A short course in foreign language teaching methodology, czyli co powinniśmy wiedzieć o nauczaniu języków obcych

Nasz Instytut słynie z nauki języków obcych. Mamy tu na myśli języki ?trochę? obce, viagra buy jak angielski czy niemiecki, viagra które obecnie większość młodych Polaków zna przynajmniej na poziomie podstawowym, ale przede wszystkim języki naprawdę obce, a więc węgierski, nowogrecki, łotewski, czy wręcz egzotyczne, np. wietnamski, indonezyjski, koreański, itd. Mamy w naszym Instytucie wybitnych znawców wyżej wymienionych języków, ale czy znajomość języka obcego oznacza umiejętność uczenia go? Niestety nie zawsze, a właściwie najczęściej nie. I stąd zrodziła się inicjatywa zorganizowania kursu metodycznego dla naszych pracowników, którego celem było poszukiwanie skutecznych technik nauczania różnych aspektów języków obcych (czytania, pisania, komunikacji, itp.).

Continue reading

Manifest fotografa analogowego

Nieostre, drugs rozmyte, viagra 60mg prześwietlone, wyblakłe i jeszcze ziarno za duże ? taki ich urok. Analogi.

druzbiak_4

Tak, klisze jeszcze ktoś produkuje, aparaty jeszcze istnieją, a nawet powracają do łask ? tak więc wszystkich posiadaczy nawołuje się do wyjmowania ich z czeluści najskrytszych zakamarków, do odkurzania i… do używania. Analogi nie umarły.

druzbiak_3

Fotograf ze mnie marny ? sprzęt nie taki, inwencji i pomysłów brakuje, ale kiedy chodzi o analogi, każde zdjęcie jest dla mnie moim własnym dziełem sztuki. Ekscytacja i niepewność, oczekiwanie na wywołanie kliszy zaledwie po drugim zdjęciu, rozczarowanie ? tak wiele może przynieść jedna klisza. 36 (w najlepszym ?małoformatowym? wypadku) zdjęć. Nie jest  ważne, czy na którymś jest Pani z mięsnego, płaczące dziecko w tramwaju czy bliżej nieokreślona materia, której uchwycenia kompletnie nie pamiętasz. Każde zdjęcie ma to coś.

druzbiak_6

To pewnie przywiązanie do kliszy. Zamiast skazanej na zagładę próby uchwycenia wszystkiego dookoła Ciebie, zaczynasz się zastanawiać, co warto mieć tylko dla siebie. A podróżując, nawet do Szczecina, postrzegamy inaczej tamtejszą rzeczywistość, mając możliwość ukazać ją przez pryzmat ?swojej kliszy?.

druzbiak_9

Ciężko jest pisać o zdjęciach* ? obrazach, których przekaz broni się bez użycia słów. Na swoją obronę (z domieszką drobnej prywaty) w celu wypełnienia pustej przestrzeni domniemanego tekstu, postanawiam podzielić się kilkoma momentami, które ? niekiedy z przypadku ? znalazły się na ?mojej kliszy?.

drużbiak_2

Pomimo, że nic nie boli bardziej niż pusta (wypełniona chwilami, które nigdy nie ujrzą światła dziennego) klisza, za każdym razem podejmuję ryzyko potencjalnego rozczarowania.

Spróbuj i Ty.

druzbiak_8

druzbiak_5

druzbiak_7

* O wszystkim, w moim przekonaniu, jest ciężko pisać ? przekazać konkretną myśl posługując się tylko językiem.

Katarzyna  Drużbiak

językoznawstwo i nauka o informacji

III rok

Piłeś? Mów! Czyli jak się bada mowę po alkoholu

Mowa ludzka po alkoholu to temat szeroko znany. I to raczej  nie tylko studentom Instytutu Językoznawstwa. Niemal każdy z nas słyszał bełkoczącego osobnika z zaburzeniami mowy po nadużyciu wódki, capsule piwa czy wina. Ale już badanie takiej mowy… no cóż? nie jest to sprawa oczywista. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tej gałęzi badań językoznawczych, diagnosis byłem do zjawiska nastawiony bardzo sceptycznie. Szczerze mówiąc, mam świadomość, że moja własna mowa po alkoholu nie bardzo nadaje się do słuchania, więc ? jak sądziłem niegdyś ? gdzież jej do poważnej naukowej analizy. Okazuje się jednak, że ?mówców w stanie wskazującym? z uwagą badają językoznawcy na całym świecie, albo przynajmniej tam, gdzie się pije i gdzie pracują świadomi tego stanu rzeczy językoznawcy. Podstawowe trendy badawcze można streścić pod postacią pytań o metodologię badań, o to, co dzieje się z naszą mową po wypiciu alkoholu, o możliwości zastosowania wyników tych badań w życiu codziennym.

Badania mowy pod wpływem alkoholu polegają przede wszystkim na analizie nagrań osób, które piły. ,,Materiał badawczy? można uzyskać w ośrodkach leczenia uzależnień lub poprzez  nagrania z telefonów alarmowych. Zdecydowanie najciekawszą metodą są badania eksperymentalne na ochotnikach, którzy mają sporadyczny kontakt z alkoholem. Bada się więc grupy mieszane (kobiety i mężczyźni w stosunku 1:1),  przed którymi  stawia się różnorakie zadania, jak na przykład spontaniczne wypowiedzi, czytanie na głos, wypowiadanie komend itd. Jeden z takich eksperymentów przeprowadzono między innymi na Uniwersytecie Stanowym Florydy. Trzydziestu pięciu osobom podawano gin i rum do momentu, w którym znaleźli się w stanie głębokiego upojenia alkoholowego. W tak zwanym międzyczasie uczestnikom eksperymentu stawiano ściśle określone zadania, na przykład czytanie na głos krótkich tekstów lub wypowiadanie się spontanicznie. W Niemczech z kolei nagrywano ludzi siedzących w samochodach. Miało to pomóc w stworzeniu systemu, który ułatwiałby wykrywanie po głosie pijanych kierowców.

