Premiera nowego przekładu „Tajemniczego dziecka” E.T.A. Hoffmanna

tajemnicze dziecko1

Dzisiaj, price czyli 27 października 2014, decease ma miejsce premiera nowego przekładu baśni Tajemnicze dziecko E.T.A. Hoffmanna – niemieckiego pisarza okresu romantyzmu znanego polskim czytelnikom przede wszystkim jako autor Dziadka do Orzechów. Ponieważ jestem autorką owego nowego przekładu, chciałabym przybliżyć nieco tę baśń docenianą na świecie, a w Polsce praktycznie nieznaną, chociaż pierwszy przekład tej baśni na język polski pojawił się w roku 1923. Lecz ani ów pierwszy przekład Zofii Modrzewskiej-Schillerowej ani druga polskojęzyczna wersja Józefa Kramsztyka z roku 1926 nie zaistniały w świadomości polskich czytelników i literaturoznawców. Ponadto przekłady te są dzisiaj praktycznie niedostępne. Przekład Zofii Modrzewskiej-Schillerowej znajduje się w Muzeum Książki Dziecięcej, a przekład Józefa Kramsztyka znaleźć można w dwóch (!) bibliotekach w kraju: w Bibliotece Narodowej i w Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Miechowie.

Status Tajemniczego dziecka w języku polskim jest odmienny od pozycji Dziadka do Orzechów. W przypadku tej drugiej baśni ? podobnie jak to miało miejsce w innych krajach? zaważył  autorytet Aleksandra Dumasa, uznawanego za autora tego tekstu. Dlatego też w roku 1906 pojawia się pierwszy przekład Dziadka do Orzechów ? stosunkowo późny wobec innych języków europejskich, ale wyprzedzając o prawie dwadzieścia lat Tajemnicze dziecko z roku 1923. Seria translatorska Dziadka  jest imponująca i liczy aż osiem niezależnych przekładów. Z pewnością przyczynił się do tego także balet Piotra Czajkowskiego, oraz powojenne wydanie baśni w adaptacji Krystyny Kuliczkowskiej z ilustracjami Jana Marcina Szancera. Dziadka do Orzechów przetłumaczył także Jerzy Ficowski, a obecnie na przestrzeni ostatnich kilku lat ukazały się trzy nowe przekłady (2006, 2008 i 2011) i jedna adaptacja (2012). O Dziadku do Orzechów pisałam już na naszym blogu w grudniu 2013 r. (http://pracowniawyrazu.amu.edu.pl/?p=595).

Można snuć domysły, dlaczego i Dziadek do Orzechów i Tajemnicze dziecko musiały czekać na swoją polską wersję aż do XX wieku. Z powodzeniem można obronić tezę, że z racji odmienności polskiego romantyzmu nie doszło do przyswojenia twórczości E. T. A. Hoffmanna w pierwszej połowie XIX wieku. Także później okres pozytywizmu nie był dobrym czasem dla irracjonalnych wątków w twórczości niemieckiego pisarza i chyba dopiero Młoda Polska stworzyła odpowiedni klimat, czego dowodem są przekłady opowiadań E. T. A. Hoffmanna autorstwa Antoniego Langego (Piaskun, Don Juan). Nieobecność przekładów obydwu baśni może także wynikać z ich przyporządkowania do literatury dziecięcej, która nie była być może brana pod uwagę przez ?poważnych? twórców. Zaległości w przekładzie baśni E. T. A. Hoffmanna nadrobiono dopiero po I wojnie światowej. Niestety, jak widać, niewiele to zmieniło w kwestii późniejszej recepcji Tajemniczego dziecka, które musiało ponownie poczekać prawie sto lat na kolejny przekład (2014).

Głównych bohaterów baśni ? rodziców i dwoje dzieci ? poznajemy niemalże od razu w kontraście wobec innej rodziny: zamożnych krewnych, którzy przyjechali do domu państwa Brakelów z ?wytworną wizytą?. Z pierwszego rozdziału zatytułowanego Pan von Brakel na włościach Brakelheim dowiadujemy się, że rodzina pana Tadeusza von Brakela żyje w skromnym domku, który jest ?tak mały, że widać go było dopiero, gdy się podeszło bliżej?, a w wiosce, która była całym majątkiem szlachcica, mieszka zaledwie czterech chłopów.

dom tajemnicze

Na takim tle tym wyrazistszy staje się kontrast wobec bogatego wuja, ministra na dworze króla, który wraz z żoną i dwojgiem dzieci przyjeżdża z wizytą. Owa ?wytworna wizyta? opisana w kolejnych dwóch rozdziałach to brawurowa satyra na ówczesne wychowanie i relacje społeczne: dzieci bogatych krewnych sprawiają wrażenie automatów, gdy siedzą ?bez ruchu i w milczeniu, nie zmieniając wyrazu twarzy?, a ożywiają się dopiero, gdy ich rodzice chcąc popisać się ich szkolną wiedzą zadają im mnóstwo pytań, ?na które dzieci odpowiadały bez chwili wahania?. Dzieci pana Tadeusza von Brakela przyglądają się temu skonsternowane, podczas gdy ich rodzice boleją nad brakami w wiedzy własnych dzieci.

Wizyta kończy się dość szybko pośród płaczu i lamentów dzieci, gdy syn hrabiego wpada w panikę na widok psa gospodarza. Jednak konsekwencje tej krótkiej wizyty są znaczące: po pierwsze Feliks i Bogumiła zostali obdarowani drogimi zabawkami, a po drugie hrabia Cyprian obiecał przysłać na wieś nauczyciela. Mechaniczne zabawki najpierw wprawiają dzieci w zachwyt, ale zabrane do lasu, w kontraście wobec naturalnego piękna przyrody, przestają być atrakcyjne, a wręcz wzbudzają w dzieciach taką niechęć, że dzieci bezpardonowo łamią je i wyrzucają w zarośla i do stawu. Spotyka się to ze zdecydowaną dezaprobatą matki, podczas gdy ojciec patrzy na ów incydent łaskawszym okiem mitygując żonę: ?Zostaw dzieci w spokoju. W gruncie rzeczy cieszę się, że pozbyliśmy się tych cudacznych zabawek, które je tylko niepokoiły i przerażały?.

dzieciTo wydarzenie kładzie się cieniem na zwykle radosne zabawy dzieci, które dochodzą do wniosku, że ich fatum bierze się stąd, że brak im ?nauk?. I właśnie wtedy rodzeństwu ukazuje się tajemnicza istota w postaci pięknego dziecka, które unosząc się nad ziemią przy dźwiękach wspaniałej muzyki zbliża się do nich?

Charakterystyczne, że pierwsze słowa, jakie dziecko kieruje do Feliksa i Bogumiły, dotyczą właśnie zniszczonych zabawek. Tajemnicze dziecko potwierdza, że zabawki od bogatych krewnych do niczego się nie nadawały, a dzieci w lesie otoczone są ?najwspanialszymi zabawkami, jakie tylko istnieją na świecie?. Pod wpływem jego słów dzieci jakby na nowo dostrzegają wokół siebie całe bogactwo natury:

 I nagle Feliks i Bogumiła dostrzegli, jak z gęstej trawy, z miękkiego jak wełna mchu spoglądają błyszczącymi oczyma najrozmaitsze wspaniałe kwiaty, jak pomiędzy nimi migoczą kolorowe kamienie i kryształowe muszle, a złote żuczki tańcząc, unoszą się w dół i w górę i nucą przy tym ciche piosenki.

kwiaty

Tajemnicze dziecko wyczarowuje dla rodzeństwa wspaniały pałac z kamieni i gałęzi oraz cudowne zabawki, a na koniec zabiera je jeszcze w podniebny lot nad drzewami.

Oszołomione i szczęśliwe dzieci wracają czym prędzej do domu, by opowiedzieć rodzicom o niesamowitym spotkaniu. Rodzice próbują znaleźć racjonalne wytłumaczenie (tajemnicze dziecko to chłopiec z sąsiedztwa, dzieci zasnęły i przyśnił im się piękny sen itd.), ale wyjaśnienia dzieci tylko komplikują sprawę, gdyż okazuje się, że Feliks widział w dziecku chłopca ubranego w strój myśliwski, który ?iskrzył się kolorem jasnozłotej zieleni jak wiosenne listowie w słońcu?, a Bogumiła ? małą dziewczynkę ubraną w ?przecudną, zwiewną, błyszczącą sukieneczkę z płatków róży?.

W czasie kolejnego spotkania tajemnicze dziecko opowiada rodzeństwu o magicznym królestwie, które jest jego ojczyzną, o swej matce ? królowej wróżek, oraz o jej wielkim wrogu ? gnomie Pepserze, który ma postać ogromnej muchy.

Idyllę radosnych spotkań i zabaw z tajemniczym dzieckiem przerywa pojawienie się obiecanego guwernera ? magistra Inkausta, który od razu zabrania dzieciom zabaw w lesie:

 ? dzieci musiały niemal cały dzień siedzieć w czterech ścianach i powtarzać za magistrem Inkaustem słowa, których nie rozumiały. To było prawdziwa udręka!

Wreszcie rodzeństwu udaje się wyprosić spacer w lesie, ale muszą tam iść w towarzystwie znienawidzonego nauczyciela, który na domiar złego sieje tam spustoszenie ? wyrywając kwiaty i zabijając śpiewającego ptaszka. Przerażone dzieci wzywają na pomoc swego tajemniczego towarzysza zabaw, a wtedy dochodzi do przełomowej konfrontacji. Ukazuje się im tajemnicze dziecko, a na jego widok nauczyciel przemienia się w olbrzymią muchę i rzuca za nim w pościg?

master

? i tu przerwę streszczenie akcji baśni zachęcając wszystkich do lektury Tajemniczego dziecka. Jak zakończy się starcie tajemniczego dziecka i gnoma Pepsera?

***

Jeśli ktoś byłby zainteresowany genezą i europejską recepcją baśni, zapraszam do lektury mojego posłowia zamieszczonego na stronie kwartalnika Ryms: http://ryms.pl/artykul_szczegoly/180/index.html

Wszystkie ilustracje autorstwa Aleksandry Kucharskiej-Cybuch pochodzą z wydania:

E.T.A. Hoffmann, Tajemnicze dziecko, tłum. E. Pieciul-Karmińska. Poznań: Media Rodzina, 2014.

„Znacie? Znamy! To posłuchajcie…”. Rzecz o „Czerwonym Kapturku”

Przywołany w tytule wpisu cytat z Pana Jowialskiego Aleksandra Fredry to zwięzłe  podsumowanie naszej znajomości Czerwonego Kapturka. Wszyscy pamiętamy tę baśń od wczesnego dzieciństwa, help a jednak z dużym prawdopodobieństwem znamy tylko jedną z jej licznych, site bardzo różnych wersji. Wystarczy chociażby zapytać, online jaką śmiercią zginął wilk i czy w ogóle zginął, by się przekonać, że nasza wiedza o Czerwonym Kapturku wcale nie jest pełna. Jeden rzut oka na mapę wskazującą geograficzne pochodzenie tej baśni tu oznaczoną jako typ ATU 333) wraz z innym jej typem (ATU 123, do którego należy przykładowo baśń O wilku i siedmiu koźlątkach) może nam uświadomić, jak złożone są źródła tej baśni. Jakub i Wilhelm Grimm umieszczając ją w roku 1812 w swoim zbiorze Kinder- und Hausmärchen siłą rzeczy dokonali wyboru określonego kształtu i interpretacji tego utworu.

journal_pone_0078871_g001

[Mapa zaczerpnięta została z artykułu autorstwa Jamshida J. Tehraniego (dostępnego na stronie: http://www.plosone.org/article/info%3Adoi/10.1371/journal.pone.0078871); zob. bibliografia.]

Czerwony Kapturek jak mało która baśń doczekał się ogromnej liczby odczytań. Bruno Bettelheim w swej książce Cudowne i pożyteczne na ponad 30 stronach (19-44) daje psychoanalityczną wykładnię tej krótkiej przecież baśni, a rozpoczyna ją tak:

Czarująca, >niewinna< dziewczynka, którą połknął wilk, to obraz wywierający niezatarte wrażenie. W baśni Jaś i Małgosia czarownica jedynie miała zamiar zjeść dzieci; w Czerwonym Kapturku i babcia, i dziecko zostają naprawdę przez wilka pożarte. Jak w przypadku większości baśni, również i ta istnieje w wielu wersjach. Najbardziej znana jest wersja braci Grimm, w której Czerwony Kapturek i babcia wracają do życia, a wilka spotyka zasłużona kara. Ale literackie dzieje tej opowieści zapoczątkował Perrault. (Bettelheim 1985: 19)

Dlatego zanim przejdę do analizy wersji Grimmów, chciałabym pokrótce scharakteryzować wersję Perraulta.

Charles Perrault

Wersja Perraulta (1628-1703) Le petit chaperon rouge powstała w 1697 roku, czyli całe 115 lat przed publikacją pierwszego wydania baśni braci Grimm w roku 1812. Tekst Perraulta jest tak naprawdę dydaktyczną przypowiastką z morałem (w postaci rymowanego pouczenia), która nie pozostawia większego pola dla wyobraźni. Pewnie mało kto wie, że w wersji Perraulta wilk leżący w łóżku babci mówi do dziewczyny: ?Zostaw podpłomyk i masło na skrzyni i chodź tu położyć się koło mnie? a wtedy ?dziewczynka się rozebrała i położyła do łóżka, jednak bardzo się zdziwiła, że babcia jest tak mocno zbudowana? (Perrault 2010: 26). Bettelheim komentuje to tak:

Gdy (?) dziewczynka rozbiera się i kładzie do łóżka obok wilka, a wilk powiada, że ma duże ręce, by ją mocniej uścisnąć, sytuacja staje się tak oczywista, że nie zostawia żadnego pola dla wyobraźni. Ponieważ na tak bezpośrednią i jasną próbę uwiedzenia bohaterka nie reaguje ani ucieczką ani oporem, to albo jest niemądra, albo chce, by ją uwieść. (Bettelheim 1985: 22)

1_UKK7c
[Ilustracja Gustava Dorégo do „Czerwonego Kapturka” Perraulta]

 

To oczywiście nie może się dobrze skończyć. Ostatnie zdanie baśni Perraulta brzmi: ?Z tymi słowami zły wilk rzucił się na Czerwonego Kapturka i go zjadł? (Perrault 2010: 26). Happy endu nie będzie. Żaden dzielny myśliwy nie przybędzie na ratunek. Czerwony Kapturek jest tutaj dziewczyną upadłą, która musiała ponieść zasłużoną karę (notabene, w paszczy wilka zginęła także Bogu ducha winna babcia). A rymowany morał tej baśni brzmi tak:

Młode osoby – widać tu dokładnie ?
A dziewczęta w szczególności,
Ładne, zgrabne, wielkiej zacności.
Źle robią, słuchając kogo popadnie.
I nie ma w tym nic dziwnego,
Że tyle z nich ginie w paszczy wilka złego.
Mówię wilka, bo w tej społeczności,
Nie wszystkie wilki są identyczne,
A bywają wśród nich bardzo sympatyczne,
Ciche i bez cienia złości,
Miłe, pełne łagodności,
Co ślad w ślad za pannami
Do ich domów biegną ulicami.
Lecz niestety! Każdy wie, że te wilki grzeczne
Z wszystkich wilków są najbardziej niebezpieczne. (ib.)

Wersja Grimmów: baśń nr 26

Historycy literatury twierdzą, że Wilhelm Grimm nie mógł tolerować nagiego wilka w łóżku, dlatego już od pierwszego wydania w roku 1812 dowiadujemy się, że po pożarciu babci wilk założył ubranie i czepek babci. Grimmowie w oparciu o dwie różne wersje, które przekazały im siostry Jeanette i Marie Hassenpflug, tworzą swoją własną najsłynniejszą literacką wersję tej baśni ? tym razem ze znanym nam wszystkim happy endem. Jednak mało kto wie, że baśń w wersji Grimmów wcale nie kończy się uwolnieniem dziewczynki i babci oraz przykładnym ukaraniem wilka. Czerwony Kapturek w nietypowy dla Grimmów sposób ma dwie części, dzięki czemu ta baśń jest jak miniaturowy Entwicklungsroman, który pokazuje rozwój i dojrzewanie protagonisty.

basnie braci grimm.indd

[Ilustracja Adolfa Borna („Baśnie braci Grimm”, Poznań: Media Rodzina, 2009)]

 

W II części baśni dziewczynka, która czegoś już się nauczyła, spotyka na swojej drodze innego wilka, ale tym razem w ogóle nie wdaje się z nim w pogaduszki, tylko pędzi prosto do domu babci. A ponieważ wilk zaczaił się, by pożreć dziewczynę, gdy wieczorem będzie wracała do domu, babcia i wnuczka wspólnymi siłami doprowadzają do śmierci wilka, który tonie w kamiennym korycie zwabiony zapachem kiełbasy. I tak, owa II poglądowa część jest w całości bardziej przekonującym morałem niż rymowana przestroga Perraulta przed uwodzicielami. Czerwony Kapturek w wersji braci Grimm posiada chyba najbardziej oczywiste szczęśliwe zakończenie: ?Czerwony Kapturek poszedł radosny do domu i już nikt nie zrobił mu krzywdy?.

