O złotej rybce i turbocie, czyli o wierności w przekładzie

Ponieważ wakacje za pasem, unhealthy w moich rozważaniach Grimmowskich postanowiłam uwzględnić motywy morsko-rybne i opowiedzieć dzisiaj o wierności w przekładzie na przykładzie baśni o Rybaku i jego żonie.

Jest to jedna z dwóch baśni (druga to: O drzewie jałowca), które opierały się na wersji przekazanej przez malarza Philipa Ottona Rungego spisanej w dialekcie platt. Autor rękopisu wysłanego w roku 1806 w liście do wydawcy w Heidelbergu zapewniał, że ?starał się je [baśnie] spisać tak, jak je słyszał? od piastunek. Użycie dialektu przemawia za autentycznością tekstu, jednocześnie nie sposób nie dostrzec starannej kompozycji tej baśni, która zdradza artystyczny (w tym także malarski) zamysł Rungego.

Jeśli prześledzić akcję baśni, to wyszczególnić w niej można sześć życzeń żony rybaka, które traktować należy zgodnie z potrójną strukturą baśni ludowych, jako dwie trójki. Pierwsze trzy życzenia związane są z powiększeniem stanu posiadania: żona rybaka, która dotąd żyła w starej chałupie, żąda 1) domku z ogródkiem, 2) kamiennego zamku, 3) zamku królewskiego (pozycja króla nie była wówczas uważana za szczególnie istotną, bo królów było wielu  i rządzili niewielkimi terytoriami). Następne trzy życzenia dotyczą władzy: 1) żona najpierw pragnie być cesarzem (bo cesarz jest tylko jeden w całym państwie), 2) następnie papieżem (czyli najwyższym władcą ówczesnego świata), a gdy 3) żąda, by być jak ?dobry Bóg?, to jej hybris doprowadza ją do upadku. Początek baśni brzmi: ?Dawno, dawno temu żyli sobie rybak i jego żona. Mieszkali razem w starej chałupie nad samym morzem?? ? koniec baśni to smutne restitutio ad integrum, powrót do punktu wyjścia ?I siedzą tam [w starej chałupie] po dziś dzień?.

autor ilustracji: Otto Ubbelohde, "Baśnie dla dzieci i dla domu", Poznań: Media Rodzina, 2010

Malarski zamysł Rungego odgadnąć można w zmieniających się barwach morza. Na początku, gdy rybak z żoną żyją jeszcze w starej chałupie, woda jest przejrzysta. Potem woda coraz  bardziej ciemnieje: gdy rybak prosi o domek, woda jest zielonożółta; gdy prosi o kamienny zamek woda zmienia barwę na fioletowogranatową. Prośba o zamek królewski powoduje zmianę koloru wody na ciemnoszarą, a przy życzeniu żony rybaka, by być jak cesarz, woda jest już całkiem czarna. Eskalacji życzeń żony odpowiada także zmieniająca się pogoda. Na samym początku rybak siedzi nad spokojną, przejrzystą wodą ? przy ostatnim życzeniu trwa już apokaliptyczna burza: ?Domy i drzewa wywracały się, a góry drżały, aż odłamy skał spadały do morza. Niebo było czarne jak smoła, grzmiało i błyskało, a na morzu szalały bałwany wysokie jak wieże kościelne i góry, a wszystkie miały na wierzchołkach białą koronę z piany? (J. i W. Grimm, Baśnie, tłum. Eliza Pieciul-Karmińska, Poznań: Media Rodzina, s. 187).

autor ilustracji: Otto Ubbelohde, "Baśnie dla dzieci i dla domu", Poznań: Media Rodzina, 2010

Warto dopowiedzieć, że pomimo tych literacko-malarskich zabiegów bracia Grimm uważali właśnie tę baśń za ideał baśni ludowej.

W polskich przekładach przyjął się tytuł O rybaku i złotej rybce, mimo że oryginalny tytuł brzmi Von dem Fischer un syner Fru (O rybaku i jego żonie). Ukazują to liczne wydania i towarzyszące im ilustracje.

 okładka

W różnych przekładach przeczytamy taki oto opis sceny złapania rybki:

??a kiedy ją [wędkę] wyciągnął, ujrzał dużą złotą rybkę, zawieszoną na haczyku.? (Tarnowski);

?? w sieć zaplątała się ryba. Była cała złota? (Sójka).

