiągając imponujące statystyki. Serwis odwiedza 2 miliony użytkowników miesięcznie, którzy generują 11 milionów odsłon. Swoje konta zarejestrowało 300 tysięcy użytkowników (statystyki ? listopad 2013). Izabela Sadowska jest pomysłodawczynią pierwszej w Polsce społecznościowej aplikacji książkowej. Aplikacja lubimyczytać.pl jest dostępna na systemy Android, iOS oraz Windows 8 i Windows Phone. Tylko w ciągu pierwszych 3 miesięcy działania aplikację pobrano na przeszło 35 tysiąca urządzeń. 

Jakiś czas temu wystartowała Pani z portalem o tematyce czytelnictwa. Pomysł prosty jak gwóźdź, ale czy stojąca za nim idea może tak po prostu zmienić obraz czasów, w których ponoć wszyscy piszą, a mało kto czyta?

Ten prosty pomysł nie ma na celu zmiany obrazu czasów, ma tan czas wyprzedzać i kreować nowe postrzeganie czytelnictwa. Czasami trzeba działać wbrew pesymistycznym statystykom, bo jak widać  ?  może się okazać, że rynek czytelników jest na tyle duży, że warto do niego kierować działania.

Od pewnego czasu szerzy się pogląd, że Internet wypiera książki i zniechęca do czytania długich tekstów literackich. Można z tym jakoś walczyć? I jeszcze odnieść sukces?

Osoby, które korzystają z Internetu, czytają również książki. W związku z tym te dwie rzeczy absolutnie się nie wykluczają. Natomiast na pewno internauta woli w sieci czytać teksty krótkie. Ciężko się skupić serfując między portalami, pocztą mailową, kontami społecznościowymi itd. Dlatego trzeba oferować teksty, które merytorycznie zainteresują odbiorcę, czyli będą dobrze stargetowane. Wtedy drugorzędnym problemem jest ich długość. Wierzę w to, że dobra treść broni się sama i interesują mnie odbiorcy, którzy to doceniają. Okazuje się, że jest ich sporo.

Zatem, do kogo skierowany jest portal lubimyczytać.pl ? Do ludzi zaawansowanych technologicznie czy również do osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z Internetem?

Tych osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z Internetem, nie ma chyba za wiele. Sierwis przede wszystkim skierowany jest do czytelników, miłośników literatury i wszystkich osób, które lubią czytać.

Jest Pani absolwentką etnolingwistyki na poznańskim UAM. Te studia w Pani przypadku miały jakikolwiek wpływ na podjęcie decyzji o otwarciu portalu, czy raczej była to wcześniej (lub niezależnie od studiów) zaplanowana inicjatywa?

Świat książek przewijał się w moim zawodowym i studenckim życiu cały czas (np. podczas studiów pracowałam jako księgarz. Jednak etnolingwistykę skończyłam w 2006 roku, a lubimyczytać.pl powstało w styczniu 2011, więc kierunek studiów nie miał nic wspólnego z moimi decyzjami.

Wróćmy jeszcze do Etnolingwistyki. Co sprawiło, że wybrała Pani właśnie taki, dla wielu egzotycznie brzmiący, kierunek studiów?

Tu mogę nakreślić bliższą lub dalszą „prawdę”. Najpierw dalsza. Od dawna pasjonował mnie rozwój i kształtowanie zachowań językowych w danych kultrach, więc gdy znalazłam w wykazie kierunków UAM etnoligwistykę, to nie wahałam się ani chwili. Natomiast bliższy prawdzie jest fakt, że nie dostałam się na sinologię i skandynawistykę, a bardzo chciałam studiować w Poznaniu, bo miałam tu… przyjaciół, więc gdy znalazłam w wykazie kierunków UAM etnoligwistykę, to nie wahałam się ani chwili.

W sieci można znaleźć aplikacje mobilne, które umożliwia częstsze korzystanie z portalu oraz stały kontakt ze znajomymi. Czy uważa Pani, że w obecnych czasach czytelnictwo powinno wychodzić naprzeciw oczekiwaniom klientów, między innymi poprzez tworzenie takich narzędzi? Czy też jego tradycyjna forma byłaby bardziej wartościowa dla mniejszej, ale bardziej zainteresowanej części społeczeństwa?

