Hymn Wietnamu

Ti?n Quân Ca

W wolnym tłumaczeniu „Ti?n Quân Ca”  można odczytać jako „Pieśń Maszerującej Armii”. Pieśń ta została napisana i skomponowana przez  Văn Cao w 1944 roku.

Podczas II wojny indochińskiej „Ti?n Quân Ca” było oficjalnym hymnem Demokratycznej Republiki Wietnamu. Po zakończeniu wojny i powstaniu Socjalistycznej Republiki Wietnamu w 1976 roku, viagra sale pieśń także została zaadaptowana jako hymn państwowy.

Tekst oryginalny

Polskie tłumaczenie

Đo?n quân Vi?t Nam đi
Chung l?ng c?u qu?c
B??c chân d?n vang tr?n đ??ng g?p gh?nh xa
C? in máu chi?n th?ng mang h?n n??c, viagra
Súng ngo?i xa chen khúc quân h?nh ca.
Đ??ng vinh quang xây xác quân th?, look
Th?ng gian lao c?ng nhau l?p chi?n khu.
V? nhân dân chi?n đ?u không ng?ng,
Ti?n mau ra sa tr??ng,
Ti?n l?n, c?ng ti?n l?n.
N??c non Vi?t Nam ta v?ng b?n.
Đo?n quân Vi?t Nam đi
Sao v?ng ph?p ph?i
D?t gi?ng n?i qu? h??ng qua n?i l?m than
C?ng chung s?c ph?n đ?u xây đ?i m?i,
Đ?ng đ?u l?n gông xích ta đ?p tan.
T? bao lâu ta nu?t căm h?n,
Quy?t hy sinh đ?i ta t??i th?m h?n.
V? nhân dân chi?n đ?u không ng?ng,
Ti?n mau ra sa tr??ng,
Ti?n l?n, c?ng ti?n l?n.
N??c non Vi?t Nam ta v?ng b?n.
Żołnierze Wietnamu, maszerujemy naprzód,
Z jednością będziemy bronić swej Ojczyzny,
Nasze szybkie kroki brzmią,
Na długiej i trudnej drodze.
Nasza flaga, czerwona od krwi zwycięskiej,
Niesie naszego kraju ducha.
Odległe odgłosy wystrzałów łączą się z naszym śpiewem.
Ścieżka do chwały prowadzi przez ciała wrogów.
Pokonując przeszkody, wspólnie budujemy fundamenty naszego oporu.
Nieustannie dla sprawy ludowej walczymy,
Szybciej, maszerujmy ku polom bitewnym!
Naprzód! Ramię w ramię maszerujmy!
Nasz Wietnam jest silny, jest wieczny.

Żołnierze Wietnamu, maszerujemy naprzód!
Złota gwiazda na fladze naszej
Wiedzie nasz kraj, nasz rodzimy kraj,
Z dala od sknerstwa i cierpienia.
Połączmy nasze wysiłki w boju
Za budowę nowego jutra.
Powstańmy i skruszmy nasze łańcuchy i kajdany. Zbyt długo tłamsiliśmy swą nienawiść.
Nasza gotowość do poświęceń jest promieniem naszego życia.
Nieustannie dla sprawy ludowej walczymy,
Szybciej, maszerujmy ku polom bitewnym!
Naprzód! Ramię w ramię maszerujmy!
Nasz Wietnam jest silny, jest wieczny.

 

O autorze

Nguy?n Văn Cao urodził się 15 listopada 1923 r. w H?i Ph?ng. a zmarł 10 lipca 1995 r. w H? N?i . Był poetą i malarzem. Obok Ph?m Duy i Tr?nh Công S?n jest uznawany za jednego z trzech najznamienitszych twórców Wietnamskiej muzyki nowoczesnej.

Interesującym a zarazem tragicznym epizodem w życiu Văn Cao była afera Nhân Văn, określana również mianem „Ruchu Nhân Văn-Giai Ph?m „.

W północnym Wietnamie, w drugiej połowie lat 50 XX wieku, po pewnego rodzaju „wiośnie” wolności słowa, nastąpiła radykalna zmiana nastrojów. Dwa periodyki, wyżej wymienione, Nhân Văn i Giai Ph?m zostały zamknięte a ich pracownicy umieszczeni w więzieniach lub zostali wygnani. Gazety te, zanim je uciszono, publikowały artykuły mówiące o prawie każdego człowieka do własnych poglądów, krytykowały one również liderów Partii Komunistycznej, oskarżając ich o ustawiczne łamanie praw zawartych w Konstytucji Demokratycznej Republiki Wietnamu.

