Mówisz po grecku ?

?Mówisz po grecku? Wow!!! Gdzie się nauczyłaś języka? Dlaczego wybrałaś akurat filologię nowogrecką??. Oto standardowy zestaw pytań, tadalafil które pojawiają się przy kontaktach z nowo poznanymi Grekami. Nie zaprzeczę, że za każdym razem czuję się lekko poirytowana, gdyż?

Filologia nowogrecka była moim drugim wyborem. Szczerze mówiąc ? myślałam, że nie zagrzeję tam długo miejsca i po roku rozpocznę studia na wymarzonej iberystyce. Okazało się jednak, że język i kraj, o którym nie miałam zielonego pojęcia, przypadły mi do gustu. Na pewno duży wpływ na to, że studiów nie porzuciłam miał fakt, iż byliśmy pierwszymi studentami tego kierunku i wiązaliśmy z tym spore nadzieje. Wkrótce też okazało się, że dzięki naszym wykładowcom, dzięki ich niesamowitym pasjom, miłości do Grecji, języka i różnych aspektów kultury my, studenci, również zaczęliśmy odkrywać w sobie nową miłość. Przestałam myśleć o ?wymarzonych studiach? i zaczęłam skupiać się na tym, co zrobić, żeby znaleźć się w Grecji.

Na początku były wakacje i różne dorywcze prace letnie. Później roczne stypendium na wyspie Rodos. Rok jak marzenie. Piękne miejsce, które pokochałam i w którym chciałam zostać jak najdłużej. Wiadomo przecież, że marzenia się spełniają, szczególnie gdy bardzo tego pragniemy. Ja pragnęłam. Dlatego niesamowity splot wydarzeń sprawił, że zostałam na Rodos po zakończeniu stypendium i rozpoczęłam tam pracę dla biura podróży jako rezydent oraz pilot wycieczek. Dzięki temu mogłam na wyspie zostać dłużej. Początkowo nie było łatwo, jednak po powrocie do Poznania, w uniwersyteckie mury, okazało się, że życie bez ?wyspy? oraz mojej pracy nie jest wcale łatwiejsze. W kolejnym sezonie letnim wróciłam zatem do pracy.

Ta historia ciągnie się do dziś. Były oczywiście wzloty i upadki, były próby porzucenia pracy z ludźmi oraz ?zakotwiczenia? w Polsce. Wszystko na nic. W końcu przyszedł czas, by przyznać przed sobą, że nie da się żyć bez Grecji. W tak zwanym międzyczasie zakończył się etap życia studenckiego. Zamknęłam swoją edukację jako magister filologii nowogreckiej i choć bywało różnie, to mam już pewność co do jednej sprawy ? gdybym raz jeszcze mogła wybierać studia, to nie chciałabym nic zmieniać. Nic.

Dziś nadal pracuję jako pilot wycieczek, choć już nie tylko na wyspie Rodos. Praca z ludźmi oczywiście czasami męczy, ale prowadzenie wycieczek nigdy. Przekazywanie swojej wiedzy, pasji i zarażanie miłością do greckiej kultury, kuchni, języka stało się moim chlebem codziennym. Turyści pytają mnie często  skąd to wszystko wiem… Moje opowieści, moja wiedza, to z pewnością zasługa nauczycieli, z którymi miałam szczęście spotkać się w Instytucie Językoznawstwa. Natomiast dzięki temu, że kocham moją pracę, czuję się tak, jakbym nie pracowała zbyt wiele i zbyt długo, choć mam już za sobą siedem ciężkich sezonów. A co dalej? Sądzę, że pomimo wielu trudności uda mi się zostać licencjonowanym przewodnikiem po Grecji. A gdy się to stanie, to już w ogóle będę robić tylko to, co kocham.