Oczywiście, że tak uważam. Dzisiaj świetnie uzupełniają się różne formy literatury ? papier, ebook, audiobook. Czytelnik ma szerszy wybór i różne możliwości konktaku z książkami. Dla jednych forma ma znaczenie, dla innych liczy się treść, a lubimyczytać.pl, jak nazwa wskazuje, skupia się na treści w każdym formacie.

Kilkuosobowy zespół wystarcza do prowadzenia tak dużego portalu, czy wręcz przeciwnie ? musicie czasem korzystać z pomocy większej liczby osób?

Zespół mamy kilkunastoosobowy, który jest podzielony na dział redakcji, administracji oraz dział techniczny, ale lubimyczytać.pl to przede wszystkim społeczność, która sama w dużej mierze tworzy serwis, na przykład uzupełniając katalog książek, czy pisząc opinie i receznje.

Facebookowy fanpage portalu lubimyczytać.pl niedługo przekroczy liczbę stu tysięcy lubiących. Zastanawiam się, czy organizuje Pani jakieś konkursy dla facebookowych fanów oraz czy przewiduje Pani jakąś specjalną nagrodę lub przywilej dla osoby, która jako stutysięczna polubi ten profil?

Bardzo dużo konkursów organizujemy bezpośrednio w lubimyczytać.pl, który miesięcznie odwiedza 2 mln użytkowników. Fanpage na facebooku jest wyłącznie dodatkiem, o którym też nie zapominamy, więc na pewno redakcja coś specjalnego z okazji stutysięcznego fana/fanki przygotuje.

Na portalu można znaleźć także rozmowy z autorami książek. Oni chętnie udzielają się w takiej inicjatywie, czy też raczej są/bywają w tej materii tradycjonalistami?

Autorzy piszą dla czytelników, a lubimyczytać.pl to miejsce w sieci, które skupia najwięcej czytelników w Polsce, więc bardzo chętnie pisarze udzielają nam wywiadów. W przeważającej części są to odpowiedzi na pytania użytkowników LC, którzy za pośrednictwem serwisu zadają je autorom.

Portal lubimyczytac.pl wygląda bardzo profesjonalnie, a nawigacja na nim jest wygodna. Jak wyglądały jego początki? Chodzi mi o to, czy od razu wiedziała Pani, jak powinna być zbudowana taka strona, czy też jej budowa opierała się na metodzie prób i błędów?

Przejęłam serwis od trzech programistów z Wrocławia, którzy zbudowali podstawy lubimyczytać.pl. Następnie wprowadziliśmy sporo zmian. Rozbudowaliśmy serwis o redakcyjny dział aktualności, zmieniliśmy stronę wizualną, logo, wprowadzamy mnóstwo nowych funkcji dla użytkowników. To, jak serwis ma wyglądać, było bardziej intuicją, natomiast teraz jego wygląd będzie nadal ewoluował. Technologia nieustannie się rozwija i umożliwia jeszcze ciekawsze rozwiązania, więc trzeba ją wykorzystywać.

Załóżmy, że poza Pani portalem nadal zostaje wielka grupa czytelników. Co oni ewentualnie tracą, nie biorąc udziału w portalowym życiu? Albo co może im się przytrafić ciekawego, interesującego, jeżeli już zdecydują się na luźną choćby współpracę z portalem?

To założenie jest w jakimś stopniu prawidziwe, dlatego nie spoczywamy na laurach i wciąż działamy, aby pozyskiwać nowych użytkowników. Jednak jak ktoś zostanie wchłonięty do świata LC, to ciężko się z niego wyrwać. Rekomendujemy książki według czytelniczych gustów, informujemy o wydarzeniach ze świata książek, użytkownicy prowadzą długie dyskusje o poziomie literatury, katalogują i oceniają książki, tworząc własne biblioteczki, mają dostęp do wielu fragmentów książek, otrzymują atrakcyjne rabaty, rozmawiają z autorami, wygrywają książki… Mogłabym tak długo wymieniać, więc lepiej zajrzeć i przekonać się osobiście.

