Kategoryzacja językowa a kreatywność, czyli wiedza językowa w służbie projektantów

Dzieci zadają setki pytań. Co to jest, approved do czego to służy, remedy dlaczego, po co, jak to działa, kto to wymyślił, kiedy, gdzie, czy tam, gdzie mieszka ten ktoś, kto to wymyślił, pada deszcz? A jest słonecznie? A mają tam zimę? A mają tam to i to, i to… Dorośli, czasem z irytacją, ale odpowiadają, ucząc dzieci, gdzie zaczynają się i kończą granice obiektów, kiedy mówimy o stole, a kiedy już o stoliku, czym się różni szafa od szafki, sofa od kanapy, nasz kot od dzikiego tygrysa. Słowem, szybko ustanawiają zalążki kategoryzacji językowej.

Kategoryzacja to proces nieświadomy, bardzo subtelny, jednak człowiek instynktownie wyczuwa granicę między konkretnym a abstrakcyjnym, między obiektem-prototypem, a jego reprezentantem. Ot, wystarczy rzucić okiem na języki posiadające rodzajniki określone i nieokreślone. Każdy użytkownik takiego języka z łatwością rozróżni stół-obiekt od stołu-pojęcia. Laurence Barsalou zauważa, że kategoryzujemy od ogółu do szczegółu. Mówiąc krótko i w uproszczeniu. Najpierw zwracamy uwagę na najbardziej oczywiste cechy lub właściwości obiektu, np. fakturę, wielkość, ciężar, zapach, smak, itd. W przypadku ? powiedzmy ? stołu, zauważamy zestaw elementów, które się na niego składają: (uogólniając) blat i cztery deski, na których ów blat się opiera, ich strukturę i właściwości poszczególnych części. Następnie szukamy obiektów odpowiadających cechom zawartym w danej kategorii i przyporządkowujemy je, tworząc swoistą siatkę z informacjami. W zależności od kręgu kulturowego, w jakim żyjemy, kategorie mogą poszerzać swój zakres cech esencjalnych, albo wręcz go zwężać (analogicznie ? siatka kategorii może mieć więcej lub mniej odnóg) Continue reading

Języki w niebezpieczeństwie

Ile jest na świecie języków? Niby proste pytanie, dosage jednak językoznawcy nie potrafią podać dokładniej odpowiedzi. Jednym z problemów jest ustalenie, drug kiedy mamy do czynienia z odrębnymi językami, a kiedy z dialektami  jednego języka. Do tego często pojawiają się w tej materii różne opinie wśród lingwistów albo widoczna  jest różnica opinii między lingwistami a społecznością użytkowników. Na przykład kilka lat temu społeczność języka/języków keczua poprosiła redaktorów encyklopedii Ethnologue[i], aby nie traktowali różnych odmian keczuańskiego jako odrębnych języków, bo ich zdaniem wszystkie te odmiany tworzą jeden wspólny język.  Liczbę języków na świecie zazwyczaj podajemy więc w sposób nieprecyzyjny, przykładowo jako ?około 6500? lub ?6000-7000?. W najnowszej edycji Ethnologue (2014) znajduje się 7106 języków, z kolei we wcześniejszych edycjach było ich odpowiednio: 6906 (w 2009) i 6703 (w 1996).

Blog-Nau-zd1
Na festiwalu języków w Bremie (Niemcy) w 2009 r. przepisano 6906 nazw języków z Ethnologue na klocki, z których z kolei zbudowano imponującą wieżę. Fot.: N. Nau

Jednak rosnąca liczba nazw języków w encyklopediach nie oznacza, że tym samym rośne liczba języków na świecie. Wprost przeciwnie:  coraz więcej języków ginie. Szacuje się, że aż połowa obecnie używanych języków jest zagrożona wymarciem.  Języki te są używane przez niewielką liczbę mówców (od dwóch osób do kilkudziesięciu tysięcy), a co bardziej istotne, nie mówi nimi młodzież. Jeśli najmłodszy mówca języka X ma 50 lat, to prognoza dotycząca przyszłości takiego języka jest dość jasna.  Coraz więcej ludzi posługuje się wyłącznie jednym z garstki ?dużych? języków, takich jak angielski, mandaryński, hindi, rosyjski lub hiszpański, a coraz mniej ludzi mówi językami z wielkiego zbioru ?małych? języków ? takich jak chantyjski, hoocąk, logba, totoli czy walijski.  Nierównomierność w relacji liczba języków ? liczba mówców ilustruje następujący wykres:

Blog-Nau-zd2
Wykres ze strony http://www.swarthmore.edu/SocSci/langhotspots/globaltrends.html, ? Gregory Anderson and K. David Harrison

