Porwijmy instrumenta i Śpiewajmy mu z weselem – kilka słów o polskich pieśniach bożonarodzeniowych

Żyjemy w czasach, w których wyznacznikiem świąt jest umieszczenie w telewizyjnej ramówce Kevina samego w domu oraz nałogowa emisja piosenki Last Christmas w centrach handlowych, podczas gdy tradycyjne kolędy stopniowo zanikają. Owszem, darmowe gazetki wydawane przez apteki i drogerie co roku niestrudzenie przypominają nam romantyczną historię powstania kolędy Stille Nacht, wedle której pewien austriacki wikary przy blasku świecy pisze wiersz o świątecznej tematyce, a wykonany podczas pasterki utwór z melodią dopisaną przez znajomego organistę zdobywa niesamowitą popularność i zostaje przetłumaczony na setki języków. Chociaż Cicha Noc z pewnością dużo bardziej zasługuje na wspomnienie przy okazji świąt niż wymieniony powyżej przebój duetu Wham!, często stawia ona w cieniu nasze własne, rodzime kolędy. A najliczniejszy na świecie zbiór pieśni bożonarodzeniowych z upływem lat odchodzi w zapomnienie.

Przy okazji warto przyjrzeć się etymologii słowa „kolęda” (występującego także dawniej w formie „kolenda”). Pojęcie to ma łaciński rodowód i wywodzi się od wyrazu calendae oznaczającego w starożytnym Rzymie pierwszy dzień miesiąca. W calendae styczniowe panował zwyczaj odwiedzania się, wzajemnego obdarowywania prezentami oraz śpiewania pieśni pochwalnych na cześć narodzin słońca – pogańskiego święta, które ostatecznie przeistoczyło się w Boże Narodzenie. Kolęda oznaczała więc składanie życzeń noworocznych. Aby uniknąć kojarzenia terminu z obrzędami pogańskimi stosowano również nazwę „kantyczki” (łac. canticum – pieśń, śpiew) lub „rotuły” (łac. rotula – mały poemat religijny). Utwory o wątkach zaczerpniętych z życia codziennego zwane są także „pastorałkami” (łac. pastoralis – pasterski). Continue reading

Nón lá – oryginalność w prostocie

Od wielu wieków stanowi ochronę przed doskwierającym słońcem i długotrwałym deszczem. Nón lá jest nie tylko elementem tradycyjnego stroju wietnamskiego, salve ale także znakiem rozpoznawczym  tego kraju. Charakterystyczny, wykonany z liści palmowych stożkowy kapelusz jest noszony głównie przez kobiety pracujące na polach ryżowych lub  handlujące owocami w większych miastach. Obecnie jest rzadziej spotykany, ponieważ noszą go przede wszystkim osoby starsze. Młodzież coraz częściej podąża za modą zachodnią, zaś a?o da?i zakładane jest najczęściej podczas ważnych uroczystości szkolnych czy narodowych.

Symbol orientu i egzotyki? takie właśnie jest no?n la?, które urzeka obcokrajowców swoją prostotą i popularnością w Azji. Jest popularne nie tylko na Wschodzie ? znane ikony mody i kina pozowały w nich, przedstawiając je w pewnym kontraście ? urody zachodniej z kapeluszem typowo azjatyckim, jak na przykład Kate Moss, czy sama Marilyn Monroe! Ta kompilacja przynosi niesamowity efekt kontrastu, dlatego palmowy kapelusz stał się chyba najczęściej przywożoną pamiątką z tego regionu kontynentu. Continue reading

„Ach, gdyby, gdyby nawet piec zabrali…” – o obyczajach świątecznych w Kraju Basków

W momencie, page gdy piszę ten tekst, grudzień dopiero powoli zbiera się za pasem, ale wystawy sklepowe już kłują w oczy świątecznymi przecenami (tylko teraz!), kuszącymi propozycjami prezentów (tylko tu!) i zajadłą walką o klienta (tylko dla Ciebie!). W telewizji, w radio, w gazetach, na ulicach, słowem zewsząd bombardują nas świątecznym duchem  i… kredytem. Ale, ale! Prezenty prezentami, kredyt kredytem ? przecież nie to jest w Święta najważniejsze!

