Czy językoznawca może być poetą?

Pochodzę z Kępna, z wielodzietnej rodziny, w której 45, 50 lat temu nie było solidnej, domowej biblioteki. Owszem, jakieś ówczesne lektury szkolne, tanio kupione dzieła zebrane A. Mickiewicza lub przedwojenne jeszcze, broszurowe wydania powieściowej klasyki, zawsze gdzieś stały i leżały, ale moi rodzice nie mieli wtedy pieniędzy ani też, jak sądzę, głowy do kompletowania czegoś, co nie było niezbędne rodzinie do przeżycia. Nigdy więc nie chodzili do księgarni i nie inwestowali resztek domowego budżetu w zaczerniony literkami papier.

 

Na szczęście – kiedy już radziłem sobie z czytaniem bez pomocy dorosłych lub starszej siostry – z dostępem do książek nie miałem żadnych trudności. W chwili, gdy wstąpiłem w progi Szkoły Podstawowej nr 1, otwarła się przede mną szkolna biblioteka, skąd czerpałem pełnymi garściami. Pracujące tam panie szybko zorientowały się, że mały K. Szymoniak chętnie zabiera do domu bajki, baśnie, klechdy, a nawet większe opowiadania i powieści dla młodszej młodzieży. Szybko stałem się w swojej grupie wiekowej jednym z tych, którzy na koniec roku dostawali świadectwo oraz dyplom z nagrodą, oczywiście w postaci książek, za wzorowe czytelnictwo.

Continue reading