Văn Cao, jako jeden ze zbuntowanych zwolenników wolności intelektualnej, został poddany ostracyzmowi przez komunistyczną propagandę, a większość jego utworów, z kilkoma wyjątkami (w tym Ti?n Quân Ca” ), została zakazana.

Rehabilitacja jego osoby, oraz wielu innych artystów i działaczy intelektualnych, nastąpiła dopiero po 1980 roku, po wprowadzeniu reform Doi Moi.

Maria Ziółkowska

Fasola i sardynki…

Podczas gdy my jeszcze czekamy na nadejście wiosny i cieszymy się każdym, troche nawet najmniejszym promieniem słońca, approved Japończycy zdążyli już przywitać tę porę roku. Jak to się stało, że zawitała do nich wcześniej? Otóż wyjaśnienie jest prostsze niż się wydaje i nie chodzi wcale o to, że Japonia jest bardziej lubiana przez Panią Wiosnę.

W Japonii, podobnie jak w innych krajach Azji Wschodniej, rok jest podzielony na 24 części, których początek i koniec został dokładnie wyznaczony poprzez obserwację pogody, zachowanie zwierząt, roślin, a także długości ekliptycznej Słońca. Kalendarz ten, wywodzący się ze starożytnych Chin, nazywany jest ????? (nijuushi sekki), co w wolnym tłumaczeniu można rozumieć jako 24 dni kończące rok lub porę roku.

Pierwszy dzień wiosny w Japonii (?? risshun) poprzedza wigilia nowej pory roku, określana jako ??(setsubun). Jest to wyrażenie stosowane do każdej pory roku, chociaż przyjęło się tak nazywać tylko wigilię pierwszego dnia wiosny. Jest ona obchodzona 3 lutego (zgodnie z kalendarzem lunarnym) i połączona z tradycyjnym oczyszczaniem domostwa.  Związany jest z nim zwyczaj rzucania prażonymi ziarnami fasoli sojowej, zwany??? (mamemaki), i wypowiadania magicznej formułki ????????(Oni wa Soto! Fuku wa uchi!) oznaczającej mniej więcej tyle samo, co: ?Nieszczęście precz! Szczęście przyjdź!?. Wszystkie te czynności mają odpędzić demony, które chciałyby zrobić niewinnym ludziom na złość i popsuć im cały rok.

Zwyczaj Mamemaki wywodzi się z okresu Muromachi (XIV ? XVI w. n.e.). Fasola najczęściej rzucana jest przez ??(toshiotoko), czyli mężczyznę urodzonego w roku, któremu patronuje to samo zwierzę, co w roku obecnym, lub przez najstarszą osobę w domostwie. Rzucanie fasoli daje też dużo radości dzieciom, które bardzo często celują w dorosłego przebranego za męczącego ich domostwo demona. Dodatkowo, kiedy już wszystkie ziarna fasoli zostaną rozrzucone, są one bardzo często ponownie zbierane przez domowników i jedzone w określonej ilości, czyli tyle, ile mają lat plus jedna, żeby zapewnić sobie kolejny szczęśliwy rok.

Każdy region Japonii obchodzi wigilię i pierwszy dzień wiosny na swój własny, niepowtarzalny sposób. W Kansai tradycją jest jedzenie ????(ehoumaki) lub ???(futomaki), czyli rodzajów sushi zwanych również ?rolką szczęśliwego kierunku?. Skąd wzięła się ta nazwa? Na każdej rolce takiego specjalnego sushi malowany jest kompas oraz znaki zodiaku. Kompas pokazuje znak zodiaku, który jest patronem danego roku (w tym roku jest to owca), a każda osoba, która chce zjeść tę rolkę sushi, powinna być zwrócona we wskazaną stronę świata. Dodatkowo zakup  lud budowa domu czy innej nieruchomości położonej w danym kierunku ma być szczęśliwą transakcją.

Z racji tego, że Setsubun uważane jest za święto dziejące się poza normalnym, w naszym rozumieniu, czasem, bardzo często praktykowana jest zamiana ról. Młode dziewczynki czeszą się na wzór starszych kobiet, starsze wracają do lat swojej młodości, noszone są przebrania, głównie związane z płcią przeciwną. Te zwyczaje są niezwykle popularne wśród Geish, które w ten sposób zapewniają rozrywkę swoim klientom.