I właśnie dla tej ?złotej rybki? nie ma w tekście oryginału żadnego uzasadnienia. Cytowane zdanie brzmi w oryginale (platt i Hochdeutsch): ??so haald he enen grooten Butt? [??da zog er einen großen Butt heraus?], a w moim przekładzie: ?? wyciągnął z wody potężnego turbota?, gdyż zaklęty książę nie jest bajkową ?złotą rybką?, lecz bardzo konkretnym gatunkiem ryby, mianowicie turbotem (der Butt): rybą bardzo piękną i okazałą.

turbot

Oceńmy na tym przykładzie zalety przekładu wiernego, zrywającego z tradycją. Po pierwsze, wierny przekład zachowuje zgodność płci ? baśń mówi bowiem, że turbot to zaczarowany książę. Ponadto książę ów posiada przecież potężną moc: spełnia coraz bardziej wymyślne życzenia żony rybaka oraz panuje nad naturą wywołując groźne morskie nawałnice. Tymczasem ?złota rybka? przywodzi na myśl odmienne skojarzenia: miłego, bajkowego stworzenia jak z filmów Disneya. Równocześnie użycie zdrobniałego słowa ?rybka? rodzi charakterystyczny paradoks ? w przekładzie Tarnowskiego pojawia się bowiem ?duża złota rybka?…

złota rybka

Ale obecność turbota w polskim przekładzie ma jeszcze jeden, o wiele ważniejszy wymiar. Trzeba bowiem pamiętać o dalszych losach baśni O rybaku i jego żonie. W literaturze niemieckiej najsilniej nawiązał do niej Günter Grass w swej powieści Turbot. Dla polskiego czytelnika wychowanego na złotej rybce to intertekstualne nawiązanie pozostanie całkowicie nieczytelne. Szczególnie, że w powieści Grassa turbot posiada moc analogiczną do potęgi zaklętego księcia z baśni Grimmów. Zyskuje on rangę demiurga i jak pisze prof. Maria Janion we wstępie do polskiego wydania powieści, wciela się on ?w wiele boskich postaci: heglowskiego Ducha Świata czy niszczącej, męskiej, wojowniczej zasady. Nazywany był >męskim Superego<? . Nasza polska ?złota rybka?, również ze względu na różnicę płci, nie mogłaby reprezentować owego bosko-męskiego pierwiastka.

autor ilustracji Otto Ubbelohde, "Baśnie dla dzieci i dla domu", Poznań: Media Rodzina, 2010

Pewną ciekawostką w powieści Grassa jest literacka legenda, która sugeruje, iż bracia Grimm otrzymali od malarza Rungego dwie wersje baśni:  pierwszą, znaną nam, z żoną rybaka jako osobą nienasyconą posiadanym majątkiem i władzą oraz drugą z mężczyzną, który wyraża ?coraz dalej idące żądania: pragnął być niezwyciężony na wojnie; chciał gigantycznych mostów, domów, wież, szybkich wozów samoczynnie się poruszających, podwodnych statków; wymyślił sobie, że najpierw zapanuje nad ziemią, a następnie doleci do samego nieba. Ostatnie życzenie powoduje ogólną katastrofę, wszystko pada w proch i pył, wreszcie nadchodzi lodowiec i mrozi cały świat. >I w starej chacie pod lodem siedzą oboje po dziś dzień?, tak kończyć się miała druga, katastroficzna wersja baśni? (Maria Janion, Mężczyzna, kobieta i dzieje, w: G. Grass, Turbot, Gdańsk: Oskar, 1995, s. 11). Nieprzypadkowo ta właśnie wersja ? sugeruje Günter Grass ? przypominająca jako żywo dzieje świata i postępu technicznego, została przez braci Grimm przemilczana, a główną winowajczynią baśni jest kobieta, a nie mężczyzna. Grass sugeruje, że ?turbot wszedł w sojusz z Grimmami w celu ochrony patriarchalnego porządku? (ib., s. 18) i że to właśnie tutaj szukać należy źródeł ludowego mizoginizmu (?Baba z wozu, koniom lżej?).

 

autor ilustracji: Adolf Born, Jakub i Wilhelm Grimm, "Baśnie", Poznań: Media Rodzina, 2009
autor ilustracji: Adolf Born, Jakub i Wilhelm Grimm, „Baśnie”, Poznań: Media Rodzina, 2009

O wielkiej roli kobiety w tej baśni świadczy fakt, że jest ona nazwana z imienia, co raczej się nie zdarza w baśni ludowej, która nie opowiada dziejów indywidualnych bohaterów, lecz raczej pewnych typów (młodzieńca, pięknej dziewczyny, królewicza). Ilsebill, żona rybaka, pojawia się oczywiście w Grassowskim Turbocie, ale i tego nawiązania czytelnik polski nie rozpozna, gdyż w dotychczasowych polskich przekładach żona rybaka pozostawała bezimienna. Tymczasem w oryginale poznajemy jej imię w wierszyku, którym rybak wzywa turbota:

Manntje, Manntje, Timpe Te,
Buttje, Buttje in der See,
Myne Frau, de Ilsebill,
Will nich so, as ik wol will.

basnie braci grimm.indd

W przekładzie Tarnowskiego wierszyk ten brzmi następująco:

Złota rybko, złota rybko,
Usłysz, usłysz me wołanie,
Żona moja mnie przysyła,
Byś spełniła jej żądanie!