Już od 25 lat  zagrożenie języków świata stanowi ważny temat międzynarodowych badań i innych działań językoznawców ? co oczywiste, bo razem z językami ginie przedmiot badań naszej dyscypliny! Jednak nie tylko lingwiści ludzie coś stracą. Dotyczy to wszystkich: Różnorodność językowa świata jest ważnym elementem różnorodności kulturowej, która jest uznawana ? np. przez UNESCO (zob. http://www.unesco.org/new/en/indigenous-peoples/cultural-and-linguistic-diversity/ ) ? jako istotny element dziedzictwa kulturowego ludzkości. Zainteresowanie tym tematem coraz częściej przejawiają młodzi ludzie na całym świecie, niezależnie od tego, czy ich własny język należy do ?dużych? czy ?małych?. W Internecie łatwo znaleźć informacje o zagrożeniu języków oraz o językach zagrożonych. Jednak ? o ironio ? zdecydowana większość tych informacji jest dostępna wyłącznie w języku angielskim. Liczba źródeł w języku polskim jeszcze niedawno była bardzo mała. Przez ostatnie dwa lata sytuacja się zmieniła, w znacznym stopniu dzięki projektom realizowanym w Poznaniu na UAM.

W międzynarodowym projekcie INNET zespół UAM opracował platformę edukacyjną languagesindanger.eu (bezpośredni link do wersji polskojęzycznej to http://pl.languagesindanger.eu/), której celem jest popularyzacja wiedzy o różnorodności językowej świata oraz o zagrożeniu języków. Grupa docelowa projektu to przede wszystkim uczniowie liceów oraz ich nauczyciele. Dodatkowym celem było wzbudzenie zainteresowania uczniów językami i językoznawstwem, zwłaszcza tematami, o których nie mówi się w polskich szkołach.

Blog-Nau-zd3
Strona pl.languagesindanger.eu

Platforma składa się z różnych komponentów. Uczniowie i studenci, którzy testowali stronę, najbardziej lubili ?Interaktywną Mapę?, gdzie można się zapoznać z 23 zagrożonymi językami świata, rozwiązując ćwiczenia, słuchając krótkich nagrań i oglądając zdjęcia ilustrujące mówców i ich kulturę. Na przykład można słuchać bajek w językach: taa, teop lub totoli, rozwiązywać zagadki z języków: łatgalskiego lub miyako, zapoznać się z pismem języka naxi, cechami gramatyki języka yurakare albo z intrygującymi liczebnikami języka tahutańskiego.  Z kolei ?Księga Wiedzy? oferuje podstawową wiedzę z zakresu językoznawstwa. W dziesięciu rozdziałach omawiane są następujące tematy: słownictwo, gramatyka, dźwięki i pisma języków świata, wielojęzyczność, polityka językowa, dokumentacja języka oraz inne. Dzięki implementacji w formie online ?Księga Wiedzy? obejmuje materiał multimedialny i komponenty interaktywne oraz mnóstwo linków do  ciekawych zewnętrznych stron internetowych, co może być bardziej atrakcyjne dla dzisiejszych uczniów niż tradycyjny podręcznik ?papierowy?. W dodatkowym ?Pakiecie dla szkół o językach mniejszościowych?  można się dowiedzieć się więcej o byłej i obecnej różnorodności językowej w Polsce, a także o tym, co można zrobić, aby ją zachować.  Pytanie ?Co możesz zrobić?? jest także tytułem kolejnego komponentu, w którym między innymi czworo ludzi opowiada w krótkich filmach, jak zachowują lub dokumentują zagrożone języki. Rozdział ?Dla nauczyciela? zawiera zestawy zadań do wykorzystania na lekcjach geografii, wiedzy o kulturze, wiedzy o społeczeństwie oraz języka angielskiego. Strony languagesindanger.eu są w trakcie finalizowania (projekt kończy się 30 września 2014 r.), ale zachęcamy do ich oglądania już dzisiaj!

To, czy jakiś język umrze lub przeżyje, nie zależy od językoznawców, lecz od wspólnoty użytkowników tego języka. Co językoznawcy jednak mogą w tej sprawie zrobić? Na pewno mogą propagować wiedzę o wartości różnorodności językowej. Im więcej ludzi zrozumie na przykład, że ?małe jest piękne?, że dialekt to nie tylko język słabo wykształconych grup ludności wiejskiej i że wielojęzyczność to nie obciążenie dla mózgu, lecz bogactwo ? tym większa pojawia się szansa, że wnuki dzisiejszych studentów nie będą musiały żyć w nudnym, monokulturowym świecie.

Nicole Nau, IJ


[i] Lewis, M. Paul, Simons, Gary F. & Fennig, Charles D. (eds.). 2014. Ethnologue. Languages of the World. 17th edition. Dallas, Texas: SIL International. Online: http://www.ethnologue.org.