Credo tłumaczki Czerwonego Kapturka

Nie będę wdawać się teraz w interpretację Czerwonego Kapturka ? zrobili to już przede mną fachowcy w zakresie literaturoznawstwa, antropologii, psychoanalizy itd. O tej baśni pisać będę ? jak zawsze w niniejszej zakładce ? wyłącznie z perspektywy tłumaczki. Niniejszym chciałabym sformułować swoje tłumaczeniowe credo w odniesieniu do Czerwonego Kapturka:

1. Teksty wielowarstwowe, niejednoznaczne i pełne ukrytych symboli należy tłumaczyć tak, by każdy szczegół wiernie przekazać, a jednocześnie powstrzymać się od własnych interpretacji i dopowiedzeń. Tekst przekładu powinien okazać się równie wielowarstwowy, niejednoznaczny i otwarty na rozmaite odczytania jak tekst oryginału. Tylko w ten sposób baśń ta spełni swój cel również w przekładzie, a czytelnik wersji polskiej będzie mógł na równych prawach uczestniczyć w literackim i kulturowym dialogu. Zatem chodzi o to, by tekst przekładu nie zamykał, lecz otwierał lekturę;

2. w obliczu ogromnej liczby adaptacji i przetworzeń Czerwonego Kapturka ważne jest, by w języku przekładu istniał przynajmniej jeden tekst możliwie bliski oryginałowi. Czytelnik przekładu musi otrzymać szansę poznania literackiego źródła, które zainspirowało tak wiele odczytań nie tylko literackich, lecz również teatralnych, filmowych, malarskich, satyrycznych? Natomiast adaptację docenimy dopiero wówczas, gdy znamy jej punkt odniesienia.

135
[Ilustracja Ottona Ubbelohdego („Baśnie dla dzieci i dla domu”, Poznań: Media Rodzina, 2010)]

 

A teraz kilka słów o realizacji powyższego credo, czyli o tym, co, moim zdaniem, absolutnie nie może zginąć w tekście przekładu:

1. Czy Czerwony Kapturek to mała dziewczynka?

Niemieckie słowo ?dasMädchen? możemy tłumaczyć na język polski jako ?dziewczynkę? lub ?dziewczynę?. Wybór każdego z tych słów pociąga za sobą nieodwracalną interpretację, gdyż automatycznie w przekładzie otrzymamy baśń a to o dziecku, a to o dorastającej panience. Takie zawężenie nie jest obojętne, gdyż czytelnik przekładu nie posiada już tej wolności co czytelnik oryginału, który sam może zdecydować, w jakim wieku jest bohaterka, i odczytać baśń na różnych jej poziomach. Czy z oryginalnego tekstu Grimmów da się wyczytać, w jakim wieku jest bohaterka? Warto zwrócić uwagę na dwa detale:

a. w scenie rozmowy matki z córką Czerwony Kapturek oryginału to równouprawniona i odpowiedzialna partnerka:

– Chodź, Czerwony Kapturku, masz tu kawałek ciasta i butelkę wina. Zanieś to babci. Jest chora i słaba, może się tym wzmocni. Ruszaj zanim zrobi się upał, a gdy będziesz szła, to idź grzecznie i nie schodź z drogi, bo upadniesz, rozbijesz szkło i dla babci nic nie zostanie. A gdy wejdziesz do izby, nie zapomnij powiedzieć ?dzień dobry? i nie zaglądaj od razu do wszystkich kątów.

– Zrobię wszystko, jak  należy ? powiedział Czerwony Kapturek i potwierdził to uściskiem dłoni. (tłum. Eliza Pieciul-Karmińska)

 Czerwony Kapturek swoje postanowienie czy umowę potwierdza ? jak człowiek dorosły ? uściskiem dłoni. Zwykle jednak tłumacze zmieniają ten fragment. Czerwony Kapturek w (na ogół wiernym) przekładzie Tarnowskiego to grzeczna dziewczynka, która przed wyjściem do babci mówi:

Zrobię wszystko, jak każesz ? przyrzekł Czerwony Kapturek mamusi. (tłum. M. Tarnowski)

Podobnie tłumaczy Mirandola:

Dziewczynka przyrzekła matce, że wszystko spełni jak należy. (tłum. Mirandola)

b. Podobna pedagogizacja tekstu w tłumaczeniu przybiera czasem zabawny wymiar, gdy w tej samej baśni informacja Czerwonego Kapturka o zawartości koszyka:

Ciasto i wino. Wczoraj piekłyśmy… [Kuchen und Wein: gestern haben wir gebacken…]

zostaje poprawione na:

Placek i wino, mamusia piekła wczoraj… (tłum. M. Tarnowski)

Placek i wino. Wczoraj upiekła go mama. (Mirandola)

jak gdyby na każdym kroku należało podkreślać hierarchię ? wyższość ?mamusi? nad nieporadnym dzieckiem?

2. Erotyczna dwuznaczność

Grimmowie, jak już wspomniałam, nie byli w stanie zaakceptować nagiego wilka w łóżku babci. W przedmowie do jednego z wydań swoich baśni pisali: ?Równocześnie jednak w niniejszym nowym wydaniu troskliwie usunęliśmy każde wyrażenie nieodpowiednie dla wieku dziecięcego?.

Niemniej jednak w baśni nadal wyczuć można erotyczne napięcie, które może być jedną z przyczyn, dla których Disney nigdy nie sfilmował tej być może najbardziej znanej baśni na świecie. Przypomniał o tym ciekawym fakcie Roberto Innocenti, światowej sławy ilustrator i autor najnowszej wersji Czerwonego Kapturka, czyli Czerwonego Kapturka w wielkim mieście (Media Rodzina) w czasie swojego spotkania 30 maja 2014 r. w poznańskiej Księgarni z Bajki.

basnie braci grimm.indd

[Ilustracja Adolfa Borna („Baśnie braci Grimm”, Poznań: Media Rodzina, 2009)]

 

Wilk spotykając dziewczynę w lesie, pyta ją, co niesie ?pod fartuszkiem? (?Was trägst du unter der Schürze??), co w wielu przekładach uznano za nazbyt dwuznaczne i przekształcono na: ?A cóż to niesiesz w koszyczku??. Gdy wilk zjada dziewczynkę, to w oryginale mowa jest o zaspakajaniu zachcianki czy wręcz żądzy (?Wie der Wolf sein Gelüsten gestillt hatte?), co w przekładach zwykle zostaje zneutralizowane do stwierdzenie faktu, że wilk po prostu się najadł, gdyż zaspokoił ?apetyt? lub ?głód?. Również myśliwy widząc wilka śpiącego w łóżku babci, nazywa go w oryginale ?starym grzesznikiem? (?Finde ich dich hier, du alter Sünder.?), co w przekładach zostaje przekształcone w ?starego szkodnika?. Takie puryfikacje, czyli usuwanie z tekstu wszelkich skojarzeń z erotyzmem czy seksualnością, sztucznie zubożają lekturę, w wyniku czego ponownie tracimy możliwość odnalezienia w tekście wielości znaczeń i symboli.

3. Dlaczego wilk musi pożreć Czerwonego Kapturka?

Wydawałoby się, że integralną częścią Czerwonego Kapturka jest scena pożarcia, lub raczej połknięcia (taki czasownik pojawia się w oryginale) dziewczyny przez wilka. Protagonistka trafia do brzucha wilka, jak do brzucha wieloryba trafił starotestamentowy prorok Jonasz, skąd wyszedł odmieniony i nawrócony. Podobnie i bohaterka baśni musi trafić do brzucha wilka, by ocalona narodzić się jako mądrzejsza, dojrzalsza osoba. Często dorośli tłumacze uznają, że pożarcie dziewczynki przez wilka może wzbudzić przerażenie w dziecku.  Tymczasem dzieci świetnie pojmują, że baśnie przemawiają do nich językiem symbolicznym, a nie codziennej rzeczywistości. Taka jest przecież logika baśni, że wilk mówi ludzkim głosem, a dziecko może trafić do jego brzucha, a potem z niego wyskoczyć całe i zdrowe. Adaptacja baśni, która próbuje przybliżyć ją do świata dziecka, sprawia, że dziecko zaczyna tracić poczucie bezpieczeństwa. Paradoksalnie właśnie zbyt duże podobieństwo do jego własnej sytuacji będzie napawać je lękiem. W tym sensie dziecko mniej jest przerażone opowieścią, w której wilk połyka babcię, niż współczesną (autentyczną!) wersją Czerwonego Kapturka, w której wilk nie pożera babci, lecz knebluje ją i związaną wpycha do szafy. To właśnie taka pozornie złagodzona, ale bliższa realiom, wersja może stać się dla dziecka źródłem prawdziwej traumy.

4. Wilk musi umrzeć

W duchu obrony praw zwierząt wiele dzisiejszych wersji baśni nie zawiera sceny śmierci wilka. Zamiast tego wilk: a) trafia do zoo, b) ucieka do innego lasu, c) zaprzyjaźnia się z babcią i Czerwonym Kapturkiem, d) przechodzi na wegetarianizm? wszystkie te naiwne lub  niezwykle pomysłowe wersje mają jakoby złagodzić okrucieństwo pierwotnej baśni. W tym miejscu jednak warto przypomnieć, że w wersji Grimmowskiej wilk nie zostaje bezpośrednio uśmiercony, lecz ginie z powodu kamieni, które ma w brzuchu. Na poziomie fabularnym, kamienie we wnętrzu wilka znalazły się tam dla bezpieczeństwa, by przebudzona bestia nie zorientowała się od razu, że jej ofiary uciekły z jego brzucha. Na poziomie symbolicznym są one metaforą żarłoczności wilka, która bezpośrednio przyczyniła się do jego śmierci.

136

[Ilustracja Ottona Ubbelohdego („Baśnie dla dzieci i dla domu”, Poznań: Media Rodzina, 2010)]

 

Autorzy wersji złagodzonych pochylają się nad losem biednego wilka, zapominając, że wilk w baśni nie jest czworonożnym ssakiem pod ochroną, lecz symbolem zła wcielonego, które podstępnie czyha na niewinnych ludzi. W czarno-białym świecie baśni zło musi zostać wyeliminowane – i  nie ma tu miejsca na psychologiczne subtelności. Jeśli dziecko ma spać spokojnie po wysłuchaniu Czerwonego Kapturka, musi być pewne, że wilk nie żyje, więc nigdy już nie wróci. A dzięki II części Grimmowskiej wersji może wierzyć, że gdyby spotkało innego wilka, to będzie już dobrze wiedzieć jak sobie poradzić, by ?już nikt nie zrobił mu krzywdy?, jak głosi ostatnie zdanie tej baśni.

***

Czerwony Kapturek żyje ? chociażby w najnowszej współczesnej adaptacji Roberta Innocentiego pt. Czerwony Kapturek w wielkim mieście (Poznań: Media Rodzina, 2014).

 czerwony_kapturek201

Okładka najnowszej wersji „Czerwonego Kapturka” – Roberto Innocenti/Aaron Frisch, „Czerwony Kapturek w wielkim mieście”, Poznań: Media Rodzina, 2014.

Bibliografia

Bettelheim, Bruno (1985), Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni, tłum. D. Danek, Warszawa: PIW.

Grimm, Jakub i Wilhelm (2010), Baśnie dla dzieci i dla domu, tłum. Eliza Pieciul-Karmińska, Poznań: Media Rodzina.

Perrault, Charles (2010), Baśnie czyli opowieści z dawnych czasów, tłum. Barbara Grzegorzewska, Kalisz: Martel.

Tehrani, Jamshid J. (2013), The Phylogeny of Little Red Riding Hood. PLoS ONE 8 (11).

Artykuł dostępny na stronie:

 http://www.plosone.org/article/info%3Adoi/10.1371/journal.pone.0078871

? za informację o tym artykule składam serdeczne podziękowania Pani Izabeli Kotlarskiej.

***

PS W poznańskim dodatku „Gazety Wyborczej” z dnia 20 czerwca 2014 roku ukazał się wywiad m. in. na temat „Czerwonego Kapturka”. Zapraszam do lektury: http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36037,16185653,Pewnego_razu_tlumaczka_spotkala_dwoch_braci.html

 

„Niebieska broda”, czyli dlaczego nie należy tłumaczyć baśni braci Grimm z języka rosyjskiego?

Dzisiejszy tekst w zakładce ?Kto się boi braci Grimm?? jest wyjątkowo obszerny. Jest to jednak tekst krytyczny, ask więc musi mieć wiarygodne uzasadnienie, żeby nie powstało wrażenie, że jedna tłumaczka baśni braci Grimm bezpodstawnie atakuje inne polskojęzyczne wydanie tych samych baśni.
***
W roku 2012, gdy w Niemczech hucznie obchodzono dwusetną rocznicę pierwszego wydania baśni braci Grimm, w Polsce, krótko przed Bożym Narodzeniem, pojawiła się niespodziewanie książka: Bracia Grimm. Wszystkie baśnie i legendy (Warszawa: REA). Było to o tyle zaskakujące, gdyż wydanie to pojawiło się raptem dwa lata po innej pełnej edycji baśni braci Grimm (Baśnie dla dzieci i dla domu, Poznań: Media Rodzina, 2010), a jak dotąd pełne wydania oryginalnego zbioru baśni zatytułowanego Kinder- und Hausmärchen były w Polsce rzadkością.

DSC02957

Od razu zwraca uwagę, że wydawnictwo REA nigdzie nie podaje źródła przekładu. Należy tu zaznaczyć, że informacja o źródle przekładu jest w przypadku baśni braci Grimm niezwykle istotna, zważywszy na ich kolejne edycje i zmiany redakcyjne, jakim podlegały na przestrzeni lat (od I wydania w 1812 r. do VII wydania w roku 1857). Ponadto informacja o tytule oryginału jest informacją standardową w przypadku tłumaczeń literatury pięknej, więc jej brak stwarza wrażenie działania zamierzonego. Z jakiego powodu czytelnik nie powinien wiedzieć, co stanowiło podstawę najnowszego przekładu baśni braci Grimm?

Odpowiedź daje nazwisko tłumaczki, która zgodnie z informacjami dostępnymi w Internecie jest rusycystką. Jednak trop personalny nie jest tutaj wcale kluczowy. O rosyjskim pochodzeniu tekstu świadczą bowiem niechlubne błędy ? przede wszystkim w zakresie ortografii nazw własnych, które jednoznacznie zdradzają, iż ich źródłem była transkrypcja poprzez język rosyjski.

Najwyraźniej samo wydawnictwo było świadome, że ujawnienie, iż nowe wydanie baśni braci Grimm zostało wykonane z języka rosyjskiego, czyli niebezpośrednio z oryginału, będzie z punktu widzenia marketingu nierozsądne. Oczywiście wydawnictwo ma prawo do takiego przemilczenia, jednak potężna ilość błędów językowych i translatorskich, wynikająca z przekładu poprzez trzeci język, czyli tzw. ?langue pivot?, sprawia, że również czytelnik ma prawo rozliczyć wydawnictwo z tych błędów. Warto w tym miejscu podkreślić, że przekłady pośrednie poprzez trzeci język mają swoje (ograniczone) uzasadnienie wyłącznie wobec tzw. języków mniejszych, a trudno za taki uznać język niemiecki i w ten sposób uzasadnić konieczność przekładu baśni braci Grimm za pośrednictwem języka rosyjskiego.

Muszę dodać, że Wydawnictwo REA w prywatnej korespondencji udzieliło mi szczegółowej odpowiedzi na pytanie o źródło przekładu. Zgodnie z listowną informacją wydawcy są to: >Baśnie zebrane przez braci Grimm, tłumaczenie pod redakcją P. N. Polewoja, wydanie A. F. Marksa w Sankt-Petersburgu, bez wzmianki roku wydania (zezwolenie cenzury z dnia 24. 02. 1893), Biblioteka Ilustrowana ?Niwy?<.

1. Przedmowa do Wszystkich baśni i legend i co z niej wynika
Omawiane wydanie zostało poprzedzone kilkustronicową przedmową zatytułowaną Kilka słów o baśniach braci Grimm i samych autorach. Przedmowa jest anonimowa, więc można założyć dwojakie źródło: albo jest to przedmowa z wydania rosyjskiego albo wydawnictwo REA zleciło napisanie przedmowy do wydania polskiego. Wiele wskazuje, że poprawna jest odpowiedź pierwsza, bowiem przekład w wielu miejscach zawiera nieporadne kalki z języka rosyjskiego, a treść ośmiostronicowej przedmowy zawiera informacje już nieaktualne, pisane z perspektywy XIX wieku. Te dwie kwestie skutecznie obniżają jakość całej (luksusowej) edycji i mogą służyć jako poglądowe źródło dla adeptów tłumaczenia, by wiedzieli, ?jak nie tłumaczyć?.