Postulat wierności sprawił, że w moim przekładzie tej baśni w wierszyku znajduje się nie tylko turbot zamiast złotej rybki, ale i imię żony rybaka: Ilsebill. Dodatkową informacją, nieobecną we wcześniejszym przekładzie, jest wyraźne zdystansowanie się rybaka od kolejnych życzeń żony:

Cny turbocie, jakich mało,
mojej żonie Ilsebill
w głowie się poprzewracało,
przybądź tu na kilka chwil!

basnie braci grimm.indd

Wierny przekład nie pozbawia więc polskiego czytelnika wiedzy, jaką posiada odbiorca oryginału. Znając prawdziwe wcielenie zaczarowanego księcia oraz imię żony rybaka będzie on mógł bez trudu rozpoznać aluzje w powieści Grassa. Na marginesie trzeba oczywiście wspomnieć, że przekład oryginalnego wierszyka ograniczony jest przez obecność gwary ? trudno byłoby znaleźć polski odpowiednik dla wyliczanki: ?Manntje, Manntje, Timpe Te?.

 

A na deser przykład, jak nie należy tłumaczyć (wierszyk należy przeczytać na głos, by w pełni wybrzmiał jego rytm):

O człowieku mórz!
Usłuchaj mnie!
Moja żona ma
swoje własne życzenie.
I wysłała mnie
aby prosić Cię
o Twoje
dobrodziejstwo. (Jańczyk)

autor ilustracji: Otto Ubbelohde, "Baśnie dla dzieci i dla domu", Poznań: Media Rodzina, 2010

 

Korzystałam z następujących źródeł:

Maria Janion, Mężczyzna, kobieta i dzieje, w: G. Grass, Turbot, tłum. Sławomir Błaut, Gdańsk: Oskar, 1995.
Heinz Rölleke, Die Märchen der Brüder Grimm. Eine Einführung, Stuttgart: Reclam, 1992.

Ilustracje do baśni pochodzą z następujących wydań:

J. i W. Grimm, Baśnie, tłum. Eliza Pieciul-Karmińska, ilustrował Adolf Born, Poznań: Media Rodzina, 2009.
J. i W. Grimm, Baśnie dla dzieci i dla domu, tłum. Eliza Pieciul-Karmińska, ilustrował Otto Ubbelohde, Poznań: Media Rodzina, 2010.

AKWIZYCJA MOWY: CZY DA SIĘ WPŁYNĄĆ?

Akwizycja mowy w skrócie: dziecko rodzi się z wgranym oprogramowaniem językowym. Jego aktywacja polega na stopniowym wzroście i różnicowaniu zasobów językowych w interakcji z otoczeniem. Ów proces przechodzi przez różne fazy nie mające jednak wiele wspólnego z imitacją. Mowę opanowujemy w dużej mierze niezależnie od stopnia intensywności kontaktów z najbliższymi ? dziecko otoczone troskliwą opieką i uwagą całej licznej inteligenckiej rodziny i dziecko meneli kompletnie nie interesujących się jego rozwojem opanują język w podobnym czasie i tak samo biegle. Rzecz jasna, viagra order będą mówiły „swoimi” językami. Będą się różnić bogactwem słownictwa, to oczywiste. Ale już nie sprawnością w komunikowaniu się. Bowiem, jak pokazuje historia, prymityw potrafi nas zabajerować lepiej od profesora uniwersytetu.

Imitacja ma tu, oczywiście, swe miejsce ?  dziecko uczy się słów zasłyszanych (choć także używa słów przez siebie stworzonych). Jednak  jej rola jest marginalna.

W sumie więc, zamiast mówić o uczeniu się języka przez dziecko, powinniśmy raczej mówić, że dziecku ROŚNIE język (tak jak rosną mu ząbki czy włosy). Zupełnie  niezależnie od tego czy tatuś  jest łysym jąkałą czy kudłatym gadułą.

Ciekawe, że trochę inaczej widzą to psychologowie. Zaprzyjaźniona psycholog (i mama rocznego chłopca), aż jęknęła:

„Ale Pan pojechał! (…) wpływ rodziców jest ogromny. Np. dzieci drugie mówią później i używają mniejszego zasobu słów niż pierwsze, ponieważ mają mniej interakcji z dorosłymi, musząc dzielić się nimi z rodzeństwem. Są badania podłużne, w których wykazano, że konkretne wzorce zachowań komunikacyjnych matek, stosowane od niemowlęctwa, korelowały bardzo silnie z większymi kompetencjami komunikacyjnymi dzieci przedszkolnych.”