Kilka lat temu nie wiedziałam czy mój wybór studiów był trafny. Kończąc studia wielu z nas czuło rozczarowanie. Wyobrażaliśmy sobie, że moglibyśmy lepiej mówić po grecku, że z pracą ciężko? Niemniej zdawać trzeba sobie sprawę z tego, że w ogóle nastały dość ciężkie czasy, a studia filologiczne to nie kurs językowy. Nauka rzadkiego i trudnego języka, to tylko jeden z aspektów tej historii. Ja swoje umiejętności wykorzystuję, więc język nie leży odłogiem. Poza tym sama widzę, że moja kompetencja w zakresie języka nowogreckiego  z roku na rok się polepsza. Jak każdy student niejednokrotnie zadawałam sobie pytanie, na co mi ta wiedza?, po co każą nam się tego i tamtego uczyć? A dzisiaj opowiadam o tym i o tamtym kolejnym grupom i widzę zachwyt na twarzach moich turystów.

?Pani Asiu, dziękujemy za wspaniałą wycieczkę? ? to słowa, które mnie utwierdzają w przekonaniu, że dokonałam w swoim życiu trafnych wyborów. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Dziś już wiem, dlaczego ?przypadkiem? dostałam się na filologię nowogrecką. Życzę każdemu studentowi każdej filologii, aby starał się wykorzystać swoje rzadkie umiejętności, uwierzył w siebie i odnalazł swoją drogę, tak jak ja odnalazłam swoją.

DSC_0112 DSC_0127 DSC_0128 DSC_0132 DSC_0145 DSC_0174 DSC_0301 DSC_0308 DSCN2040 DSCN2043 OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA photo17 photo27 OLYMPUS DIGITAL CAMERA rodos2009 143 rodos2009 149 rodos2009 247 rodos2009 481 rodos2009 491 rodos2009 503 rodos2009 507 rodos2009 513 rodos2009 682 rodos2009 686

Joanna Wagner

Lubimy czytać, czyli…

Rozmowa z  IZABELĄ  SADOWSKĄ

Prezes i współwłaścicielka Lubimyczytać.pl Sp. z o.o.Przykłada bardzo dużą wagę do wykorzystywania nowych technologii w propagowaniu czytelnictwa, stomach a także do promowania czytelnictwa w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu. Pod jej skrzydłami w ciągu dwóch lat serwis społecznościowy lubimyczytać.pl stał się liderem w swojej kategorii w Polsce, more about osiągając imponujące statystyki. Serwis odwiedza 2 miliony użytkowników miesięcznie, którzy generują 11 milionów odsłon. Swoje konta zarejestrowało 300 tysięcy użytkowników (statystyki ? listopad 2013). Izabela Sadowska jest pomysłodawczynią pierwszej w Polsce społecznościowej aplikacji książkowej. Aplikacja lubimyczytać.pl jest dostępna na systemy Android, iOS oraz Windows 8 i Windows Phone. Tylko w ciągu pierwszych 3 miesięcy działania aplikację pobrano na przeszło 35 tysiąca urządzeń. 

Jakiś czas temu wystartowała Pani z portalem o tematyce czytelnictwa. Pomysł prosty jak gwóźdź, ale czy stojąca za nim idea może tak po prostu zmienić obraz czasów, w których ponoć wszyscy piszą, a mało kto czyta?

Ten prosty pomysł nie ma na celu zmiany obrazu czasów, ma tan czas wyprzedzać i kreować nowe postrzeganie czytelnictwa. Czasami trzeba działać wbrew pesymistycznym statystykom, bo jak widać  ?  może się okazać, że rynek czytelników jest na tyle duży, że warto do niego kierować działania.

Od pewnego czasu szerzy się pogląd, że Internet wypiera książki i zniechęca do czytania długich tekstów literackich. Można z tym jakoś walczyć? I jeszcze odnieść sukces?

Osoby, które korzystają z Internetu, czytają również książki. W związku z tym te dwie rzeczy absolutnie się nie wykluczają. Natomiast na pewno internauta woli w sieci czytać teksty krótkie. Ciężko się skupić serfując między portalami, pocztą mailową, kontami społecznościowymi itd. Dlatego trzeba oferować teksty, które merytorycznie zainteresują odbiorcę, czyli będą dobrze stargetowane. Wtedy drugorzędnym problemem jest ich długość. Wierzę w to, że dobra treść broni się sama i interesują mnie odbiorcy, którzy to doceniają. Okazuje się, że jest ich sporo.