Mieszkańcy regionu Fukushima również posiadają swoje własne zwyczaje pomagające im uchronić się przed demonami. Wieszają oni mianowicie suszone sardynki oraz ostrokrzewy przy wejściu do domu, aby w ten sposób odpędzić wszelkie zło. Dodatkowo mieszkańcy miasta Aizuwakamatsu trochę zmodyfikowali znany w całym kraju okrzyk i śpiewają: ??????????!? (Oni no medama buttsubuse!) co można tłumaczyć jako ?Wyłup demonom oczy!?. Troszkę brutalniejsza wersja, nie sądzicie? Wielu Japończyków udaje się  do świątyń, gdzie również ma miejsce wypędzanie zła i przywoływanie szczęścia, często w obecności  zaproszonych celebrytów czy zawodników sumo. Mnisi oraz zaproszeni goście rzucają fasolę, cukierki i niewielkie koperty z drobnymi sumami. Takie większe wydarzenia  są transmitowane w całym kraju, jednak uczestnicy potrafią wpaść w szał świętowania i stratować kilka osób starając się zdobyć rzucane drobiazgi.

W Japonii nie ma miesiąca, w którym nie byłoby żadnego święta. Obchodzone są one hucznie i trzeba przyznać, że jeśli Japończycy biorą się za świętowanie, robią to zawsze w oryginalny sposób.  Jednak to właśnie ta oryginalność i odmienność przyciąga nas do ich kraju jak magnes i pozwala na fascynację nawet czymś tak prostym jak pierwszy dzień wiosny.

 

 

Barbara Kostrzewa

Wędrówka po chińskich wyżynach

To będzie kolejny wpis z serii ?mój wybór języka, abortion kłania się etnolingwistyka?. Jeśli więc nie bardzo Wam się uśmiecha czytanie entej już opowieść tego cyklu, nie nakłaniam do kontynuowania lektury. A zatem… Moja droga do Instytutu należy chyba do zbioru tych najbardziej krętych i zawiłych. Byłam w II klasie liceum kiedy to starsza koleżanka namówiła mnie, żeby wybrać się do Poznania na Dzień Otwarty Instytutu. Po krótkiej prelekcji na temat etnolingwistyki, po prezentacji możliwości jakie otwiera przed młodym człowiekiem ?  których byłyśmy świadkami ? moja koleżanka już wiedziała, co chce studiować. Ja również.

Podczas Dnia Studenta I roku trzeba było zdecydować się na drugi język. A wybór ? spośród khmerskiego, nowoperskiego, japońskiego, chińskiego, francuskiego i hiszpańskiego ? wcale nie był łatwy. Po odrzuceniu dwóch ostatnich, decyzja zapadła. Tym „drugim” okazał się język chiński. Czułam, że przy chińskim na pewno nie będę się nudzić. I oczywiście nie myliłam się.

Zacznę od oczywistej oczywistości: chiński jest językiem tonalnym. Tony nie występują w żadnym języku europejskim, dlatego wymawianie każdej sylaby właściwie przysparza na początku wiele problemów. Jeśli na dodatek uczący się nie ma za grosz słuchu muzycznego, sprawa znacznie się pogarsza. Sylaby, choć powtarzane przez nauczyciela na różnie niby sposoby wydają się niemal identyczne. Są jednak osoby (jeśli grasz/grałeś na jakimś instrumencie, jest duże prawdopodobieństwo, że mógłbyś należeć właśnie do tej grupy), które poprawną wymowę załapują po kilku dniach nauki.

 

Mówiony chiński składa się z niezliczonej liczby dialektów, które różnią się między sobą w porównywalnym stopniu jak polski i niemiecki. Mieszkaniec Pekinu miałby na przykład  wiele trudności ze zrozumieniem innego Chińczyka z południowych prowincji. Nic więc dziwnego, że programy telewizyjne (poza transmisjami na żywo) są tam wyświetlane z napisami. Elementem spajającym chińską kulturę nie jest język chiński, ale właśnie pismo. Piękno, złożoność i tajemnica, jaka się kryje za dalekowschodnimi ideogramami, fascynuje wielu. Zaintrygowana owym fenomenem, też wpadłam w te sidła i zaczęłam moją codzienną walkę z przyswajaniem sobie znaków i wkładaniem ich do nierzadko przeciekającego koszyka zwanego pamięcią długotrwałą.