Niezależnie od źródła pochodzenia nagrania analizuje się pod kątem fonetycznym, akustycznym i językowym. Badaczy interesuje szczególnie znalezienie przesłanek świadczących o trzeźwości bądź nietrzeźwości mówców. Jak na razie badania dowiodły, że alkohol ma wpływ na tempo i rytm mowy. Ponadto, wraz ze wzrostem ilości alkoholu we krwi, wzrasta ilość i długość tak zwanych jęków namysłu, pauz, a także częstotliwość złego artykułowania wyrazów. Okazało się również, że płeć osoby mówiącej ma wpływ na ocenę stanu trzeźwości osoby mówiącej; po głosie łatwiej jest wykryć alkohol u kobiet niż u mężczyzn. Stan dzisiejszej wiedzy nie pozwala jednak na stworzenie parametrów, według których  można by jednoznacznie stwierdzić czy mówca jest pod wpływem alkoholu. Okazuje się, że nawet osoby, które odsłuchują nagrania, nie zawsze są w stanie ocenić stan mówiącego.  Badania jednak ciągle trwają. W tym miejscu należy wspomnieć o istnieniu poznańskiej bazy nagrań mowy pod wpływem alkoholu. Baza ta składa się z 31 mówców, których nagrywano na  trzeźwo, oraz gdy  byli już pod wpływem alkoholu.

A teraz zastanówmy się, jakie mogą być praktyczne zastosowania badań nad mową pod wpływem alkoholu? Jeżeli naukowcom uda się w końcu stworzyć efektywne narzędzia do rozpoznawania po głosie osób nietrzeźwych, mogliby je wykorzystać na przykład pracownicy telefonów alarmowych, policji czy straży pożarnej. Można też pójść krok dalej i wyobrazić sobie detektory głosu w samochodach, które nie pozwolą uruchomić silnika, jeżeli kierowca wcześniej pił alkohol. A co powiecie o aplikacji na smartphona, która po analizie głosu zablokuje wam opcję pisania sms-ów, dzięki czemu unikniecie żenujących sytuacji? W chwili obecnej wydaje się to trudne do realizacji, ale za parę lat takie rozwiązania mogą być codziennością. Żeby tak się stało, potrzeba jednak naukowców, którzy zgłębią temat. Czytelniku! Czytelniczko! A może to właśnie twoja nisza przyszłych badań językoznawczych?

                                                                                              Szymon Dolata

U źródeł polskiego dubbingu

Europa dzieli się na kraje, find w których telewizja jest dubbingowana i te, gdzie zazwyczaj wersję tłumaczoną przedstawia głos lektora nałożony na ściszoną, oryginalną ścieżkę dźwiękową. Dla obcokrajowców nie przyzwyczajonych do wersji lektorskiej (tzw. szeptanki) obejrzenie filmu w polskiej telewizji staje się wyjątkowym przeżyciem. Polakowi wydaje się oczywiste, że np. Marylin Monroe w ?Pół żartem, pół serio? może odezwać się znudzonym barytonem, filmy familijne puszczane na Polsacie w niedzielne popołudnie są obdarzone charakterystycznym głosem Tomasza Knapika, natomiast w dokumentach przyrodniczych idealnie sprawdza się kojąca intonacja Krystyny Czubówny. Może dlatego dubbing (dawniej zwany również z francuskiego ?dublażem?) od początku swojego istnienia w dziejach rodzimej kinematografii budzi wśród publiczności spore kontrowersje. Niezależnie od tego, czy popieramy tę technikę czy nie, warto wiedzieć, jak wyglądały jej początki.

Wbrew przewidywaniom reżyserów kino dźwiękowe dość wolno zdobywało sympatię ówczesnych widzów. Jak podaje Jan Lem w magazynie ?Kino? z dnia 3 stycznia roku 1932, ?publiczność ostatecznie przyzwyczaiła się do tych filmów i zaczyna je nawet lubić?. Krytycy natomiast szybko dostrzegli w nich spory potencjał, podkreślając możliwość budowania dynamiki (bez przerywających akcję napisów) oraz eksperymentowania w montażu głosów.

Udźwiękowione dialogi pociągały jednak za sobą problem przystosowania ich do odbiorców posługujących się różnymi językami. Często obecnie stosowane napisy na dole ekranu nie były wtedy uważane za dobre rozwiązanie: po okresie rozbiorów panował wysoki poziom analfabetyzmu, a pozostali widzowie mieli problemy z koordynacją szybkiego czytania i percepcji obrazu. Ponadto pierwsze filmy dźwiękowe (tzw. ?talkies?) cechowała ogromna ilość dialogów wynikająca być może z zachłyśnięcia się przez ich twórców możliwością nagrania głosów aktorów, w wyniku czego napisy zajmowałyby znaczną część kadru.

W świetle powyższych rozważań dubbing wydawał się rozwiązaniem idealnym (wyjąwszy kryterium finansowe), ponieważ: ?nie szpecił obrazu?, tworzył nowe miejsca pracy, umożliwiał poznanie artystów z innych krajów, a także zmniejszał kwotę podatku płaconą przez kina od wpływów z wyświetlania zagranicznych produkcji. Opłata była dwa razy wyższa, jeżeli polska wersja językowa powstała poza Polską.