Mój rok w Japonii

Dla osoby studiującej język japoński, information pills wyjazd do Japonii jest spełnieniem marzeń i poniekąd obowiązkiem. Nie ma lepszej metody nauki języka niż możliwość zamieszkania w kraju, this site w którym język ów jest używany przez ponad 90% mieszkańców. O wyborze mojej osoby jako studenta ?do wymiany? dowiedziałem się na parę dni przed ostatecznym terminem wysyłki swoich danych. Po małych problemach natury formalnej udało się pomyślnie wysłać dokumenty (dziękuję ci, EMS!) i zaczął się okres powolnego oswajania się z myślą o tym, że za parę miesięcy pojadę na rok do Japonii. Moim głównym zajęciem poza przedwczesnym zaliczaniem wykładów i zajęć było kolekcjonowanie przydatnych wskazówek od moich senpai?ów (starszy kolega ?po fachu?). Dowiedziałem się, między innymi, że powinienem zaopatrzyć się w zapas antyperspirantów, ponieważ w Japonii nie kupię nic takiego (a przynajmniej podobnego). Poza tym warto zabrać również więcej par spodni i butów ponieważ wersje japońskie niekoniecznie odpowiadają wielkością naszym, europejskim częściom ciała.

Bez tytułuNadeszła pora wylotu. Zostawiłem bliskich w ojczyźnie i zwróciłem się ku znanemu/nieznanemu. Walizka wypakowana do granic możliwości pękała w szwach, bilet w ręku, głowa pełna pytań, czekających na odpowiedź ? czy dam sobie radę?, czy wytrzymam rok?, czy te lata nauki języka wystarczą, by porozumieć się z Japończykami bez większych problemów? Lot trwał 16 długich godzin. Po przesiadce w Kopenhadze i Helsinkach wylądowałem na Międzynarodowym Lotnisku w Osace i wsiadłem do autobusu do Kyoto. Pierwsze wrażenie? Pogoda, a raczej brak większej różnicy pomiędzy pogodą w Polsce i w Japonii, w tamtej zwłaszcza porze roku. Była to końcówka marca, w Japonii było więc wiosennie, jak w Polsce, a temperatura od 15 do 20 stopni na plusie. Już myślałem, że opowieści o wysokich temperaturach i wilgotności nie do wytrzymania były rozdmuchane. Jak się później okazało, nie mogłem się bardziej mylić.

Wyjazd na rok do Japonii ma swoje plusy i minusy. Plusem jest to, że ma się możliwość doświadczenia wszystkich pór roku, a co za tym idzie, także corocznych świąt. Minusem natomiast jest przymus wytrzymania tych okresów, które niekoniecznie pozwalają człowiekowi oddychać swobodnie (pora deszczowa, lato). Na szczęście Japonia przywitała mnie pogodą, która dała mi czas na przyzwyczajenie się do niej.

Bez tytułu1

Było to o tyle dobre, że mogłem skupić się na przystosowaniu do warunków panujących w akademiku, poznaniu wszystkich studentów z wymiany, wybraniu zajęć na uczelni oraz obeznaniu się z otaczającym mnie terenem. Japończycy podczas wynajmowania mieszkania, jako jeden z podstawowych warunków, stawiają położenie względem konbini. Konbini to skrót od zapożyczenia z języka angielskiego convenience store. Jest to dalekowschodni kuzyn naszej, swojskiej Żabki. Różnią się tym, że w sieciach takich jak 7/11, Ministop czy też Lawson można zaopatrzyć się prawie we wszystko, pomijając oczywiste pozycje takie jak jedzenie czy alkohol. Mamy tu podstawowe ubrania, kserokopiarkę, maszynę do drukowania zdjęć, dozownik gorącej wody używany w celu przygotowania zupek instant, mikrofalówki do gotowych posiłków, możliwość opłacenia rachunków oraz wykonywania przelewów itp. Dlatego też wiedza na temat położenia konbini jest podstawą funkcjonowania i przeżycia w Japonii.

Kolejną rzeczą, która ułatwi życie w tym odległym kraju, jest prozaiczny rower. Środki komunikacji miejskiej, choć rozwinięte do poziomu nieosBez tytułu2iągalnego dla Polski, są również nieosiągalnie drogie. Bilet na średnią odległość kosztuje w granicach 200 yenów, co wówczas wynosiło około 9 zł, przy braku zniżek studenckich! Ponieważ musiałem doliczyć jeszcze autobus do stacji metra w cenie 160 yenów (około 7 zł) i drogę powrotną, to razem wychodzi 32 zł. Dla porównania, cena poznańskiego biletu miesięcznego na tamten czas wynosiła, po zniżce dla studentów, około 40 zł. Na szczęście dla biednego studenta, którym wtedy byłem, koszt używanego roweru nie przekracza 250 zł, a pieniądze, które dzięki niemu zaoszczędziłem, można liczyć w setkach złotych.