 

Wszyscy chyba słyszeli o kilkudziesięciu tysiącach znaków, które istnieją w języku chińskim. Żeby jednak dość sprawnie czytać gazetę wystarczy ich zapamiętać ok. 2-3 tysięcy i przy pomyślnych wiatrach jesteśmy w stanie zrozumieć 95% tekstu. Dodatkowo warto pamiętać, że znaki łączą się ze sobą, tak więc z jednego znaku możemy ułożyć jeszcze kilka bądź kilkanaście innych po dodaniu odpowiednich kresek. Bardziej wprawieni w boju potrafią rozszyfrować znaczenie jakiegoś znaku bez wcześniejszej jego znajomości. Taka umiejętność wymaga jednak trochę praktyki, ale może wydać się naprawdę pomocna.

 

Gramatyka chińska jest uważana za bardzo prostą. Nie ma deklinacji i koniugacji, nie istnieje rodzaj i liczba mnoga (czyt. nie jest kategorią fleksyjną, bo w każdym języku przecież wszystko jest). Można by pomyśleć, że to nic innego jak bułka z masłem. Hmm, może nie do końca. Zamiast tego pojawiają się wszędobylskie partykuły. Niektóre mają swoje odpowiedniki w języku polskim, inne wymagają mozolnej nauki, a i tak w końcu nie wiadomo, czy zrozumiało się zagadnienie w pełni. Czasami przypomina to trochę walenie głową o Wielki Mur Chiński. Dla przykładu wymienię kilka (najważniejszych jest około dziesięciu). Mamy więc partykułę dzierżawczą, tworzącą również imiesłowy; partykułę aspektu bądź oznaczającą zmianę stanu; partykułę wprowadzającą określenie czasownika bądź partykułę wyrażającą sugestię lub przypuszczenie. Należy oczywiście pamiętać, gdzie w zdaniu trzeba je wstawić.

 

Nie mogę nie wspomnieć także o klasyfikatorach. Jeśli nie obiło Wam się to określenie o uszy, to wyjaśnię, że są to tzw. ?słowa miary? (ang. ?measure words?), które łączą się bezpośrednio z rzeczownikami, są ich jakby integralną częścią. Nowo poznane rzeczowniki najlepiej od razu przyswajać z odpowiadającymi im klasyfikatorami. Istnieją, m.in., takie, które odnoszą się do ludzi, do zwierząt (podział na małe, większe, wijące się itp.). Osobne stosuje się do przedmiotów patykowatych, przedmiotów długich i wąskich, przedmiotów płaskich lub z blatem, do pojazdów mechanicznych i wiele, wiele innych. Brzmi to jak dobra zabawa.

 

Na deser zostawiłam homofoniczność w języku chińskim. Czas więc na arcymistrzowski przykład ? jakim problemem może być podobne lub identyczne brzmienie sylab/wyrazów w języku mandaryńskim. O ile powyższy utwór jest całkowicie zrozumiały w formie pisemnej, tak w wersji recytowanej staje się kompletnym bełkotem.

Dodam jako ciekawostkę, że sylabą-rekordzistką w tej kategorii homofonii jest prawdopodobnie ?yi?, które tylko na czwartym (opadającym) tonie można zapisać w postaci prawie 200 znaków.

 

Jeśli pewnego dnia jakimś magicznym sposobem cofnęłabym się w czasie i miała stanąć przed dokonaniem wyboru języka jeszcze raz, nie zawahałabym się ani sekundy. Kiedyś przeczytałam trafne porównanie, że nauka języka chińskiego jest jak zaciągnięcie się do armii. Nie ma tu miejsca na lenistwo, trzeba być sumiennym i systematycznym. Pot będzie się lał strumieniami, będzie dużo upadków i wiele godzin ciężkiej pracy. Trzeba pamiętać, że sukces to nie zdobycie szczytu góry, sukces to wyżyna, przez którą się idzie. I na koniec mała refleksja ? skoro Chińczycy radzą sobie z nauką własnego języka, dlaczego innym miałoby się to nie udać?