Początkowo stosowano system nagrywania kilku wersji językowych z odrębnymi obsadami aktorskimi na tle tej samej scenografii, był on jednak zarówno kosztowny, jak i bardzo czasochłonny. Rozwiązanie stanowiło dogrywanie jedynie ścieżki dźwiękowej w danym języku i podkładanie jej pod istniejący obraz, co zmuszało do synchronizacji mowy z ruchem ust aktorów. Uważano, że troska o zgodność wypowiedzi krępowała możliwości artystyczne ?speakera?, dlatego wymyślano różne sposoby ułatwiające aktorom czytanie polskiego tekstu: jeśli nagrywało kilka osób, tekst każdego z bohaterów wyświetlał się w innym kolorze, a dany aktor dzięki specjalnym okularom (ze szkłami w kolorze tekstu swojej postaci) widział jedynie własną wypowiedź. Stosowano także wykorzystywane już w studiach radiowych sygnały świetlne, zapowiadające ?speakerowi? zbliżający się moment nagrania. Końcowy etap produkcji filmu polegał na połączeniu negatywu filmowego z usuniętym oryginalnym dźwiękiem z taśmą z dograną wersją językową. Polskie dialogi do hollywoodzkich produkcji powstawały albo w kalifornijskim Joinville, w nowo utworzonym centrum dubbingowania, albo w Berlinie (nagrywała tam m.in. amerykańska wytwórnia Universal), dokąd sprowadzano z Warszawy najlepszych polskich aktorów i śpiewaków, a w razie potrzeby nawet zespoły muzyczne (np. święcący wtedy triumfy Chór Dana). Do pierwszych filmów z polskim dubbingiem należą: Ulubieniec bogów, Parada Paramountu, Karkołomne zakręty oraz Dwa serca biją w walca takt, które ukazały się na ekranach kin w roku 1931. Emocje publiczności wzbudziła również Królewna Śnieżka z roku 1937 ? pierwszy długometrażowy film Disneya, a równocześnie pierwsza animacja z polską wersją dubbingową.

Co ciekawe, już w latach 30. stawiano dubbingowi podobne zarzuty co obecnie. Krytykowano zarówno aspekty techniczne, jak i błędy tłumaczeniowe. Podpisanego inicjałami ?St. H.? autora recenzji Ulubieńca bogów, która ukazała się w magazynie ?Kino? w roku 1931, razi sposób mówienia aktorów: nienaturalny i zakłócający odbiór filmu. Oprócz sztucznej wymowy recenzent dostrzega też brak ?polskości? w języku, zauważalnej m.in. w niewątpliwie stanowiącym kalkę wyrażeniu ?czy jesteś zadowoloną??, czy w zwrocie ?panie dyrektorze generalny?. Krytyk zauważa, że najlepszym rozwiązaniem dla kinematografii i publiczności byłoby nauczenie się tworzenia filmów w 100% mówionych. Nie musiał długo czekać, bo już dwa lata później powstał pierwszy bezpośrednio udźwiękowiony polski film pt. Każdemu wolno kochać ? komedia romantyczna w reżyserii Mieczysława Krawicza.

Z kolei Wanda Kalinowska, autorka recenzji Dwa serca biją w walca takt, drukowanej w ?Kinie? w roku 1933, radzi, by z wymienionego filmu nie czerpać wzorów gramatycznych; jako przykład podaje takie zwroty, jak ?co szukasz? walca, czy tą małą?? oraz ?ubierz krawat?. Recenzentka otwarcie każe tłumaczowi ?włożyć krawat i poszukać podręcznika pisowni polskiej?. Co ciekawe, te same filmy spotkały się równocześnie z ogromnym uznaniem widzów: chwalono dubbing za jego naturalność, cieszono się, że nie trzeba więcej słuchać ?denerwujących nosowych dźwięków mowy amerykańskiej?.

Od pierwszych dubbingowanych produkcji minęło już ponad 80 lat. Kwestie techniczne przestały stanowić wyzwanie, co roku w kinach wyświetlane są dziesiątki filmów z polskim dubbingiem. W obecnej rzeczywistości, w której ścieżka dźwiękowa zostaje sprowadzona do cyfrowego zapisu binarnego, warto pamiętać, że dla publiczności z lat 30. dubbing wydawał się być techniką rewolucyjną.

***

Przy pisaniu artykułu korzystałam z informacji zawartych na stronie www.polski-dubbing.pl. Wszystkich zainteresowanych dubbingiem w Polsce zachęcam do zajrzenia na wspomnianą stronę internetową.

Weronika  Jarzyńska

Dni Baskijskie – Relacja

Jaki kwiat chroni przed złem w Kraju Basków? Czym jest bertsolaritza? Jak brzmi baskijska wersja Pieśni o Rolandzie? Jak tańczyć, aby Bask nam w duszy grał? Tego ? i nie tylko tego ? można było dowiedzieć się podczas tegorocznych spotkań w ramach Dni Baskijskich 2014, zorganizowanych przez studentów lektoratu języka baskijskiego. Przypomnijmy więc, że Dni Baskijskie to inicjatywa o wieloletniej tradycji, która zrzesza nie tylko głodnych wiedzy żaków, ale też wszelkie stworzenie na niebie i ziemi, które choć przez moment chce zanurzyć się w baskijską kulturę i język.

W tym roku, w akompaniamencie konkursów internetowych, każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Począwszy od warsztatów języka, przez cykl ciekawych wykładów, aż do degustacji tradycyjnej baskijskiej strawy i napitku. Zaplanowane atrakcje przyciągały szereg zainteresowanych.  Dni Baskijskie 2014 zostały zainicjowane przez audycję Wszystko jest Folkiem. Wędrówki po krańcach światów, której można było posłuchać kilka dni wcześniej w internetowym radio Studnia. Panowie Janusz Radwański, Jarek Mazur i Szymek Węglowski zabrali słuchaczy w fascynującą podróż po Kraju Basków z muzyką tradycyjną u pasa. Audycji tej pikanterii dodawały humorystyczne komentarze prowadzących, którzy w Baskach zdołali doszukać się Łemków Półwyspu Iberyjskiego.

Właściwa część Dni Baskijskich rozpoczęła się warsztatem języka baskijskiego, podczas którego można było poznać podstawy tego języka. W międzyczasie można było podziwiać wystawę zdjęć z Kraju Basków, czyli coś, co z pewnością zainteresowało każdego amatora podróżowania.