Na koniec sama proza: prowadzenie takiego portalu jest pracą czy formą uprawiania hobby? A jeżeli jest to praca, to kto Pani za nią płaci? Kto finansuje działalność portalu?

To praca i hobby, a także biznes ? dobrze prosperująca na rynku, rentowna spółka, która finansuje nie tylko moją pracę, ale przede wszystkim pracę kilkunastoosobowego zespołu.

Rozmawiała: Olga Cichocka

Filologia Węgierska, rok III

O Baskach po polsku

(praktyczne informacje dla Polaków zainteresowanych kulturą baskijską)

Słowem euskalzale możemy określić w euskara (języku baskijskim) miłośnika tego, order co baskijskie, information pills a więc osobę zafascynowaną kulturą Kraju Basków (czy też po prostu baskofila). Gdzie jednak polski euskalzale znaleźć może interesujące go informacje, illness pogłębić swoją wiedzę, albo spotkać inne osoby dzielące jego pasję? Spróbujmy zarysować mapę polskiej, szeroko rozumianej, baskologii.

Euskara, czyli coś dla tych, którzy chcą mówić po baskijsku

Języka baskijskiego nauczyć się można na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu (lektoraty w Instytucie Językoznawstwa i w Instytucie Filologii Romańskiej). Lekcje prowadzone są przez native-speakera i pozwalają nie tylko zdobyć umiejętności językowe, ale i kompetencje kulturowe (elementy wiedzy o baskijskiej kulturze, wykłady gościnne, wydarzenia kulturalne, itd).  Samodzielną możliwość nauki języka baskijskiego dają ?Mobilne rozmówki baskijskie?, dostępne w  serwisie  www.supermemo.net:

http://www.supermemo.net/course/rozmowki_baskijskie

Jest to dzieło Amaii Donés Mendia, Natalii Stolarskiej, Joanny Janiszewskiej (obecnie Anders) i Alicji Wiącek (obecnie Jankowiak). Zajęcia na temat kultury baskijskiej z elementami nauki języka prowadzone są również w Instytucie Kultury Europejskiej UAM w Gnieźnie (między innymi w ramach działań istniejącej tam Pracowni Kultury Iberyjskiej).

Literatura, czyli coś dla poszukujących źródeł

Literaturę związaną z obszarem Kraju Basków możemy podzielić na dwie grupy. W pierwszej znajdują się dzieła literackie ? przetłumaczone na język polski utwory baskijskich autorów. W tym gronie znajdziemy na przykład powieści Miguela de Unamuno (np. Mgła, Pokój wśród wojny, Ciotka Tula), ale też choćby Ramiro Piniola (Ślepe mrówki), czy Bernardo Atxagi (Obabakoak: w poszukiwaniu ostatniego słowa). Na uwagę zasługują dwie antologie baskijskich opowiadań ? Pewnej nocy w parku. Opowiadania baskijskie (tłum. Alicja Szofer i Adam Zawiszewski) oraz Kontu-kontari. Opowiadania baskijskie (pod red. Bego Montorio i Amaii Donés Mendia), które są efektem pracy absolwentów poznańskich lektoratów j. baskijskiego. Obecnie tłumacze-pasjonaci wzięli na warsztat niezwykłe bajki dla dzieci autorstwa Patxiego Zubizarrety oraz utwory Rikardo Arregi i Harkaitza Cano. Trwają poszukiwania wydawcy!

Druga grupa źródeł to opracowania o charakterze naukowym. Klasyczne są tu prace profesora Eugeniusza Frankowskiego (Regjony Hiszpanii). O Baskonii pisał także Ksawery Pruszyński (W czerwonej Hiszpanii).  Osoby zainteresowane baskijską mitologią sięgnąć mogą po książkę Jorze Ruiz Lardizábala ? Mity, wierzenia i obyczaje Basków (syntetyczne opracowanie baskijskich wierzeń), a także Legendy i opowieści ludu Basków Mariany Monteiro (zbiór baskijskich legend), czy Mit Mari. Jego źródła i miejsce w kulturze Basków Katarzyny Mirgos (ujęcie antropologiczne). Gratką dla miłośników muzyki będzie z kolei praca Marioli Bryły, wykładowczyni w Akademii Muzycznej w Poznaniu, znawczyni muzyki baskijskiej nie tylko od strony teoretycznej (Klawiszowa muzyka baskijska XVIII wieku na podstawie zbioru Padre Donostii Música de Tecla en el País Vasco Siglo XVIII). W języku polskim dostępna jest także książka stanowiąca zbiór artykułów polskich i baskijskich badaczy Przezwyciężanie niemożliwego. Baskowie i ich język (red. K. Mirgos). Obecnie przygotowywana jest kolejna część, tym razem poświęcona baskijsiej historii (Baskijska historia, baskijskie historie).