Kupienie roweru nie jest jednak takie proste, jakby się mogło wydawać. W Japonii w tym celu trzeba okazać dowód tożsamości, w innym wypadku rower nie zostanie nam sprzedany. Jest to spowodowane przymusem rejestracji i przypisania go do jednego właściciela, co pomaga w odnalezieniu zagubionych lub skradzionych pojazdów. Japonia, pomimo jednego z najniższych współczynników przestępstw, jest miejscem, w którym kradzież rowerów jest zmorą wszystkich miast. Dlatego też warto zaopatrzyć się również w ubezpieczenie. Ze Bez tytułu3względu na charakterystykę japońskiego terenu, drogi nie zawsze są przystosowane do umieszczenia na nich, obok siebie, jednocześnie ulicy, chodnika ścieżki rowerowej. Nie jest to jednak wielki problemem, ponieważ Japończycy są przyzwyczajeni do rowerzystów i mają wyrobiony ?szósty zmysł?, jeśli chodzi o ustępowanie drogi. Wygląda to mniej więcej tak, jakby fala przechodniów na widok rowerzysty rozstępowała się niczym woda morska przed Mojżeszem.

Podróżowanie rowerem po Kyoto, w którym mieszkałem, bywa czystą przyjemnością, ponieważ miasto jest pięknie Bez tytułu4utrzymane. Znajdziemy w nim wiele zieleni, zabytków i główną rzekę Kamogawa, która przepływa przez prawie całe Kyoto. Wokół niej zorganizowano dróżki spacerowe, a gdy nurt dociera do centrum, zostaje otoczony przez liczne restauracje. Co więcej, pod mostem Sanjo, który przechodzi nad Kamogawą, znajduje się bardzo popularne miejsce spotkań. Ponieważ w Japonii picie alkoholu w miejscach publicznych jest dozwolone, a nad mostem Sanjo znajduje się konbini Lawson, co wieczór zbiera się tam liczna gromada amatorów taniego imprezowania. Klasykiem są tam koncerty małych zespołów oraz występy żonglerów ognia. Miejsce jest głośne i tętni życiem, przez co przyciąga nie tylko obcokrajowców, ale również liczne grupy tubylców.

Początek mojej przygody w Japonii był wypełniony nowymi doświadczeniami, które trudno jest opisać w tak krótkim tekście, dlatego też, jeśli czas pozwoli, przybliżę wam więcej z mojego wyjazdu w następnych wpisach.

Andrzej Wyduba

Etnolingwistyka, V rok

TŁUMACZYĆ ŚPIEWAJĄCO

Aby tłumaczyć piosenki, nie musisz znać nut – wystarczy trochę słuchu i zwrotka wzorcowa, pokazująca liczbę sylab i rozłożenie akcentów muzycznych (kabareciarze nazywają ją czasem ‚rybką’).

Byłem jednak dość sceptyczny, kiedy mój libertariański przyjaciel (a przy tym absolwent naszego IJ) Jakub Wozinski poprosił o przetłumaczenie pieśni napisanej przez Murreya Rothbarda.  Jakub, znawca, tłumacz i komentator pism Rothbarda i postulowanej przezeń radykalnej odmiany libertarianizmu, zwanej anarchokapitalizmem, tłumaczył wtedy biografię uczonego. Znalazła się w niej napisana przez Rothbarda pieśń – coś w rodzaju hymnu libertarian. Swoją drogą, ilu profesorów ekonomii czy filozofii byłoby w stanie napisać hymn dla swojej dyscypliny – a czy wyobrażasz sobie, miły czytelniku, hymn etnolingwistów?  albo syntaktyków generatywnych?   a fonetyków?

Hymn napisany był dla Koła Bastiatowskiego (the Circle Bastiat), nieformalnej grupy przyjaciół i uczniów Rothbarda, z czasów, gdy w latach 50-tych spotykali się w jego mieszkaniu na Manhattanie, prowadzili uczone dyskusje,  chodzili wspólnie do kina, śpiewali i komponowali piosenki; byli grupą przyjaciół mocno związanych wolnościowymi przekonaniami. Uprzedzę, że poetyka hymnu nie zgadza się z dość beztroską atmosferą Koła – napisany jest w stylu podniosłym i nieco pompatycznym, stosownym raczej dla epok wcześniejszych, kiedy anarchiści traktowali siebie i świat ze śmiertelną powagą – rzucali bomby na królów i strzelali do prezydentów.

Ale pamiętajmy, że w latach 50-tych nie było jeszcze rocka ani pop-music, nie było zaangażowanych protest-songów, nie było sfery pośredniej między, powiedzmy, „Besame mucho” a „Wyklęty powstań ludu ziemi” (skądinąd bardzo ładna pieśń). Mając do wyboru podniosłość i szlagier, Rothbard poszedł w stronę podniosłości i napisał tekst do melodii znanej patriotycznej pieśni „America the Beautiful”.