Pewne rzeczy, oczywiście, są jak najbardziej uniwersalne. Rodzina, ciepło domowego ogniska, Ci wszyscy ludzie, których nie możemy znieść przez resztę roku, ale nie wyobrażamy sobie bez nich Świąt, ciepłe kapcie, uśmiechy, śmiechy i to wszystko, co czyni nas szczęśliwymi.
Ale nie to ważne, co ważne, ale co się komu podoba. A że komuś podoba się wizja górnika zwiastującego narodziny Chrystusa? Cóż, im swojszczej tym lepiej wydaje się być doskonałą dewizą Kraju Basków. I chwała im za to. Baskowie to ludność ze wszech miar fascynująca. Od kultury, przez sztukę, po język. I kicz. Takim więc właśnie sposobem pozwolę sobie napomknąć nieco o obyczajach świątecznych w swojskiej, baskijskiej atmosferze. Continue reading

Reportaż. Pyzdry – powrót po latach…

Pyzdry istnieją w mojej świadomości od lat 70. XX wieku, page kiedy to z Gniezna ?  przez Wrześnię i Kalisz ? jeździłem z rodzicami samochodem do Kępna, na grób dziadka Wojciecha Stefaniaka. Zawsze wtedy, rok po roku, nieustająco zadziwiały mnie dwa, jakże różne, oblicza Pyzdr, czyli krajobrazu miejskiego i dostrzeżonej nieco później fotogeniczności poznawanych w nim (w tym krajobrazie) miejsc niezmiennych oraz miejsc podlegających niespiesznym nieustającym zmianom, a nawet dramatycznej korozji lub reaktywacji w obrębie małomiasteczkowej czasoprzestrzeni. Wjeżdżając do Pyzdr od strony Wrześni, zawsze pod koniec października, czyli dzień lub dwa przed 1 listopada, mijałem rozciągające się na równinie niemal po horyzont pola, sady, zagony warzywne, łąki, bogate wiejskie gospodarstwa i małorolne zagrody. W latach 70., a zwłaszcza w latach 80., była to szara kraina. Szara szarością zdychającego komunizmu, który na długie lata zmroził tę część Europy oddechem bolszewickiej imperialnej Rosji. Droga na Kalisz nieznacznie tylko zahaczała o miasto, więc nigdy podczas tych wypraw samochodem do Kępna nie poznałem najstarszej części miasta. Nie poznawałem jej także w drodze powrotnej z Kępna do Gniezna, bo to ciągle była ta sama droga, która omijała centrum miasta, tyle tylko, że wtedy most na Warcie otwierał przede mną niezwykłej urody nadrzeczną skarpę z jej historyczną, klasztorną zabudową. Ta krajobrazowa dwoistość Pyzdr zawsze pobudzała moją wyobraźnię i dlatego pod koniec lat 80., kiedy przyjechałem tam po raz pierwszy jako dziennikarz, autor cyklu reportaży o nadwarciańskich miastach i miasteczkach Wielkopolski, swoista uroda i małomiasteczkowa szarzyzna Pyzdr zlały się w mojej świadomości w ciekawość podszytą ekscytacją, w chęć powrotu do świata pełnego znaków i zagadek, które muszę rozkodować i rozwikłać, jeśli chcę zrozumieć socjologiczny i kulturowy fenomen tego miejsca.

Panorama Pyzdr. Widok z mostu

Tekst ?Między Uniejowem a Pyzdrami? (do którego zdjęcia wykonał wówczas Maciej Kuszela), napisany w ramach cyklu Z biegiem Warty, został opublikowany w lutym1989 roku w ukazującym się w Poznaniu ogólnopolskim miesięczniku społeczno-kulturalnym ?Nurt?. Oto jego fragment dotyczący Pyzdr oglądanych u schyłku komuny, kilka miesięcy przed zmianą ustrojową… Continue reading

CAŁA PRAWDA O DURIANIE

Wietnam dla wielu z nas to kraj kojarzący się z barwnymi krajobrazami, generic ciepłym klimatem, treatment ale też skomplikowaną historią. Kraj posiadający bogatą tradycję kulinarną, mogący pochwalić się przeróżnymi smakołykami. Do nich należy właśnie Durian.