Tego samego dnia, ale już wieczorem, odbyła się projekcja filmu ?Gazta zati bat ? Kawałek sera?, która przybliżyła oglądającym problematykę autonomiczności, choć nie tylko.
Następny dzień obfitował w ogrom pożywek intelektualnych ? wykłady związane z Krajem Basków i wieczorne tango z baskijską improwizowaną poezją śpiewaną przyciągnęły wiele osób. Zaczęliśmy skromnie od ibilaldii, jako przedsmaku baskijskiej kultury, po to, aby zatrzymać się następnie przy mitologii baskijskiej i zachwycić się jej osobliwościami. Słuchacze zostali gruntownie przeszkoleni w kwestii wszelakiej obrony przed złem czyhającym na każdym kroku w Kraju Basków, poznali panteon bóstw i stanęli oko w oko z niezliczoną demonów ilością, gdy prowadzące to spotkanie przedstawiły postaci z baskijskich bestiariuszy. Po podróży między światami bogów i ludzi nadszedł czas na bertsolaritzę, czyli baskijską improwizowaną poezję śpiewaną, poprzedzoną krótkim wstępem teoretycznym. Podobnie, jak było to rok temu, troje śmiałków ? Weronika Nowak, Przemek Urbaniak i Szymon Góralczyk ? spróbowało swoich sił w bertsolaritzy po polsku. Do tematów podawanych przez publiczność tworzyli krótkie, wierszowane historie z dużą dawką humoru, ku uciesze wszystkich zgromadzonych.

Ostatni dzień Dni Baskijskich obfitował w wydarzenia związane stricte z kulturą baskijską od kuchni. Uczestnicy mogli zmierzyć się w konkursie pintxos (baskijskich przekąsek) i spróbować baskijskiego wina. Chwilę później można było uczestniczyć w Opowieściach Baskijskich w Antykwariacie Mały Książek. W klimatycznych pomieszczeniu, w otoczeniu woluminów wszelkiej maści, na chwilę można było dać się porwać w wir historii, które poruszały, bawiły i nierzadko zmuszały do refleksji. Niepowtarzalna atmosfera spotkania udzieliła się wszystkim obecnym, którzy w skupieniu słuchali baskijskiej wersji Pieśni o Rolandzie, tak innej od znanej nam wersji francuskiej.

Zwieńczeniem Dni Baskijskich była impreza, podczas której prym wiódł warsztat tańca. Uczestnicy mogli harcować w rytm muzyki i obudzić w sobie wewnętrznego Baska. W międzyczasie można było spróbować wegańskiego baskijskiego jedzenia i pozwolić sobie na chwilę relaksu.

Także w ramach Dni Baskijskich, ale już tydzień później, zorganizowano spotkanie autorskie z Eider Rodriguez, znaną baskijską pisarką, które zgromadziło wielu zainteresowanych jej twórczością. Na recital przybyła również Dyrektor ds. Języka Baskijskiego Instytutu Etxepare, Jose Mari Olaziregi. Podczas spotkania pochyliliśmy się nad jednym z opowiadań, którego analiza doprowadziła do całej palety wniosków. Ponadto po raz pierwszy zaprezentowano najnowsze opowiadanie pisarki, które spotkało się z entuzjastycznym odbiorem.

Tegoroczne Dni Baskijskie przyciągnęły swoimi atrakcjami wiele osób i mam nadzieję, że i w przyszłym roku uda się kontynuować tradycję, dzięki której mamy okazję nieco bliżej poznać kulturę i język Kraju Basków. A nuż okaże się, że mamy z Baskami więcej wspólnego niż nam się wydaje.

Iga Jasiewicz

I rok etnolingwistyki

Kolorowy Uniwersytet UAM: „O turbocie i złotej rybce. Baśnie braci Grimm i ich tajemnice”

kolorowy12Nasza Alma Mater od pewnego czasu prowadzi roczne zajęcia dla uczniów szkół podstawowych, visit web czyli Kolorowy Uniwersytet UAM. Młodzi słuchacze co miesiąc odwiedzają inny wydział i słuchają tam wykładów z danej dziedziny, mają również swoją inaugurację roku akademickiego, zbierają podpisy w indeksach, a na zakończenie biorą udział w uroczystym absolutorium. W ten sposób poznają naszą uczelnię od środka (kto z nas zwiedził wszystkie wydziały naszej uczelni?), zyskują orientację w różnych dziedzinach nauki i być może już teraz zaczynają rozmyślać nad wyborem kierunku studiów w niedalekiej przyszłości.

13 marca przyszła kolej na wizytę młodych studentów (w liczbie około 200 osób!) na Wydziale Neofilologii UAM. Jeszcze jesienią Instytut Językoznawstwa UAM wystąpił z propozycją zajęć poświęconych baśniom braci Grimm, a nasza propozycja na tyle się spodobała organizatorom Kolorowego Uniwersytetu, że to właśnie ona została wybrana. I zaczęły się przygotowania?

W ciągu kilku miesięcy dyskusji wraz z głównymi koordynatorkami projektu, doktorantkami z naszego Instytutu: Agatą Karaśkiewicz i Małgorzatą Krysiak, doszłyśmy do wniosku, że jeśli nasz wykład będzie poświęcony baśniom braci Grimm, to musimy zadbać nie tylko o część merytoryczną, lecz również o prawdziwie baśniową atmosferę. I tak zrodził się pomysł, żeby organizatorzy (wraz z wykładowczynią) przebrali się za baśniowe postaci, żeby witać dzieci baśniowymi pierniczkami jak z baśni Jaś i Małgosia oraz żeby na koniec obdarować wszystkich uczestników baśniowymi pamiątkami. Zaplanowałyśmy także konkurs na znajomość baśni braci Grimm, w którym nagrodami były pięknie ilustrowane wydania baśni braci Grimm wydawnictwa Media Rodzina. Wydawnictwo Media Rodzina wsparło nas także w zakresie wspomnianych pamiątek, zapewniając nam ogromne ilości zakładek książkowych, pocztówek i baśniowych lizaków.