Bogatym źródłem informacji mogą stać się także artykuły rozproszone w czasopismach naukowych i pracach zbiorowych (dotyczących Hiszpanii, ale też zagadnień szczegółowych, na przykład migracji), niektóre dostępne również w internecie, oraz internetowe strony poświęcone tematyce baskijskiej (np. www. haritz.org). Coraz intensywniej rozwijają się badania młodych polskich badaczy kultury baskijskiej, czego owocem są kolejne prace licencjackie, magisterskie i doktorskie na temat poszczególnych aspektów kultury Basków.

Wydarzenia kulturalne, czyli baskofil w działaniu

Poznańscy studenci od lat organizują Dni Kultury Baskijskiej, na które przybywają goście z Kraju Basków (przedstawiciele władz, profesorowie, muzycy, tancerze, czy pisarze), i które organizowane są w ścisłej współpracy z baskijskimi instytucjami (Baskijski Instytut Etxepare, Filmoteka Baskijska, Uniwersytet Kraju Basków). Podczas tych uroczystości można nie tylko posłuchać interesujących opowieści na temat baskijskiej kultury, ale też spróbować baskijskich specjałów, czy nauczyć się baskijskich tańców. W 2012 roku w ramach tej imprezy do Polski przyjechali wybitni baskijscy twórcy ? muzycy (Jabier Muguruza i Mikel Azpiroz) i pisarze (Rikardo Arregi i Harkaitz Cano). Ich występy w Poznaniu, Gnieźnie i Warszawie były niezapomnianym przeżyciem.

?Baskijskie? wykłady i warsztaty odbywają się także w ramach Nocy Naukowców i Poznańskiego Festiwalu Nauki i Sztuki. Nie można nie wspomnieć o jeszcze jednym wielkim wydarzeniu ? poznańscy euskaldunak umieścili Poznań na ?trasie? Korriki ? organizowanym przez Basków biegu, który służy promocji euskary. Bieg odbywa się ulicami Poznaniu.

Wszystkich euskalzale cieszy to, że ?baskijskie inicjatywy? wychodzą poza stolicę Wielkopolski. Poświęcone kulturze Basków wydarzenia kulturalne, takie jak warsztaty muzyczne, wykłady, wystawy fotograficzne, czy wspomniane Dni Baskijskie, mają miejsce również w Instytucie Kultury Europejskiej w Gnieźnie (gdzie prężnie działa Gnieźnieńskie Koło Naukowe Iberystów). W Poznaniu i w Gnieźnie regularnie odbywają się ponadto pokazy baskijskich filmów krótkometrażowych KIMUAK. Innym, wartym wspomnienia, dziełem poznańskich i gnieźnieńskich studentów były inscenizacje teatralne inspirowane kulturą Basków.Na naszej ?baskijskiej mapie? nie może zabraknąć także Warszawy (lektorat z języka baskijskiego, imprezy kulturalne) i Wrocławia, gdzie zorganizowany został projekt BASK (otwarte warsztaty na temat kultury baskijskiej) i dokąd zaproszeni zostali (w związku z Międzynarodowym Festiwalem Opowiadania) baskijscy pisarze Harkaitz Cano i Juan Kruz Igerabide.

Zure zain gaude!