Tekst  jest radykalnie antypaństwowy – w znaczeniu libertariańskim, czyli przeciw instytucji państwa jako takiej, a nie przeciw konkretnemu rządowi. Radziłem Jakubowi, żeby zadowolił się zamieszczeniem angielskiego tekstu pieśni wraz z tłumaczeniem filologicznym. W końcu jednak namówił mnie na próbę przetłumaczenia tak, żeby dało się śpiewać po polsku. I udało się! Libertarianie i anarchiści –ustawiamy się w chórek i ćwiczymy.

Dla tych, którzy nie znają pierwowzoru, link do youtuba i pierwsza zwrotka:

https://www.youtube.com/watch?v=zEDv5xG3rxE

Z bardzo licznych wykonań na youtubie dla mnie najlepsze jest wykonanie klasyka i geniusza country, Willie Nelsona. Ale to z linku jest łatwiejsze jako ‚rybka’.

O beautiful, for spacious skies,

For amber waves of grain,

For purple mountain majesties

Above the fruited plain!

America! America! God shed His grace on thee,

And crown thy good with brotherhood, from sea to shining sea.

 

To teraz hymn, który Murrey Rothbard napisał dla libertarian:

 

*************

1. It’s ours to right the great wrong done,

ten thousand years ago.

The State, conceived in blood and hate,

remains our only foe.

O, Circle Brothers, Circle brothers,victory is nigh.

Come meet your fate, destroy the State, and raise the banner high.

 

2. Look up there, Circle brothers, see

the black banners unfurled,

How they wave in expectation

of a new and better world.

The lines are drawn, the ranks are firm, the challenge has been hurled.

Vict’ry, vict’ry lies before us (repeat twice). The Circle marches on.

 

3. One by one the States are dying,

see the age-old monsters fall,

as the world resounds in answer

to the Circle’s trumpet call.

We’ll not rest until all States are gone and men are freemen all.

Onward, onward Circle brothers (repeat twice), for that day lies at hand.

********

A teraz moje tłumaczenie (powiedzmy, że miejscami parafraza). Śpiewa się nawet łatwiej niż tekst Rothbarda, a bez fałszywej skromności powiem, że wersyfikacyjnie jest bardziej kunsztowny – zauważ czytelniku wewnętrzne rymy lub asonanse w wersach refrenowych.

*******

1. Dziś przyszło nam naprawić zło,

co trwa tysiące lat.

Bo Państwo krwią  i złością swą

zatruwa cały świat.

Więc naprzód, bracia, śpieszmy się; zwycięstwa słychać pieśń.

Obalić Państwo to nasz cel, wolności sztandar wznieść.

 

2. Spójrz, bracie, na sztandarów las

– ich w słońcu lśniącą czerń.

Do walki poprowadzą nas

o świata losów ster.

Bez lęku prawdę głośmy dziś, rozproszmy kłamstwa mrok.

Gdy po zwycięstwo mamy iść, nasz zastęp równa krok.

 

3. Już państw się zbliża nędzny kres,

tyranii pogrzeb trwa.

Dla wszystkich wolność bliżej jest,

nadziei trąbka gra.

My nie ustańmy w walce swej, aż wolni siostra, brat;

a państwa w proch rozsypią się, i lepszy będzie świat.

*************

Sądząc po tym jak bardzo państwo rozrosło się w ostatnim półwieczu we wszystkich krajach cywilizacji zachodniej, wizja przyszłości przedstawiona przez Rothbarda może się wydać nadmiernie optymistyczna. Ale, z drugiej strony, czyż nie jest rolą hymnu krzepić i zachęcać do wytrwałości? Może więc kiedyś doczekamy się świata bez tyranii państwa i jego wszechobecnych funkcjonariuszy?

 

Dr Henryk Krzyżanowski

Złota era

Żyjemy w złotej erze językoznawstwa. Jeszcze nigdy nie mieliśmy tak łatwego dostępu do danych językowych. Jeszcze nigdy nie pracowaliśmy na tak dużych zbiorach uporządkowanych i starannie wyselekcjonowanych danych. Jeszcze nigdy nie mogliśmy odpowiadać na stawiane przez nas pytania z pewnością opartą na milionach przykładów. Jeszcze nigdy nie słyszeliśmy i nie widzieliśmy języka tak wielu ludzi pochodzących z tak różnych środowisk społecznych.

Złota era dostępności

Pomyśl przez chwilę o naszych poprzednikach: by zebrać zaledwie kilka przykładów użycia danego słowa, and musieli wertować setki gazet lub mozolnie zbierać wypowiedzi podczas badań terenowych. Dziś każdy z nas potrzebuje zaledwie kilku kliknięć. Szukasz kontekstów w jakich używa się określonego słowa ? po prostu wpisujesz je w dowolną wyszukiwarkę internetową. Chcesz wiedzieć, jak funkcjonuje ono w języku naukowym ? wybierasz aplikację umożliwiającą przeszukiwanie ogromnych baz tekstów naukowych. Interesuje cię użycie tego słowa w języku potocznym ? sprawdzasz na forach. Zawsze tylko kilka kliknięć i znasz odpowiedź. Kilka kliknięć zamiast tygodni wertowania gazet, zamiast miesięcy badań terenowych. Po prostu kilka kliknięć.

