AKWIZYCJA MOWY: CZY DA SIĘ WPŁYNĄĆ?

Akwizycja mowy w skrócie: dziecko rodzi się z wgranym oprogramowaniem językowym. Jego aktywacja polega na stopniowym wzroście i różnicowaniu zasobów językowych w interakcji z otoczeniem. Ów proces przechodzi przez różne fazy nie mające jednak wiele wspólnego z imitacją. Mowę opanowujemy w dużej mierze niezależnie od stopnia intensywności kontaktów z najbliższymi ? dziecko otoczone troskliwą opieką i uwagą całej licznej inteligenckiej rodziny i dziecko meneli kompletnie nie interesujących się jego rozwojem opanują język w podobnym czasie i tak samo biegle. Rzecz jasna, viagra order będą mówiły „swoimi” językami. Będą się różnić bogactwem słownictwa, to oczywiste. Ale już nie sprawnością w komunikowaniu się. Bowiem, jak pokazuje historia, prymityw potrafi nas zabajerować lepiej od profesora uniwersytetu.

Imitacja ma tu, oczywiście, swe miejsce ?  dziecko uczy się słów zasłyszanych (choć także używa słów przez siebie stworzonych). Jednak  jej rola jest marginalna.

W sumie więc, zamiast mówić o uczeniu się języka przez dziecko, powinniśmy raczej mówić, że dziecku ROŚNIE język (tak jak rosną mu ząbki czy włosy). Zupełnie  niezależnie od tego czy tatuś  jest łysym jąkałą czy kudłatym gadułą.

Ciekawe, że trochę inaczej widzą to psychologowie. Zaprzyjaźniona psycholog (i mama rocznego chłopca), aż jęknęła:

„Ale Pan pojechał! (…) wpływ rodziców jest ogromny. Np. dzieci drugie mówią później i używają mniejszego zasobu słów niż pierwsze, ponieważ mają mniej interakcji z dorosłymi, musząc dzielić się nimi z rodzeństwem. Są badania podłużne, w których wykazano, że konkretne wzorce zachowań komunikacyjnych matek, stosowane od niemowlęctwa, korelowały bardzo silnie z większymi kompetencjami komunikacyjnymi dzieci przedszkolnych.”

Na to ja: „Zgoda, ale czy ta korelacja przetrwa poza wiek szkolny? Wszak większości języka i tak uczymy się od rówieśników. Psychologowie chyba przeceniają wpływ wczesnego dzieciństwa na rozwój albo nie doceniają możliwości skompensowania braków w latach późniejszych. Trochę po inżyniersku: jak zrobisz (dziecku) AB, to osiągniesz efekt XY. A jeszcze trzeba pamiętać o roli przypadku w dziedziczności ? już ksiądz Mendel wskazywał na to przy swoich groszkach.”

W sumie pozostaliśmy przy swoich zdaniach, co tak podsumowałem mową wiązaną:

***

Psycholożka tak lingwistę łaje:

Psychowiedzy waści nie dostaje,

czego, może, jest prosta przyczyna,

żeś, dziecięciem, nie dosyć otrzymał,

w interakcjach, na półkulach zwojów,

aż w mentalnym utkwiłeś zastoju.

 

Na to on: Ach, już inny nie będę,

lecz pamiętam, co mówił ksiądz Mendel:

Rozwiązując groszkową szaradę,

musisz także uwzględnić przypadek.

Więc choć spinasz się dla dziecięcia,

sukces często zależy od szczęścia.

***

A co sądzą o tym szczęśliwi rodzice z naszej lingwistycznej społeczności? Ci zwłaszcza, którym trafia się akwizycję mowy obserwować właśnie teraz u siebie w domu?