_DSC0013

Kolejnym etapem pracy, który pozostawał całkowicie w mojej gestii, było przygotowanie wykładu O turbocie i złotej rybce. Baśnie braci Grimm i ich tajemnice. Postanowiłam poszerzyć wiedzę dzieci o baśniach braci Grimm poprzez krótkie przybliżenie sylwetki autorów oraz wspólne ustalenie ?kanonicznej? wersji najbardziej znanych baśni (Czerwony Kapturek, Królewna Śnieżka, Roszpunka, Jaś i Małgosia, Kopciuszek itd.). Takie ujęcie tematu ma nie tylko walor czysto erudycyjny, lecz także pozwala na krytyczne podejście do istniejących adaptacji znanych baśni. Równocześnie jako tłumaczka najnowszego wydania baśni chciałam opowiedzieć o zmianach, które pojawiły się w nowym przekładzie, oraz wyczulić słuchaczy na kwestie odmienności językowej i wierności w przekładzie, co w przyszłości pozwoli dzieciom być krytycznymi odbiorcami literatury tłumaczonej z obcych języków. Na koniec postanowiłam ukazać wszechobecność motywów Grimmowskich w kulturze, aby pokazać słuchaczom, że znajomość kanonu baśni jest podstawą pełnoprawnego uczestnictwa w dialogu kulturowym. Prezentację wzbogaciłam ilustracjami z obydwu wydań baśni wydawnictwa Media Rodzina (autorstwa Adolfa Borna i Ottona Ubbelohdego), które często pojawiają się także na naszym blogu w niniejszej zakładce.

Nasza impreza odbyła się 13 marca 2014 r. w sali C2 Collegium Novum, która chociaż największa na naszym wydziale, to jednak z trudem pomieściła tłumy studentów. Miłych gości witali w progu baśniowymi piernikami: baśniowa wiedźma, Czerwony Kapturek, Roszpunka, Kot w Butach, Zła Królowa. W rozdawaniu pierniczków pomagało dwóch przedszkolaków, Artur i Marta, którzy również byli przebrani w bajkowe stroje.

W tym miejscu chciałabym bardzo mocno podkreślić, że nasz wydziałowy Kolorowy Uniwersytet nie byłby tak udany bez wielkiego wsparcia i zaangażowania osób, które ? tytułem mojego osobistego podziękowania ? chciałabym tu wymienić w kolejności alfabetycznej; są to:

  1. Katarzyna Drużbiak, studentka językoznawstwa i informacji naukowej, pełniąca rolę fotografa;
  2. Weronika Jarzyńska, studentka etnolingwistyki, witająca gości i czuwająca nad spokojnym przebiegiem imprezy;
  3. Sara Popiołek (Kot w Butach), studentka filologii wietnamskiej, która z wielkim poświęceniem czuwała w trakcie wykładu, by spośród odpowiedzi udzielanych przez słuchaczy, wyłuskać tę jedyną właściwą;
  4. Paweł Soboń, student etnolingwistyki, pełniący rolę fotografa;
  5. Magdalena Zadora (Roszpunka), studentka filologii wietnamskiej, która wspierała Kota w Butach w niełatwej pracy odnajdywania dzieci udzielających właściwych odpowiedzi na pytania konkursowe.

kolorowy16

 Organizatorki imprezy, Agata Karaśkiewicz (baśniowa wiedźma) oraz Magdalena Krysiak (Czerwony Kapturek) czuwały nad całością, witały w progu uczestników, a po zakończeniu obdarowały zwycięzców zasłużonymi nagrodami.

Warto dodać, że baśniową prezentację poprzedził wykład młodego wykładowcy (zgodnie z zasadą Kolorowego Uniwersytetu, na którym w rolę naukowców wcielają się sami uczestnicy). Był to Filip Biegański z SSP nr 29 w Poznaniu, który opowiedział o swojej pasji, czyli najszybszych pojazdach świata, a całość zilustrował profesjonalnie przygotowaną prezentacją multimedialną.

kolorowy11

Podsumowując chciałabym jeszcze odnieść się do moich osobistych wrażeń z wykładu. Baśnie braci Grimm, chociaż należą do światowego kanonu literatury dziecięcej, nie są wcale tak dobrze znane w Polsce. Cieszę się, że mogłam przybliżyć młodym studentom wiele z ich tajemnic. I tak, słuchacze mogli dowiedzieć się:

  1. że bracia Grimm nie byli autorami swoich baśni, lecz zbieraczami gotowych fabuł (odwrotnie do innego klasyka ? Hansa Christiana Andersena);
  2. że królewna nie odczarowała żabiego króla pocałunkiem (lecz rzuciła nim w złości o ścianę);
  3. że Kopciuszek nie dostał balowej sukienki od wróżki (lecz od ptaków, które zamieszkiwały drzewo wyrosłe na grobie matki Kopciuszka);
  4. że baśniowy happy end w Królewnie Śnieżce wcale nie polega na romantycznym pocałunku, lecz na o wiele istotniejszej kwestii: sprawiedliwej karze, która dotyka dzieciobójczynię.

Nie wszyscy wiedzieli również,

  1. dlaczego Roszpunka ma na imię Roszpunka;
  2. dlaczego zwierzęta chciały zostać miejskimi muzykantami w Bremie;
  3. dlaczego Jaś i Małgosia zgubili się w lesie;
  4. co wyłowił z wody rybak;
  5. i kim jest Rumpelnicki z filmu Shrek?

Ci, którzy znali odpowiedź na te pytania, zostali obdarowani nagrodami w uznaniu ich nieprzeciętnej wiedzy o świecie baśni braci Grimm.

Pozostaje mi wierzyć, że nasi słuchacze zapamiętają na długo wspólne popołudnie i zabiorą się za lekturę baśni, pamiętając, że nie są to tylko bajeczki dla przedszkolaków, lecz ?literatura mędrców?, w której ujawnia się ludzkie ?łaknienie sprawiedliwości? i tęsknota za światem, w którym dobro zawsze zwycięża.

 

***

Wszystkie zdjęcia autorstwa Katarzyny Drużbiak  i Pawła Sobonia. Poniżej jeszcze drobny wybór:

kolorowy1

kolorowy

 kolorowy17

kolorowy2

 kolorowy14

czerw

FILOmania – kim jesteśmy?