Złota era wielkości

Pierwsze korpusy angielskiego, które powstawały w latach sześćdziesiątych zawierały około miliona słów. I były dostępne tylko na specjalnych uniwersyteckich komputerach o wielkich mocach obliczeniowych. Dziś każdy z nas ze swojego domowego komputera ma dostęp do korpusów większych o blisko rząd wielkości: zrównoważona część Narodowego Korpusu Języka Polskiego zawiera 250 milionów słów, a wszystkie teksty zebrane w NKJP ? ponad miliard. Oznacza to, że dane, które pół wieku temu wydały się ogromnym zbiorem, dziś stanowią raczej małą próbkę. Oznacza to także, że dziś każdy z nas może zapytać ?jak to jest w polskim? i przy pomocy kilku kliknięć uzyskać odpowiedź opartą na gigantycznej próbce różnych gatunków i typów tekstów.

Złota era pewności

Większość wielkich teorii językoznawczych powstawała w oparciu o intuicję genialnych badaczy. Często znali oni wiele języków, co pozwalało im wyostrzać tę intuicję i formułować przypuszczenia i hipotezy na podstawie własnej wiedzy i doświadczenia. Dziś każdą z tych teorii możemy z większą lub mniejszą łatwością przetestować w oparciu o miliony bądź miliardy przykładów. Czytałaś, że ludzie najczęściej metaforyzują czas jako ruch? Sprawdź! Zobacz, z jakimi czasownikami najczęściej łączą się podstawowe określenia czasu takie jak godzina czy minuta. Przy pomocy Narodowego Korpusu Języka Polskiego możesz to ustalić w zaledwie kilkadziesiąt minut. Albo inaczej ? uczyłeś się, że polszczyznę pisaną charakteryzuje większa liczba zdań złożonych niż w przypadku języka mówionego. Na pewno? Zobacz, jak często kilka podstawowych spójników występuje w części mówionej, a jak często w części pisanej NKJP. I pamiętaj ? to, czego się dowiesz, będzie dotyczyło zrównoważonej bazy tekstów obejmującej ponad 250 milionów słów.

Złota era potoczności

Do niedawna większość ogólnych opracowań na temat języka dotyczyła de facto pisanej odmiany charakterystycznej dla ludzi wykształconych. Wynika to z dostępności danych ? kiedyś były to głównie książki, gazety, czy drobne ogłoszenia. To na języku ich twórców oparta jest na przykład część słowników języka polskiego. Dziś fora i duża część blogów dają nam dostęp do języka przeciętnego Kowalskiego. Oczywiście z zastrzeżeniem, że jest to Kowalski posiadający dostęp do Internetu i chęć wypowiadania się na forum. Z pewnością jest on jednak bardziej przeciętny niż dziennikarz czy autor książek. Videoblogi oraz tysiące filmów i filmików publikowanych na rozmaitych serwisach pozwalają nam z kolei usłyszeć, jak mówią zwykli ludzie. Bez wyjazdów w teren, bez żmudnych wywiadów, bez obciążenia specyfiką sytuacji badań. Tak po prostu, tu i teraz, na moim komputerze.

Złota era jakości

Dzięki statystyce i złożonym algorytmom obliczeniowym jesteśmy w stanie przy pomocy korpusów odpowiadać na coraz więcej pytań dotyczących nie tylko ilości, ale i jakości. Porównanie list zawierających informacje o częstotliwości występowania poszczególnych słów w dwóch korpusach pozwala określić, jakie tematy są charakterystyczne dla danego korpus (słowa kluczowe). Analiza współwystępowania (kolokacji) poszczególnych słów pozwala określać ich nacechowanie (prozodia semantyczna) i powiązania z określonymi dziedzinami (preferencja semantyczna). Dla angielskiego opracowano już tager semantyczny, który przypisuje każdemu słowu kategorię tematyczną, do której należy. Dzięki temu bez czytania możesz dowiedzieć się, o czym jest dany tekst. W wielu ośrodkach trwają prace nad narzędziami, które przy pomocy złożonych algorytmów będą w stanie określać, czy dany tekst ma pozytywne czy negatywne zabarwienie. Pomyśl, jakie to daje możliwości. Na przykład: chcesz kupić książkę. Jej recenzje pojawiły się w kilku gazetach i na niezliczonej liczbie blogów i forów. Oczywiście możesz je przeczytać. Wszystkie bądź tylko niektóre. Ale być może już za kilka lat będziesz mogła przy pomocy kilku kliknięć dowiedzieć się, jaka była ogólna wymowa wszystkich tych recenzji. Ile z nich było raczej pozytywnych, a ile raczej negatywnych. Być może dzięki temu zaoszczędzisz sobie czytelniczych rozczarowań.