durian

Ilustracja 1: http://amthucdocdao.com/?p=4513

Wietnamczycy Duriana nazywają S?u Ri?ng (?s?u? oznaczający smutek, melancholię, ?ri?ng? prywatność, własność, coś specjalnego). Jest to nazwa nie mająca aż tak wiele wspólnego z rzeczywistością, chyba że bierze się pod uwagę skutki skutki spożywania tego owocu ? zdolność do wykrzywienia twarzy niejednemu Europejczykowi, często całkowicie zniechęcająca do delektowania się nim. Mity, jakie narosły wobec Duriana, mają jednak usprawiedliwienie. Durian jest owocem występującym w Azji Południowo-Wschodniej, a jego dokładne pochodzenie przypisuje się rejonom Indonezji. Kształtem przypominający piłkę, z tym że cały otoczony jest kolcami zielonkawego koloru. W środku, pod warstwą kolców, kryje się jasno-żółtawy miąższ będący prawdziwym przysmakiem. Jedni jego smak przyrównują do budyniu waniliowego inni do lodów truskawkowo-śmietankowych, a dla jeszcze innych może być prawdziwym miksem smaków migdałów z czosnkiem i żółtym serem. Azjaci przeważnie spożywają go na surowo, wyjadając miąższ. Może też służyć jako dodatek do suto zakrapianych uczt, trzeba jednak uważać, by nie przesadzić z ilością, ponieważ połączenie Duriana z alkoholem potrafi być niebezpieczne. Zapach Duriana, ta okropna woń, potrafi zniechęcić niejednego człowieka. To jest owoc, od którego czuć padliną na odległość do kilkuset metrów. W wielu hotelach w Azji Południowo-Wschodniej można znaleźć tabliczki z zakazem wnoszenia Duriana. Jak powiada klasyk: ?Duriana się nie wącha, tylko zjada?. Tak więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby go spróbować.

durian2

Ilustracja 2: http://amthucdocdao.com/?attachment_id=4515

 

Michał Dziopak

 

ŻYCIE WEDŁUG BUDDY

Dłoń człowieka

nie może zgarnąć

więcej niż garstka liści

tak i jego życie

wiele nie potrzebuje.

Ile mu wystarczy

sam człowiek wie.

Więcej ponad to, more about ile trzeba

to już chciwość

a ta

i żądza wygranej za każdą cenę

to droga do labiryntu

który nigdy nie będzie

użyteczny człowiekowi.

NGUYEN CHI THUAT

wiersz z tomiku pt. ?Z nurtem Warty?

Nie taki arabski straszny

Jeżeli student przyzna się do nauki języków egzotycznych, medicine to niemal zawsze taka informacja wywołać może zaskoczenie u rozmówcy. I nie ma znaczenia czy rozmawiamy o języku chińskim, shop arabskim czy suahili ? zazwyczaj bowiem student usłyszy pytanie, czy dany język jest trudny. Najzabawniejsze jest jednak pytanie (bez względu na to, ile lat trwa nauka) o to, czy znamy już alfabet (znaki), który jest wykorzystywany do zapisu tego języka. Tak więc zastanówmy się, czy warto podjąć naukę języka egzotycznego?; jakie niesie ze sobą trudności nauka takiego języka?; a jeśli już uczyć się takiego języka, to jaki wybrać? Dla mnie odpowiedź była i jest prosta: język arabski. Continue reading

Kategoryzacja językowa a kreatywność, czyli wiedza językowa w służbie projektantów

Dzieci zadają setki pytań. Co to jest, approved do czego to służy, remedy dlaczego, po co, jak to działa, kto to wymyślił, kiedy, gdzie, czy tam, gdzie mieszka ten ktoś, kto to wymyślił, pada deszcz? A jest słonecznie? A mają tam zimę? A mają tam to i to, i to… Dorośli, czasem z irytacją, ale odpowiadają, ucząc dzieci, gdzie zaczynają się i kończą granice obiektów, kiedy mówimy o stole, a kiedy już o stoliku, czym się różni szafa od szafki, sofa od kanapy, nasz kot od dzikiego tygrysa. Słowem, szybko ustanawiają zalążki kategoryzacji językowej.

Kategoryzacja to proces nieświadomy, bardzo subtelny, jednak człowiek instynktownie wyczuwa granicę między konkretnym a abstrakcyjnym, między obiektem-prototypem, a jego reprezentantem. Ot, wystarczy rzucić okiem na języki posiadające rodzajniki określone i nieokreślone. Każdy użytkownik takiego języka z łatwością rozróżni stół-obiekt od stołu-pojęcia. Laurence Barsalou zauważa, że kategoryzujemy od ogółu do szczegółu. Mówiąc krótko i w uproszczeniu. Najpierw zwracamy uwagę na najbardziej oczywiste cechy lub właściwości obiektu, np. fakturę, wielkość, ciężar, zapach, smak, itd. W przypadku ? powiedzmy ? stołu, zauważamy zestaw elementów, które się na niego składają: (uogólniając) blat i cztery deski, na których ów blat się opiera, ich strukturę i właściwości poszczególnych części. Następnie szukamy obiektów odpowiadających cechom zawartym w danej kategorii i przyporządkowujemy je, tworząc swoistą siatkę z informacjami. W zależności od kręgu kulturowego, w jakim żyjemy, kategorie mogą poszerzać swój zakres cech esencjalnych, albo wręcz go zwężać (analogicznie ? siatka kategorii może mieć więcej lub mniej odnóg) Continue reading