Filomania. Niejeden zapyta: ?Cóż to takiego??. Zagrajmy zatem w skojarzenia. „Filo”: greckie ciasteczka filo, find w języku esperanto filo to „syn”, sale a może po włosku filo, czyli „nić”…?
No właśnie. Po nitce do kłębka, bo wszystko to my, FILOlodzy, możemy połączyć otrzymując wyjątkowy twór, zwany FILOlogią. Źródłosłowu tego pojęcia należy jednak doszukiwać się w łacinie, gdzie „filo” to „miłośnik”, a filologią nazywa się zamiłowanie do języków. Zapewne dzięki niemu właśnie Uniwersytecki Instytut Językoznawstwa ma się dobrze, a nawet lepiej, czego wyraźnym znakiem jest przyczyna, dla której powstał ten test.

Jako młodzi filolodzy, wraz z władzami Instytutu, powołujemy nowe, interdyscyplinarne KOŁO NAUKOWE. Chcemy zarazić tą pasją jeszcze nie zarażonych nią studentów, ale także licealistów i maturzystów. Innowacja? Możliwe, ale zależy nam na tym, aby koło było otwarte nie tylko dla zaznajomionych już z uczelnią, ale także dla tych, którzy złapali językowego bakcyla, będąc jeszcze w szkole średniej. Bo FILOmaniakiem może przecież być każdy!

Język to nasza pasja, język to coś, czym zajmujemy się no co dzień, rozczytując wypowiedzi i teksty, analizując je oraz interpretując, przekładając treści z języka na język i o językach teoretyzując. Zagłębiamy się w te dziedziny, które próbują odpowiedzieć na pytanie, czy i jak język wpływa na ludzi lub przeciwnie ? czy to oni go kształtują? Dociekamy, czym jest grzeczność językowa, a czym kompetencja. Próbujemy dowiedzieć się, gdzie w tym lingwistycznym świecie swoje miejsce mają etnologia, religia, geografia i historia?

Wszystkie te zagadnienia to elementy, między innymi, SOCJOLINGWISTYKI, PRAGMALINGWISTYKI, ETNOLINGWISTYKI i PSYCHOLINGWISTYKI… dziedzin, które dla początkującego studenta były abstrakcją, ale które u niejednego z nas zmieniły dotychczasowe postrzeganie językowej rzeczywistości.

DOŁĄCZ I TY! WEŹMIEMY CIĘ NA JĘZYKI!

FILOmania zainauguruje swoją działalność 19 marca 2014 roku, wykładem pani Dziekan Wydziału Neofilologii prof. zw. dr hab. Teresy Tomaszkiewicz o przekładzie audiowizualnym.

Na wykład zapraszamy do sali 212c o godzinie 17:00

Dziewczyna

Ósmy, this web równie ważny jak wszystkie inne, punkt Dekalogu Fuglewicza (inżyniera Piotra Fuglewicza, w znacznym stopniu pośrednio, lecz jednak ? jako szefa Zespołu, który opracował legendarny już spellchecker ? znamy prawie wszyscy; zna w każdym razie ten każdy, komu taki jeden popularny pośród popularnych edytor podkreśla czerwonym wężykiem wprowadzony w chwili słabości wyraz ?ktury?), składającego się z dziesięciu tez opisujących parametry harmonijnego i ogólnie fortunnego współżycia sieciowego, mówi, że:

VIII.    Nie staraj się zaprzyjaźniać na siłę. Jeśli tak się składa, że nie masz z kimś ?wspólnej chemii?, nie próbuj być jego kontaktem bezpośrednim. Jeśli jest w sieci, to być może przez kontakty wspólnych znajomych któregoś stopnia łatwiej dojdziesz do potrzebnego ci rezultatu.

Całość dictum sprowadza się do tego, że nie tylko, tu wytarte: warto być sobą (gdyż przynosi to, per saldo, wielkie korzyści, a o korzyści, korzyści pojmowane czysto, sprawiedliwie i zasłużenie, idzie), ale że nie warto podejmować żadnych działań w kierunku przeorganizowania danego (mocno possanego; Wiemy, jak poruszać tym, co mama w genach dała; z mlekiem matki) id,nawet ego czy superego. Jeszcze silniej wątek ten artykułuje punkt ostatni, czyli, jak nazwa dekalogu wskazuje, dziesiąty:

X.    Nie rób nic na siłę. Sieć niesie sama. Sprawy, które się w niej dzieją, podlegają prawom termodynamiki społecznej ? czyli są wypadkową fizyki, psychologii i socjologii. Nie jesteś w stanie wywierać wpływu na sieć inaczej, jak tylko stosując zasady ?czystej gry?. Wtedy nosi najlepiej.

Dekalog Fuglewicza, przytoczony ? w jednej piątej ? w cwanej formule teaserka, jest dobrą matrycą służącą do pewnych przekształceń, tj. do jego interpretacji odbiegającej od materii kontaktów sieciowych. Rzecz będzie jeszcze o meandrach recepcji teorii naukowej (bo punktem docelowym każdego badacza dowolnego subsystemu uniwersum jest sformułowanie teorii naukowej, niezależnie od form wysłowienia owej teorii ? byleby w reżymie logiki).