1.1 Błędna transkrypcja nazwisk
Na początek refleksja ogólna: w dobie Internetu i wszechobecnej wyszukiwarki Google musi dziwić, że książka ? wydana na pięknym papierze i w twardej okładce ? nad którą pracowały co najmniej dwie osoby (wymieniona z nazwiska tłumaczka i redaktorka), zawiera kardynalne błędy w pisowni nazwisk postaci dobrze znanych z historii literatury niemieckiej i obecnych także w polskim literaturoznawstwie (oraz Internecie). I tak błąd zawiera następujący cytat:

W 1803 r. znakomity niemiecki pisarz romantyk Ludwig Tik (1773-1853) wydał swój pierwszy zbiór. (s. 5)

Oczywiście chodzi tutaj o Ludwiga Johanna Tiecka, a forma ?Tik? jest pierwszym wskazaniem na źródło rosyjskie ? niemieckie nazwisko zostało przetranskrybowane na cyrylicę (?????? ?????? ???), a następnie ? bezkrytycznie ? przeniesione do alfabetu łacińskiego w zmienionej formie: Tieck ? ??? ? Tik. Podobnie rzecz się ma z nazwiskiem Dorothei Viehmann, która dostarczyła braciom Grimm materiałów do wielu baśni. W omawianym przekładzie czytamy:

Prawdziwym odkryciem okazała się chłopka ze wsi Niderzwern, znajdującej się w pobliżu Kassel. Była to pani Fimann. (s. 8)

I znowu łatwo rozpoznać tok myślenia autora przekładu: nazwisko ?Viehmann? zapisywane jest cyrylicą jako ???????? lub ????????, z czego powstała hybryda: ?Fimann?.

DSC02960

Znajdziemy tu także wiele drobnych, lecz irytujących przekłamań: niezwykle ważna dla baśni braci Grimm rodzina Hassenpflug zwie się tutaj ?Hassenpflung?, dyrektor szkoły Johann Georg Zinckhan to (bezimienny) ?Zinkhan?, a nazwisko rodowe żony Wilhelma Grimma zapisywane jest jako ?Wilde?, a nie ?Wild?, i na dodatek odmieniane jak nazwisko Oscara Wilde?a: ?Kiedy mieszkali w Hessen [sic!], rodzina Grimmów przyjaźniła się z rodziną miejscowego aptekarza Wilde?a, który miał pięć córek i jednego syna? (s. 7). Gdyby nawet rodzina zwała się ?Wilde?, a nie ?Wild?, należałoby przecież pisać o rodzinie ?aptekarza Wildego?, a nie ?Wilde?a?. Podobnie w innym miejscach mowa jest o ?rodzinie Wilde?ów? oraz o przyjaźni z ?Wilde?ami?.

DSC02961

1.2 Błędna topografia
Podobne błędy znajdziemy w zapisie nazw miejscowości. Niemiecka wieś ?Niederzwehrn?, gdzie mieszkała Dorothea Viehmann, zwie się tutaj ?Niderzwern?. Jednak o wiele bardziej razi następujący powtarzający się błąd:

Ród Grimmów należał do starych rodów wywodzących się z okolic Hessen. (s. 4)
Pół roku później zapisała obu braci do liceum w Hessen. (s. 4)
Kiedy mieszkali w Hessen, rodzina Grimmów przyjaźniła się z rodziną miejscowego aptekarza Wilde?a, który miał pięć córek i jednego syna. (s. 7)

?Hessen? to oczywiście niemiecka nazwa kraju, zwanego zgodnie z polską tradycją ?Hesją?. Natomiast tłumaczka uznaje ?Hessen? za miasto, a nie kraj (pisze bowiem o ?okolicach Hessen? oraz o ?liceum w Hessen?). Tymczasem ród Grimmów wywodził się z terenu Hesji, a bracia Grimm uczęszczali do słynnego Lyceum Fridericanium w mieście Kassel. Także w Kassel, a nie ?w Hessen?, zaprzyjaźnili się z rodziną aptekarza Wilda. Niestety forma ?Hessen? rodzi dalsze nieprzyjemne skutki i staje się punktem wyjścia dla przymiotnika ?hesseński?, chociaż ? jak się domyślamy ? chodziło o przymiotnik ?heski?:

Z pomocą przychodzi im ciotka, siostra matki, Henrietta Filipina Zimmer, dwórka hesseńskiej hrabiny. (s. 4)
Z Wilde?ami i Grimmami przyjaźniła się rodzina ministra ostatniego hessńskiego [sic!] urzędu wojskowego Ludwiga Hassenpflunga. (s. 8)

W innym miejscu bracia muszą opuścić ?Hannover?, chociaż w języku polskim obowiązuje spolszczona nazwa ?Hanower?:

? a pewnego razu z rozkazu kumberlandzkiego księcia Ernesta Augusta musieli w ciągu trzech dni opuścić Hannover. (s. 7)

Powyższe zdanie ciekawe jest także z innych względów: enigmatyczny ?kumberlandzki książę Ernest August? to po prostu król Hanoweru Ernest August I, książę Cumberland, panujący w Hanowerze w latach 1837-1851, a bracia Grimm nie tyle musieli na jego rozkaz opuścić ?Hannover? (w rosyjskim oryginale chodziło z pewnością o Królestwo Hanoweru, a nie o miasto Hanower), co Getyngę, gdzie byli profesorami (poniżej więcej o proteście ?siedmiu z Getyngi?). Nawet pobieżna znajomość biografii braci Grimm pozwoliłaby tłumaczowi przedmowy uniknąć także i tego typu błędów.

1.3 ?Ząb czasu?
Dzięki prywatnej korespondencji z wydawnictwem wiadomo, że przekład, a zapewne i przedmowa, opierają się na rosyjskim wydaniu baśni z końca XIX wieku. Szkoda, że w książce nie znajdziemy stosownej informacji, że tekst zatytułowany: Kilka słów o baśniach braci Grimm i samych autorach liczy ponad 100 lat. Szkoda, bo taka wskazówka wyjaśniłaby czytelnikowi, dlaczego ta przedmowa trąci myszką, a wiele z erudycyjnych szczegółów jest już nieaktualnych w świetle najnowszych rozpoznań historyków literatury. Już zdanie z pierwszego akapitu mówiące o ?starych, dobrodusznych narratorach? wędrujących ?po terytorium Niemiec? brzmi niezbyt precyzyjnie:

Dla większości z nas jawią się jako dwaj starzy, dobroduszni narratorzy i doświadczeni staruszkowie rozśmieszający lub straszący dzieci, zawsze z ciepłym uśmiechem. Nawet wielu studentów filologii uważa, że byli zbieraczami folkloru, którzy wędrowali po terytorium Niemiec i zapisywali baśnie opowiadane przez wiekowe staruszki. (s. 3)

Także informacje o źródłach baśni są już nieaktualne i ogólnikowe. Nie do końca jasne jest, co znaczy, że ?baśnie leżały pod nogami?:

Można rzec, że baśnie leżały po prostu pod nogami i nikomu do głowy nie przyszedł pomysł, żeby te historie, którymi zabawiały i układały do snu swoje pociechy mamy i babcie, mogą stać się częścią literatury niemieckiej, a później i światowej. (s. 6)

Oczywiście trzeba też zaznaczyć, że obydwa powyższe cytaty zawierają również błędy językowe (?jawić się dla kogoś?* zamiast ?jawić się komuś? czy: ?historie, którymi (?) układały do snu swoje pociechy mamy i babcie?*). Jednak ?ząb czasu? najbardziej widoczny jest w poniższym cytacie:

? a pewnego razu z rozkazu kumberlandzkiego księcia Ernesta Augusta musieli w ciągu trzech dni opuścić Hannover. (s. 7)

Jak już wspomniałam, w cytacie tym jest mowa o wydaleniu braci Grimm z Getyngi. Jakub i Wilhelm Grimm należeli do tzw. ?siedmiu z Getyngi?, którzy w roku 1837 zaprotestowali przeciwko uchyleniu liberalnej konstytucji przez króla Ernesta Augusta. W wyniku protestu bracia Grimm musieli opuścić Królestwo Hanoweru i stracili tym samym posady na uniwersytecie w Getyndze, przy czym w ciągu trzech dni granice królestwa musiał opuścić jedynie Jakub Grimm. Ich sytuacja zawodowa nie była łatwa i dopiero pomoc Fryderyka Wilhelma IV, króla Prus, który powołał ich w poczet członków Pruskiej Akademii Nauk, zapewniła im utrzymanie i stabilny byt. Jest zrozumiałe, że w wydaniu baśni dopuszczonym przez cenzurę carską, informacje o proteście ?siedmiu z Getyngi? zostały podane w sposób zawoalowany, by czytelnik nie mógł się dowiedzieć, z jakiego powodu bracia musieli w ciągu trzech dni opuścić ?Hannover?. Jednak w tekście, który został wydany ponad 100 lat później, w innym świecie i bez cenzury, powinno się znaleźć jakieś wyjaśnienie istotnego wydarzenia z życia braci Grimm, którzy w swojej ojczyźnie cenieni są także za ten odważny akt sumienia. Jednakże, zważywszy na wymienione wcześniej rażące błędy ortograficzne i gramatyczne, trudno się dziwić nonszalanckiemu podejściu tłumacza/redaktora.

1.4 Niejasności i niezręczności językowe
Tekst przedmowy zawiera wiele zdań brzmiących niezręcznie lub niejasno. Warto zacytować kilka z nich:

W 1803 r. znakomity niemiecki pisarz romantyk Ludwig Tik (1773-1853) wydał swój pierwszy zbiór Pieśni minnesingerów opracowane [sic!] z dialektu szwabskiego (południowa część ziem niemieckich)? (s. 5)

W zdaniu tym pojawia się nieszczęśliwa zbitka: ?zbiór Pieśni minnesingerów opracowane z dialektu szwabskiego?, a sformułowanie, iż dialekt szwabski pochodzi z ?południowej części ziem niemieckich? brzmi anachronicznie w czasach, gdy Niemcy funkcjonują jako jeden organizm państwowy w ostatecznie ustalonych granicach. Nie wiadomo więc, czym mogą być dzisiaj owe ?ziemie niemieckie?. Zabawne wrażenie robi także następujące zestawienie: na stronie 4 dowiadujemy się, że ?W ich [Grimmów] rodzinie było pięcioro dzieci, czterech chłopców i jedna dziewczynka?, a na stronie 7 możemy przeczytać: ?U Grimmów było pięciu synów i jedna córka?. Które zdanie jest poprawne? Z książki nie wynika, że drugie. Nie jest także jasne, co znaczy ?minister ostatniego hessńskiego urzędu wojskowego? (?Z Wilde?ami i Grimmami przyjaźniła się rodzina ministra ostatniego hessńskiego [!] urzędu wojskowego Ludwiga Hassenpflunga [!]?; s. 8).

Dość nieszczęśliwe jest również tłumaczenie fragmentu przedmowy braci Grimm, w której opowiadają oni o spotkaniu z Dorotheą Viehmann, zwanej tu oczywiście ?Fimann?. Przekład na język polski niewiele ma wspólnego z podniosłym tonem tekstu Grimmów. Warto przyjrzeć się poniższemu zdaniu, w którym bracia Grimm relacjonują swoje spotkanie z panią Viehmann:

Szczęśliwy przypadek połączył nas z tą kobietą, jeszcze dość żwawą i energiczną, chociaż była już sporo po pięćdziesiątce (s. 8).

Taki opis ?kobiety sporo po pięćdziesiątce? mógłby się znaleźć we współczesnej prasie, jednak w przekładzie tekstu sprzed dwustu lat razi i śmieszy. Dla porównania przytaczam oryginalne zdanie i własny jego przekład:

Die Frau Viehmännin war noch rüstig und nicht viel über 50 Jahre alt. / Pani Viehmannowa była jeszcze pełna werwy i miała niewiele ponad pięćdziesiąt lat.

1.5 Nieznajomość tradycji literackiej
Szczególny typ błędów dotyczy także dosłownego tłumaczenia dzieł literatury, które mają już w języku polskim swoje tytuły. I tak dzieło Des Knaben Wunderhorn nosi w języku polskim tytuł: Cudowny róg chłopca, i nie nazywa się wcale: Czarodziejski róg młodzieńca, jak w cytacie poniżej:

Swój zbiór ludowych pieśni pt. Czarodziejski róg młodzieńca Brentano i Arnim wydali w 1806 r., ale dzięki znajomości [jakiej? kogo?] bracia Grimm poznali te teksty jeszcze przed ukazaniem się książki. (s. 5)

Do rangi anegdoty urasta też poniższy cytat:

W 1797 r. niemiecki pisarz romantyk Ludwig Tik [sic!] wydał zbiór Baśnie ludowe (jest również autorem komedii baśniowych: Kot w butach i Niebieska broda)? (s. 5)

Owa nieszczęsna Niebieska broda powstała w wyniku kalki niemieckiego tytułu Der Blaubart (blau ? niebieski, Bart ? broda) zdradza nieznajomość literackiej tradycji (tutaj postaci Sinobrodego), bez której nie da się przecież skutecznie tłumaczyć tytułów.

DSC02959

2. Analiza treści baśni
Trudno analizować jakość przekładu samych baśni bez znajomości oryginału, czyli w naszym przypadku wydania rosyjskiego. W takiej sytuacji nie wiadomo bowiem, czy ewentualne przeinaczenia lub modyfikacje tekstu należy złożyć na karb redakcji P. N. Polewoja czy też należy się ich doszukiwać po stronie redakcji polskiej.

Dla ilustracji kilka przykładów takich wątpliwości:
1. w oryginalnej baśni Żabi król (nr 1) najmłodsza królewna bawi się w oryginale złotą kulą ? w omawianej wersji mamy ?złotą piłeczkę? (s. 13);
2. w baśni Wilk i siedem koźlątek (nr 5) słynna ironiczno-smutna konstatacja dotycząca młynarza, który ze strachu pobielił wilkowi łapę, chociaż wiedział, że wilk planuje jakąś niegodziwość: ?Ja, das sind die Menschen? (KHM 1857: 27) (?Tacy właśnie są ludzie!?, EPK), traci na sile i staje się opisem jednostkowego przypadku: ?Cóż, tacy ludzie też bywają na świecie? (s. 43);
3. podobnie, w tej samej baśni, żartobliwa uwaga o koźlątkach, które z radości podskakiwały jak ?krawiec na weselu? (?Da herzten sie ihre liebe Mutter, und hüpften wie ein Schneider, der Hochzeit hält?; KHM 1857: 28), staje się zwykłym stwierdzeniem: ?Koźlęta zaczęły (?) podskakiwać wokół niej wesoło? (s. 44);
4. w oryginalnej baśni Dobry interes (nr 6) chłop mija staw z żabami, które ? jego zdaniem ? źle wyliczyły jego zapłatę. W omawianym przekładzie pojawiają się kaczki, jak się można domyślić z racji podobieństwa słów: ?kwa? ? ?dwa?:

Dochodziło stamtąd kwakanie kaczek:
– Kwa, kwa, kwa, kwa!
– No tak ? powiedział do siebie ? plotą byle co, przecież dostałem siedem talarów, a nie dwa. (s. 56)

5. baśń Roszpunka (nr 12) rozpoczyna się od zaskakującego (i nieobecnego w żadnym z wydań oryginału ) zdania: ?Gdzieś daleko w trzydziestym królestwie żył mąż z żoną?? (s. 83);

DSC02963

6. wiedźma, która więzi Roszpunkę, zwie się tutaj „stara Goszel” (s. 85), chociaż oryginał mówi o „die alte Frau Gothel” (KHM 1857: 67), co oznacza ni mniej ni więcej „matkę chrzestną”;
7. w prześmiewczej baśni Trzy prząśniczki (nr 14) tytułowe postaci ratują leniwą dziewczynę przed przędzeniem przypisując defekty swojej urody czynnościom związanym z tą pracą (płaska stopa od naciskania pedału kołowrotka, obwisła warga od ślinienia nici, szeroki kciuk od kręcenia nici; por. KHM 1857: 78). Z nieuzasadnionej przyczyny druga prządka w najnowszym przekładzie ma obwisłą wargę ?od moczenia? (s. 98)? czego? Tego tłumaczka nie wyjaśnia;
8. w baśni O rybaku i jego żonie (nr 19) nie dziwi obecność ?złotej rybki? (s. 120) zamiast oryginalnego ?turbota?. Tutaj źródło błędu jest raczej jednoznaczne ? można założyć, że ?złota rybka? przeniknęła do tradycji polskich przekładów za sprawą Puszkinowskiej złotej rybki. Jednak niezgodne z oryginałem jest również tłumaczenie kolejnych próśb żony rybaka, która chciała być jakoby ?królową? i ?cesarzową? (s. 125n.), podczas gdy w oryginale żona rybaka jednoznacznie życzyła sobie ról męskich (?König?, ?Kaiser?, por. KHM 1857: 104n.), i chociaż w języku polskim (a także w rosyjskim) niezgodność rodzaju nie brzmi szczęśliwie: ?I co, kobieto, jesteś teraz królem??/?Ach żono, do twarzy ci być królem!?/ ?Ależ żono (?) na co ci być cesarzem??, to jednak ważniejsza od poprawności powinna tu być wierność oryginałowi (żona rybaka pragnąc władzy słusznie domagała się ról męskich, bo tylko one oznaczały realną władzę). Jednak największym zafałszowaniem jest przekład ostatniego żądania żony rybaka: ?chcę być samym Bogiem? (s. 127), podczas gdy oryginał jednoznacznie stwierdza: ?ik will warden as de lewe Gott? (Grimm 1857: 108) (?chcę być jak dobry Bóg?), co jest jawnym nawiązaniem do Księgi Rodzaju i grzechu pierworodnego Adama i Ewy, którzy pragnęli być ?jak Bóg? (por. Rdz 3,4). Niezgodna z oryginałem i nielogiczna prośba żony rybaka, by ?być samym Bogiem? czyni z tej przypowieści o ludzkiej pysze opowieść o chorobie psychicznej (a nie to było zamiarem autorów);
9. Czerwony Kapturek, który w oryginale składa się z dwóch części, w tym wydaniu ogranicza się tylko do części pierwszej;
10. w oryginale baśni Śpiąca Królewna (nr 50) królewska para zaprasza na chrzciny postaci zwane ?die weisen Frauen? (KHM 1857: 251) ? są to ?mądre niewiasty?, które zastąpiły zbyt francuskie ?wróżki? z pierwszego wydania (?die Feen?; KHM 1812: 225). A w omawianym przekładzie znajdujemy po prostu: ?czarodziejki?, niezgodne z intencją autorów (s. 289).