Zatem, do kogo skierowany jest portal lubimyczytać.pl ? Do ludzi zaawansowanych technologicznie czy również do osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z Internetem?

Tych osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z Internetem, nie ma chyba za wiele. Sierwis przede wszystkim skierowany jest do czytelników, miłośników literatury i wszystkich osób, które lubią czytać.

Jest Pani absolwentką etnolingwistyki na poznańskim UAM. Te studia w Pani przypadku miały jakikolwiek wpływ na podjęcie decyzji o otwarciu portalu, czy raczej była to wcześniej (lub niezależnie od studiów) zaplanowana inicjatywa?

Świat książek przewijał się w moim zawodowym i studenckim życiu cały czas (np. podczas studiów pracowałam jako księgarz. Jednak etnolingwistykę skończyłam w 2006 roku, a lubimyczytać.pl powstało w styczniu 2011, więc kierunek studiów nie miał nic wspólnego z moimi decyzjami.

Wróćmy jeszcze do Etnolingwistyki. Co sprawiło, że wybrała Pani właśnie taki, dla wielu egzotycznie brzmiący, kierunek studiów?

Tu mogę nakreślić bliższą lub dalszą „prawdę”. Najpierw dalsza. Od dawna pasjonował mnie rozwój i kształtowanie zachowań językowych w danych kultrach, więc gdy znalazłam w wykazie kierunków UAM etnoligwistykę, to nie wahałam się ani chwili. Natomiast bliższy prawdzie jest fakt, że nie dostałam się na sinologię i skandynawistykę, a bardzo chciałam studiować w Poznaniu, bo miałam tu… przyjaciół, więc gdy znalazłam w wykazie kierunków UAM etnoligwistykę, to nie wahałam się ani chwili.

W sieci można znaleźć aplikacje mobilne, które umożliwia częstsze korzystanie z portalu oraz stały kontakt ze znajomymi. Czy uważa Pani, że w obecnych czasach czytelnictwo powinno wychodzić naprzeciw oczekiwaniom klientów, między innymi poprzez tworzenie takich narzędzi? Czy też jego tradycyjna forma byłaby bardziej wartościowa dla mniejszej, ale bardziej zainteresowanej części społeczeństwa?

Oczywiście, że tak uważam. Dzisiaj świetnie uzupełniają się różne formy literatury ? papier, ebook, audiobook. Czytelnik ma szerszy wybór i różne możliwości konktaku z książkami. Dla jednych forma ma znaczenie, dla innych liczy się treść, a lubimyczytać.pl, jak nazwa wskazuje, skupia się na treści w każdym formacie.

Kilkuosobowy zespół wystarcza do prowadzenia tak dużego portalu, czy wręcz przeciwnie ? musicie czasem korzystać z pomocy większej liczby osób?

Zespół mamy kilkunastoosobowy, który jest podzielony na dział redakcji, administracji oraz dział techniczny, ale lubimyczytać.pl to przede wszystkim społeczność, która sama w dużej mierze tworzy serwis, na przykład uzupełniając katalog książek, czy pisząc opinie i receznje.

Facebookowy fanpage portalu lubimyczytać.pl niedługo przekroczy liczbę stu tysięcy lubiących. Zastanawiam się, czy organizuje Pani jakieś konkursy dla facebookowych fanów oraz czy przewiduje Pani jakąś specjalną nagrodę lub przywilej dla osoby, która jako stutysięczna polubi ten profil?

Bardzo dużo konkursów organizujemy bezpośrednio w lubimyczytać.pl, który miesięcznie odwiedza 2 mln użytkowników. Fanpage na facebooku jest wyłącznie dodatkiem, o którym też nie zapominamy, więc na pewno redakcja coś specjalnego z okazji stutysięcznego fana/fanki przygotuje.

Na portalu można znaleźć także rozmowy z autorami książek. Oni chętnie udzielają się w takiej inicjatywie, czy też raczej są/bywają w tej materii tradycjonalistami?

Autorzy piszą dla czytelników, a lubimyczytać.pl to miejsce w sieci, które skupia najwięcej czytelników w Polsce, więc bardzo chętnie pisarze udzielają nam wywiadów. W przeważającej części są to odpowiedzi na pytania użytkowników LC, którzy za pośrednictwem serwisu zadają je autorom.