Oto załóżmy, że należymy do tej wąskiej grupki, której członkom udało się zbudować pewną (jakąkolwiek, ale ? w ocenie zdroworozsądkowej, tj. niekontrintuicyjnej ? nietrywialną) teorię naukową o dowolnym zasięgu. O ile teoria ta nie jest ufundowana wskutek indywidualnej fantazji (homo fantasticus), wydobywanej z własnoosobowo zarysowanego popytu, i nie jest wybitnie wycelowana w zaspokajanie równie indywidualnych, wręcz intymnych naukowo potrzeb (coś w rodzaju przypadku Grigorija Perelmana), to największą namiętnością jest to, aby została ona przyjęta w poczet serio respektowanych teorii naukowych. Respektowanych, rzecz jasna (tj. rzecz jasna ? od L. Flecka), w pewnym wyrobionym, odpowiednim stylu myślowym, czyli właśnie we Fleckowskim kolektywie myślowym. W wariancie luksusowym teoria nasza zostanie obalona (inny badacz zaproponuje taką klasę zdań, które ekonomiczniej, donioślej, schludniej [scil. ogólnie piękniej; piękno teorii naukowej, zwłaszcza w obszarze nauk ścisłych, to znana od dawna kategoria oceny] zlicytują fragment dyskutowanego uniwersum). W wariancie superluksusowym teoria (?w obiegu?; cokolwiek obieg by znaczył: czy to międzykontynentalny kongres naukowy pod hasłem?, czy lokalna wspominka doktoranta in vitro), choć atakowana (przy czym nie chodzi tu o nieszczęsne pseudoataki), pozostanie z nami do kresu dni (poza tym kresem wgląd w losy naszej teorii naukowej jest utrudniony, w każdym razie, jak dotąd, ciężko o wiarygodne relacje spoza). Rozwiązanie najbardziej wredne (przy założeniu, że bezpośrednio zainteresowanym nie jest, jak wspomniano, odludkowe dziwadło) to obojętność, wyrażająca się w braku jakiegokolwiek i czyjegokolwiek wyrażania.

W jaki sposób łączy się wątek Dekalogu Fuglewicza i autopielęgnacji, promocji, obrony itp. teorii naukowej? Otóż łączy się bez reszty. W wyłuszczeniu: jedynym dorzecznym zachowaniem względem własnej teorii naukowej jest stosowanie zasady ?czystej gry?. O ile wszelkie zgrywy i odkształcenia, hiperbole i fałsze możliwe są do krótkodystansowego, chybotliwego wcielenia w życie, tak w szerszej populacji nie mogą one zdobyć właściwego uznania w całej naturalności i w końcowym rozliczeniu tracą na znaczeniu, a wręcz zaczynają działać na szkodę ich nierzetelnych autorów. Czas oczekiwania na exempla rozliczenia (zwycięstwo, rozumiane po prostu jako neutralizacja loży szyderców albo jeszcze prościej: zmiana fazy) może być przeróżny: kwadrans, kilka lat, kilka stuleci. Przy czym Dekalog Fuglewicza mówi coś jeszcze innego: jakakolwiek aktywność skierowana na rzecz promocji własnej teorii (w tym też teorii własnej osoby) jest bezcelowa. Cokolwiek podjęte zostanie dla organizacji sprawy, doczeka się blokady ze strony szeroko rozumianej materii.

Tutaj można by argumentację zamknąć, gdyby nie to, że w połowie lat 20. ubiegłego stulecia Bolesław Leśmian ogłasza wiersz ?Dziewczyna?. Opowiastka w świecie przedstawionym sprowadza się do mniej więcej takiej sekwencji: dwunastu robotników usłyszało wydobywający się za mury płacz Dziewczyny, co skłoniło ich do bezkompromisowego dotarcia do źródła lamentu w drodze zburzenia muru; pokonanych zmęczeniem robotników zastąpiły w konsekwentnym działaniu ich cienie, z kolei te ostatnie zastąpiły młoty (z przyciskiem: same przez się); w rezultacie przebicie muru nie ujawniło ani żadnej dziewczyny, ani niczego innego. Wiersz jest jaskrawą pochwałą upartego do granicy natręctwa bezpotknięciowego działania nie tylko za cenę braku ostatecznej nagrody, ale nawet za cenę braku uzasadnienia przyczyny wysiłku. Czysta apologia czynu bez względu na miarę jego zasadności.

***

Kończąc (cum grano salis): istnieją dwie niepłonne dyrektywy jawnie wchodzące ze sobą w kolizję. Oto stajemy przed tajemnicą superracjonalizacji: raczej robić coś czy raczej nie robić nic. Wytworzyć teorię naukową i usunąć się z pola widzenia czy trwać na jej straży, dążąc wszelkimi sposobami do jej głębokiej recepcji? Głębokiej w sensie: jeden do jednego, tj. z niewybiórczym przejęciem całości systemu poznawczego. W jaki sposób dobrze rozważyć, a wpierw wyodrębnić w fundamentalnym i prymarnym dla dowolnej ludzkiej aktywności zadaniu segmentacji zasoby dla podjęcia takiego a takiego zadania?

I tak powstał czokapik…

Z sukcesem rozwikłania tego dylematu życzy wszystkim Czytelnikom bloga Instytutu Językoznawstwa w roku 2014 niżej podpisany.

***

 prof. dr hab. Piotr Wierzchoń

1 2 3

 

Folklor internetowy. Po swojemu

Języki mniejszości i niestandardowe dialekty języka polskiego funkcjonują w Polsce na marginesie świadomości ogółu. Zmniejszająca się liczba ich biegłych użytkowników, more about wpajany latami brak poczucia prestiżu, patient migracje ludności i postępująca od rewolucji przemysłowej standaryzacja języka ? wszystko to przyczynia się do znikania z mapy kraju kolejnych etnolektów.

W tej sytuacji dość nieoczekiwany był prawdziwy wysyp folkloru internetowego w rzadszych odmianach językowych, jaki nastąpił w ostatnim czasie. Ktoś dociekliwy pewnie przypomni, że na przykład śląska godka obecna jest w internecie od dawna ? to prawda, ale dopiero folklor w postaci  memów internetowych (konkretnie image macro) reduplikujących się na potęgę na portalach społecznościowych zainteresował tą mową szeroką publiczność, także tę bez śląskich korzeni.

Sprawą zainteresowałem się z dwóch powodów. Po pierwsze, w projekcie Dziedzictwo językowe Rzeczypospolitej (http://jezyki-rp.amu.edu.pl/) tworzę profile zagrożonych odmian językowych, w tym m.in. wspomnianych niżej odmian podlaskich. Po drugie, w bab.la GmbH (http://bab.la) śledzę bieżące wydarzenia w dziedzinie języka (zabrzmiało bardzo doniośle ;-)).