Powyższych dziesięć przykładów z pierwszych pięćdziesięciu baśni nie wyczerpuje oczywiście problemu, ale każe się domyślać, że ? podobnie jak w przypadku przedmowy? odstępstwa te są wynikiem bazowania na przekładzie rosyjskim. Tłumaczka wykonała swoją pracę, jaką był przekład tekstu z języka rosyjskiego na język polski, jednak w szerszej perspektywie takie podejście uznać trzeba za niewystarczające. Tłumaczka, jak można założyć, była świadoma, że dokonuje ?przekładu z przekładu?, ale nie wzięła pod uwagę oczywistej dla teoretyków przekładu kwestii, że każdy przekład jest rodzajem interpretacji, a więc siłą rzeczy także modyfikacją oryginału. Tym samym tłumaczka nie uznała za konieczne weryfikacji własnych decyzji translatorskich w oparciu o oryginał, jakim jest tekst niemiecki. Wobec tekstu tak istotnego dla kultury i literatury światowej, jakim są baśnie braci Grimm, tego typu podejście uznać trzeba za błędne i prowadzące do poważnych przekłamań.

3. Filologiczna wartość przekładu z języka rosyjskiego
Omawiane wydanie baśni ma jednak szczególną wartość dla historyków literatury i przekładoznawców, gdyż wiele się z niego dowiadujemy o rosyjskim przekładzie baśni braci Grimm.

W kontekście polskich przekładów baśni braci Grimm zaskakujące jest to, że już w XIX wieku w Rosji tłumaczono baśnie wiernie, bez pedagogicznych wtrętów i bez cenzury. Nie licząc drobnych dodatków czy wspomnianych wyżej przeinaczeń, całość baśni robi wrażenie przekładów wykonanych z wielką filologiczną starannością. Tłumacz na język rosyjski wyraźnie nie uzurpował sobie prawa do poprawiania tekstu zgodnie z własnymi wyobrażeniami o oczekiwaniach czytelniczych czy celami dydaktycznymi. Najlepiej to widać na przykładzie zakończeń baśni opisujących kary wymierzane negatywnym bohaterom.

W tradycji polskiej dominowała tendencja do łagodzenia rzekomo brutalnych kar czy wręcz zmiany treści i nawet baśnie przełożone wiernie przez Marcelego Tarnowskiego podlegały cenzurze. W ten sposób historyk literatury czy krytyk przekładu może się dowiedzieć, że w zakresie przekładu i recepcji baśni braci Grimm mamy w stosunku do Rosjan prawie sto lat opóźnienia. W tym kontekście ocenić należy pozytywnie wartość omawianej edycji baśni, jakkolwiek nie przekłada się ona na porównywalne korzyści dla czytelnika, który może sięgnąć po przekłady wykonane bezpośrednio z języka oryginału, pozbawione wyżej opisanych błędów i uwzględniające aktualny stan badań nad baśniami Grimmów.

4. Krytyka błędów w przekładzie
Czy teoria przekładu powinna zajmować się błędami w przekładzie? Można zapytać, czy więcej korzyści nie przyniesie wnikliwa analiza kongenialnego przekładu literackiego arcydzieła. Jednak pisanie o arcydziełach przekładu i literatury to nie wszystko ? krytyka przekładu powinna pisać także o translatorskich ?knotach?. Ponadto baśnie należą do gatunków popularnych i czytanych dzieciom, które nie mają jeszcze tyle wiedzy językowej, by obronić się przed błędami.

Z tego względu niniejsza analiza nie wynika z osobistych pobudek: polemiki jednej tłumaczki baśni Grimm z tłumaczką innego wydania baśni. Aczkolwiek warto zaznaczyć, że taka polemika byłaby bardzo inspirująca i mogłaby wiele wnieść do namysłu nad relacją między przekładem a interpretacją.

Poza tym odnoszę wrażenie, że większość opisanych powyżej błędów nie została zawiniona przez samą tłumaczkę. Błędy, jakie przedostały się do omawianego wydania, są przede wszystkim wynikiem działań wydawnictwa, które najwyraźniej nie wsparło tłumaczki-rusycystki w trudnym (i na dodatek kuriozalnym) zadaniu przekładu niemieckich baśni z języka rosyjskiego na język polski. Być może zawiniły krótkie terminy (tom z baśniami pojawił się na rynku przed samym Bożym Narodzeniem jako idealny prezent pod choinkę), brak kompetentnego redaktora (błędy językowe!) oraz zupełny brak pomysłu na samą książkę. Bo przecież jeśli wydawnictwo porywa się na nowy przekład Wszystkich baśni i legend braci Grimm, to warto byłoby także przygotować się merytorycznie, poczytać okolicznościowe artykuły, a przede wszystkim oddelegować germanistę do pomocy tłumaczce rusycystce.

A tak powstało luksusowe wydanie z rażącymi błędami. Warto tu bowiem wspomnieć również o błędzie drukarskim ? źle dobranych znakach polskich, które utrudniają lekturę tego prawie tysiącstronicowego tomiszcza. W prywatnej korespondencji wydawnictwo przyznało, że pracuje nad drugim wydaniem Wszystkich baśni i legend, gdyż jest świadome błędów obecnych w wydaniu pierwszym. Jednak dopiero publikacja drugiego wydania pokaże, czy i na ile wydawnictwo REA faktycznie jest tych błędów świadome.

***
Omawiany przekład baśni to: Bracia Grimm. Wszystkie baśnie i legendy, tłum. Rozalia Skiba, Warszawa: REA (bez roku wydania).
Pełna wersja niniejszego tekstu z przypisami i bibliografią ukazała się jako: E. Pieciul-Karmińska, ?Niebieska broda?, czyli dlaczego nie należy tłumaczyć baśni braci Grimm z języka rosyjskiego, [w:] Język ? Komunikacja ? Informacja, t. 8, Poznań 2013. (58-77)
Oryginalne baśnie braci Grimm można znaleźć na stronie internetowej: http://de.wikisource.org/wiki/Kinder-_und_Hausm%C3%A4rchen

Kolorowy Uniwersytet UAM: „O turbocie i złotej rybce. Baśnie braci Grimm i ich tajemnice”

kolorowy12Nasza Alma Mater od pewnego czasu prowadzi roczne zajęcia dla uczniów szkół podstawowych, visit web czyli Kolorowy Uniwersytet UAM. Młodzi słuchacze co miesiąc odwiedzają inny wydział i słuchają tam wykładów z danej dziedziny, mają również swoją inaugurację roku akademickiego, zbierają podpisy w indeksach, a na zakończenie biorą udział w uroczystym absolutorium. W ten sposób poznają naszą uczelnię od środka (kto z nas zwiedził wszystkie wydziały naszej uczelni?), zyskują orientację w różnych dziedzinach nauki i być może już teraz zaczynają rozmyślać nad wyborem kierunku studiów w niedalekiej przyszłości.

13 marca przyszła kolej na wizytę młodych studentów (w liczbie około 200 osób!) na Wydziale Neofilologii UAM. Jeszcze jesienią Instytut Językoznawstwa UAM wystąpił z propozycją zajęć poświęconych baśniom braci Grimm, a nasza propozycja na tyle się spodobała organizatorom Kolorowego Uniwersytetu, że to właśnie ona została wybrana. I zaczęły się przygotowania?

W ciągu kilku miesięcy dyskusji wraz z głównymi koordynatorkami projektu, doktorantkami z naszego Instytutu: Agatą Karaśkiewicz i Małgorzatą Krysiak, doszłyśmy do wniosku, że jeśli nasz wykład będzie poświęcony baśniom braci Grimm, to musimy zadbać nie tylko o część merytoryczną, lecz również o prawdziwie baśniową atmosferę. I tak zrodził się pomysł, żeby organizatorzy (wraz z wykładowczynią) przebrali się za baśniowe postaci, żeby witać dzieci baśniowymi pierniczkami jak z baśni Jaś i Małgosia oraz żeby na koniec obdarować wszystkich uczestników baśniowymi pamiątkami. Zaplanowałyśmy także konkurs na znajomość baśni braci Grimm, w którym nagrodami były pięknie ilustrowane wydania baśni braci Grimm wydawnictwa Media Rodzina. Wydawnictwo Media Rodzina wsparło nas także w zakresie wspomnianych pamiątek, zapewniając nam ogromne ilości zakładek książkowych, pocztówek i baśniowych lizaków.

_DSC0013

Kolejnym etapem pracy, który pozostawał całkowicie w mojej gestii, było przygotowanie wykładu O turbocie i złotej rybce. Baśnie braci Grimm i ich tajemnice. Postanowiłam poszerzyć wiedzę dzieci o baśniach braci Grimm poprzez krótkie przybliżenie sylwetki autorów oraz wspólne ustalenie ?kanonicznej? wersji najbardziej znanych baśni (Czerwony Kapturek, Królewna Śnieżka, Roszpunka, Jaś i Małgosia, Kopciuszek itd.). Takie ujęcie tematu ma nie tylko walor czysto erudycyjny, lecz także pozwala na krytyczne podejście do istniejących adaptacji znanych baśni. Równocześnie jako tłumaczka najnowszego wydania baśni chciałam opowiedzieć o zmianach, które pojawiły się w nowym przekładzie, oraz wyczulić słuchaczy na kwestie odmienności językowej i wierności w przekładzie, co w przyszłości pozwoli dzieciom być krytycznymi odbiorcami literatury tłumaczonej z obcych języków. Na koniec postanowiłam ukazać wszechobecność motywów Grimmowskich w kulturze, aby pokazać słuchaczom, że znajomość kanonu baśni jest podstawą pełnoprawnego uczestnictwa w dialogu kulturowym. Prezentację wzbogaciłam ilustracjami z obydwu wydań baśni wydawnictwa Media Rodzina (autorstwa Adolfa Borna i Ottona Ubbelohdego), które często pojawiają się także na naszym blogu w niniejszej zakładce.

Nasza impreza odbyła się 13 marca 2014 r. w sali C2 Collegium Novum, która chociaż największa na naszym wydziale, to jednak z trudem pomieściła tłumy studentów. Miłych gości witali w progu baśniowymi piernikami: baśniowa wiedźma, Czerwony Kapturek, Roszpunka, Kot w Butach, Zła Królowa. W rozdawaniu pierniczków pomagało dwóch przedszkolaków, Artur i Marta, którzy również byli przebrani w bajkowe stroje.

W tym miejscu chciałabym bardzo mocno podkreślić, że nasz wydziałowy Kolorowy Uniwersytet nie byłby tak udany bez wielkiego wsparcia i zaangażowania osób, które ? tytułem mojego osobistego podziękowania ? chciałabym tu wymienić w kolejności alfabetycznej; są to:

  1. Katarzyna Drużbiak, studentka językoznawstwa i informacji naukowej, pełniąca rolę fotografa;
  2. Weronika Jarzyńska, studentka etnolingwistyki, witająca gości i czuwająca nad spokojnym przebiegiem imprezy;
  3. Sara Popiołek (Kot w Butach), studentka filologii wietnamskiej, która z wielkim poświęceniem czuwała w trakcie wykładu, by spośród odpowiedzi udzielanych przez słuchaczy, wyłuskać tę jedyną właściwą;
  4. Paweł Soboń, student etnolingwistyki, pełniący rolę fotografa;
  5. Magdalena Zadora (Roszpunka), studentka filologii wietnamskiej, która wspierała Kota w Butach w niełatwej pracy odnajdywania dzieci udzielających właściwych odpowiedzi na pytania konkursowe.

kolorowy16

 Organizatorki imprezy, Agata Karaśkiewicz (baśniowa wiedźma) oraz Magdalena Krysiak (Czerwony Kapturek) czuwały nad całością, witały w progu uczestników, a po zakończeniu obdarowały zwycięzców zasłużonymi nagrodami.

Warto dodać, że baśniową prezentację poprzedził wykład młodego wykładowcy (zgodnie z zasadą Kolorowego Uniwersytetu, na którym w rolę naukowców wcielają się sami uczestnicy). Był to Filip Biegański z SSP nr 29 w Poznaniu, który opowiedział o swojej pasji, czyli najszybszych pojazdach świata, a całość zilustrował profesjonalnie przygotowaną prezentacją multimedialną.

kolorowy11

Podsumowując chciałabym jeszcze odnieść się do moich osobistych wrażeń z wykładu. Baśnie braci Grimm, chociaż należą do światowego kanonu literatury dziecięcej, nie są wcale tak dobrze znane w Polsce. Cieszę się, że mogłam przybliżyć młodym studentom wiele z ich tajemnic. I tak, słuchacze mogli dowiedzieć się:

  1. że bracia Grimm nie byli autorami swoich baśni, lecz zbieraczami gotowych fabuł (odwrotnie do innego klasyka ? Hansa Christiana Andersena);
  2. że królewna nie odczarowała żabiego króla pocałunkiem (lecz rzuciła nim w złości o ścianę);
  3. że Kopciuszek nie dostał balowej sukienki od wróżki (lecz od ptaków, które zamieszkiwały drzewo wyrosłe na grobie matki Kopciuszka);
  4. że baśniowy happy end w Królewnie Śnieżce wcale nie polega na romantycznym pocałunku, lecz na o wiele istotniejszej kwestii: sprawiedliwej karze, która dotyka dzieciobójczynię.

Nie wszyscy wiedzieli również,

  1. dlaczego Roszpunka ma na imię Roszpunka;
  2. dlaczego zwierzęta chciały zostać miejskimi muzykantami w Bremie;
  3. dlaczego Jaś i Małgosia zgubili się w lesie;
  4. co wyłowił z wody rybak;
  5. i kim jest Rumpelnicki z filmu Shrek?

Ci, którzy znali odpowiedź na te pytania, zostali obdarowani nagrodami w uznaniu ich nieprzeciętnej wiedzy o świecie baśni braci Grimm.

Pozostaje mi wierzyć, że nasi słuchacze zapamiętają na długo wspólne popołudnie i zabiorą się za lekturę baśni, pamiętając, że nie są to tylko bajeczki dla przedszkolaków, lecz ?literatura mędrców?, w której ujawnia się ludzkie ?łaknienie sprawiedliwości? i tęsknota za światem, w którym dobro zawsze zwycięża.

 

***

Wszystkie zdjęcia autorstwa Katarzyny Drużbiak  i Pawła Sobonia. Poniżej jeszcze drobny wybór:

kolorowy1

kolorowy

 kolorowy17

kolorowy2

 kolorowy14

czerw

Jak odróżnić adaptację baśni braci Grimm od wiernego przekładu?

basnie braci grimm.indd

Polski czytelnik siłą rzeczy poznawać będzie baśnie braci Grimm w przekładzie na język polski, what is ed a przekład ten nie musi być przecież wiernym odwzorowaniem zamiaru oryginału. Jeśli jednak zależy nam, by w czasie lektury baśni wychwycić wszystkie istotne cechy baśni braci Grimm, powinniśmy sięgać do takich przekładów, które w warstwie językowej i treściowej nie odbiegają od oryginału.