Portal lubimyczytac.pl wygląda bardzo profesjonalnie, a nawigacja na nim jest wygodna. Jak wyglądały jego początki? Chodzi mi o to, czy od razu wiedziała Pani, jak powinna być zbudowana taka strona, czy też jej budowa opierała się na metodzie prób i błędów?

Przejęłam serwis od trzech programistów z Wrocławia, którzy zbudowali podstawy lubimyczytać.pl. Następnie wprowadziliśmy sporo zmian. Rozbudowaliśmy serwis o redakcyjny dział aktualności, zmieniliśmy stronę wizualną, logo, wprowadzamy mnóstwo nowych funkcji dla użytkowników. To, jak serwis ma wyglądać, było bardziej intuicją, natomiast teraz jego wygląd będzie nadal ewoluował. Technologia nieustannie się rozwija i umożliwia jeszcze ciekawsze rozwiązania, więc trzeba ją wykorzystywać.

Załóżmy, że poza Pani portalem nadal zostaje wielka grupa czytelników. Co oni ewentualnie tracą, nie biorąc udziału w portalowym życiu? Albo co może im się przytrafić ciekawego, interesującego, jeżeli już zdecydują się na luźną choćby współpracę z portalem?

To założenie jest w jakimś stopniu prawidziwe, dlatego nie spoczywamy na laurach i wciąż działamy, aby pozyskiwać nowych użytkowników. Jednak jak ktoś zostanie wchłonięty do świata LC, to ciężko się z niego wyrwać. Rekomendujemy książki według czytelniczych gustów, informujemy o wydarzeniach ze świata książek, użytkownicy prowadzą długie dyskusje o poziomie literatury, katalogują i oceniają książki, tworząc własne biblioteczki, mają dostęp do wielu fragmentów książek, otrzymują atrakcyjne rabaty, rozmawiają z autorami, wygrywają książki… Mogłabym tak długo wymieniać, więc lepiej zajrzeć i przekonać się osobiście.

Na koniec sama proza: prowadzenie takiego portalu jest pracą czy formą uprawiania hobby? A jeżeli jest to praca, to kto Pani za nią płaci? Kto finansuje działalność portalu?

To praca i hobby, a także biznes ? dobrze prosperująca na rynku, rentowna spółka, która finansuje nie tylko moją pracę, ale przede wszystkim pracę kilkunastoosobowego zespołu.

Rozmawiała: Olga Cichocka

Filologia Węgierska, rok III

Rynek usług lingwistycznych w Polsce

Studia i co dalej? To pytanie w obliczu błyskawicznie zmieniających się warunków i niepewności na rynku pracy stawia sobie dzisiaj pewnie każdy młody człowiek. Wybory dzisiejszych absolwentów uczelni nie są już tak oczywiste jak te, advice przed którymi stawali nasi rodzice czy dziadkowie. Wtedy na pytanie o to, patient ?kim chciałbyś zostać w przyszłości?, click znaczenie częściej padały proste i, wydawałoby się, oczywiste odpowiedzi: będę lekarzem, będę nauczycielką, będę chemikiem.

Przed takim właśnie pytaniem musiałam stanąć 3 lata temu jako absolwentka filologii z biegłą znajomością kilku języków obcych. Łatwo nie było, ale postawiłam wziąć sprawy w swoje ręce i zdecydowałam się założyć własną firmę. I choć na koncie mam zarówno sukcesy jak i porażki, bilans strat i zysków jest zdecydowanie dodatni. W którą stronę pójść? Jeśli to pytanie spędza ci sen z powiek, pamiętaj, że nikt nie rozwiąże tej łamigłówki za ciebie. Zanim jednak podejmiesz ostateczną decyzję, drogi studencie lub świeżo upieczony absolwencie lingwisto, powinieneś poszukać odpowiedzi na kilka zasadniczych pytań:

Freelancer czy etat?