 

 

Anna Perzyńska

*Franka*

Buddyzm

Buddyzm lub Ph?t giáo, order powstał w Indiach około V wieku p.n.e. Jego twórcą i założycielem był żyjący w latach 560 do 480 roku p.n.e. Siddhatta Gotama, more about który był synem władcy jednego z państw-miast w północnych Indiach. W wieku 28 lat Siddhatta Gotama porzucił luksusowe życie w pałacu i oddał się medytacji i ascezie. Po 6 latach surowej ascezy, Siddhatta Gotama rozpoczął obserwacje ciała i umysłu, spostrzegł on, że światem kierują cztery prawdy, znane również jako ? cztery szlachetne prawdy?:

Pierwsza Szlachetna Prawda o Cierpieniu ? „Narodziny są cierpieniem, starzenie się jest cierpieniem, śmierć jest cierpieniem. Smutek, lament, ból, zgryzota i rozpacz są cierpieniem. Towarzystwo nielubianych jest cierpieniem, rozłąka z ukochanymi jest cierpieniem. Niemoc uzyskania tego, co się chce, jest cierpieniem. Pokrótce ? pięć skupisk istnienia związanych z przywiązaniem jest cierpieniem[1].”

Druga Szlachetna Prawda o Przyczynie Cierpienia ? powodem cierpienia jest pragnienie.

Trzecia Szlachetna Prawda o Ustaniu Cierpienia ? sposobem na pozbycie się cierpienia jest pozbycie się pragnienia, kompletne ustanie pragnienia nazywane też wyzwoleniem.

Czwarta Szlachetna Prawda o Ścieżce Prowadzącej do Ustania Cierpienia ? drogą do ustania cierpienia jest Szlachetna Ośmiostopniowa Ścieżka ? właściwy pogląd, właściwe postanowienie, właściwa mowa, właściwe działanie, właściwy żywot, właściwe dążenie, właściwe skupienie, właściwa medytacja[2]. Continue reading

Lê Cát Trọng Lý

Urodziła się w Đ? N?ng (centralny Wietnam) w 1989 roku, page w rodzinie muzyka i nauczycielki literatury. Później, viagra 40mg w  celu rozwijania swoich muzycznych talentów, check przeprowadziła się do H? Chí Minh, gdzie ukończyła konserwatorium muzyczne, specjalność altówka.

Muzyka L? Cát Tr?ng Lý to ciekawe i uwspółcześnione połączenie wietnamskiego i zachodniego folku. Bardzo interesującej jakości dodaje jej utworom wyraźnie słyszalny wpływ muzyki klasycznej. Oprócz bycia wszechstronną muzyczką, Lý jest również niezwykle uzdolnioną poetką. Aby to ocenić, wystarczy wsłuchać się w teksty jej pięknych ballad.

W erze konsumpcjonizmu, w której liczą sie przede wszystkim blichtr i efekciarstwo, zarówno jej muzyka i jak sama L? Cát Tr?ng Lý bardzo się wyróżniają. Krótko ścięte włosy, brak makijażu i pielęgnowanie wietnamskich tradycji muzycznych (które absolutnie nie są w modzie, biorąc pod uwagę zalew Wietnamskiej kultury przez k-pop i zachodnią muzykę rozrywkową) nadają jej buntowniczy charakter. Nie ma się więc co dziwić, że została okrzyknięta wietnamskim Bobem Dylanem.

Piosenkarka nagrała dwie płyty:  L? Cát Tr?ng Lý (2011) oraz Tu?i 25 (2013). Do jej najpopularniejszych utworów zalicza się Ch?nh v?nh, Ch?a Ai oraz M?a Y?u. Trasa koncertowa promująca jej pierwszą płytę nazywała się Vui, co można przetłumaczyć jako Radosna.

Maria Ziółkowska

Boże Narodzenie po japońsku

Skąd w Japonii, more about państwie w którym mniej niż 1 % społeczeństwa stanowią Chrześcijanie, wzięła się moda na obchodzenie Świąt Bożego Narodzenia? Jak świętują je Buddyści i wyznawcy Shinto?