Na rynku książki istnieją niezliczone wydania baśni: zbiory ?najpiękniejszych baśni braci Grimm?, bogato ilustrowane wydania pojedyncze, liczne wznowienia dawnych edycji. Popularność baśni sprawia, że są one przetwarzane, reprodukowane, adaptowane ? tak naprawdę w sposób zupełnie niekontrolowany. Często wydawane są nawet bez nazwisk autorów, rzadko zawierają informację o autorze tekstu polskiego.

Jak odróżnić wierny przekład od adaptacji? Wiarygodne wydanie baśni posiadać będzie informację o autorach i tłumaczu, jednakże również i takie edycje często różnią się znacznie od oryginału. Wydawnictwo Nasza Księgarnia sporządziło w roku 1956 tom Baśni w przekładzie Marcelego Tarnowskiego, a pod redakcją Stefanii Wortman. W ramach dyskusji w czasie konferencji ?Funkcja baśni w wychowaniu i kształtowaniu osobowości dziecka? Stefania Wortman wygłosiła znamienne słowa:

„Przez wiele lat pracowałam w ?Naszej Księgarni?, w redakcji dla dzieci młodszych (…). Starannie wybierałyśmy i dobierały baśnie, żeby tylko nie było w nich czegoś okropnego. (?) Na przykład macocha Królewny Śnieżki nie tańczyła aż do śmierci w rozpalonych pantofelkach, tylko umierała krótką bezbolesną śmiercią na widok szczęśliwej pasierbicy (…). Oczywiście nie można było w tym wyborze zamieścić Jasia i Małgosi, bo sprawa palenia czarownicy to zbyt okropne?”

I rzeczywiście, wszystkie przekłady Tarnowskiego zostały w tym tomie ocenzurowane, np. zła królowa w Królewnie Śnieżce najpierw staje się ?tak brzydka, tak potwornie brzydka, że nikt nie mógł na nią patrzeć?, a następnie z krzykiem wybiega z pałacu i ukrywa się w wielkim, gęstym lesie. Inne baśnie w wyborze Stefanii Wortman także mają zmienione zakończenia: zła królowa w Braciszku i siostrzyczce nie zostaje spalona na popiół, ale zamknięta w więzieniu, a fałszywa narzeczona w Gęsiareczce zostaje jedynie skazana na wygnanie, a nie zamknięta w ?beczce wybitej w środku ostrymi gwoździami?. O losie złych sióstr Kopciuszka nie dowiemy się niczego, a baśni o Jasiu i Małgosi w ogóle nie przeczytamy, bo ?zbyt okropna?. Warto o tym pamiętać, bo wydanie pod redakcją Stefanii Wortman było przez ponad 40 lat ?kanonicznym? wydaniem baśni braci Grimm opatrzonym znakiem: ?lektura szkolna (klasa IV)?.

 basnie braci grimm.indd

Kryterium językowo-stylistyczne

Brak kar to jeden z sygnałów, że polski tekst jest typową ?przeróbką?. Bardzo skuteczne jest jednak także kryterium językowo-stylistyczne. Jeśli baśń w polskim przekładzie napisana jest językiem pełnym ozdobników, to jest to sygnał, że mamy do czynienia z nieuprawnioną modyfikacją. Rzecz jest o tyle istotna, że na przykład uczniowie czytający takie ?wystylizowane? baśnie tak naprawdę nie będą w stanie poznać wszystkich istotnych cech baśni (takich jak schematyczność, abstrakcyjność, uniwersalność), gdyż po prostu nie pojawią się w tekście przekładu.

W dotychczasowych przekładach dostosowanie tekstu do specyficznie rozumianej przez tłumacza konwencji baśniowej (swoista dramatyzacja i poetyzacja tekstu) jest tak rozpowszechnionym zjawiskiem, że w zasadzie większość tłumaczeń mogłaby służyć za przykład mnożenia epitetów, potęgowania nastroju i dodawania atrybutów uznawanych przez autora przekładu za ?baśniowe?. Dzieje się tak całkowicie wbrew swoistości gatunku Grimmowskiego, którego zasadą jest prostota i schematyczność ? zarówno fabuły, jak i języka.

basnie braci grimm.indd

Szczególnie ciekawym przykładem ulegania specyficznie rozumianej konwencji ?baśniowości? są przedwojenne tłumaczenia Cecylii Niewiadomskiej. Przekłady te są do dzisiaj obecne na rynku wydawniczym, np. w ramach wydań lektur szkolnych jako tzw. ?wydanie z opracowaniem?. Można się domyślać, że wielu uczniów sięga właśnie po ten przekład, gdyż jest on reklamowany jako lektura szkolna. Polskie wersje baśni są tutaj średnio o połowę dłuższe od oryginałów i znaleźć w nich można całostronicowe passusy, które tłumaczka napisała samodzielnie, np. ?Biedna pasierbica ani jednego słowa przemówić nie śmiała (?) i prać zaczęła. Pierze. Łzy padają na mokre chusty, ręce pękają od mrozu i krwawią białe płótno, lecz ona wciąż pierze?. W oryginale zdania tego nie znajdziemy.

W wersji Niewiadomskiej uderza ozdobny język, skomplikowane konstrukcje zdaniowe, nadmiar przymiotników i zdrobnień. I tak fragment, który w wiernym przekładzie brzmi: ?Jedną noc szczęśliwie przetrwałeś, ale czekają cię jeszcze dwie?, w wersji Niewiadomskiej zyskuje postać: ?Czy zostaniesz na noc drugą? ? spytała dziewica, a gdy królewicz oznajmił, że jest to jego zamiarem, rozpłakała się z radości i nie wiedziała sama, jak ma dziękować za tyle dobroci?.

O ogromie wprowadzonych zmian niech świadczy dłuższy fragment tekstu z baśni Trzy leśne trolle (nr 13). Dla ułatwienia wszystkie dodatki wykraczające poza oryginał zostały zaznaczone kursywą:

Biedna pasierbica ani jednego słowa przemówić nie śmiała, wzięła siekierę i płachtę z bielizną, wyrąbała przerębel w rzece koło mostu i prać zaczęła.

               Pierze. Łzy padają na mokre chusty, ręce pękają od mrozu i krwawią białe płótno, lecz ona wciąż pierze. I nie słyszała nawet, że król z liczną świtą jadąc przez most zobaczył dziewczynę na lodzie i kazał zatrzymać konie.

– Co tu robisz, moje dziecię? ? rzekł do niej łagodnie.

– Bieliznę piorę w rzece ? odparła zmieszana, a kiedy to mówiła, rubin, szmaragd i diament z ust jej opadły.

Król patrzył na dziewczynę, świeżą jak pączek róży, na jej załzawione oczy, zakrwawione ręce, na klejnoty, co z ust jej za każdym razem padały i podobała mu się bardziej, niż wszystkie księżniczki i królewny, jakie znał dotąd.

– Czy masz rodziców, śliczne dziewczę? ? spytał.

– Mam ojca i macochę ? odrzekła nieśmiało ? ale ojciec po świecie pracy szuka, a macocha…

Nie chciała się uskarżać, więc nic nie powiedziała, ale młody król spojrzał na jej pokrwawione ręce i domyślić się wszystkiego.

– Czy chcesz pojechać do mnie i zostać moją żoną? ? odezwał się po chwili namysłu. ? Widzę, że pracowita jesteś i dobra, a piękniejszej darmo bym szukał po świecie.

Dziewczynka aż klasnęła w ręce, tak się ucieszyła, lecz zaraz zawołała ze smutkiem:

– Jakże ja mogę usiąść obok króla w takiej mokrej spódniczce, tak ubogo ubrana? Czyż tak wygląda królowa?

Dla porównania fragment ten w wiernym przekładzie brzmi tak:

Dziewczyna posłuchała i poszła nad rzekę. Tam zaczęła rąbać przerębel w lodzie, a gdy była w samym środku pracy, nadjechała wspaniała kareta, w której siedział król. Kareta zatrzymała się i król zapytał:

– Moje dziecko, kim jesteś i co tam robisz?

– Jestem ubogą dziewczyną i  płuczę przędzę.

Król poczuł litość, a gdy zobaczył, jaka jest piękna, powiedział:

– Czy pojedziesz ze mną?

– O tak, chętnie z całego serca ? odpowiedziała dziewczyna, bo cieszyła się, że zejdzie z oczu matce i siostrze.

 Jak widać na powyższym przykładzie, rozmiar dodanego tekstu jest na tyle obszerny, że baśń tę należałoby uznać za własną twórczość tłumaczki ? rodzaj swobodnej adaptacji. Baśń zostaje uzupełniona o opisy, chociaż ? jak wiemy ? ze swej natury opisów nie lubi. Pojawiają się emocje, o których typowa baśń nie opowiada. Ze szczegółami przedstawione zostaje cierpienie bohaterki, choć i to kłóci się z zasadą wskazaną przez Lüthiego, że ?krew nie płynie, rany nie bolą?. Dodatkowo znajdziemy tutaj swoiste dopowiedzenia ? w oryginale nie pojawia się postać ojca ? w przekładzie ojciec jest, ale ?po świecie pracy szuka…?. Król nie tyle proponuje bohaterce, by z nim pojechała, lecz pyta dodatkowo, czy zostanie jego żoną. Bohaterka oryginału po prostu rusza z królem, podczas gdy bohaterka przekładu mityguje się i wdzięczy jak postać z romansideł. Warto zapytać, z czyją twórczością zapoznawać się mają uczniowie w ramach obowiązkowych lektur szkolnych: z dziełem braci Grimm czy też z infantylną wizją tłumaczki. W tym miejscu trzeba przypomnieć, że sami bracia Grimm wypowiadali się przeciw literackiemu upiększaniu baśni i w swej przedmowie pisali o tym tak:

Wyćwiczona ręka takich adaptacji podobna jest do owej nieszczęśliwie obdarowanej, która wszystko, czego tknie, zamienia w złoto, w tym również potrawy, i dlatego w samym środku przepychu nie nakarmi nas i nie napoi. I nawet tam, gdzie ktoś odwołuje się do mitologii i jej obrazów powodowany jedynie siłą swej wyobraźni, jakże wszystko jest czcze, pozbawione treści i kształtu, pomimo najlepszych i najsilniejszych słów! My jednakże sprzeciwiamy się jedynie tym adaptacjom, których celem jest upiększanie baśni i wzmacnianie ich poetyckości ? a nie swobodnemu komponowaniu tych samych treści we własnych, należących do swej epoki utworach, albowiem któż chciałby stawiać granice poezji?

Ogromna ilość zmian w polskich wersjach baśni pozwala sądzić, że wiele z istniejących polskich tłumaczeń nie może być rozpatrywanych w kategoriach przekładu właściwego. Tymczasem wątki, bohaterowie, motywy obecne w baśniach oryginalnych pojawiają się w niezliczonych nawiązaniach, metaforach, powiedzeniach. Wiele z nich jest nieczytelnych dla odbiorcy polskiego właśnie z racji mniej czy bardziej pięknych, lecz zawsze niewiernych wersji poszczególnych baśni.

 

 basnie braci grimm.indd

Wszystkie ilustracje pochodzą z wydania: Bracia Grimm, Baśnie, tłum. Eliza Pieciul-Karmińska, il. Adolf Born, Poznań: Media Rodzina 2009.

„Miejscy muzykanci z Bremy” – zawsze aktualna baśń o miejskich etatach, uchodźcach i rynku pracy

1. Tytuł

Wielu z nas baśń o „muzykantach z Bremy” kojarzy prawdopodobnie z liczbą w tytule jako: O czterech muzykantach z Bremy (tłum. M. Tarnowski) lub Czterech muzykantów z Bremy (tłum. Z. A. Kowerska). W polskiej tradycji przyjął się taki właśnie tytuł nawiązujący do innych tytułów Grimmowskich baśni, w których liczby nabierają szczególnego znaczenia (Trzej czeladnicy, Trzej bracia, Sześciu zdobędzie cały świat, Siedmiu Szwabów, Dwunastu braci, Dwunastu myśliwych itd.).

Tymczasem tytuł oryginalny nie podkreśla wcale liczby bohaterów, lecz skupia się na zupełnie innym aspekcie. Die Bremer Stadtmusikanten to nie tyle Muzykanci z miasta Bremy [tak przykładowo przetłumaczono tytuł filmowej adaptacji tej baśni: http://pl.wikipedia.org/wiki/Muzykanci_z_miasta_Bremy], co Miejscy muzykanci z Bremy (tłum. E. Pieciul-Karmińska), gdyż Stadtmusikant oznacza „miejskiego muzykanta”, czyli muzykanta zatrudnionego przez miasto (w tym wypadku przez Bremę, która była wolnym miastem hanzeatyckim).

Gdy więc osioł postanawia ratować skórę, podejmuje ambitną decyzję wyruszenia do Bremy, by tam dostać „etat” miejskiego muzykanta:

…ruszył drogą do Bremy. Pomyślał, że przecież mógłby tam zostać miejskim muzykantem. (tłum. E. Pieciul-Karmińska)

W tym miejscu ujawnia się subtelna ironia: zwierzęta, które do niczego się już nie nadają, wpadają na pomysł, że przecież zawsze mogą zostać miejskimi muzykantami w Bremie, co ostatecznie świadczy jedynie o niskim poziomie życia kulturalnego w Bremie. Jednak pomimo tej uszczypliwości baśń ta cieszy się w samej Bremie niesłabnąca popularnością, a czwórka zwierząt doczekała się tam swojego pomnika.

 pomnik muzykantów

W tym sensie przekłady, w których znika wspomnienie o „zinstytucjonalizowanym” wymiarze pracy muzykantów, zacierają całkowicie komizm i sarkazm wpisany w tę baśń. U Marcelego Tarnowskiego czytamy:

… uciekł w stronę miasta Bremy. Tam, myślał, będzie mógł zostać muzykantem. (tłum. M. Tarnowski)

W takiej wersji osioł planuje karierę zwykłego „muzykanta”, a czytelnik nie otrzymuje informacji, że osioł zamierza zatrudnić się na miejskim etacie (któż nie chciałby być na utrzymaniu miasta!). Z tego względu w najnowszym przekładzie „miejski muzykant” został opatrzony przypisem tłumaczki: „Miejski muzykant (niem. Stadtmusikant) – muzykant na utrzymaniu miasta, zrzeszony w cechu” (Baśnie dla dzieci i dla domu, Poznań: Media Rodzina 2010, t. I, s. 151).

Wydaje się, że przeoczenie istotnej informacji z oryginalnego tekstu wynikać może z odmienności strukturalnej języków. Język niemiecki preferuje złożenia (Stadtmusikant = Stadt + Musikant), które w języku polskim muszą zostać odpowiednio zinterpretowane, a to daje także możliwość błędnego przyporządkowania przydawki, więc zdarza się, że człon „Stadt” zostaje przełożony jako „miasto” (muzykanci z miasta Bremy), a nie jako „miejski” (miejscy muzykanci z Bremy). Takiego problemu nie ma przykładowo w przekładzie na język angielski, który w charakterze przydawki może używać rzeczownika w niezmienionej formie: angielski tytuł tej baśni brzmi: The Bremen town musicians.

2. Ciężar ideowy baśni

Treść baśni jest prawdopodobnie także wszystkim nam znana, a streszcza się w ikonicznym już wręcz obrazie czwórki zwierząt tworzących piramidę. Wszyscy wiemy, że czworo wędrowców (którzy zresztą ostatecznie nigdy nie zostali tytułowymi miejskimi muzykantami w Bremie) wspólnymi siłami przegania zbójców, przeciwników o wiele groźniejszych i silniejszych, więc baśń ta funkcjonuje zwykle jako przypowieść o sile przyjaźni i sensie wspólnego działania. Warto jednak dodać, że jest to baśń o wiele większym ciężarze ideowym i symbolicznym, często niedoceniana w Polsce – również za sprawą nieprecyzyjnych przekładów.

 

miejscy muzykanci z Bremy

 

Miejscy muzykanci z Bremy rozpoczyna się zgoła niebaśniowo, a opis sytuacji głównych bohaterów przypomina raczej naturalistyczną prozę: oto osioł, który „w końcu opadł z sił i coraz mniej nadawał się do pracy”; stary pies, którego pan postanowił „zatłuc”; kot, który ma „już swoje lata”, więc jego pani chce go „utopić”; i wreszcie kogut, który w niedzielę ma zostać zjedzony w rosole. Można by rzec, że jest to przypowiastka o trudnym losie zwierząt domowych, wiemy jednak, że zwierzęta w bajkach zwykle uosabiają ludzi. Nie na darmo baśń ta nazywana jest więc przypowieścią o „rynku pracy”, o świecie, w którym nie ma miejsca dla ludzi starych i niezdatnych.