Forma zatrudnienia to bardzo ważna rzecz, która, choć może zabrzmi to nazbyt psychologicznie, musi być niejako dopasowana do naszego charakteru. Znam osoby, które za nic w świecie nie wyobrażają sobie pracy ?na kogoś?, czyli po prostu na etacie, argumentując, że taka praca oznacza: ?za mało wolności, nudę i brak perspektyw rozwoju?, znam jednak i takie, które preferują taką formę zatrudnienia, twierdząc, że: ?na firmę trzeba za dużo pracować, nie wyobrażają sobie pracy w weekendy, czy też nie lubią samemu podejmować decyzji?. Ponieważ sama zostałam freelancerem, rozwinę nieco wątek związany z pracą wolnego strzelca.

Kim właściwie jest ten wolny strzelec?

To osoba, która może pracować dla kilku klientów jednocześnie, nie tracąc przy tym wolności wyboru. Sama decyduje, które zlecenia przyjąć, a które odrzucić, kiedy pójść na urlop, itd. Nie będę ukrywać ? jest to trudna droga, na której poradzą sobie najbardziej wytrwali. Niejednokrotnie trzeba umieć się sprzedać, udowodnić, że jest się dobrym w tym, co się robi. Bo konkurencja nie śpi. Nagrodą za wytrwałość mogą okazać się dłuższe wakacje, elastyczność, możliwość pracy zdalnej, choćby nawet z najdalszych zakątków świata.

Tłumaczenia czy nauczanie? Lingwistyczne ?Być czy mieć?.

Wiem, że w tym momencie wiele osób się oburzy i powie: po studiach lingwistycznych można robić znaczenie więcej niż być ?tylko? tłumaczem lub nauczycielem. Można. Ale czy naprawdę warto? Spytajcie o to waszych znajomych, absolwentów wyższych uczelni na kierunkach związanych z lingwistyką. Wielu z nich odpowie, że, choć wykonuje zawód, który niewiele ma wspólnego ze studiami, to dobrze im się wiedzie. Jeśli jednak zapytacie ich, czy wykorzystują w praktyce wiedzę zdobytą na studiach, wielu z nich pewnie zrobi nietęgą minę.

Ważne jest tutaj pytanie: co tak naprawdę chcę w życiu osiągnąć? Czy szukam dużych pieniędzy, czy raczej satysfakcji zawodowej? A może uda mi się te dwie rzeczy połączyć? Może warto jednak sprawdzić, co mogą nam zaoferować zawody stricte związane z dziedziną wiedzy jaką jest lingwistyka.

Tłumaczenia pisemne ? spokojna praca dla wytrwałych

Kto na poważnie myśli o zawodzie tłumacza pisemnego, powinien zastanowić się nad wyborem jednej z dwóch ścieżek rozwoju. Pierwsza z nich to zdobycie uprawnień tłumacza przysięgłego. Trzeba zdać egzamin przed komisją, który na chwilę obecną kosztuje ok. 800 zł. Tłumacz przysięgły zarabia średnio 35 zł za stronę liczącą 1125 znaków (dla porównania, pracując jako tłumacz zwykły dla polskich biur tłumaczeń zarabiam ok. 30 zł netto za stronę liczącą 1800 znaków ze spacjami). Wady? Choć niewiele osób o tym wie, tłumacz przysięgły, dostając ?zlecenie? z instytucji państwowej, np. z sądu, i nie może tak po prostu odmówić. Zlecenie trzeba przyjąć, chyba że znajdzie się zaprzyjaźnionego tłumacza przysięgłego, który weźmie je za nas. Inną wadą jest stawka, która, choć wysoka jak na polskie warunki, jest ustalana odgórnie i dlatego nie można ?się targować? z klientem.  Współpracując z dobrymi firmami międzynarodowymi często można zarobić znaczenie więcej.