(czekamy na Ciebie!)

dr  Katarzyna Mirgos

Instytut  Kultury  Europejskiej  UAM

Rumpelsztyk i Titelitury – wielka zagadka literacka

ilustracja do baśni "Rumpelsztyk", <a href=illness autor: Otto Ubbelohde ("Baśnie dla dzieci i dla domu" J. i W. Grimmów, Poznań: Media Rodzina, 2010)” src=”http://pracowniawyrazu.amu.edu.pl/wp-content/uploads/2013/10/262.tif” />

Powyższa ilustracja autorstwa niemieckiego malarza Ottona Ubbelohdego pochodzi ze zbioru „Baśnie dla dzieci i dla domu” Jakuba i Wilhelma Grimmów (Poznań: Media Rodzina, 2010) i wprowadza nas w samo sedno baśni nr 55 zatytułowanej ?Rumpelstilzchen?. Baśń ta u nas praktycznie nieznana należy do czołówki najbardziej popularnych i lubianych baśni braci Grimm w Niemczech. ?Rumpelstiltskin?, bo tak brzmi angielska wersja tytułu, jest niemniej popularny w świecie anglosaskim: postać porywczego karzełka odnaleźć można w licznych nawiązaniach w literaturze czy filmie. Najlepiej o obecności tej postaci w masowej wyobraźni kultury anglosaskiej świadczy filmowy przebój ?Shrek?. Karzeł pojawia się najpierw w drugiej jego części w epizodzie (pośród innych negatywnych postaci bajkowych w gospodzie The Poison Apple). W części trzeciej odgrywa już większą rolę, biorąc udział w rebelii przeciwko królowi. W czwartej części ?Shreka? (?Shrek Forever After?) staje się głównym antagonistą.

 

"Shrek" - Rumpelstiltskin
„Shrek” – Rumpelstiltskin

Czy jednak polski widz miał szansę rozpoznać w tej postaci bohatera Grimmowskiej baśni? Niekoniecznie, gdyż sam tłumacz ścieżki dźwiękowej nie był chyba do końca świadomy, kim jest Rumpelstiltskin, o czym świadczy niekonsekwencja w dobrze imienia dla tego bohatera ? najpierw zwie się on po prostu Rumpelstilskin, potem Rumpelnicki, a na koniec Rumpel? Polski widz może być zdezorientowany i z pewnością nie rozpozna aluzji, którą rozpoczyna się czwarta część ?Shreka?, czyli stwierdzenia, że karzełek posiada ?referencje od samego króla Midasa?.

Treść baśni

Żeby móc rozpoznawać aluzje i bawić się ironicznymi odniesieniami, trzeba dobrze znać oryginał. O czym zatem opowiada baśń „Rumpelstilzchen”? Jej treść wygląda w skrócie tak:

Pewien młynarz w rozmowie z królem, ?żeby dodać sobie znaczenia?, utrzymuje, że jego córka potrafi prząść złoto ze słomy. Chciwy król postanawia to sprawdzić i pod groźbą śmierci nakazuje młynarzównie uprząść przez noc słomę wypełniającą całą komnatę. Zrozpaczonej dziewczynie pomaga mały człowieczek, który nagle zjawia się w komnacie i w zamian za jej naszyjnik przędzie ze słomy złoto. Następnego dnia sytuacja się powtarza: król pragnie jeszcze więcej złota, dziewczyna płacze zamknięta w komnacie, zjawia się człowieczek i w zamian za pierścień wypełnia polecenie króla. Trzeciego dnia król obiecuje dziewczynie ożenek, jeśli ta i tym razem uprzędzie złoto ? w nocy człowieczek zjawia się ponownie, a że dziewczyna nie ma już nic do podarowania, w zamian za pomoc musi mu obiecać swoje dziecko, które urodzi już jako królowa. Z pomocą człowieczka młynarzówna zostaje królową, a po roku wydaje na świat dziecko. Wtedy zjawia się ów człowieczek żądając spełnienia obietnicy. Królowa płacze, a karzeł lituje się i daje jej szansę: królowa ma trzy dni, by odgadnąć jego imię, a jeśli jej się to uda, zatrzyma dziecko. Pierwszego dnia królowa wymienia wszystkie znane sobie imiona oraz imiona ze swego kraju, o których dowiedział się jej posłaniec, ale przy każdym z nich człowieczek mówi: ?Tak się nie nazywam?. Drugiego dnia królowa wymienia imiona, o które przez posłańca wypytała w krajach sąsiednich, w tym najdziwaczniejsze i najbardziej niezwyczajne, ale bez skutku.