Bohaterowie baśni nieprzypadkowo określani są jakże współczesnym słowem „Landesflüchtige”, które w większości polskich przekładów oddawane jest za pomocą słowa „zbieg” (Tarnowski, Kowerska), niezbyt fortunnego w tym kontekście, gdyż „zbieg” nie oddaje całego ciężaru oryginalnego określenia. W najnowszym tłumaczeniu pojawia się słowo: „uchodźca”, gdyż to właśnie ono oddaje sytuację głównych bohaterów, którzy nie z własnej winy musieli udać się na tułaczkę. „Uchodźcy” przenoszą nas także w sam środek współczesnego świata, bo Miejscy muzykanci z Bremy to baśń ponadczasowa i zaskakująco aktualna.

3. „Coś lepszego niż śmierć znajdziesz wszędzie”

Także z tej właśnie baśni pochodzi często cytowane w literaturze niemieckiej, głęboko filozoficzne zdanie: „Etwas Besseres als den Tod findest du überall” (Coś lepszego niż śmierć znajdziesz wszędzie). Po cytat ów sięga Carl Zuckmeyer w swym Kapitanie z Köpenick , by ukazać, że każda sytuacja bez wyjścia może stać się nowym początkiem. W niemieckojęzycznym internecie wyszukiwarka wskazuje ok. 300 tysięcy stron zawierających ów cytat.

Zdanie to wygłasza osioł namawiając koguta, by nie czekał bezwolnie na niechybną śmierć, lecz by udał się z pozostałymi zwierzętami do Bremy. W najbardziej znanym przekładzie Marcelego Tarnowskiego trudno odnaleźć filozoficzne przesłanie oryginału, gdyż zdanie to brzmi wręcz trywialnie: „Na śmierć zawsze masz jeszcze czas”. W takim kształcie nie mogłoby ono stać się tytułem przemówienia prof. Wernera Welziga, Prezesa Austriackiej Akademii Nauk, w całości opartego na tej właśnie baśni (Coś lepszego niż śmierć znajdziesz wszędzie, czyli czego można nauczyć się od osła). W innym współczesnym przekładzie próżno by szukać chociażby parafrazy tej sentencji, jak gdyby tłumaczka sądziła, że odbiorca dziecięcy zainteresowany jest jedynie wątkiem przygodowym, a cała reszta to zbędne ozdobniki, nieistotne dla rozwoju akcji. I tak słynna wypowiedź osła, która w najnowszym przekładzie brzmi następująco:

Coś ty, Krasnogłowy! – powiedział osioł. – Lepiej chodź z nami, idziemy do Bremy. Coś lepszego niż śmierć znajdziesz wszędzie. Masz dobry głos, a gdy będziemy wspólnie  muzykować, na pewno dobrze to razem zagra. (tłum. Eliza Pieciul-Karmińska)

w omawianym przekładzie została znacznie zredukowana:

Chodź, Czerwony Grzebyku – zawołał osioł. – Chodź z nami do Bremy! Masz piękny głos, możesz tam zostać muzykantem. (tłum. Joanna Pietras)

Podobnej redukcji dokonuje Anna Sójka w innym przekładzie skierowanym do odbiorcy dziecięcego:

Rzuć to podwórko – pokiwał głową osioł. – Tutaj nikt nie doceni twojego głosu. (tłum. Anna Sójka)

Warto nadmienić, że w dziewiętnastowiecznym przekładzie Kowerskiej znajdziemy wierny przekład tego cytatu:

Idziemy do Bremy; coś lepszego od śmierci znajdziesz wszędzie. Masz głos dobry i jeśli będziemy razem muzykowali, to będzie ładnie. (tłum. Z. A. Kowerska)

 fragment muzykantów 2

4. Imiona

Swą siłę bohaterowie czerpią nie tylko z tego praktycznego przesłania, lecz również z tego, że przestali być przedmiotami, którymi byli na służbie u człowieka, bo przecież mieli zostać zlikwidowani, jak zużyte przedmioty, gdy skończył się ich „okres przydatności”. Zwierzęta odzyskują swoją podmiotowość nie tylko za sprawą odważnego aktu ucieczki i próby podjęcia nowego życia, lecz również za sprawą nadania sobie imion: niepowtarzalnych, niewymiennych i podkreślających ich wyjątkowość. Osioł zwraca się do napotkanych zwierząt po imieniu odwołując się do ich „znaków szczególnych”. Pies to „Bierzgo” (analogicznie do użytej w oryginale imperatywnej formie: „Packan”), kot zwie się „Myszołapem”, kogut to „Krasnogłowy”. Na koniec sam kogut obdarza osła imieniem „Siwowłosy” (oryginalne „Grauschimmel” to żartobliwa forma zwracania się do posiwiałego człowieka, stąd w przekładzie zrezygnowałam z narzucającej się formy „Siwek”, która jednoznacznie sugeruje miano zwierzęce, a nie człowiecze). I także tutaj odnieść się trzeba do wcześniejszych przekładów, które nie rozpoznają stwórczej wręcz wagi aktu nadania imienia. W przekładzie Tarnowskiego imiona stają się określeniami z racji zapisania ich małą literą: „Czego tak dyszysz, łapaju?”; „No, cóż to się tobie stało, stary wąsaczu?”; „Ej, rycerzu z czerwonym pióropuszem (…), chodź lepiej z nami”; „Co tam widzisz, kłapouchy?”.

Podobnie rzecz wygląda w przekładzie Rozalii Skiby, w którym jedynie osioł doczekał się imienia zapisanego dużą literą (przy czym można dyskutować, czy określenie „szary” nie jest zastrzeżone dla wilka): „Coś się tak zasapał, psie gończy?”;  „A tobie co się przytrafiło, wąsaczu?”;  „Patrzcie go, ale wymyślił, grzebień czerwony…”; „Co tam widzisz, Szary?”.

5. O czym pieje kogut?

Na koniec ciekawostka tłumaczeniowa zaczerpnięta z przekładu Marcelego Tarnowskiego. Kogut pytany przez osła, dlaczego tak głośno pieje, odpowiada:

Muszę dobrą pogodę przepowiedzieć, bo nasza pani uprała koszulki Pana Jezuska i musi je wysuszyć. (tłum. M. Tarnowski)

Zdanie to rodzi wiele wątpliwości. Czytelnik nie wie, dlaczego właścicielka koguta uprała koszulki Pana Jezuska i w ogóle co to są za koszulki (już nie wspominając o tym, że fraza „Pan Jezusek” jest dość niespotykana – zwykle mamy do czynienia z dorosłym „Panem Jezusem” lub z małym „Dzieciątkiem Jezus”). W oryginale czytamy:

Da hab’ ich gut Wetter prophezeit (…), weil unserer lieben Frauen Tag ist, wo sie dem Christkindlein die Hemdchen gewaschen hat und sie trocknen will.

Tarnowski pomylił „unsere liebe Frau”, które jest określeniem Maryi Panny, z „unsere Frau”, czyli po prostu z „naszą panią”, czyli jego właścicielką. Koszulki Dzieciątka Jezus („Christkindlein”) uprała więc jego matka (Maryja), a nie właścicielka koguta. Jaki jest jednak sens tego zdania? Kogut mówi tutaj o „dniu” (unserer lieben Frauen Tag), czyli – innymi słowy – o „święcie”, a odnosi się do święta Oczyszczenia Marii Panny (czyli tzw. Matki Bożej Gromnicznej), które, jak widać, rozumie w sposób dość dosłowny („oczyszczenie” = wypranie koszulek dziecka). Ten cytat to kolejny dowód na żartobliwy wymiar omawianej baśni, prezentującej naiwne rozumienie religijnego święta, którego znaczenie związane ze starotestamentowym wymogiem oczyszczenia kobiety po porodzie było już niejasne. Z tego też powodu kogut dumnie chwali się, że przepowiedział dobrą pogodę na święto, które – jego zdaniem – takiej dobrej pogody potrzebuje (by koszulki wyschły). W najnowszym przekładzie fragment ten został obszernie omówiony w posłowiu tłumaczki i brzmi następująco:

Właśnie obwieszczałem ładną pogodę (…), bo dzisiaj jest święto Przenajświętszej Panienki, gdy wyprała ona koszulki Dzieciątka Jezus i chciała je wysuszyć… (tłum. E. Pieciul-Karmińska)

Inne przekłady na język polski ignorują fragment o koszulkach i łączą pianie koguta z innymi świętami:

Przepowiedziałem na jutro piękną pogodę, (…) bo jutro jest Wielkanoc i przyjadą do nas goście. (tłum. R. Skiba)

Tak dobrze przepowiedziałem pogodę, kiedy kobiety nasze miały prać i suszyć bieliznę na Boże Narodzenie… (tłum. Z. A. Kowerska)

Takie przekłady, choć pozornie logiczne, niwelują żartobliwy wymiar oryginalnej baśni.

 

Wszystkich, którzy już teraz chcą przypomnieć sobie tę piękną baśń, zapraszam do lektury: http://mediarodzina.pl/zasoby/attachments/basnie_grimm_miejscy_muzykanci_z_bremy.pdf

*** 

Zdjęcie pomnika w Bremie wykonała prof. Nawoja Mikołajczak-Matyja z Instytutu Językoznawstwa UAM.

Ilustracje zaczerpnęłam kolejno z następujących wydań:

Jakub i Wilhelm Grimm, Baśnie braci Grimm, tłum. Eliza Pieciul-Karmińska, il. Adolf Born, Poznań: Media Rodzina, 2009.

Jakub i Wilhelm Grimm, Baśnie dla dzieci i dla domu, tłum. Eliza Pieciul-Karmińska, il. Otto Ubbelohde, Poznań: Media Rodzina, 2010.

 

„Dziadek do Orzechów” E. T. A. Hoffmanna – bożonarodzeniowy klasyk

Ponieważ jutro Wigilia i większość z nas jest już zapewne w świątecznym nastroju, information pills chciałabym opowiedzieć dzisiaj nie o ?nieustraszonych braciach Grimm?, treatment lecz o świątecznym klasyku, generic czyli o baśni autorstwa Ernesta Teodora Amadeusza Hoffmanna (1776-1822) zatytułowanej Dziadek do Orzechów i Król Myszy. Dopiero co przy współudziale Instytutu Językoznawstwa UAM, we współpracy ze Składem Kulturalnym i CK Zamek, odbyły się w ?Poznańskie Dni E. T. A. Hoffmanna?, którym w tym roku patronował właśnie Dziadek do Orzechów (więcej szczegółów tutaj: http://skladkulturalny.pl/?p=2383 ).

A co ma wspólnego E. T. A. Hoffmann z Poznaniem? Ten wybitny pisarz w latach 1800-1802 mieszkał w Poznaniu, o czym możecie Państwo przeczytać w  niezwykle cennej, dwujęzycznej publikacji poznańskich germanistek, prof. Edyty Połczyńskiej i dr Ewy Płomińskiej-Krawiec pt.: E. T. A. Hoffmann w Poznaniu 1800-1802 (Poznań: Wydawnictwo Poznańskie 2004). W Poznaniu Hoffmann poznał również swoją żonę, ?polską piękność?, Mariannę Teklę Michalinę Rorer, którą 26. czerwca 1802 r. poślubił w poznańskim kościele Ad Corpus Christi (Bożego Ciała).  hoffmann w lesieBaśń Dziadek do Orzechów i Król Myszy (oryg. Nußknacker und Mausekönig) została wydana krótko przed Bożym Narodzeniem 1816 r. w Berlinie. Jak widać, już dwieście lat temu wydawnictwa dokładały wszelkich starań, żeby na Gwiazdkę publikować książki dla dzieci, które rodzice mogliby kupić swoim pociechom w prezencie. Przyjaciel Julius Eduard Hitzig w swojej biografii Hoffmanna (Aus Hoffmanns Leben und Nachlass), wydanej w 1823 r. krótko po śmierci pisarza, zaświadcza, że baśń Nußknacker und Mausekönig powstała z myślą o jego dzieciach, które z zachwytem przyjęły wiadomość, że występują w niej ich imiennicy. Zresztą opis serdecznych relacji z dziećmi przyjaciela, które bardzo ceniły nie tylko opowiadane przez Hoffmanna bajki, ale też konstruowane przez niego zabawki, odnaleźć można w wielu szczegółach opowieści. Maria, Fryc i Luiza to imiona trojga z pięciorga dzieci Juliusa Eduarda Hitziga, w którego domu Hoffmann bardzo często bywał. Na marginesie warto dodać, że Fritz to Friedrich Hitzig ? późniejszy wybitny architekt niemiecki (http://en.wikipedia.org/wiki/Friedrich_Hitzig).

hoffmannPierwszy rozdział ?Dziadka do Orzechów? zatytułowany jest ?Wieczór wigilijny? i zaczyna się tak:

?Dwudziestego czwartego grudnia dzieciom radcy medycznego Stahlbauma nie wolno było przez cały dzień wchodzić do salonu, a już tym bardziej do sąsiadującego z nim buduaru. Fryc i Maria przykucnąwszy, siedzieli razem w kącie pokoiku na tyłach mieszkania. Zapadł już głęboki zmierzch i zrobiło im się naprawdę nieswojo, gdy ? jak zawsze w Wigilię ? nie zapalono świateł?.

Chyba każdy z nas ma podobne wspomnienia: pełnego niepokoju oczekiwania na wieczór wigilijny i niekończących się rozmów lub rozmyślań o spodziewanych prezentach gwiazdkowych. Już za chwilę Fryc i Maria usłyszą dźwięk dzwonka, drzwi otworzą się, a z wielkiego pokoju zajaśnieje ?taki blask, że dzieci z głośnym okrzykiem ach, ach! jak zaczarowane? staną w progu. Wyjdą im naprzeciw rodzice, wezmą je za ręce i wprowadzą do rzęsiście oświetlonego pokoju. W tym miejscu rozpoczyna się kolejny rozdział zatytułowany Podarunki:

?Zwracam się teraz do ciebie, łaskawy czytelniku lub słuchaczu ? Frycku, Teodorze, Erneście czy też jak jeszcze możesz mieć na imię, i proszę cię, byś przywołał jak najżywsze twoje wspomnienie ostatniego bożonarodzeniowego stołu, bogato zdobionego pięknymi kolorowymi podarkami. Wtedy będziesz mógł sobie dokładnie wyobrazić, jak dzieci z błyszczącymi oczami zatrzymały się oniemiałe, jak dopiero po chwili Maria z głębokim westchnieniem zawołała: ?Ach, jakie to piękne, jakie piękne!?, i jak Fryc wykonał kilka podskoków w powietrzu, które zresztą całkiem dobrze mu się udały. Z pewnością te dzieci musiały przez cały rok być szczególnie grzeczne i pobożne, gdyż nigdy dotąd nie dostały tak wielu pięknych i wspaniałych prezentów jak tym razem.