Jak się wydaje, wszystko zaczęło się od góralskich memów (https://www.facebook.com/photo.php?fbid=545174402199699) ze Skalnego Podhala. Ponieważ Podhale zawsze było jednym z najpopularniejszych regionów turystycznych kraju, większość mieszkańców Polski jest świadoma jego językowej unikalności. Zawsze dość tradycyjni, Górale od dawna byli niejako w centrum polskiej tożsamości ? już w XIX wieku Henryk Sienkiewicz użył elementów ich mowy do archaizacji języka swoich powieści historycznych. Wedle stereotypu Górale przede wszystkim mazurzą, a więc wymawiają ?ż? jak ?z?, ?sz? jak ?s? itp., ale ich gwara jest znacznie bardziej złożona, niż to, co potrafią udawać aktorzy serialu ?Szpilki na Giewoncie? (http://www.youtube.com/watch?v=Pi24Ji5amv4&t=1m43s ? udawane mazurzenie zwykle łatwo rozpoznać po wymowie ?z? w miejsce standardowego ?rz?, co nie ma uzasadnienia diachronicznego).

Następnie kolej z memami przyszła na Ślązaków (http://www.facebook.com/Slonskisuchar). Rosnąca świadomość własnego dziedzictwa etnicznego i językowego wśród Ślązaków sprzyja od pewnego czasu głosom o szersze oficjalne uznanie. W tym kontekście pewnym sukcesem było stworzenie jak najbardziej poważnej śląskiej wersji Wikipedii (http://szl.wikipedia.org/). Choć już ta cieszyła się dużą popularnością w pewnych pozaśląskich kręgach, to dopiero internetowy śląski humor połączony z będącą obiektem wielu stereotypów śląską godką zadziałał jak magnes nie tylko na Ślązaków, ale i na wszystkich innych, którzy choćby na poły rozumieją tamtejszą mowę. Śląskie wyrażenie ?ż?dyn niy wiy? (nikt nie wie) (https://www.facebook.com/photo.php?fbid=435696543153283) stało się na tyle modne, że zaczeło się pojawiać nawet w zupełnie nieśląskich kontekstach (np. http://lukaszlachecki.natemat.pl/54269,disco-polo-sprzed-rzadow-jerzego-buzka).

W grudniu, kiedy nikt nie oczekiwał, że jeszcze cokolwiek ciekawego pojawi się przed Nowym Rokiem (a ja właśnie czyniłem ostatnie szlify w profilu podlaskim dla projektu Dziedzictwo), przyszła nowa fala z Podlasia. Język używany przez #Howorymo Po Swojomu# (http://www.facebook.com/howorymoposwojomu) należy do grupy wschodniosłowiańskiej, co czyni ich memy nieco bardziej hermetycznymi. Osobom mówiącym po polsku, a nigdy nie uczącym się rosyjskiego, czy ukraińskiego na pewno jest je trudniej zrozumieć. Pomimo że podlaska mowa używana jest od wieków, do dziś nie ma nawet jednej powszechnie akceptowanej nazwy; wręcz przeciwnie, posiada niezliczoną liczbę nazw i powiązanych ze sobą etnicznych narracji. Najczęściej określa się ją jako swoją albo prostą mowę z Podlasia.

Kolejny przykład pochodzi zza północno-wschodniej granicy, ale za to z obszaru, którego mowa powinna być dla tutejszych czytelników dość zrozumiała bez specjalnego przygotowania. Już od 2011 roku działa w portalu Facebook strona Pulaki z Wilni (https://www.facebook.com/pulakiziwlni?fref=ts), która publikuje memy w wileńskiej gwarze języka polskiego. Strona warta jest polecenia wszystkim tym, którzy po niedawnej publikacji Słownika mówionej polszczyzny północnokresowej pod red. prof. Irydy Grek-Pabisowej, zainteresowali się, jak ta polszczyzna kresowa dzisiaj właściwie wygląda (bo żeby dowiedzieć się jak brzmi, polecam wyprawę do Wilna).

Podane tu przykłady są najbardziej nośne przez swoją wizualną atrakcyjność, ale podobnych inicjatyw jest więcej ? jak choćby Poznańska Gwara ? Blubromy po naszymu (http:// www.facebook.com/poznanskagwara).

Czy humor internetowy może przynieść odrodzenie lokalnych języków i dialektów? Etnolekty, gwary, języki mniejszości długo kojarzono z tańcami ludowymi i starszym pokoleniem. Etniczne memy wniosły w ten świat nieco świeżości, ale czy zainspirują internetowych fanów, by zrobili krok dalej i zaczęli używać rdzennej mowy na co dzień? Czas pokaże, a językoznawcy chętnie się temu przyjrzą.

Wojtek Gutkiewicz

Na blogu, czyli gdzie?

To, cialis 40mg o czym teraz napiszę, approved zdarzyło się naprawdę i niemal dokładnie 35 lat temu.
Byłem wówczas 25-letnim, approved mocno niedouczonym (ale już świadomym swoich braków)
początkującym poetą, początkującym poszukiwaczem mądrości, początkującym
dziennikarzem. Miałem za sobą 2 lata zasadniczej służby wojskowej w LWP, 12 miesięcy
kolonii karnej (Potulice koło Nakła) za brak miłości do ZSRR oraz kilka prób odnalezienia
kamienia filozoficznego, który przemieniłby moją mało szlachetną egzystencję (szara
rzeczywistość realnego socjalizmu) w szlachetne związki ciała, duszy i umysłu. Czytałem
wtedy dużo, sięgając także po literaturę naukową, zaglądając do dzieł uznanych myślicieli,
sprawdzając przystawalność marzeń i szlachetnych utopii do zwyczajnej codzienności.
To wtedy właśnie miałem sen, niezwykle realistyczny i pełen kolorów: śniłem, że jestem
podróżnikiem-piechurem, że wybrałem się za horyzont, aby odnaleźć pewną budowlę, o
której wiedziałem tylko tyle, że jest wypełniona światłem wiedzy, że jest niedostępna, że
dzieją się w jej wnętrzu sprawy ważne, dzięki którym świat staje się lepszy i piękniejszy.
Śniłem więc.

novum

Continue reading