Języki w niebezpieczeństwie

Ile jest na świecie języków? Niby proste pytanie, dosage jednak językoznawcy nie potrafią podać dokładniej odpowiedzi. Jednym z problemów jest ustalenie, drug kiedy mamy do czynienia z odrębnymi językami, a kiedy z dialektami  jednego języka. Do tego często pojawiają się w tej materii różne opinie wśród lingwistów albo widoczna  jest różnica opinii między lingwistami a społecznością użytkowników. Na przykład kilka lat temu społeczność języka/języków keczua poprosiła redaktorów encyklopedii Ethnologue[i], aby nie traktowali różnych odmian keczuańskiego jako odrębnych języków, bo ich zdaniem wszystkie te odmiany tworzą jeden wspólny język.  Liczbę języków na świecie zazwyczaj podajemy więc w sposób nieprecyzyjny, przykładowo jako ?około 6500? lub ?6000-7000?. W najnowszej edycji Ethnologue (2014) znajduje się 7106 języków, z kolei we wcześniejszych edycjach było ich odpowiednio: 6906 (w 2009) i 6703 (w 1996).

Blog-Nau-zd1
Na festiwalu języków w Bremie (Niemcy) w 2009 r. przepisano 6906 nazw języków z Ethnologue na klocki, z których z kolei zbudowano imponującą wieżę. Fot.: N. Nau

Jednak rosnąca liczba nazw języków w encyklopediach nie oznacza, że tym samym rośne liczba języków na świecie. Wprost przeciwnie:  coraz więcej języków ginie. Szacuje się, że aż połowa obecnie używanych języków jest zagrożona wymarciem.  Języki te są używane przez niewielką liczbę mówców (od dwóch osób do kilkudziesięciu tysięcy), a co bardziej istotne, nie mówi nimi młodzież. Jeśli najmłodszy mówca języka X ma 50 lat, to prognoza dotycząca przyszłości takiego języka jest dość jasna.  Coraz więcej ludzi posługuje się wyłącznie jednym z garstki ?dużych? języków, takich jak angielski, mandaryński, hindi, rosyjski lub hiszpański, a coraz mniej ludzi mówi językami z wielkiego zbioru ?małych? języków ? takich jak chantyjski, hoocąk, logba, totoli czy walijski.  Nierównomierność w relacji liczba języków ? liczba mówców ilustruje następujący wykres:

Blog-Nau-zd2
Wykres ze strony http://www.swarthmore.edu/SocSci/langhotspots/globaltrends.html, ? Gregory Anderson and K. David Harrison

Już od 25 lat  zagrożenie języków świata stanowi ważny temat międzynarodowych badań i innych działań językoznawców ? co oczywiste, bo razem z językami ginie przedmiot badań naszej dyscypliny! Jednak nie tylko lingwiści ludzie coś stracą. Dotyczy to wszystkich: Różnorodność językowa świata jest ważnym elementem różnorodności kulturowej, która jest uznawana ? np. przez UNESCO (zob. http://www.unesco.org/new/en/indigenous-peoples/cultural-and-linguistic-diversity/ ) ? jako istotny element dziedzictwa kulturowego ludzkości. Zainteresowanie tym tematem coraz częściej przejawiają młodzi ludzie na całym świecie, niezależnie od tego, czy ich własny język należy do ?dużych? czy ?małych?. W Internecie łatwo znaleźć informacje o zagrożeniu języków oraz o językach zagrożonych. Jednak ? o ironio ? zdecydowana większość tych informacji jest dostępna wyłącznie w języku angielskim. Liczba źródeł w języku polskim jeszcze niedawno była bardzo mała. Przez ostatnie dwa lata sytuacja się zmieniła, w znacznym stopniu dzięki projektom realizowanym w Poznaniu na UAM.