Z oczywistych względów wyznawcy buddyzmu i shinto nie obchodzą Świąt Bożego Narodzenia, które są typowe dla chrześcijaństwa, ponieważ celebrowane jest narodzenie Jezusa Chrystusa. A jednak co roku, od końca października, miasta Japonii  rozświetlają się milionem kolorowych światełek, a po ulicach przechadzają się roześmiani Mikołajowie.
Chrześcijaństwo pojawiło się w Japonii  w XVI wieku, ale prawdziwa fascynacja Świętami  zaczęła się dopiero po II wojnie światowej.  Obserwując świętujących Amerykanów Japończycy również zapragnęli obchodzić Boże Narodzenie.  Było to dla nich coś innego, coś, co nie występowało do tej pory w ich kulturze.  Jednak Japończycy nie byliby sobą, gdyby nie dostosowali obcych tradycji do potrzeb własnego narodu.
Japońskie święta znacznie różnią się od tych, które obchodzone są w kulturze zachodniej. Spędza się je z przyjaciółmi lub ukochanymi, nie z rodziną.  Kolorowe oświetlenie sprzyja romantycznemu nastrojowi, co skutkuje między innymi znacznym wzrostem sprzedaży biżuterii, zwłaszcza pierścionków zaręczynowych. Chrześcijańskie kościoły są pełne młodych ludzi, jednak co może nam się wydawać zaskakujące, nie zależy im na wymiarze duchowym , a na romantycznym spędzeniu czasu, w pięknie przystrojonym kościele. Święta Bożego Narodzenia w Japonii zdecydowanie bardziej przypominają znane nam wszystkim Walentynki.
Jedyną czysto japońską tradycją świąteczną jest zakup ciasta bożonarodzeniowego przez ojca rodziny, w drodze z pracy. Jest to ciasto biszkoptowe z bitą śmietaną  i truskawkami (tak, grudzień w Japonii to okres truskawek).  Jest ono jedzone jeszcze tego samego wieczoru i  jest to jedyny rodzinny moment w ciągu całych Świąt. Continue reading

Święta w krainie Mikołaja

Boże Narodzenie, search najbardziej wyczekiwany okres w roku kalendarzowym i liturgicznym, more about zbliża się wielkimi krokami. W sklepach widać już tradycyjne kolejki ludzi, prescription którzy coraz bardziej nerwowo szukają prezentów dla najbliższych. Wszyscy z nadzieją wypatrują śniegu, choć od wielu lat świąteczny czas w Polsce przebiega raczej w atmosferze dodatnich temperatur. Dzieci niecierpliwie odliczają dni do Wigilii, kiedy otrzymają wymarzone prezenty. A jaki kraj najbardziej kojarzy się ze świętym Mikołajem? Oczywiście Finlandia!

W Finlandii okres świąteczny rozpoczyna się 21 grudnia, w dzień św. Tuomasa, a kończy około 6 stycznia. Bardzo wcześnie sklepowe wystawy zapełniają się tam ozdobami i lampkami, mającymi wprowadzić klientów w świąteczny nastrój. Jest też inna, bardziej prozaiczna przyczyna ? barwne świecidełka skutecznie rozświetlają długie grudniowe wieczory. Popularną domową ozdobą jest wieniec z 4 świecami, zapalanymi kolejno w każdą niedzielę Adwentu.  Na początku miesiąca Finowie świętują Pikkujoulu ? małe Boże Narodzenie. Tradycyjnie był to dzień, w którym po raz pierwszy można było przyrządzić typowo świąteczne potrawy. Obecnie jest to świetna okazja do spędzenia czasu z rodziną i przyjaciółmi. Bożonarodzeniową atmosferę roztacza zapach pierniczków i glögi ? czerwonego (rzadziej białego) wina, podgrzewanego z przyprawami. Coraz częściej również firmy decydują się organizować Pikkujoulu dla swoich pracowników. Continue reading

Porwijmy instrumenta i Śpiewajmy mu z weselem – kilka słów o polskich pieśniach bożonarodzeniowych

Żyjemy w czasach, w których wyznacznikiem świąt jest umieszczenie w telewizyjnej ramówce Kevina samego w domu oraz nałogowa emisja piosenki Last Christmas w centrach handlowych, podczas gdy tradycyjne kolędy stopniowo zanikają. Owszem, darmowe gazetki wydawane przez apteki i drogerie co roku niestrudzenie przypominają nam romantyczną historię powstania kolędy Stille Nacht, wedle której pewien austriacki wikary przy blasku świecy pisze wiersz o świątecznej tematyce, a wykonany podczas pasterki utwór z melodią dopisaną przez znajomego organistę zdobywa niesamowitą popularność i zostaje przetłumaczony na setki języków. Chociaż Cicha Noc z pewnością dużo bardziej zasługuje na wspomnienie przy okazji świąt niż wymieniony powyżej przebój duetu Wham!, często stawia ona w cieniu nasze własne, rodzime kolędy. A najliczniejszy na świecie zbiór pieśni bożonarodzeniowych z upływem lat odchodzi w zapomnienie.