*

Oczywiście złota era językoznawstwa ma swoje ograniczenia. Korpusy odpowiadają tylko na jedno pytanie: ILE. Ile jest danych jednostek w korpusie? Ile danych jednostek współwystępuje z inną? Ile jest czasowników, a ile rzeczowników w tekście? Oznacza to, że wszystkie nasze pytania musimy przełożyć na język korpusów, którego istotę stanowi słowo ile. Musi to rodzić wątpliwości: czy jeśli sprawdzę, ile razy w korpusie występują spójniki X, Y, Z (przyjmijmy na chwilę, że jest to wyczerpująca lista spójników dla języka polskiego), do dowiem się z całą niezachwianą pewnością, ile jest w korpusie zdań złożonych? Oczywiście, że nie. Do mojego zbioru nie zaliczę przecież żadnego ze zdań złożonych, które nie są połączone spójnikami. Znajdą się w nim natomiast wszystkie zdania pojedyncze, w których te spójniki wystąpiły. Czy to znaczy, że nie warto korzystać z korpusu? Oczywiście, że nie. Oznacza to, że trzeba bardzo precyzyjnie przemyśleć, o jakie ile pytamy, a przy interpretacji wyników zachować rozsądek i ostrożność.

Żyjecie w złotej erze językoznawstwa. Stawiajcie pytania o język i szukajcie na nie odpowiedzi. Jeszcze nigdy nie było to tak proste.

Powodzenia!

Victoria Kamasa

 

 

Do czego służy język ?

Znalezienie odpowiedzi na pytania fundamentalne, pytania o istotę może być trudne, chociaż sama odpowiedź może rozczarowywać swoją prostotą i oczywistością. Weźmy doskonale znane wszystkim osobom zajmującym się językiem pytanie: „Do czego tak naprawdę służy język?” Być może jakiemuś językoznawcy z zacięciem do filozofowania wyda się ono podchwytliwe, podejrzane. Możliwe nawet, że taka osoba zacznie węszyć podstęp w samym celu zadawania takiego pytania. A będzie tak, ponieważ można uznać, iż w dużej mierze odpowiedź na nie ma charakter ideologiczny – zdradza przyjmowane stanowisko filozoficzne. Z drugiej strony ktoś, kto nie za bardzo przejmuje się rozważaniami filozofów, albo przeciwnie – przejmuje się tym za bardzo, bez problemu da jasną i jednoznaczną odpowiedź: Ależ to oczywiste – powie – przecież język służy do komunikowania, ewentualnie, zależnie od temperamentu rozmówcy, do perswadowania lub utrzymywania więzi w społeczeństwie koniecznych do jego rozwoju, itd. Czyli, mówiąc najogólniej, w odpowiedzi wyrazi coś (lub wszystko naraz) z tego, co w historii językoznawstwa zostało przez licznych badaczy zobrazowane na wielu schematach i wykresach. Oczywiście oboje będą mieli w jakimś stopniu rację. Continue reading

Czy językoznawca może być poetą?

Pochodzę z Kępna, z wielodzietnej rodziny, w której 45, 50 lat temu nie było solidnej, domowej biblioteki. Owszem, jakieś ówczesne lektury szkolne, tanio kupione dzieła zebrane A. Mickiewicza lub przedwojenne jeszcze, broszurowe wydania powieściowej klasyki, zawsze gdzieś stały i leżały, ale moi rodzice nie mieli wtedy pieniędzy ani też, jak sądzę, głowy do kompletowania czegoś, co nie było niezbędne rodzinie do przeżycia. Nigdy więc nie chodzili do księgarni i nie inwestowali resztek domowego budżetu w zaczerniony literkami papier.

 

Na szczęście – kiedy już radziłem sobie z czytaniem bez pomocy dorosłych lub starszej siostry – z dostępem do książek nie miałem żadnych trudności. W chwili, gdy wstąpiłem w progi Szkoły Podstawowej nr 1, otwarła się przede mną szkolna biblioteka, skąd czerpałem pełnymi garściami. Pracujące tam panie szybko zorientowały się, że mały K. Szymoniak chętnie zabiera do domu bajki, baśnie, klechdy, a nawet większe opowiadania i powieści dla młodszej młodzieży. Szybko stałem się w swojej grupie wiekowej jednym z tych, którzy na koniec roku dostawali świadectwo oraz dyplom z nagrodą, oczywiście w postaci książek, za wzorowe czytelnictwo.