ilustracja do baśni Rumpelsztyk, autor: Adolf Born ("Baśnie" J. i W. Grimmów, Poznań: Media Rodzina, 2009)
ilustracja do baśni Rumpelsztyk, autor: Adolf Born („Baśnie” J. i W. Grimmów, Poznań: Media Rodzina, 2009)

Trzeciego dnia posłaniec donosi królowej, że na skraju lasu, tam, ?gdzie diabeł mówi dobranoc?, znalazł małą chatkę, a przed nią przy ogniu skakał człowieczek ?mizernej postury? i krzyczał: ?Ach, wie gut ist, daß niemand weiß, daß ich Rumpelstilzchen heiß!?. Gdy człowieczek zjawia się u królowej po raz ostatni, ta najpierw pyta go o dwa banalne imiona (o czym więcej poniżej), by w trzecim ostatnim pytaniu wyjawić, że zna imię człowieczka. A ten ze złości własnoręcznie rozrywa siebie na pół.

Warto wiedzieć, że oryginalne imię Rumpelstilzchen jest imieniem znaczącym, złożonym z wyrazów: rumpeln (rütteln: trząść, potrząsać) oraz Stelzen (szczudła, prawdopodobnie chodzi tutaj o przedmioty w rodzaju nogi stołowej). Rumpelstilz to ludowe określenie złośliwego kobolda, który hałasuje potrząsając domowymi sprzętami ? podobnie jak lepiej rozpoznawalny w języku polskim Poltergeist (w języku niemieckim znany również jako Rumpelgeist). Rumpelstilzchen  to forma zdrobniała, która stała się imieniem tytułowego kobolda w baśni Grimmów.

Titelitury ? zagadka literacka

Jeśli zapytać dziecko w wieku szkolnym, jak zwie się ów karzełek, który w napadzie wściekłości rozerwał się na pół, to z pewnością ? w oparciu o czytane w szkole obowiązkowe lektury ? powie ono, że jest to ?Titelitury?.

"Titelitury" przekład Marceli Tarnowski
„Titelitury” przekład Marceli Tarnowski

Tak brzmi imię Rumpelstilzchena w przekładzie Marcelego Tarnowskiego, będącego częścią pierwszego pełnego wydania wszystkich dwustu baśni Grimmów (1982) ? jednakże w notce ?Od Redakcji? do niniejszego tomu czytamy, że w pierwotnej wersji Tarnowskiego imię to brzmiało ?Hałasik?, lecz zostało zmienione. Uzasadnienie tej zmiany brzmi następująco: >>… np. tajemniczego pomocnika (w oryg. Rumpelstilzchen), którego imię zdradza ptaszek, przemianowano z Hałasika na Titelitury, co brzmi bardziej wdzięcznie i jest łatwiejsze do wyśpiewania przez ptaka…<<. Jest to wyjaśnienie kuriozalne, gdyż w tekście oryginału, jak również w tłumaczenia Tarnowskiego, do którego odnosi się redakcja, nie pojawia się żaden ptaszek ? swe imię karzeł zdradza sam: >>…wokół ogniska skakał i tańczył na jednej nodze śmieszny karzełek wołając: (…) Bo nikt nie wie o tym, żem jest Titelitury/ O tym nie wie nikt na całym świecie!<<.

Titelitury 2

Jest to fakt niezwykle interesujący: u źródeł przemianowania tytułowego bohatera o imieniu ?najsławniejszym w świecie baśni? i wprowadzenia do obiegu czytelniczego imienia ?Titelitury? leży błąd i to błąd niezwykle poważny, bo będący ? jak można przypuszczać ? skutkiem nieznajomości tekstu, w którym dopuszczono się tak poważnej zmiany. Ponieważ redakcja uznała, że imię zostało wyjawione przez ptaszka, więc twierdzi, że wybrała imię naśladujące trel ptaka: ?Titelitury?. Ale czy jest to wystarczające wyjaśnienie przedziwnej zamiany imienia ?Rumpelstilzchen? na ?Titelitury??