Przy okazji warto przyjrzeć się etymologii słowa „kolęda” (występującego także dawniej w formie „kolenda”). Pojęcie to ma łaciński rodowód i wywodzi się od wyrazu calendae oznaczającego w starożytnym Rzymie pierwszy dzień miesiąca. W calendae styczniowe panował zwyczaj odwiedzania się, wzajemnego obdarowywania prezentami oraz śpiewania pieśni pochwalnych na cześć narodzin słońca – pogańskiego święta, które ostatecznie przeistoczyło się w Boże Narodzenie. Kolęda oznaczała więc składanie życzeń noworocznych. Aby uniknąć kojarzenia terminu z obrzędami pogańskimi stosowano również nazwę „kantyczki” (łac. canticum – pieśń, śpiew) lub „rotuły” (łac. rotula – mały poemat religijny). Utwory o wątkach zaczerpniętych z życia codziennego zwane są także „pastorałkami” (łac. pastoralis – pasterski). Continue reading

Nón lá – oryginalność w prostocie

Od wielu wieków stanowi ochronę przed doskwierającym słońcem i długotrwałym deszczem. Nón lá jest nie tylko elementem tradycyjnego stroju wietnamskiego, salve ale także znakiem rozpoznawczym  tego kraju. Charakterystyczny, wykonany z liści palmowych stożkowy kapelusz jest noszony głównie przez kobiety pracujące na polach ryżowych lub  handlujące owocami w większych miastach. Obecnie jest rzadziej spotykany, ponieważ noszą go przede wszystkim osoby starsze. Młodzież coraz częściej podąża za modą zachodnią, zaś a?o da?i zakładane jest najczęściej podczas ważnych uroczystości szkolnych czy narodowych.

Symbol orientu i egzotyki? takie właśnie jest no?n la?, które urzeka obcokrajowców swoją prostotą i popularnością w Azji. Jest popularne nie tylko na Wschodzie ? znane ikony mody i kina pozowały w nich, przedstawiając je w pewnym kontraście ? urody zachodniej z kapeluszem typowo azjatyckim, jak na przykład Kate Moss, czy sama Marilyn Monroe! Ta kompilacja przynosi niesamowity efekt kontrastu, dlatego palmowy kapelusz stał się chyba najczęściej przywożoną pamiątką z tego regionu kontynentu. Continue reading

„Ach, gdyby, gdyby nawet piec zabrali…” – o obyczajach świątecznych w Kraju Basków

W momencie, page gdy piszę ten tekst, grudzień dopiero powoli zbiera się za pasem, ale wystawy sklepowe już kłują w oczy świątecznymi przecenami (tylko teraz!), kuszącymi propozycjami prezentów (tylko tu!) i zajadłą walką o klienta (tylko dla Ciebie!). W telewizji, w radio, w gazetach, na ulicach, słowem zewsząd bombardują nas świątecznym duchem  i… kredytem. Ale, ale! Prezenty prezentami, kredyt kredytem ? przecież nie to jest w Święta najważniejsze!

Pewne rzeczy, oczywiście, są jak najbardziej uniwersalne. Rodzina, ciepło domowego ogniska, Ci wszyscy ludzie, których nie możemy znieść przez resztę roku, ale nie wyobrażamy sobie bez nich Świąt, ciepłe kapcie, uśmiechy, śmiechy i to wszystko, co czyni nas szczęśliwymi.
Ale nie to ważne, co ważne, ale co się komu podoba. A że komuś podoba się wizja górnika zwiastującego narodziny Chrystusa? Cóż, im swojszczej tym lepiej wydaje się być doskonałą dewizą Kraju Basków. I chwała im za to. Baskowie to ludność ze wszech miar fascynująca. Od kultury, przez sztukę, po język. I kicz. Takim więc właśnie sposobem pozwolę sobie napomknąć nieco o obyczajach świątecznych w swojskiej, baskijskiej atmosferze. Continue reading