Continue reading

O nauce języka z tłumaczem

Rozmowa z doktorem Marcinem Lewandowskim, cost pracownikiem Zakładu Infolingwistyki w IJ, językoznawcą prowadzącym autorskie zajęcia w ramach nauczania języka angielskiego i nauki tłumaczeń, autorem książki The Language of Football: an English-Polish Contrastive Study.

? Czuje się Pan bardziej wykładowcą czy tłumaczem?

? Zdecydowanie wykładowcą, pracownikiem naukowo-dydaktycznym. Wykonuję również tłumaczenia, dzięki czemu mogę się ze studentami dzielić doświadczeniem w tej materii podczas praktycznych zajęć z translatoryki.

            ? Jak to się stało, że zajął się pan nauczaniem?

? W czasach, kiedy kończyłem studia, większość absolwentów angażowała się w mniejszym lub większym stopniu w nauczanie angielskiego. Rozpoczynając pracę w IJ wiedziałem, że będę prowadził zajęcia z praktycznej nauki języka. Miałem już pewne doświadczenia dydaktyczne z okresu studiów. Lubiłem i nadal lubię dydaktykę, bo lubię kontakt z młodymi ludźmi związany z przekazywaniem im wiedzy i umiejętności. Prowadziłem zajęcia głównie na specjalnościach etnolingwistyka oraz językoznawstwo i nauka informacji. Continue reading

Cudzymi mówicie, a swego nie znacie

Wydział Neofilologii jest dla mnie miejscem wyjątkowym, ponieważ gdzie indziej nie udało mi się spotkać tak różnych ludzi, których łączy wspólna pasja – zamiłowanie do języków. No właśnie – lubimy języki. Ale różnimy się tym, jakie języki lubimy, za co je lubimy i w jaki sposób owo lubienie się przejawia. Nie sposób tu wszakże o wszystkich językach napisać – nie będę więc próbował.

Jest jednak język, na który chciałbym zwrócić szczególną uwagę, a który łączy nas wszystkich w ten czy inny sposób – bez względu na to, czy doceniamy jego walory estetyczne czy nie. Mowa jest oczywiście o polszczyźnie. Ale dlaczego ja tu piszę o języku polskim? Przecież polskim zajmują się poloniści. Owszem, ale odważę się na opinię, że polskim zajmuje się też każdy z nas. Często sobie tego nie uświadamiamy, rzadko robimy to explicite, pokuszę się jednak o stwierdzenie, że język polski wszystkich nas w pewnym stopniu determinuje.

Hipoteza Sapira-Whorfa – której obecna postać dość istotnie odbiega od oryginalnych obserwacji obu panów – sugeruje nam, że nasze spojrzenie na świat wpływa na język, którym się posługujemy, ale też to, że ów język wpływa na naszą percepcję tego, co zwykliśmy nazywać rzeczywistością. Nie zamierzam robić tu wykładu ze wstępu do językoznawstwa ani też przyspieszonego kursu filozofii – do tego nie czuję się wystarczająco wykwalifikowany. Chcę jedynie zwrócić uwagę na to, że wszyscy jesteśmy obarczeni pewnymi – nazwijmy to – filtrami percepcyjnymi, które biorą się stąd, że dla znacznej większości z nas język polski jest pierwszym językiem.

Zaledwie parę tygodni temu wróciłem do rozpoczętej jakiś czas temu dyskusji na temat kolorów z rodzimym użytkownikiem języka angielskiego, który jeszcze do niedawna był moim wykładowcą. W trakcie rozmowy poprosił mnie, żebym po angielsku opisał to, jak jest ubrany, a następnie zrobił to sam.

Mój opis: „navy (blue) jeans and gray shirt”.

Jego opis: „blue jeans and light blue shirt”.

Sic! To, co ja opisałem jako kolor granatowy, mój interlokutor opisał jako niebieski (nie ciemnoniebieski!), a to, co ja uważam za „prototypowy” kolor szary, jest dla niego jasnym odcieniem niebieskiego. Muszę przy tym zaznaczyć, że mój ewentualny daltonizm ogranicza się tylko i wyłącznie do (stereo)typowo męskiej ignorancji – a znaczy to, że dla mnie „śliwka” to owoc, a nie kolor, natomiast „łososiowy” to wyraz, który powinien ograniczać się tylko i wyłącznie do przetworów rybnych.

Continue reading

Etno-Muzyko-Lingwistka

Kiedy w 2005 roku stałam się studentką pierwszego roku Filologii ze specjalnością Etnolingwistyka, visit web nie zdawałam sobie sprawy z tego, this jak bardzo obrany przeze mnie kierunek ukoloryzuje kolejne lata, discount rozwinie zainteresowania, predyspozycje językowe, a przede wszystkim połączy pielęgnowaną od dziecka miłość do muzyki z fascynacją obcego, najlepiej jak najdalej od Polski położonego świata.

 1

Continue reading