W międzynarodowym projekcie INNET zespół UAM opracował platformę edukacyjną languagesindanger.eu (bezpośredni link do wersji polskojęzycznej to http://pl.languagesindanger.eu/), której celem jest popularyzacja wiedzy o różnorodności językowej świata oraz o zagrożeniu języków. Grupa docelowa projektu to przede wszystkim uczniowie liceów oraz ich nauczyciele. Dodatkowym celem było wzbudzenie zainteresowania uczniów językami i językoznawstwem, zwłaszcza tematami, o których nie mówi się w polskich szkołach.

Blog-Nau-zd3
Strona pl.languagesindanger.eu

Platforma składa się z różnych komponentów. Uczniowie i studenci, którzy testowali stronę, najbardziej lubili ?Interaktywną Mapę?, gdzie można się zapoznać z 23 zagrożonymi językami świata, rozwiązując ćwiczenia, słuchając krótkich nagrań i oglądając zdjęcia ilustrujące mówców i ich kulturę. Na przykład można słuchać bajek w językach: taa, teop lub totoli, rozwiązywać zagadki z języków: łatgalskiego lub miyako, zapoznać się z pismem języka naxi, cechami gramatyki języka yurakare albo z intrygującymi liczebnikami języka tahutańskiego.  Z kolei ?Księga Wiedzy? oferuje podstawową wiedzę z zakresu językoznawstwa. W dziesięciu rozdziałach omawiane są następujące tematy: słownictwo, gramatyka, dźwięki i pisma języków świata, wielojęzyczność, polityka językowa, dokumentacja języka oraz inne. Dzięki implementacji w formie online ?Księga Wiedzy? obejmuje materiał multimedialny i komponenty interaktywne oraz mnóstwo linków do  ciekawych zewnętrznych stron internetowych, co może być bardziej atrakcyjne dla dzisiejszych uczniów niż tradycyjny podręcznik ?papierowy?. W dodatkowym ?Pakiecie dla szkół o językach mniejszościowych?  można się dowiedzieć się więcej o byłej i obecnej różnorodności językowej w Polsce, a także o tym, co można zrobić, aby ją zachować.  Pytanie ?Co możesz zrobić?? jest także tytułem kolejnego komponentu, w którym między innymi czworo ludzi opowiada w krótkich filmach, jak zachowują lub dokumentują zagrożone języki. Rozdział ?Dla nauczyciela? zawiera zestawy zadań do wykorzystania na lekcjach geografii, wiedzy o kulturze, wiedzy o społeczeństwie oraz języka angielskiego. Strony languagesindanger.eu są w trakcie finalizowania (projekt kończy się 30 września 2014 r.), ale zachęcamy do ich oglądania już dzisiaj!

To, czy jakiś język umrze lub przeżyje, nie zależy od językoznawców, lecz od wspólnoty użytkowników tego języka. Co językoznawcy jednak mogą w tej sprawie zrobić? Na pewno mogą propagować wiedzę o wartości różnorodności językowej. Im więcej ludzi zrozumie na przykład, że ?małe jest piękne?, że dialekt to nie tylko język słabo wykształconych grup ludności wiejskiej i że wielojęzyczność to nie obciążenie dla mózgu, lecz bogactwo ? tym większa pojawia się szansa, że wnuki dzisiejszych studentów nie będą musiały żyć w nudnym, monokulturowym świecie.

Nicole Nau, IJ


[i] Lewis, M. Paul, Simons, Gary F. & Fennig, Charles D. (eds.). 2014. Ethnologue. Languages of the World. 17th edition. Dallas, Texas: SIL International. Online: http://www.ethnologue.org.

Muzyka języka

Można odnieść wrażenie, cheap że językoznawcy na długi czas niemal zapomnieli o tym, cure że istnieje język mówiony ? że pierwotnym kontekstem użycia języka jest bezpośrednia interakcja, medicine i że znaczenie dla jej przebiegu ma nie tylko to, jakich słów użyje mówca i w jakie gramatyczne ramy je włoży, ale również to, jaką barwą głosu się posłuży, jaki będzie rytm mowy, jak będzie przebiegała jej melodia. Właśnie te cechy wypowiedzi są często niezbędne do budowania jej ram interpretacyjnych. Sygnalizują ironię, strach, mówią coś o stanie fizycznym mówcy. Nie sposób je pomijać w studiach nad komunikacją mówioną. To one tworzą ?muzykę języka? ? zjawisko fascynujące i godne uwagi z wielu przyczyn.

Continue reading