Wspomniane firmy międzynarodowe to właśnie ta druga ścieżka rozwoju. To jednak też bardzo długa droga. Warunków do spełnienia jest co najmniej kilka. Warto znać język angielski oraz optymalnie, drugi język obcy, choć wystarczyłby tylko angielski i nasz ojczysty ? polski. Bo międzynarodowe firmy wolą zatrudniać native speakerów. Trzeba też mieć już kilkuletni dorobek jako tłumacz i doświadczenie w wybranej branży (polecam tematykę związaną z Unią Europejską i IT, chociaż na wysokie zarobki mogą też liczyć tłumacze tekstów prawniczych, medycznych czy tłumacze techniczni). Ile dostanie tłumacz na początek? Nie zdziw się, jeśli zaproponują Ci stawki rzędu 15-20 zł za stronę (sama miałam propozycje i za 10 zł). Choć nie jest to dużo, bo jedną stronę tłumaczy się często 2 godziny i dłużej (wszystko zależy od tego z jak bardzo skomplikowanym tekstem mamy do czynienia), to jeśli dopiero zaczynasz, nie masz nic do stracenia. Zachęcam do pracy już na studiach. Prosty tekst, np. na stronę aukcji internetowych może przetłumaczyć początkujący tłumacz.

Tłumaczenia ustne ? tylko dla najbardziej odpornych

Dobry tłumacz pisemny niekoniecznie będzie automatycznie dobrym tłumaczem ustnym. I vice versa (choć tłumaczy ustnych, którzy jednocześnie sprawdzą się w tłumaczeniach pisemnych będzie znaczenie więcej). Dlaczego? Bo żeby być dobrym tłumaczem ustnym (mówię tutaj przede wszystkim o najtrudniejszych zleceniach ? tłumaczeniach symultanicznych i konferencyjnych), nie wystarczy doskonała znajomość języka. Jeśli bardzo chcesz spróbować, czy się nadajesz ? zacznij od tłumaczeń towarzyszących, tzw. liaison. Proste tłumaczenie biznesowe, czy też tłumaczenie dla grupy turystów może wykonać właściwie każdy, kto doskonale zna dany język. To będą twoje pierwsze szlify, jednak jeśli marzy ci się kariera tłumacza konferencyjnego ? czytaj dalej.

Jedyną dobrą metodą praktycznego sprawdzenia, czy się nadajesz, są studia podyplomowe dla tłumaczy symultanicznych. I mówi to osoba, której daleko jest do przekonania, że aby robić coś dobrze, trzeba mieć ukończone studia w danym zakresie. Tłumaczenia symultaniczne to jednak wyjątek. Jeśli zdecydowanie nie chcesz studiować ? polecam porozmawiać z doświadczonym tłumaczem symultanicznym, jeśli zechce przygotować Cię do zawodu, pewnie zrobi Ci również krótki test psychologiczny. Tłumacz symultaniczny powinien bowiem posiadać odpowiednie cechy charakteru: dużą odporność na stres, umiejętność błyskawicznego reagowania w tzw. sytuacjach ?kryzysowych?, doskonałą pamięć krótkotrwałą i zdolność do maksymalnej koncentracji. Wiem, co mówię, bo sama musiałam, przez wymienione cechy charakteru, a raczej ich brak, zrezygnować z wymarzonego zawodu.

Nauczanie języków ? przyda się empatia i umiejętność pracy z ludźmi

Kto lubi kontakt z ludźmi, może połączyć zawód tłumacza z pracą lektora (świetna kombinacja dla freelancera-lingwisty).  Można liczyć na dosyć wysokie stawki (dobry lektor w dużym mieście zarobi ok. 35-40 zł/godz.), elastyczne godziny pracy i miłą atmosferę w pracy (szczególnie, jeśli pracujemy z ludźmi, którzy naprawdę chcą się czegoś nauczyć). Można wybrać tzw. pracę ?in company? czyli dla firm bezpośrednio w ich siedzibach, udzielać korepetycji, warto też spróbować swoich sił w pracy w szkole.

Lingwista do zadań specjalnych

Bycie freelancerem to doskonała okazja do rozwijania swoich pasji, podróżowania i samodoskonalenia. W ciągu 3 lat prowadzenia firmy udało mi się zabrać tak różnorodne i ciekawe doświadczenia jak praca dla brazylijskiej telewizji podczas Euro 2012, pełnienie funkcji hostessy-tłumaczki na gali otwarcia polskiego oddziału chińskiego banku, czy praca w czterogwiazdkowym hotelu w samym centrum Londynu. Zdarzyło mi się tłumaczyć dla tak interesujących osób jak ambasador, przedstawiciel ważnej delegacji z Kolumbii, hiszpański kucharz czy rolnik szukający w Polsce dostawców jajek i pośredniczyć w kilku ważnych transakcjach handlowych. Na pewno nie udałoby mi się tego wszystkiego zrealizować, gdybym wybrała pracę na etacie w banku. I na pewno nie napisałabym tego artykułu. Jeśli więc wykażecie się odrobiną odwagi i cierpliwości, może otworzyć się przed wami wiele drzwi i pojawić wiele ciekawych propozycji. Jedno jest pewne ? nie będziecie się nudzić.