W notce ?Od Redakcji? ani słowem nie wspomina się o bardziej prawdopodobnym źródle nowego imienia. A przecież w różnych językach świata istnieją analogiczne baśni o demonie, którego imię musi zostać odgadnięte. W Austrii jest to przykładowo Purzingele, w języku angielskim Tom Tit Tot, a w Szwecji właśnie Titteli Ture, który również sam zdradza się wyśpiewując wierszyk. Szwedzkie imię ?Titteli Ture? wykorzystuje aliterację, tymczasem polskie wcielenie tego imienia ? właśnie z racji (świadomego lub nie) ukrywania źródła imienia ? traci niestety ten walor stylistyczny.

Zatem wygląda na to, że ktoś w redakcji tomu uznał, że ?Hałasika? należy przerobić na szwedzkiego ?Titelitury? (zniekształcając zresztą pierwowzór), a inny redaktor nie znając źródła imienia dopisał uzasadnienie o ptaszku zdradzającym imię gnoma i o imieniu przypominającym jak żywo trel ptaka… Zaiste pasjonująca historia, tylko jak ją pogodzić z wiernością wobec autora i tekstu?

Poprzednia wersja (?Hałasik?) miała przynajmniej ambicję przekazania wartości semantycznej imienia, ?Titelitury? jest niestety przekładem nie tylko chybionym, ale i całkowicie nieuprawnionym. Któż domyśli się, że mamy tu do czynienia z analogiczną szwedzką postacią? I dlaczego niemiecką baśń tłumaczy się za pomocą szwedzkiego źródła?

przykładowa okładka wydania baśni
przykładowa okładka wydania baśni

Wybór imienia ?Titelitury?, abstrahując nawet od błędu leżącego u jego źródła, prowadzi do wielu strat, gdyż ?Titelitury? nijak nie nawiązuje do oryginalnego imienia: ani na płaszczyźnie formalnej (jak czyni to przekład angielski) ani na płaszczyźnie semantycznej (jak ?Dydko? czy ?Hałasik?). Czytelnik polski obcujący jedynie z polskim przekładem (i to od dzieciństwa) nie jest w stanie odnieść się do istniejących w języku niemieckim czy angielskim nawiązań. Ta część obiegu kulturowego zostaje przed nim zamknięta. A ponieważ znaczenie Rumpelstilzchena wykracza daleko poza sam tekst Grimmów i postać ta funkcjonuje w najrozmaitszych kulturowych odwołaniach, to jej zafałszowanie w polskim przekładzie uznać należy za szczególnie zgubne w skutkach. Kulturotwórcza rola tłumacza (bądź redaktora) ujawnia się tutaj w wyjątkowo negatywnym aspekcie.

Rumpelsztyk

W przekładzie proponowanym przez autorkę niniejszego tekstu tytułowa postać nazywa się ?Rumpelsztyk?. Głównym źródłem tego wyboru translatorskiego była nie tylko konieczność naprawienia błędu, lecz przede wszystkim utrzymanie w tekście polskim przejrzystego nawiązania do oryginalnego tytułu. Podobnie jak w tłumaczeniu angielskim dochodzi więc do straty na poziomie semantycznym, gdyż zachowując to mówiące imię, ?Rumpelstilzchen? mógłby zostać zgodnie ze swą etymologią przemianowany na ?Trzesinóżkę?. Jednakże symbolika tej mitycznej postaci w globalnym obiegu kulturowym jest o wiele ważniejsza niż sama etymologia, którą z powodzeniem można wyjaśnić w przypisie tłumacza. Ponadto poprzez kalkę imienia udaje się utrzymać obcość formy tego imienia, a dzięki temu zachować można istotny onomastyczny aspekt oryginału: imię demona ma być ?nieludzkie?, niemożliwe do odgadnięcia.