            Wielka choinka na środku pokoju obwieszona była mnóstwem złotych i srebrnych jabłek, ze wszystkich gałązek jak pączki i kwiaty wyrastały kandyzowane migdały i kolorowe cukierki, i wszelakie słodkości, jakie tylko można sobie wyobrazić. Jednak za najpiękniejszą rzecz w tym cudownym drzewku uznać należy, że na jego ciemnych gałązkach jak gwiazdki jaśniały setki małych świeczek i że samo drzewko rozbłyskując i migocząc, uprzejmie zapraszało dzieci, by zrywały z niego kwiaty i owoce. Wokół choinki wszystko mieniło się cudownymi kolorami ? jakież tam były wspaniałości ? tak, któż mógłby to opisać!? hoffmann choinkaJak wiele możemy dowiedzieć się z powyższego fragmentu! Hoffmann w mistrzowski sposób kreśli idylliczny obraz Wigilii Bożego Narodzenia, przekonująco prosząc swych czytelników i słuchaczy, do których zwraca się bezpośrednio na samym początku rozdziału, by włączyli się w ten ?magiczny? nastrój. Równocześnie w charakterystyczny dla siebie sposób przełamuje tę podniosłą atmosferę dodając żartobliwą uwagę o spontanicznych podskokach Frycka, które ?zresztą całkiem dobrze mu się udały?. I taka będzie cała książka: z jednej strony będzie opowiadać o rzeczach podniosłych i ważnych: o odwadze, poświęceniu i miłości, z drugiej strony zawierać będzie cenne obserwacje społeczne zabarwione ironią i sarkazmem. Jak każda dobra literatura napisana dla dzieci będzie to równocześnie książka interesująca dla dorosłych, czym zresztą bardzo mocno przypomina współczesne produkcje filmowe w rodzaju Shreka, które mają bawić dzieci i nie nudzić dorosłych (i odwrotnie).

hoffmmann pajaceDziadek do Orzechów to baśń szczególna. Jak wskazuje Dawid Blamires w swojej książce The Impact of Germany on English Children?s Books 1780-1918 (2009), tekst Hoffmanna, w którym miesza się świat realistyczny i świat fantazji, jest prekursorski chociażby w odniesieniu do wydanej  niemal pięćdziesiąt lat później Alicji w krainie czarów Lewisa Carrolla. Także inne wątki zostaną podjęte w późniejszych dziecięcych bestsellerach. Główna bohaterka dostaje się do zaczarowanej krainy przez rękaw podróżnego futra swego taty ? prawie 150 lat później w Kronikach z Narnii dzieci będą przedostawać do zaczarowanej krainy przez szafę pełną ubrań.  hoffmann3Baśń Hoffmanna jest także nowatorska pod innym względem. Chociaż pierwotnie napisana dla dzieci, pozbawiona jest choćby cienia dydaktyzmu. Autor nie chce moralizować, lecz opowiadać. Swą opowieść konstruuje na dodatek w taki sposób, że do końca nie możemy być pewni, co tak naprawdę chciałby nam powiedzieć. Nie wiemy na przykład, czyją stronę trzyma ojciec chrzestny ? swego bratanka, Marii, jej rodziców, Króla Myszy? Nie dowiadujemy się także, skąd bierze się głęboka niechęć młodego Drosselmeiera do stryja. Autor myli tropy, przez co tekst pozostaje wieloznaczny w odbiorze i otwarty na różne odczytania.  ilustracja Aleksandry Kucharskiej-Cybuch do książki "Dziadek do Orzechów i Król Myszy"Nie będę tutaj referować akcji książki, gdyż nie chciałabym psuć przyjemności z lektury. Warto jednak wspomnieć, że znany w całym świecie balet Piotra Czajkowskiego Dziadek do Orzechów to dość luźna wersja baśni Hoffmanna. Autor libretta opierał się ponadto na francuskim (również dość dowolnym) przekładzie baśni autorstwa Aleksandra Dumasa. Dlatego nawet jeśli Państwo sądzicie, że świetnie znacie Dziadka, zachęcam do lektury.  hoffmann myszWięcej o samej książce i jej przekładzie napisałam w posłowiu do mojego tłumaczenia tej baśni. Osobny tekst poświęciłam słodyczom, gdyż odgrywają one szczególną rolę w tej baśni, a zadaniem tłumacza jest zachowanie wszystkich obrazowych i sugestywnych opisów krainy, która składa się z samych słodkości.
[por. Investigationes Linguisticae: http://www.staff.amu.edu.pl/~inveling/pdf/Pieciul-26.pdf]

Zachęcam do lektury Dziadka do Orzechów i namawiam do przeczytania tej książki w moim przekładzie (w języku polskim istnieje bowiem aż osiem przekładów tej książki) nie tylko dlatego, że jestem do niej przywiązana z oczywistych powodów, lecz także ze względu na ilustracje Aleksandry Kucharskiej-Cybuch, które znalazły się w tym właśnie wydaniu.  

hoffmann figurkiAutorka ilustracji stała się bowiem również interpretatorką fabuły ? wystarczy spojrzeć na pierwszą ilustrację, która przedstawia rodzeństwo, a zza drzwi widać niepokojącą postać ojca chrzestnego Drosselmeiera z mysimi uszami. Czyżby Drosselmeier pochodził z mysiego świata? Taka interpretacja nie jest wcale błędna: w końcu trudno dociec, kogo wspiera ojciec chrzestny ? Króla Myszy, swojego krewniaka, Marię? Co robi w czasie bitwy na zegarze, gdy tłumi jego bicie? Przecież w ten sposób chce, by myszy nie przelękły się hałasu i nie uciekły, a zatem czyżby w bitwie był po stronie myszy, a przeciwko armii Dziadka do Orzechów? Warto przeanalizować ilustracje Aleksandry Kucharskiej-Cybuch, bo oddają one charakterystyczne dla autora przemieszanie rzeczywistości i ułudy. Autorka ilustracji myli tropy całkowicie w Hoffmannowskim duchu, zaprasza nas do wnikliwej lektury i zadawania pytań. 

Ponieważ Święta Bożego Narodzenia za pasem, życzę Państwu pod choinkę wielu książkowych prezentów i wystarczająco dużo czasu, by przeczytać wiele dobrych książek.

 hoffmann okładka

Wszystkie cytaty i ilustracje pochodzą z następującego wydania:

E. T. A. Hoffmann, Dziadek do Orzechów i Król Myszy, Poznań: Media Rodzina 2011.

Przekład: Eliza Pieciul-Karmińska, ilustracje: Aleksandra Kucharska-Cybuch, redakcja: Maria Bosacka.

 

Rumpelsztyk i Titelitury – wielka zagadka literacka

ilustracja do baśni "Rumpelsztyk", <a href=illness autor: Otto Ubbelohde ("Baśnie dla dzieci i dla domu" J. i W. Grimmów, Poznań: Media Rodzina, 2010)” src=”http://pracowniawyrazu.amu.edu.pl/wp-content/uploads/2013/10/262.tif” />

Powyższa ilustracja autorstwa niemieckiego malarza Ottona Ubbelohdego pochodzi ze zbioru „Baśnie dla dzieci i dla domu” Jakuba i Wilhelma Grimmów (Poznań: Media Rodzina, 2010) i wprowadza nas w samo sedno baśni nr 55 zatytułowanej ?Rumpelstilzchen?. Baśń ta u nas praktycznie nieznana należy do czołówki najbardziej popularnych i lubianych baśni braci Grimm w Niemczech. ?Rumpelstiltskin?, bo tak brzmi angielska wersja tytułu, jest niemniej popularny w świecie anglosaskim: postać porywczego karzełka odnaleźć można w licznych nawiązaniach w literaturze czy filmie. Najlepiej o obecności tej postaci w masowej wyobraźni kultury anglosaskiej świadczy filmowy przebój ?Shrek?. Karzeł pojawia się najpierw w drugiej jego części w epizodzie (pośród innych negatywnych postaci bajkowych w gospodzie The Poison Apple). W części trzeciej odgrywa już większą rolę, biorąc udział w rebelii przeciwko królowi. W czwartej części ?Shreka? (?Shrek Forever After?) staje się głównym antagonistą.

 

"Shrek" - Rumpelstiltskin
„Shrek” – Rumpelstiltskin

Czy jednak polski widz miał szansę rozpoznać w tej postaci bohatera Grimmowskiej baśni? Niekoniecznie, gdyż sam tłumacz ścieżki dźwiękowej nie był chyba do końca świadomy, kim jest Rumpelstiltskin, o czym świadczy niekonsekwencja w dobrze imienia dla tego bohatera ? najpierw zwie się on po prostu Rumpelstilskin, potem Rumpelnicki, a na koniec Rumpel? Polski widz może być zdezorientowany i z pewnością nie rozpozna aluzji, którą rozpoczyna się czwarta część ?Shreka?, czyli stwierdzenia, że karzełek posiada ?referencje od samego króla Midasa?.

Treść baśni

Żeby móc rozpoznawać aluzje i bawić się ironicznymi odniesieniami, trzeba dobrze znać oryginał. O czym zatem opowiada baśń „Rumpelstilzchen”? Jej treść wygląda w skrócie tak:

Pewien młynarz w rozmowie z królem, ?żeby dodać sobie znaczenia?, utrzymuje, że jego córka potrafi prząść złoto ze słomy. Chciwy król postanawia to sprawdzić i pod groźbą śmierci nakazuje młynarzównie uprząść przez noc słomę wypełniającą całą komnatę. Zrozpaczonej dziewczynie pomaga mały człowieczek, który nagle zjawia się w komnacie i w zamian za jej naszyjnik przędzie ze słomy złoto. Następnego dnia sytuacja się powtarza: król pragnie jeszcze więcej złota, dziewczyna płacze zamknięta w komnacie, zjawia się człowieczek i w zamian za pierścień wypełnia polecenie króla. Trzeciego dnia król obiecuje dziewczynie ożenek, jeśli ta i tym razem uprzędzie złoto ? w nocy człowieczek zjawia się ponownie, a że dziewczyna nie ma już nic do podarowania, w zamian za pomoc musi mu obiecać swoje dziecko, które urodzi już jako królowa. Z pomocą człowieczka młynarzówna zostaje królową, a po roku wydaje na świat dziecko. Wtedy zjawia się ów człowieczek żądając spełnienia obietnicy. Królowa płacze, a karzeł lituje się i daje jej szansę: królowa ma trzy dni, by odgadnąć jego imię, a jeśli jej się to uda, zatrzyma dziecko. Pierwszego dnia królowa wymienia wszystkie znane sobie imiona oraz imiona ze swego kraju, o których dowiedział się jej posłaniec, ale przy każdym z nich człowieczek mówi: ?Tak się nie nazywam?. Drugiego dnia królowa wymienia imiona, o które przez posłańca wypytała w krajach sąsiednich, w tym najdziwaczniejsze i najbardziej niezwyczajne, ale bez skutku.

ilustracja do baśni Rumpelsztyk, autor: Adolf Born ("Baśnie" J. i W. Grimmów, Poznań: Media Rodzina, 2009)
ilustracja do baśni Rumpelsztyk, autor: Adolf Born („Baśnie” J. i W. Grimmów, Poznań: Media Rodzina, 2009)

Trzeciego dnia posłaniec donosi królowej, że na skraju lasu, tam, ?gdzie diabeł mówi dobranoc?, znalazł małą chatkę, a przed nią przy ogniu skakał człowieczek ?mizernej postury? i krzyczał: ?Ach, wie gut ist, daß niemand weiß, daß ich Rumpelstilzchen heiß!?. Gdy człowieczek zjawia się u królowej po raz ostatni, ta najpierw pyta go o dwa banalne imiona (o czym więcej poniżej), by w trzecim ostatnim pytaniu wyjawić, że zna imię człowieczka. A ten ze złości własnoręcznie rozrywa siebie na pół.

Warto wiedzieć, że oryginalne imię Rumpelstilzchen jest imieniem znaczącym, złożonym z wyrazów: rumpeln (rütteln: trząść, potrząsać) oraz Stelzen (szczudła, prawdopodobnie chodzi tutaj o przedmioty w rodzaju nogi stołowej). Rumpelstilz to ludowe określenie złośliwego kobolda, który hałasuje potrząsając domowymi sprzętami ? podobnie jak lepiej rozpoznawalny w języku polskim Poltergeist (w języku niemieckim znany również jako Rumpelgeist). Rumpelstilzchen  to forma zdrobniała, która stała się imieniem tytułowego kobolda w baśni Grimmów.

Titelitury ? zagadka literacka

Jeśli zapytać dziecko w wieku szkolnym, jak zwie się ów karzełek, który w napadzie wściekłości rozerwał się na pół, to z pewnością ? w oparciu o czytane w szkole obowiązkowe lektury ? powie ono, że jest to ?Titelitury?.

"Titelitury" przekład Marceli Tarnowski
„Titelitury” przekład Marceli Tarnowski

Tak brzmi imię Rumpelstilzchena w przekładzie Marcelego Tarnowskiego, będącego częścią pierwszego pełnego wydania wszystkich dwustu baśni Grimmów (1982) ? jednakże w notce ?Od Redakcji? do niniejszego tomu czytamy, że w pierwotnej wersji Tarnowskiego imię to brzmiało ?Hałasik?, lecz zostało zmienione. Uzasadnienie tej zmiany brzmi następująco: >>… np. tajemniczego pomocnika (w oryg. Rumpelstilzchen), którego imię zdradza ptaszek, przemianowano z Hałasika na Titelitury, co brzmi bardziej wdzięcznie i jest łatwiejsze do wyśpiewania przez ptaka…<<. Jest to wyjaśnienie kuriozalne, gdyż w tekście oryginału, jak również w tłumaczenia Tarnowskiego, do którego odnosi się redakcja, nie pojawia się żaden ptaszek ? swe imię karzeł zdradza sam: >>…wokół ogniska skakał i tańczył na jednej nodze śmieszny karzełek wołając: (…) Bo nikt nie wie o tym, żem jest Titelitury/ O tym nie wie nikt na całym świecie!<<.

Titelitury 2

Jest to fakt niezwykle interesujący: u źródeł przemianowania tytułowego bohatera o imieniu ?najsławniejszym w świecie baśni? i wprowadzenia do obiegu czytelniczego imienia ?Titelitury? leży błąd i to błąd niezwykle poważny, bo będący ? jak można przypuszczać ? skutkiem nieznajomości tekstu, w którym dopuszczono się tak poważnej zmiany. Ponieważ redakcja uznała, że imię zostało wyjawione przez ptaszka, więc twierdzi, że wybrała imię naśladujące trel ptaka: ?Titelitury?. Ale czy jest to wystarczające wyjaśnienie przedziwnej zamiany imienia ?Rumpelstilzchen? na ?Titelitury??

W notce ?Od Redakcji? ani słowem nie wspomina się o bardziej prawdopodobnym źródle nowego imienia. A przecież w różnych językach świata istnieją analogiczne baśni o demonie, którego imię musi zostać odgadnięte. W Austrii jest to przykładowo Purzingele, w języku angielskim Tom Tit Tot, a w Szwecji właśnie Titteli Ture, który również sam zdradza się wyśpiewując wierszyk. Szwedzkie imię ?Titteli Ture? wykorzystuje aliterację, tymczasem polskie wcielenie tego imienia ? właśnie z racji (świadomego lub nie) ukrywania źródła imienia ? traci niestety ten walor stylistyczny.

Zatem wygląda na to, że ktoś w redakcji tomu uznał, że ?Hałasika? należy przerobić na szwedzkiego ?Titelitury? (zniekształcając zresztą pierwowzór), a inny redaktor nie znając źródła imienia dopisał uzasadnienie o ptaszku zdradzającym imię gnoma i o imieniu przypominającym jak żywo trel ptaka… Zaiste pasjonująca historia, tylko jak ją pogodzić z wiernością wobec autora i tekstu?

Poprzednia wersja (?Hałasik?) miała przynajmniej ambicję przekazania wartości semantycznej imienia, ?Titelitury? jest niestety przekładem nie tylko chybionym, ale i całkowicie nieuprawnionym. Któż domyśli się, że mamy tu do czynienia z analogiczną szwedzką postacią? I dlaczego niemiecką baśń tłumaczy się za pomocą szwedzkiego źródła?

przykładowa okładka wydania baśni
przykładowa okładka wydania baśni

Wybór imienia ?Titelitury?, abstrahując nawet od błędu leżącego u jego źródła, prowadzi do wielu strat, gdyż ?Titelitury? nijak nie nawiązuje do oryginalnego imienia: ani na płaszczyźnie formalnej (jak czyni to przekład angielski) ani na płaszczyźnie semantycznej (jak ?Dydko? czy ?Hałasik?). Czytelnik polski obcujący jedynie z polskim przekładem (i to od dzieciństwa) nie jest w stanie odnieść się do istniejących w języku niemieckim czy angielskim nawiązań. Ta część obiegu kulturowego zostaje przed nim zamknięta. A ponieważ znaczenie Rumpelstilzchena wykracza daleko poza sam tekst Grimmów i postać ta funkcjonuje w najrozmaitszych kulturowych odwołaniach, to jej zafałszowanie w polskim przekładzie uznać należy za szczególnie zgubne w skutkach. Kulturotwórcza rola tłumacza (bądź redaktora) ujawnia się tutaj w wyjątkowo negatywnym aspekcie.

Rumpelsztyk

W przekładzie proponowanym przez autorkę niniejszego tekstu tytułowa postać nazywa się ?Rumpelsztyk?. Głównym źródłem tego wyboru translatorskiego była nie tylko konieczność naprawienia błędu, lecz przede wszystkim utrzymanie w tekście polskim przejrzystego nawiązania do oryginalnego tytułu. Podobnie jak w tłumaczeniu angielskim dochodzi więc do straty na poziomie semantycznym, gdyż zachowując to mówiące imię, ?Rumpelstilzchen? mógłby zostać zgodnie ze swą etymologią przemianowany na ?Trzesinóżkę?. Jednakże symbolika tej mitycznej postaci w globalnym obiegu kulturowym jest o wiele ważniejsza niż sama etymologia, którą z powodzeniem można wyjaśnić w przypisie tłumacza. Ponadto poprzez kalkę imienia udaje się utrzymać obcość formy tego imienia, a dzięki temu zachować można istotny onomastyczny aspekt oryginału: imię demona ma być ?nieludzkie?, niemożliwe do odgadnięcia.