Katarzyna  Czekaj

Etnolingwistyka – i co potem?

Wybierając studia na etnolingwistyce nie zadawałam sobie jeszcze pytania ?i co potem??. Kierowałam się tylko i wyłącznie miłością do języków obcych, cheapest podróży, dosage poznawania nowych ludzi i kultur. W ten sposób zostałam studentką etnolingwistyki z wiodącym językiem angielskim i językiem francuskim. Bardzo podobał mi się pomysł praktycznego podejścia do nauki języka, this web powiązanego z dużym wyborem różnego rodzaju fakultetów, o często tajemniczo brzmiących nazwach, które miały wprowadzić nas w językową różnorodność świata.

Zawsze uwielbiałam język angielski i chciałam kontynuować jego naukę na uniwersytecie, ale języka francuskiego też nie wybrałam przypadkowo ? w głowie świtał mi już pomysł podjęcia studiów na drugim kierunku, gdzie język francuski mógłby okazać się bardzo pomocny. Nie byłam jeszcze pewna, jaki dokładnie miałby to być kierunek, moje myśli błądziły wówczas ku stosunkom międzynarodowym lub europeistyce, ostatecznie jednak pod koniec pierwszego roku złożyłam dokumenty na prawo, które dawało mi dużo większe możliwości. W ten sposób, rozpoczynając drugi rok etnolingwistyki, byłam też już świeżo upieczoną studentką prawa na Wydziale Prawa i Administracji UAM. Continue reading

Co daje etnolingwistyka?

Już na wstępie wypadałoby napisać, doctor że będzie bardzo subiektywnie, ambulance mało naukowo i niezupełnie językoznawczo. Będę pisać po prostu o sobie w kontekście swojego życiowego wyboru. Jeżeli ktoś nie ma ochoty czytać wynurzeń doktorantki V roku i byłej studentki etnolingwistyki ? to nie musi. Dziękuję w tym miejscu z uwagę. Zainteresowanych dalszą lekturą zapraszam i jednocześnie przepraszam, dosage że tak o sobie, w pierwszej osobie?

IMG_1522 IMG_3181 IMG_3250 Continue reading

Na blogu, czyli gdzie?

To, cialis 40mg o czym teraz napiszę, approved zdarzyło się naprawdę i niemal dokładnie 35 lat temu.
Byłem wówczas 25-letnim, approved mocno niedouczonym (ale już świadomym swoich braków)
początkującym poetą, początkującym poszukiwaczem mądrości, początkującym
dziennikarzem. Miałem za sobą 2 lata zasadniczej służby wojskowej w LWP, 12 miesięcy
kolonii karnej (Potulice koło Nakła) za brak miłości do ZSRR oraz kilka prób odnalezienia
kamienia filozoficznego, który przemieniłby moją mało szlachetną egzystencję (szara
rzeczywistość realnego socjalizmu) w szlachetne związki ciała, duszy i umysłu. Czytałem
wtedy dużo, sięgając także po literaturę naukową, zaglądając do dzieł uznanych myślicieli,
sprawdzając przystawalność marzeń i szlachetnych utopii do zwyczajnej codzienności.
To wtedy właśnie miałem sen, niezwykle realistyczny i pełen kolorów: śniłem, że jestem
podróżnikiem-piechurem, że wybrałem się za horyzont, aby odnaleźć pewną budowlę, o
której wiedziałem tylko tyle, że jest wypełniona światłem wiedzy, że jest niedostępna, że
dzieją się w jej wnętrzu sprawy ważne, dzięki którym świat staje się lepszy i piękniejszy.
Śniłem więc.

novum

Continue reading