 

fragment baśni "Rumpelsztyk" w przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej ("Baśnie dla dzieci i dla domu", Poznań: Media Rodzina, 2010)
fragment baśni „Rumpelsztyk” w przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej („Baśnie dla dzieci i dla domu”, Poznań: Media Rodzina, 2010)

Równocześnie imię Rumpelstilzchen zostało nieznacznie spolszczone ? by nie stawało się barierą w odbiorze baśni (czytelnik polski nie musi być zaznajomiony z zasadami wymowy niemieckiej końcówki zdrabniającej ?-chen?) oraz by równocześnie mogło stać się elementem kluczowej dla tej baśni rymowanki: ?Nie odgadnie nigdy nikt, że mam imię Rumpelsztyk!?. Wszystko to zostało umieszczone w przypisie do tej baśni.

początek baśni "Rumpelsztyk" w przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej ("Baśnie dla dzieci i dla domu", Poznań: Media Rodzina, 2010)
początek baśni „Rumpelsztyk” w przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej („Baśnie dla dzieci i dla domu”, Poznań: Media Rodzina, 2010)

Z dużą satysfakcją autorka niniejszego tekstu odnotowuje, iż Rumpelsztyk zaczyna się upowszechniać:

  1. Rumpelstiltskin ze znanego serialu „Once upon a time” (w którego wciela się Robert Carlyle) zwie się w polskojęzycznej wersji Rumpelsztyk;
  2. w dwujęzycznej inscenizacji teatralnej w teatrze w Schwedt pojawia się  para Rumpelstilzchen/Rumpelsztyk:
    http://www.theater-schwedt.de/idx/info/1201/sub/1/
  3. ślady Rumpelsztyka w „Śladach” Ernsta Blocha w przekładzie Anny Czajki (polecamy wiersz „Czerwone okno”) – w linku niestety tylko przypisy, ale za to jakie!
    http://www.wuj.pl/UserFiles/File/FRAGMENTY/Bloch_fragment2(1).pdf
  4. ?Trzy opowiastki dla dzieci? Jamesa Donnelly?ego z ilustracjami Edwarda Goreya w przekładzie Michała Rusinka: jedna z trzech opowiastek zatytułowana jest ?Rumpelsztyk?. W tym miejscu chciałabym zaznaczyć, że w książce zabrakło stosownej informacji, iż imię „Rumpelsztyk” zostało zaczerpnięte z przekładu Elizy Pieciul-Karmińskiej opublikowanego w wydawnictwie Media Rodzina:
    http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,4051,Trzy-opowiastki-dla-dzieci

 

sztuka "Rumpelstilzchen/Rumpelsztyk" w teatrze w Schwedt
sztuka „Rumpelstilzchen/Rumpelsztyk” w teatrze w Schwedt

Rumpelsztyk ? wielki nieobecny

Rumpelstilzchen tak dobrze znany w kulturze niemieckiej, a w świecie anglosaskim obecny na prawach niemalże rodzimej postaci baśniowej, w recepcji polskiej jakby nie istnieje. Z pewnością złożyły się na to dwa czynniki: zniekształcona recepcja baśni Grimmów w całości oraz perturbacje tłumaczeniowe dotyczące tytułowego imienia: brak jednej, przekonującej wersji imienia sprawił, że postać gnoma nie była w stanie zadomowić się w kulturze polskiej.

Szczególnie jaskrawym dowodem jego nieobecności są przekłady z języka angielskiego odwołujące się do tego baśniowego bohatera ? tłumacze z języka angielskiego nazbyt często przyjmują, że Rumplestiltskin to rodzima postać anglosaska i bezrefleksyjnie przenoszą do języka polskiego w niezmienionej postaci angielską kalkę niemieckiego imienia, nie zdając sobie sprawy, że tak naprawdę mają do czynienia z bohaterem Grimmowskim, który wcale nie nazywa się Rumpelstiltskin.

Rumpelstiltskin
Rumpelstiltskin

Więcej o Rumpelsztyku można poczytać na jego profilu na Facebooku ? zapraszam do polubienia [https://www.facebook.com/rumpelsztykpl?ref=hl].

Rumpelsztyk będzie wdzięczny za wszelkie sugestie dotyczące rozwiązania naszej zagadki literackiej, czyli możliwych przyczyn zastosowania imienia ?Titelitury?!

Bardziej naukowa wersja opowieści o Rumpelsztyku znajduje się w moim artykule: E. Pieciul-Karmińska, Polskie losy tytułowego imienia Rumpelstilzchen z baśni braci Grimm,  [w:] Onomastica, Kraków 2010. (51-67)