Na to ja: „Zgoda, ale czy ta korelacja przetrwa poza wiek szkolny? Wszak większości języka i tak uczymy się od rówieśników. Psychologowie chyba przeceniają wpływ wczesnego dzieciństwa na rozwój albo nie doceniają możliwości skompensowania braków w latach późniejszych. Trochę po inżyniersku: jak zrobisz (dziecku) AB, to osiągniesz efekt XY. A jeszcze trzeba pamiętać o roli przypadku w dziedziczności ? już ksiądz Mendel wskazywał na to przy swoich groszkach.”

W sumie pozostaliśmy przy swoich zdaniach, co tak podsumowałem mową wiązaną:

***

Psycholożka tak lingwistę łaje:

Psychowiedzy waści nie dostaje,

czego, może, jest prosta przyczyna,

żeś, dziecięciem, nie dosyć otrzymał,

w interakcjach, na półkulach zwojów,

aż w mentalnym utkwiłeś zastoju.

 

Na to on: Ach, już inny nie będę,

lecz pamiętam, co mówił ksiądz Mendel:

Rozwiązując groszkową szaradę,

musisz także uwzględnić przypadek.

Więc choć spinasz się dla dziecięcia,

sukces często zależy od szczęścia.

***

A co sądzą o tym szczęśliwi rodzice z naszej lingwistycznej społeczności? Ci zwłaszcza, którym trafia się akwizycję mowy obserwować właśnie teraz u siebie w domu?

Alfa i omega. Początek i koniec.

Pomysł stworzenia wpisu blogowego na temat języka greckiego, to pomysł z goła niedorzeczny. Tysiące lat historii i niepoliczalne woluminy rozpraw naukowych miałyby stać się przedmiotem skromnej notki? Oczywiście, że nie, to przecież rzecz niemożliwa. Coś jednak napisać warto… Oto myśli, jakie pojawiają się w mojej głowie, kiedy piszę ten tekst.

Zacznę od rozmiaru, a może raczej od bezmiaru pojęcia:  język grecki. Ponad trzy tysiące lat continuum helleńskiego – oto obszar eksplorowany przez różnych specjalistów. Mimo jego ogromu, w ujęciu chronologicznym i geograficznym, trudno wyznaczyć w tym okresie jednoznaczne cezury, które mówiłyby, że tu się kończy jedna epoka a tam zaczyna kolejna, albo że dotąd sięga określone zjawisko i nie dalej.

Jak zatem udźwignąć ponad trzy tysiące lat, trzy kontynenty i różne religie obecne w wielowiekowej historii Grecji i jej języka? Jedynym adekwatnym do tego narzędziem, a jednocześnie wehikułem w czasie i przestrzeni, jest właśnie język. To na nim odcisnęły piętno dzieje historyczne, polityczne, społeczne i kulturowe, widoczne w strukturach języka greckiego.

Ktoś może w tej sytuacji pomyśleć: Język grecki…? I zaraz sam sobie odpowie: Nie, dziękuję, toż to same problemy. Bo to i długa historia, i ogrom literatury, i wreszcie dziwne litery. Taki sceptyk może mieć trochę racji, bo istotnym problemem zdaje się być już samo nazywanie języka greckiego. Rzecz w tym, że podobnie, jak termin „Grecja”, tak i termin „język grecki” budzi skojarzenia związane z Grecją starożytną. Tymczasem, o czym niekiedy się zapomina, współczesna Grecja i Cypr to nie archaiczne poleis, a język grecki dzisiaj to język nowogrecki (dla jasności, dla odróżnienia go od greki starożytnej, czy koiné).  Dlatego badacz współczesnej Grecji to neohellenista, a nie archeolog czy filolog klasyczny. Oczywiście neohelleniści współpracują z tymi specjalistami i absolutnie nie odcinają się od starożytnych korzeni. Jednak jednym z kluczowych zagadnień neohellenistyki jest wyznaczenie sobie granic, a dokładniej miejsca początkowego badań,  za który przyjmować można schyłek epoki bizantyńskiej, a symbolicznie – zdobycie Konstantynopola. Continue reading

Co daje etnolingwistyka?

Już na wstępie wypadałoby napisać, doctor że będzie bardzo subiektywnie, ambulance mało naukowo i niezupełnie językoznawczo. Będę pisać po prostu o sobie w kontekście swojego życiowego wyboru. Jeżeli ktoś nie ma ochoty czytać wynurzeń doktorantki V roku i byłej studentki etnolingwistyki ? to nie musi. Dziękuję w tym miejscu z uwagę. Zainteresowanych dalszą lekturą zapraszam i jednocześnie przepraszam, dosage że tak o sobie, w pierwszej osobie?

IMG_1522 IMG_3181 IMG_3250 Continue reading