 

fragment baśni "Rumpelsztyk" w przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej ("Baśnie dla dzieci i dla domu", Poznań: Media Rodzina, 2010)
fragment baśni „Rumpelsztyk” w przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej („Baśnie dla dzieci i dla domu”, Poznań: Media Rodzina, 2010)

Równocześnie imię Rumpelstilzchen zostało nieznacznie spolszczone ? by nie stawało się barierą w odbiorze baśni (czytelnik polski nie musi być zaznajomiony z zasadami wymowy niemieckiej końcówki zdrabniającej ?-chen?) oraz by równocześnie mogło stać się elementem kluczowej dla tej baśni rymowanki: ?Nie odgadnie nigdy nikt, że mam imię Rumpelsztyk!?. Wszystko to zostało umieszczone w przypisie do tej baśni.

początek baśni "Rumpelsztyk" w przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej ("Baśnie dla dzieci i dla domu", Poznań: Media Rodzina, 2010)
początek baśni „Rumpelsztyk” w przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej („Baśnie dla dzieci i dla domu”, Poznań: Media Rodzina, 2010)

Z dużą satysfakcją autorka niniejszego tekstu odnotowuje, iż Rumpelsztyk zaczyna się upowszechniać:

  1. Rumpelstiltskin ze znanego serialu „Once upon a time” (w którego wciela się Robert Carlyle) zwie się w polskojęzycznej wersji Rumpelsztyk;
  2. w dwujęzycznej inscenizacji teatralnej w teatrze w Schwedt pojawia się  para Rumpelstilzchen/Rumpelsztyk:
    http://www.theater-schwedt.de/idx/info/1201/sub/1/
  3. ślady Rumpelsztyka w „Śladach” Ernsta Blocha w przekładzie Anny Czajki (polecamy wiersz „Czerwone okno”) – w linku niestety tylko przypisy, ale za to jakie!
    http://www.wuj.pl/UserFiles/File/FRAGMENTY/Bloch_fragment2(1).pdf
  4. ?Trzy opowiastki dla dzieci? Jamesa Donnelly?ego z ilustracjami Edwarda Goreya w przekładzie Michała Rusinka: jedna z trzech opowiastek zatytułowana jest ?Rumpelsztyk?. W tym miejscu chciałabym zaznaczyć, że w książce zabrakło stosownej informacji, iż imię „Rumpelsztyk” zostało zaczerpnięte z przekładu Elizy Pieciul-Karmińskiej opublikowanego w wydawnictwie Media Rodzina:
    http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,4051,Trzy-opowiastki-dla-dzieci

 

sztuka "Rumpelstilzchen/Rumpelsztyk" w teatrze w Schwedt
sztuka „Rumpelstilzchen/Rumpelsztyk” w teatrze w Schwedt

Rumpelsztyk ? wielki nieobecny

Rumpelstilzchen tak dobrze znany w kulturze niemieckiej, a w świecie anglosaskim obecny na prawach niemalże rodzimej postaci baśniowej, w recepcji polskiej jakby nie istnieje. Z pewnością złożyły się na to dwa czynniki: zniekształcona recepcja baśni Grimmów w całości oraz perturbacje tłumaczeniowe dotyczące tytułowego imienia: brak jednej, przekonującej wersji imienia sprawił, że postać gnoma nie była w stanie zadomowić się w kulturze polskiej.

Szczególnie jaskrawym dowodem jego nieobecności są przekłady z języka angielskiego odwołujące się do tego baśniowego bohatera ? tłumacze z języka angielskiego nazbyt często przyjmują, że Rumplestiltskin to rodzima postać anglosaska i bezrefleksyjnie przenoszą do języka polskiego w niezmienionej postaci angielską kalkę niemieckiego imienia, nie zdając sobie sprawy, że tak naprawdę mają do czynienia z bohaterem Grimmowskim, który wcale nie nazywa się Rumpelstiltskin.

Rumpelstiltskin
Rumpelstiltskin

Więcej o Rumpelsztyku można poczytać na jego profilu na Facebooku ? zapraszam do polubienia [https://www.facebook.com/rumpelsztykpl?ref=hl].

Rumpelsztyk będzie wdzięczny za wszelkie sugestie dotyczące rozwiązania naszej zagadki literackiej, czyli możliwych przyczyn zastosowania imienia ?Titelitury?!

Bardziej naukowa wersja opowieści o Rumpelsztyku znajduje się w moim artykule: E. Pieciul-Karmińska, Polskie losy tytułowego imienia Rumpelstilzchen z baśni braci Grimm,  [w:] Onomastica, Kraków 2010. (51-67)

 

O złotej rybce i turbocie, czyli o wierności w przekładzie

Ponieważ wakacje za pasem, unhealthy w moich rozważaniach Grimmowskich postanowiłam uwzględnić motywy morsko-rybne i opowiedzieć dzisiaj o wierności w przekładzie na przykładzie baśni o Rybaku i jego żonie.

Jest to jedna z dwóch baśni (druga to: O drzewie jałowca), które opierały się na wersji przekazanej przez malarza Philipa Ottona Rungego spisanej w dialekcie platt. Autor rękopisu wysłanego w roku 1806 w liście do wydawcy w Heidelbergu zapewniał, że ?starał się je [baśnie] spisać tak, jak je słyszał? od piastunek. Użycie dialektu przemawia za autentycznością tekstu, jednocześnie nie sposób nie dostrzec starannej kompozycji tej baśni, która zdradza artystyczny (w tym także malarski) zamysł Rungego.

Jeśli prześledzić akcję baśni, to wyszczególnić w niej można sześć życzeń żony rybaka, które traktować należy zgodnie z potrójną strukturą baśni ludowych, jako dwie trójki. Pierwsze trzy życzenia związane są z powiększeniem stanu posiadania: żona rybaka, która dotąd żyła w starej chałupie, żąda 1) domku z ogródkiem, 2) kamiennego zamku, 3) zamku królewskiego (pozycja króla nie była wówczas uważana za szczególnie istotną, bo królów było wielu  i rządzili niewielkimi terytoriami). Następne trzy życzenia dotyczą władzy: 1) żona najpierw pragnie być cesarzem (bo cesarz jest tylko jeden w całym państwie), 2) następnie papieżem (czyli najwyższym władcą ówczesnego świata), a gdy 3) żąda, by być jak ?dobry Bóg?, to jej hybris doprowadza ją do upadku. Początek baśni brzmi: ?Dawno, dawno temu żyli sobie rybak i jego żona. Mieszkali razem w starej chałupie nad samym morzem?? ? koniec baśni to smutne restitutio ad integrum, powrót do punktu wyjścia ?I siedzą tam [w starej chałupie] po dziś dzień?.

autor ilustracji: Otto Ubbelohde, "Baśnie dla dzieci i dla domu", Poznań: Media Rodzina, 2010

Malarski zamysł Rungego odgadnąć można w zmieniających się barwach morza. Na początku, gdy rybak z żoną żyją jeszcze w starej chałupie, woda jest przejrzysta. Potem woda coraz  bardziej ciemnieje: gdy rybak prosi o domek, woda jest zielonożółta; gdy prosi o kamienny zamek woda zmienia barwę na fioletowogranatową. Prośba o zamek królewski powoduje zmianę koloru wody na ciemnoszarą, a przy życzeniu żony rybaka, by być jak cesarz, woda jest już całkiem czarna. Eskalacji życzeń żony odpowiada także zmieniająca się pogoda. Na samym początku rybak siedzi nad spokojną, przejrzystą wodą ? przy ostatnim życzeniu trwa już apokaliptyczna burza: ?Domy i drzewa wywracały się, a góry drżały, aż odłamy skał spadały do morza. Niebo było czarne jak smoła, grzmiało i błyskało, a na morzu szalały bałwany wysokie jak wieże kościelne i góry, a wszystkie miały na wierzchołkach białą koronę z piany? (J. i W. Grimm, Baśnie, tłum. Eliza Pieciul-Karmińska, Poznań: Media Rodzina, s. 187).

autor ilustracji: Otto Ubbelohde, "Baśnie dla dzieci i dla domu", Poznań: Media Rodzina, 2010

Warto dopowiedzieć, że pomimo tych literacko-malarskich zabiegów bracia Grimm uważali właśnie tę baśń za ideał baśni ludowej.

W polskich przekładach przyjął się tytuł O rybaku i złotej rybce, mimo że oryginalny tytuł brzmi Von dem Fischer un syner Fru (O rybaku i jego żonie). Ukazują to liczne wydania i towarzyszące im ilustracje.

 okładka

W różnych przekładach przeczytamy taki oto opis sceny złapania rybki:

??a kiedy ją [wędkę] wyciągnął, ujrzał dużą złotą rybkę, zawieszoną na haczyku.? (Tarnowski);

?? w sieć zaplątała się ryba. Była cała złota? (Sójka).

I właśnie dla tej ?złotej rybki? nie ma w tekście oryginału żadnego uzasadnienia. Cytowane zdanie brzmi w oryginale (platt i Hochdeutsch): ??so haald he enen grooten Butt? [??da zog er einen großen Butt heraus?], a w moim przekładzie: ?? wyciągnął z wody potężnego turbota?, gdyż zaklęty książę nie jest bajkową ?złotą rybką?, lecz bardzo konkretnym gatunkiem ryby, mianowicie turbotem (der Butt): rybą bardzo piękną i okazałą.

turbot

Oceńmy na tym przykładzie zalety przekładu wiernego, zrywającego z tradycją. Po pierwsze, wierny przekład zachowuje zgodność płci ? baśń mówi bowiem, że turbot to zaczarowany książę. Ponadto książę ów posiada przecież potężną moc: spełnia coraz bardziej wymyślne życzenia żony rybaka oraz panuje nad naturą wywołując groźne morskie nawałnice. Tymczasem ?złota rybka? przywodzi na myśl odmienne skojarzenia: miłego, bajkowego stworzenia jak z filmów Disneya. Równocześnie użycie zdrobniałego słowa ?rybka? rodzi charakterystyczny paradoks ? w przekładzie Tarnowskiego pojawia się bowiem ?duża złota rybka?…

złota rybka

Ale obecność turbota w polskim przekładzie ma jeszcze jeden, o wiele ważniejszy wymiar. Trzeba bowiem pamiętać o dalszych losach baśni O rybaku i jego żonie. W literaturze niemieckiej najsilniej nawiązał do niej Günter Grass w swej powieści Turbot. Dla polskiego czytelnika wychowanego na złotej rybce to intertekstualne nawiązanie pozostanie całkowicie nieczytelne. Szczególnie, że w powieści Grassa turbot posiada moc analogiczną do potęgi zaklętego księcia z baśni Grimmów. Zyskuje on rangę demiurga i jak pisze prof. Maria Janion we wstępie do polskiego wydania powieści, wciela się on ?w wiele boskich postaci: heglowskiego Ducha Świata czy niszczącej, męskiej, wojowniczej zasady. Nazywany był >męskim Superego<? . Nasza polska ?złota rybka?, również ze względu na różnicę płci, nie mogłaby reprezentować owego bosko-męskiego pierwiastka.

autor ilustracji Otto Ubbelohde, "Baśnie dla dzieci i dla domu", Poznań: Media Rodzina, 2010

Pewną ciekawostką w powieści Grassa jest literacka legenda, która sugeruje, iż bracia Grimm otrzymali od malarza Rungego dwie wersje baśni:  pierwszą, znaną nam, z żoną rybaka jako osobą nienasyconą posiadanym majątkiem i władzą oraz drugą z mężczyzną, który wyraża ?coraz dalej idące żądania: pragnął być niezwyciężony na wojnie; chciał gigantycznych mostów, domów, wież, szybkich wozów samoczynnie się poruszających, podwodnych statków; wymyślił sobie, że najpierw zapanuje nad ziemią, a następnie doleci do samego nieba. Ostatnie życzenie powoduje ogólną katastrofę, wszystko pada w proch i pył, wreszcie nadchodzi lodowiec i mrozi cały świat. >I w starej chacie pod lodem siedzą oboje po dziś dzień?, tak kończyć się miała druga, katastroficzna wersja baśni? (Maria Janion, Mężczyzna, kobieta i dzieje, w: G. Grass, Turbot, Gdańsk: Oskar, 1995, s. 11). Nieprzypadkowo ta właśnie wersja ? sugeruje Günter Grass ? przypominająca jako żywo dzieje świata i postępu technicznego, została przez braci Grimm przemilczana, a główną winowajczynią baśni jest kobieta, a nie mężczyzna. Grass sugeruje, że ?turbot wszedł w sojusz z Grimmami w celu ochrony patriarchalnego porządku? (ib., s. 18) i że to właśnie tutaj szukać należy źródeł ludowego mizoginizmu (?Baba z wozu, koniom lżej?).

 

autor ilustracji: Adolf Born, Jakub i Wilhelm Grimm, "Baśnie", Poznań: Media Rodzina, 2009
autor ilustracji: Adolf Born, Jakub i Wilhelm Grimm, „Baśnie”, Poznań: Media Rodzina, 2009

O wielkiej roli kobiety w tej baśni świadczy fakt, że jest ona nazwana z imienia, co raczej się nie zdarza w baśni ludowej, która nie opowiada dziejów indywidualnych bohaterów, lecz raczej pewnych typów (młodzieńca, pięknej dziewczyny, królewicza). Ilsebill, żona rybaka, pojawia się oczywiście w Grassowskim Turbocie, ale i tego nawiązania czytelnik polski nie rozpozna, gdyż w dotychczasowych polskich przekładach żona rybaka pozostawała bezimienna. Tymczasem w oryginale poznajemy jej imię w wierszyku, którym rybak wzywa turbota:

Manntje, Manntje, Timpe Te,
Buttje, Buttje in der See,
Myne Frau, de Ilsebill,
Will nich so, as ik wol will.

basnie braci grimm.indd

W przekładzie Tarnowskiego wierszyk ten brzmi następująco:

Złota rybko, złota rybko,
Usłysz, usłysz me wołanie,
Żona moja mnie przysyła,
Byś spełniła jej żądanie!

Postulat wierności sprawił, że w moim przekładzie tej baśni w wierszyku znajduje się nie tylko turbot zamiast złotej rybki, ale i imię żony rybaka: Ilsebill. Dodatkową informacją, nieobecną we wcześniejszym przekładzie, jest wyraźne zdystansowanie się rybaka od kolejnych życzeń żony:

Cny turbocie, jakich mało,
mojej żonie Ilsebill
w głowie się poprzewracało,
przybądź tu na kilka chwil!

basnie braci grimm.indd

Wierny przekład nie pozbawia więc polskiego czytelnika wiedzy, jaką posiada odbiorca oryginału. Znając prawdziwe wcielenie zaczarowanego księcia oraz imię żony rybaka będzie on mógł bez trudu rozpoznać aluzje w powieści Grassa. Na marginesie trzeba oczywiście wspomnieć, że przekład oryginalnego wierszyka ograniczony jest przez obecność gwary ? trudno byłoby znaleźć polski odpowiednik dla wyliczanki: ?Manntje, Manntje, Timpe Te?.

 

A na deser przykład, jak nie należy tłumaczyć (wierszyk należy przeczytać na głos, by w pełni wybrzmiał jego rytm):

O człowieku mórz!
Usłuchaj mnie!
Moja żona ma
swoje własne życzenie.
I wysłała mnie
aby prosić Cię
o Twoje
dobrodziejstwo. (Jańczyk)

autor ilustracji: Otto Ubbelohde, "Baśnie dla dzieci i dla domu", Poznań: Media Rodzina, 2010

 

Korzystałam z następujących źródeł:

Maria Janion, Mężczyzna, kobieta i dzieje, w: G. Grass, Turbot, tłum. Sławomir Błaut, Gdańsk: Oskar, 1995.
Heinz Rölleke, Die Märchen der Brüder Grimm. Eine Einführung, Stuttgart: Reclam, 1992.

Ilustracje do baśni pochodzą z następujących wydań:

J. i W. Grimm, Baśnie, tłum. Eliza Pieciul-Karmińska, ilustrował Adolf Born, Poznań: Media Rodzina, 2009.
J. i W. Grimm, Baśnie dla dzieci i dla domu, tłum. Eliza Pieciul-Karmińska, ilustrował Otto Ubbelohde, Poznań: Media Rodzina, 2010.

„Krwawe, brutalne i ponure”

 

W grudniu 2012 r. wszystkie opiniotwórcze gazety niemieckie odnotowały okrągły jubileusz pierwszego wydania baśni braci Grimm. O jubileuszu pisano także w innych krajach ? szczególnie anglosaskich. Sam Google świętował 20. grudnia 2012 r. za pomocą specjalnie na tę okazję przygotowanego ?doodle?a? składającego się z 22 slajdów przedstawiających historię Czerwonego Kapturka.

 

Doodle Google przygotowany z okazji dwusetlecia pierwszego wydania baśni braci Grimm
Doodle Google przygotowany z okazji dwusetlecia pierwszego wydania baśni braci Grimm

Continue reading